Rozmawiamy późnym wieczorem w jednej z warszawskich restauracji. Ewa Wiertel odbiera telefon od Przemka. „Jest w domu u Nicole. Razem przygotowują kolację. Nicole ma talent do gotowania” – streszcza rozmowę. Obie Ewy mają w sobie dużo dobrej energii. Dużo przeszły. Ewa Pacuła przez dwa lata walczyła o zdrowie Nicole. Ewie Wiertel w lipcu zmarł nagle ukochany tata. Dramatyczna walka o życie Przemka bardzo je zbliżyła. Są zgodne, że to były ich najtrudniejsze dni. „Czułyśmy, że wspierają nas tysiące ludzi. Mój telefon nie przestawał dzwonić, SMS-y zablokowały mi skrzynkę” – mówi Ewa Pacuła. Druga Ewa do dziś ma kilkaset SMS-ów: „Na pewno ich nie skasuję. To nasza historia. Czułam życzliwość ludzi, ich modlitwy. Wierzę, że dotarły do Przemka. Byłam tak szczęśliwa, kiedy wrócił do domu. Na początku bałam się zasnąć”. Dopiero teraz opadają z nich emocje. Dużo śpią, schudły kilka kilogramów. „Gdy patrzę w lustro, widzę siebie starszą o kilka lat. Mam nadzieję, że to się zmieni” – śmieje się Ewa Pacuła.

Gala: Jak to wszystko zniosłyście?

Ewa Wiertel: Szczerze mówiąc, nie wiem. To, że byłyśmy razem, wzajemne wsparcie, rodzina, przyjaciele, znajomi, anonimowi ludzie – to dodawało mi sił i pomogło przetrwać. Plus wiara, że nie może być źle.

Ewa Pacuła: Na początku byłam szczęśliwa, że to już, że przeszczep doszedł do skutku i wszystko się powiodło. Potem przyszły dramatyczne dni, emocje sięgające zenitu i czekanie na poprawę. Aż wreszcie euforia, radość i ulga. Chciałam podziękować wszystkim znajomym i nieznajomym, bo na pewno dostałam od nich wiele siły.

Gala: Te dni was zmieniły?

E.P.: Czuję w sobie taką siłę, że mogłabym góry przenosić. Przekonałam się, że należy korzystać z każdego dnia, bo nigdy nie wiemy, co los przyniesie, ile mamy jeszcze czasu. Zdecydowanie mniej planuję. Choroba Nicole i Przemka pokazały mi, jak to jest złudne.

E.W.: Kiedyś przejmowałam się drobiazgami, teraz odpuszczam. Bardziej doceniam życie. Każdy dzień z Przemkiem jest dla mnie świętem. Czasami wystarczy nam spojrzenie. Jest w nas spokój, pewność siebie i wspólnej przyszłości.

Gala: To, co przydarzyło się Przemkowi, zdarza się raz na 80 tysięcy operacji. Wasz świat stał się mniej bezpieczny i przewidywalny?

E.P.: Nie, bo wszystko dobrze się skończyło. Teraz bardziej wierzę w życie.

Gala: Święta i sylwestra spędziliście wszyscy razem?

E.P.: Był jeszcze z nami mój chłopak Marcin, moja siostra Joanna i brat z żoną. Nicole była przeszczęśliwa. Przygotowała rewelacyjne sałatki, pierogi, upiekła nawet ciasto.

E.W.: Zamiast kolęd było karaoke (śmiech). W sylwestra nałożyliśmy śmieszne peruki i kapelusze. Nicole wymyślała kalambury. Ja u Ewy w domu czuję się jak u siebie.

Gala: Nicole po feriach wróci do szkoły?

E.P.: Dopiero w kwietniu, jak zrobi się cieplej. Z każdym dniem jest coraz silniejsza, wygląda pięknie. Przed przeszczepem nie miała siły wstać z łóżka, teraz tryska energią. Już prawie zapomniałyśmy, jak było ciężko.

Gala: Chcecie wyrzucić z pamięci to, co działo się z Przemkiem?

E.W.: Myślę, że byłoby dużym błędem, gdybyśmy to zrobiły. Nie wiem jeszcze, dlaczego zostaliśmy tak doświadczeni. Dużo o tym myślę.

E.P.: Może po to, żebyśmy byli tak blisko siebie? Przemek z Nicole ma teraz fantastyczny kontakt. Jest taki mięciutki, głaszcze ją po włosach, przytula. Nika bierze tatusia do swojego pokoju i godzinami rozmawiają. Wcześniej Nicole jakby się Przemka wstydziła.

