"Ze wszystkich spraw, o jakich marzyłam przez całe życie, lekarz, który dałby radę mnie uzdrowić, nie mieścił się nawet w pierwszym milionie” – tak aktorka mówiła we wstępie do przejmującego filmu dokumentującego jej walkę z nowotworem. „Jednak teraz to absolutnie moje marzenie numer jeden. Priorytet. Chcę znaleźć człowieka, który będzie w stanie wyciąć z mojego odbytu guz wielkości orzeszka ziemnego. Rak zdążył już wysłać miliony zainfekowanych komórek do wątroby i czuję, że szykuje się do kolejnego ataku. Potrwa to do chwili, kiedy ktoś go powstrzyma”. Gwiazda „Aniołków Charliego” przyznała także, że wciąż chce żyć. „Apeluję przede wszystkim do Boga, bo przecież wszystko jest w jego rękach. Teraz naprawdę czas na cud”.

Farrah Fawcett z chorobą zmaga się od trzech lat. Zaczęło się, jak to zwykle w takich przypadkach bywa, od podejrzanego guzka w odbycie. Był wrzesień 2006 roku. Po dokładniejszych badaniach okazało się, że to nowotwór złośliwy. Lekarze nie zdecydowali się na operację. Wybrali standardową terapię. „Przez cały ten czas moje życie było podporządkowane kolejnym etapom chemioterapii i naświetlań” – wspominała. Bolesny reżim jednak się opłacił. Kolejne diagnozy potwierdzały, że jej ciało podjęło walkę. Wydawało się nawet, że Farrah pokonała raka. Do czasu...

PROBLEMY RODZINNE

Koszmar powrócił w maju 2007 roku. „Lekarze długo nie mogli wydusić słowa. W końcu powiedziałam to za nich: »Nie wyzdrowiałam«. Kiwnęli tylko głowami”. Po kolejnych chemioterapiach aktorka zaczęła tracić włosy. „Była kompletnie łysa. W akcie solidarności nasz syn Redmond również ogolił się na zero. To poprawiało jej humor. Do tej pory mamy jej słynne loki schowane w pudełku” – zwierzał się jej życiowy partner Ryan O’Neal w programie NBC News. Farrah nie chciała jednak pokazywać się publicznie. Zaszyła się w swojej rezydencji na wzgórzach Hollywood i powoli przygotowywała się na najgorsze. „Nie poddała się, raczej uczyła nowego życia. Tylko raz zapytała mnie, czy da radę. Odpowiedziałem: »Na pewno, kochanie. Jeżeli nie dasz, ja pójdę za tobą«” – mówił dalej Ryan. „Zażartowała, żebym zaczął się już pakować...”. Mimo że w najcięższym okresie mogła liczyć na rodzinę, nie zawsze tak było. Kiedy w 2001 roku na raka zmarła jej starsza siostra, Redmond był na pierwszym odwyku. Ryan również nie stronił od używek. Pił alkohol, palił trawkę i... częstował nią syna. Nie było miesiąca bez doniesień w brukowcach o patologiach w rodzinie Farrah. Nawet teraz, kiedy cała Ameryka wspierała swoją ulubienicę, 24-letni Redmond został zatrzymany za jazdę po alkoholu. Podczas przeszukania policjanci znaleźli przy nim narkotyki. „Było mu okropnie wstyd. Dostał nawet przepustkę z więzienia, żeby mógł odwiedzić mamę. Przepraszał ją na kolanach. Wybaczyła mu” – opowiadał Ryan.

MIŁOŚĆ SILNIEJSZA NIŻ CHOROBA

Gwiazdor „Love Story” publicznie przyznał także, że chce zalegalizować związek z ukochaną. Są razem od 1982 roku. Wcześniej Farrah przez dziewięć lat była żoną Lee Majorsa (po sześciu latach ogłosili separację). „Zraziłam się do instytucji małżeństwa. Wolę kochać kogoś dlatego, że chcę, a nie z przymusu” – tłumaczyła. Ryan na ślubnym kobiercu stawał już dwukrotnie. „Właśnie teraz kocham Farrah najbardziej. Nasza miłość dojrzała. Chcę ją poślubić, zanim odejdzie. Nie wiem tylko, czy uda mi się ją do tego przekonać” – mówił. W tej samej rozmowie w porannym programie stacji NBC Ryan stwierdził, że Farrah zrezygnowała już z leczenia. Jednak chwilę później głos w tej sprawie zabrał rzecznik aktorki. „To nieprawdziwe informacje. Farrah jest wycieńczona, ale jej stan jest stabilny. Jest pod dobrą opieką” – mówił, a wypowiedzi Ryana tłumaczył stresem. Eksperymentalna kuracja w Niemczech nie przynosi na razie widocznych rezultatów. W kwietniu aktorka trafiła nieprzytomna do szpitala. Już wtedy media prawie ogłaszały żałobę. Jednak jej stan poprawił się na tyle, że mogła wrócić do domu. Według ostatnich informacji Farrah znów szykuje się do podróży do Niemiec. Ponoć najlepsi specjaliści opracowali nową taktykę walki z rakiem. „Jeżeli się nie uda, trudno. Chcę mieć poczucie, że spróbowałam wszystkiego, by żyć. Może ten film, moja historia i wiara sprawią, że inni chorzy na nowotwór nabiorą sił, by zmagać się z cierpieniem” – mówiła w dokumencie. Jedno jest pewne. Nawet gdyby niedługo najsłynniejszy Aniołek miał odejść, świat nigdy o nim nie zapomni.