W niczym nie przypomina gwiazdy. Z sympatią uśmiecha się do dziennikarzy, patrzy im w oczy. A przede wszystkim nie traktuje wywiadów jak przykrej konieczności. Spotkałam się z nim podczas promocji filmu „Sen Kasandry” w reżyserii Woody’ego Allena. Mimo wielu zajęć szkocki aktor był w świetnym nastroju. Wręcz nie mógł usiedzieć w miejscu.

GALA: Zawsze masz w sobie tyle energii?

EWAN MCGREGOR: Zawsze. Nie wiem, skąd się bierze. Ale to mój pierwszy dzień wywiadów. Może gdybyśmy spotkali się później, nie wyglądałbym tak dobrze.

GALA: Wyglądasz świetnie. Czas jest dla ciebie łaskawy czy masz jakiś sekret?

EWAN MCGREGOR: Bardzo dobry chirurg. Najdroższa klinika w Beverly Hills. Mogę ci dać namiary.

GALA: A tak serio.

EWAN MCGREGOR: Może to geny? Lubię sport, ale nie jestem w stanie zajmować się nim regularnie. Czasem trochę biegam, czasem jeżdżę na rowerze. To wszystko.

GALA: Wielu aktorów twierdzi, że praca z Woodym Allenem całkowicie zmieniła ich podejście do filmu. Twoje też?

EWAN MCGREGOR: Nie dziwię się. On ma niesamowity styl pracy. Szybki i wydajny, rzadko spotykany w tym światku. Większość scen kręci w jednym, dosyć długim ujęciu kamery. Nie lubi powtórek. Żeby pracować w ten sposób, trzeba naprawdę „być w filmie”, zaangażować się, wejść w rolę. Szczególnie że jego bohaterowie prowadzą mnóstwo dialogów. Nie ma szans, żeby ot tak sobie przyjść na plan i zagrać. Rolę, którą dał ci Allen, musisz zaatakować, wgryźć się w nią. To nadaje pracy zupełnie nową energię i doskonale widać to potem na ekranie. Kto dzisiaj kręci sceny, które mają 5–10 minut długości w jednym ujęciu? I mają dwie, góra trzy powtórki?

GALA: Czy to prawda, że Allen kończy pracę o 16?

EWAN MCGREGOR: Czasem nawet wcześniej, jeśli stwierdzi, że wykonał założony plan dzienny. Nie masz pojęcia, co to znaczy być w domu przed 16, kiedy pracujesz w filmie! Najczęściej ten czas jest stracony, jesteś na planie od rana do nocy i nie ma szans na nic innego. Przychodzisz o 6 rano, kończysz o 12 w nocy i przez cały dzień kręcisz tylko jedną scenę w 15 ujęciach. Po pracy z Allenem zaczynasz myśleć, że to kompletna strata czasu. Już wiesz, że można inaczej. Oczywiście taki styl nie sprawdza się przy każdym filmie, ale mnie się spodobało.

GALA: Bałeś się tej współpracy? O Allenie krążą najdziwniejsze historie...

EWAN MCGREGOR: Pewnie, że tak. Plotek jest mnóstwo. Że w ogóle z tobą nie rozmawia, nie mówi do ciebie po imieniu, nie reżyseruje, że jesteś na planie jak ślepiec, bo nie możesz liczyć na jego rady. Ale to wszystko bzdury. W każdym razie ja nie miałem takich problemów. Jego uwagi wydały mi się jasne i konkretne. Czasem robiliśmy dwa ujęcia – jedno po mojemu, drugie tak, jak on chciał, i sprawdzaliśmy, które wypadnie lepiej.

GALA: Z Colinem Farrellem też znalazłeś wspólny język.

EWAN MCGREGOR: Dobrze nam się razem pracowało. Mamy podobną energię, podobne podejście do wielu spraw zawodowych. Właściwie cały czas byliśmy w tym filmie. Nawet podczas przerw czy make-upu przerzucaliśmy się tekstami. Bardzo dobra wibracja.

GALA: Imprezowaliście razem?

EWAN MCGREGOR: Nie mieliśmy na to czasu. Allen pracuje bardzo szybko. Kończy zdjęcia wcześnie, ale dużo zadaje na następny dzień. Kilka stron dialogów, których trzeba się nauczyć. Nie ma czasu na zabawę.