Gala: Kiedy dowiedziałyście się o komplikacjach po operacji...

E.W.: W sobotę po 11 byłam już w szpitalu i stamtąd zadzwoniłam do mamy i Ewy, dwóch najbliższych mi osób w tej sytuacji.

E.P.: Ja byłam cały czas z Nicole w Centrum Zdrowia Dziecka. O 12 dostałam informację od moich lekarzy, że z Przemkiem wszystko dobrze, operacja się kończy, już zaszywają mu skórę. Od razu powiedziałam o tym Ewie.

E.W.: Pomyślałam, że za pół godziny wywiozą go z sali operacyjnej. Mija jedna godzina, druga, Ewa bez przerwy dzwoni i pyta: Co się dzieje? Odchodziłyśmy od zmysłów, nigdy nie czułam takiej paniki. Dopiero o 14.30 lekarz powiedział, że krwotok był nietypowy, przez nić chirurgiczną zostało uszkodzone naczynie. Taka sytuacja zdarza się raz na 30 lat. Za chwilę od drugiego lekarza usłyszałam, że w trakcie operacji nastąpiła niewydolność oddechowa i w tej chwili Przemek jest pod respiratorem. Wszystko we mnie zamarło.

Gala: Kiedy mogłyście zobaczyć Przemka?

E.W.: Dopiero w niedzielę. I to było straszne. Zobaczyłam ukochanego człowieka, który leżał bez życia, lekarze rozkładali ręce, atmosfera była grobowa i ta moja niemoc... Zaczęłam przy nim płakać.

E.P.: Ja weszłam do Przemka w poniedziałek. Też nie wytrzymałam, łzy ścisnęły mnie za gardło, nie mogłam na początku patrzeć. Poszedł zdrowy, silny chłopak na operację, a teraz leży cały rozebrany, taki bezsilny, podłączony do aparatury. Dziesiątki kroplówek, wenflonów i respirator, który za niego oddychał.

Gala: Na noc każda z was wracała do swojego mieszkania?

E.P.: Kiedy Przemek walczył o życie, spałam na fotelu przy łóżku Nicole. Nie chciałam jej zostawiać samej.

 

E.W.: Gdyby mi pozwolono, spędzałabym noce na OIOM-ie. W tamtych dniach sen i jedzenie dla mnie nie istniały. Kiedy wychodziłam i się z nim żegnałam, serce mi pękało.

E.P.: Raz ja miałam lepsze chwile, raz Ewa.

E.W.: Pierwsze dwie noce spędziłam u przyjaciół. Nie byłam w stanie sama wrócić się w ciemność. Dziesiątki myśli chodziło mi po głowie. Przeglądałam SMS-y od Przemka, wspólne zdjęcia, płakałam. Chwilami drzemałam z telefonem w ręku. Bałam się, że mogą zadzwonić ze szpitala ze złą wiadomością. W poniedziałek przyjechała mama. Spałyśmy przytulone, jak wtedy, gdy byłam mała. Tego wieczoru miałam największy kryzys.

GALA: Bo usłyszałaś w szpitalu, że Przemek ma 50 procent szans na przeżycie.

E.W.: W każdej chwili mógł umrzeć. Przetoczono mu bardzo dużo krwi, poziom hemoglobiny był tragiczny. Nikt tak naprawdę nie wiedział, co mu jest. W domu pękłam, dostałam histerii i jakichś drgawek.

GALA: Ewo, w tym czasie Nicole wracała do życia. Można się cieszyć w takiej sytuacji?

E.P.: Byłam potwornie rozdarta. Z jednej strony Nicole dochodzi do zdrowia, wygląda lepiej, ma więcej energii. A obok gaśnie życie Przemka. Gdyby coś mu się stało, najmocniej odczułaby to Nika.

E.W.: Mnie Nika dodawała sił. Myślałam, że Przemek musi zobaczyć, jak wraca do zdrowia.

GALA: Nicole nie wiedziała, co dzieje się z tatą?

E.P.: Powiedziałam jej w niedzielę wieczorem. Najłagodniej jak potrafiłam: Kochanie, tatuś ma dalej komplikacje, jest uśpiony dla jego dobra, żeby wszystko się zrosło. Niestety, następnego dnia o Przemku mówili we wszystkich telewizjach. I Nicole to usłyszała.

GALA: Jak zareagowała?