GALA: Masz za sobą dwie wielkie wyprawy. Jedną dookoła świata, drugą poprzez Afrykę. Po co ci one? Chciałeś coś komuś udowodnić?

EWAN MCGREGOR: Pierwsza była tylko dla mnie i mojego kumpla. O podróży motorem z Londynu do Nowego Jorku marzyliśmy przez lata. Ona dosłownie rosła w naszych głowach, aż w końcu musiała się zrealizować. Zdecydowaliśmy się ją sfilmować tylko po to, żeby ktoś inny wziął odpowiedzialność za tak przyziemne sprawy jak np. wizy. Gdybyśmy mieli się tym zająć sami, zajęłoby nam to pewnie kilka lat. Wyprawa była trudna, ale niesamowita. Walka z naturą i własnymi słabościami daje prawdziwą satysfakcję. Zaraz po jej zakończeniu wymyśliliśmy następną, przez Afrykę. Ta była zupełnie inna.

GALA: Ludzie mówią, że jeśli byłeś w Afryce, twoje życie już nigdy nie będzie takie same.

EWAN MCGREGOR: To chyba najlepiej oddaje stan, w jakim byłem tuż po powrocie. Tam człowiek na nowo odkrywa swoją przynależność do ziemi, tam rzeczywiście czuć, że stamtąd wywodzi się człowiek. Doświadczyłem tego. Wszystko, co ludzie mówią o Afryce, to prawda. Najgorsze, że nie można tego tak po prostu wytłumaczyć. To się rozgrywa na zupełnie innym poziomie odczuwania. Były takie miejsca w Etiopii, Tanzanii czy Kenii, gdzie czuliśmy się, jakbyśmy byli u siebie, a przecież do domu mieliśmy tysiące kilometrów. Niesamowite uczucie.

GALA: Nie grałeś w wielu hollywoodzkich filmach. Unikasz ich czy nie miałeś okazji?

 

EWAN MCGREGOR: Ładnie to ujęłaś. Producenci niespecjalnie się do mnie zgłaszają. Sam nie wiem dlaczego. Ale nie spędza mi to snu z powiek, jestem zadowolony z filmów, w których zagrałem, bez względu na to, czy odniosły sukces kasowy, czy nie. Interesuje mnie gra, aktorstwo. Jeśli podoba mi się rola, jestem usatysfakcjonowany. Oczywiście, że cieszy mnie, kiedy film odnosi sukces, ale nie tym się kieruję przy wyborze roli. Nie steruję specjalnie swoją karierą. Lubię kino niezależne i małe filmy.

GALA: A w jaki sposób zarabiasz pieniądze?

EWAN MCGREGOR: To, co robię, zapewnia mi zupełnie godziwe zarobki. Wystarcza mi i mojej rodzinie. Sporo pracuję, ale sprawia mi to przyjemność. Czego chcieć więcej?

GALA: Woda sodowa nie uderzyła ci do głowy?

EWAN MCGREGOR: Nie mnie to oceniać. Na początku wydaje ci się, że twoje życie w ogóle się nie zmieni. Że zawsze będziesz tym samym facetem. Ale tak nie jest. Na pewno się zmieniłem. Jestem kimś innym również dlatego, że ludzie postrzegają mnie w inny sposób. Wyobraź sobie, że spotykasz kogoś i on od razu ma zdanie na twój temat, wydaje mu się, że wszystko o tobie wie. To nie jest idealna sytuacja. Nierówne szanse. Czasami kiedy kogoś spotykam, muszę się na początku zastanowić, co on na mój temat myśli.

GALA: Ma to dla ciebie znaczenie?

EWAN MCGREGOR: Nie o to chodzi. Chcę tylko powiedzieć, że jako ktoś znany czasem mam trudniej niż inni. Bo nie jestem czystą kartą. Przez lata nauczyłem się, że jedyną rzeczą, która ma jakiekolwiek znaczenie, jest praca. Ważne jest też, żeby dawać z siebie to, co najlepsze, bo to sprawia, że dobrze się czujesz. Staranie się o to, by być sławnym, nie istnieje, jest ułudą. Nie obudzisz się rano i nie stwierdzisz, że jesteś już wystarczająco znany i szczęśliwy dzięki temu. To się nie stanie. Sława nie istnieje. Sukces tak. Mierzy się go w ten sposób, że są ludzie, którzy cię cenią i którzy z tobą pracowali. Oni wiedzą, że jesteś dobry, i chcą znów z tobą pracować. To jest coś.

GALA: Myślisz o reżyserii?

EWAN MCGREGOR: Pewnie. Ale żeby się za coś zabrać, muszę mieć naprawdę dobrą historię. Zdarzyło mi się ze dwa razy natknąć na taką, ale nie udało mi się zdobyć praw do filmu. To były dwie nowele. Jedna sprzedana, o drugą walczyłem jak lew, ale się nie udało. Teraz myślę, że moje dzieci muszą jednak trochę dorosnąć, zanim zabiorę się za reżyserię.

GALA: Dlaczego?

EWAN MCGREGOR: Reżyseria to długotrwałe zobowiązanie. Przynajmniej rok wyjęty z życia, jeśli liczyć całość produkcji. Moje dzieci chyba są jeszcze za małe, żeby zabrać im tatę na tyle czasu.

GALA: Jesteś żonaty już 12 lat. Jak ci się to udało? W show-biznesie to raczej rzadko spotykane.

EWAN MCGREGOR: Nie mam pojęcia. Nie mam złotych rad, które mógłbym dać innym. Moja żona musi być chyba niesamowitą kobietą...

GALA: Na pewno. Ja nie wiem, co bym zrobiła, gdyby mój mąż przyszedł do mnie i stwierdził, że wyjeżdża na kilka miesięcy ze swoim kumplem, by zrealizować swoje marzenia.

EWAN MCGREGOR: Za drugim razem pojechała z nami. Nauczyła się jeździć na motocyklu i przejechaliśmy razem jakieś 1500 km. Fajnie, bo teraz sama wie, jak jest. O niektórych rzeczach trudno opowiadać. Trudno opisać te wszystkie dziwne towarzyszące wyprawie uczucia. Trzy miesiące na motocyklu, jazda dzień w dzień. Brud, zmęczenie. Myśli, żeby zrezygnować, i walka z nimi.

GALA: Podobało jej się?

EWAN MCGREGOR: Bardzo. Chce jechać znowu.

GALA: A co na to twój przyjaciel? Nie był chyba z tego do końca zadowolony.

EWAN MCGREGOR: Miał słabsze chwile. Ale myślę, że w sumie było super. Dla każdego. Ludzie boją się Afryki, biedy, wojen. A my spotkaliśmy tam tylu niesamowitych ludzi. Oczywiście są miejsca, gdzie dzieją się rzeczy, których nie sposób objąć rozumem, ale nasze doświadczenie było całkiem inne. Przyjaźni, pomocni, zainteresowani nami ludzie.

GALA: Żałujesz roli w „Gwiezdnych wojnach”? Była trochę nie w twoim stylu.

EWAN MCGREGOR: Nie żałuję. Każde doświadczenie ma znaczenie. Gra w megaprodukcji jest czymś zupełnie innym od tego, co robię zazwyczaj. Przede wszystkim większość scen kręci się na zielonym tle, reszta jest dorabiana później. To wymaga zupełnie innej wyobraźni. I muszę przyznać, że nie jest to coś, za czym tęsknię.

GALA: Twoje dzieci mogą być dumne z taty...

EWAN MCGREGOR: Szczerze mówiąc, dla nich nie ma to większego znaczenia. Nigdy nie były fanami „Gwiezdnych wojen”. Jestem herosem bardziej dla ich kolegów.

GALA: Zastanawiałeś się nad tym, żeby zagrać w filmie specjalnie dla dzieci? Tak jak to robi Johnny Depp. Większość filmów, w których zagrałeś, nie nadaje się nawet dla nastolatków.

EWAN MCGREGOR: Myślę, że dla moich dzieciaków ważniejsza jest prawdziwa relacja z ojcem niż to, czy widzą go na ekranie w filmach dla dzieci. Wydaje mi się, że chęć zrobienia filmu dla dzieci nie jest najlepszym powodem do tego, żeby w nim zagrać. Ale jeśli trafi łby w moje ręce naprawdę dobry scenariusz, na pewno podjąłbym to wyzwanie. Na przykład „Indiana Jones” czy inny klasyk. Nie szukam rzeczy, do których mógłbym się dopasować, tylko takich, które będą pasowały do mnie.