E.P.: Powiedziałam jej, że media przesadzają, robią sensację, chcą też, żeby cała Polska się zaangażowała. Przyjęła to spokojnie. Ale wiedziałam, że przeżywa. Ciśnienie jej skoczyło. Trzeba było podać leki na obniżenie.

GALA: Od wtorku było coraz lepiej. Lekarzom udało się na dwie godziny odłączyć Przemka od aparatury. Sam oddychał. Starałyście się przekazać mu wszystkie swoje dobre myśli, mówiłyście do niego?

E.P.: Cały czas. Mówiłyśmy: Jesteś silny, musisz wygrać, walcz.

E.W.: Był już późny wieczór. Ewa pojechała do Nicole, zostałam z Przemkiem i zachowywałam się tak, jakbyśmy byli sami w domu. Głaskałam go po rękach, tak jak lubi, zrobiłam mu masaż stóp. Chciałam, żeby się poczuł, jakbyśmy byli tylko we dwoje. Powiedziałam mu, że ma problemy z płucami, ale wszystkie inne wyniki są już dobre, jego nerka u Nicole świetnie pracuje. Mówiłam: Dasz radę. Poprosiłam, żeby poruszył oczami, jeśli mnie słyszy. I zrobił to... Kiedy się żegnałam, pocałowałam go, głaskałam i wtedy otworzył oczy. Miałam ściśnięte gardło. Wsiadłam do samochodu, zadzwoniłam do Ewy i obie płakałyśmy.

GALA: Dwa dni później Przemek oddychał już samodzielnie.

E.W.: W czwartek rano zadzwonił doktor Chmura. Powiedział: Pani Ewo, Przemek jest wybudzony, rozintubowany, ma wyciągniętą sondę, śmieje się, gada bez przerwy i jest głodny. Zrzuciłam czarne ubranie, nałożyłam coś kolorowego i pojechałam do szpitala. Wiedziałam, że on już nie wypuści życia.

E.P.: Moja siostra została z Nicole, musiałam natychmiast zobaczyć Przemka i uwierzyć, że do nas wrócił.

GALA: Weszłyście razem?

E.W.: Najpierw weszłam sama. Nie potrafię opisać szczęścia, jakie wtedy czułam. Miałam wrażenie, jakbyśmy się na nowo w sobie zakochali. Przemek był jeszcze pod wpływem silnych leków. Gdy mnie zobaczył, zaczął płakać. Od razu zapytał o Nikę i o drugą córeczkę Nadię. Potem raz się śmiał, raz płakał.

E.P.: Gdy przyjechałam do szpitala, weszłyśmy razem. Przemek zaczął machać rękami, jakby próbował wstać. Za każdym razem płakał, gdy mówiłam o Nicole.

GALA: A jak teraz wspominacie tamten moment?

E.W.: To był pierwszy słoneczny, piękny dzień grudnia. Często do mnie wraca. Nigdy nie czułam takiej radości. Nie da się tego opisać. Zawsze będzie to dla mnie jeden z najszczęśliwszych dni w życiu.

E.P.: Wspomnienie tego wszystkiego jest jeszcze bardzo świeże, wracają tamte emocje. Nawet teraz, gdy o tym mówię, chce mi się płakać. Ale w przyszłość patrzę już zupełnie inaczej, bardziej optymistycznie. Najważniejsze, że wszyscy są zdrowi, wracamy z Niką do normalności.

GALA: Wyjedziecie gdzieś odpocząć?

E.P.: Pod koniec stycznia wyjeżdżamy do ciepłego kraju, pod palmy i na biały piasek. Nicole wybrała hotel i termin. Już się nie może doczekać. Wszyscy bardzo chcemy odpocząć.

E.W.: Już mamy przygotowane maski do nurkowania. Ale każdy będzie robił, co chce. Przemek najpewniej rozłoży się na leżaku przy basenie.

E.P.: Nicole przez dwa lata, kiedy miała cewnik do dializ, nie mogła się zanurzyć. Teraz nie zechce wyjść z wody.

GALA: A wy?

E.W: Czuję się, jakbym była dzieckiem i nie wiem, czy będę się zachowywała racjonalnie.

E.P.: Będziemy szaleć. Czuję nieprawdopodobną radość życia. Jestem szczęśliwa.

E.W.: Jest tak fajnie i tak spokojnie, i niech już tak będzie. A gdyby, nie daj Boże, coś złego się wydarzyło, to mamy siebie.