Wspinaczka to adrenalina! Ale nie tylko. Wisząc na skałkach, mam czas, żeby pogadać z samym sobą, wyznaczyć sobie cele, wypowiedzieć życzenia. Sprawdziłem, spełniają się! Jeden sezon wspinaczkowy. Tyle czasu potrzebowałem, by odkryć, że oprócz muzyki mam jeszcze inny nałóg. Najpierw stanąłem twarzą w twarz ze ścianką na sali gimnastycznej. Nie było łatwo, ściana sprawiała wrażenie złośliwie pionowej i złośliwie nieugiętej. Ale szybko dała za wygraną. Kiedy trochę potrenowałem i nabrałem szlifów, ruszyłem w teren. Razem ze znajomymi zdobywaliśmy Jurę Krakowsko- Częstochowską. Mieliśmy sprzęt, niewielkie umiejętności i dużo chęci. Poznawaliśmy teren, nabieraliśmy obycia. Bez pośpiechu, krok po kroku pokonywaliśmy kolejne stopnie trudności. Potem przyszedł czas na większe eksperymenty. Prawdziwym wyzwaniem okazał się kurs wspinaczkowy w Tatrach Wysokich. Na ścianach Zamarłej Turni i wschodniej części Mnicha przeszliśmy niezłą szkołę. Wspinałem się w deszczu, walczyłem z wiatrem... Tylko doświadczony taternik ma w sobie tyle pokory i wyobraźni, że potrafi odpuścić. Nowicjusze zwykle podejmują ryzyko. Strachu najadłem się, kiedy zaczęliśmy wspinać się górską granią, korzystając z asekuracji lotnej. O co chodzi? Dwóch związanych linami taterników idzie gęsiego, mając po obu stronach przepaść. W sytuacji zagrożenia, kiedy np. stracę równowagę i zacznę spadać, mój partner musi zachować zimną krew i od razu rzucić się w przeciwległą otchłań. Musi zrównoważyć ciężar, bo inaczej nie byłby w stanie mnie utrzymać. Obydwaj wisimy na linach jak kukiełki. Ale mamy duże szanse wyjść z tej pułapki bez szwanku. Takich atrakcji można doświadczyć na grani Morskiego Oka od Przełęczy Mięguszowieckiej po Przełęcz Hińczową. Należę do grona nielicznych, którzy sprawdzili skuteczność i refleks partnera... Były również momenty zabawne, jak ten, kiedy przez kilka godzin żmudnie zdobywaliśmy, wtedy jeszcze anonimową, ściankę. Byliśmy potwornie zmęczeni, kiedy na pobliskim szlaku pojawiły się dwie piękne dziewczyny. Nie byliśmy pewni czy to nie górskie zjawy... Na wszelki wypadek całą grupą przyklejonych do ściany zawodników, jak jeden mąż, krzyknęliśmy: „cześć dziewczyny”. Od tej pory w środowisku taterników ścianka tak się właśnie nazywa. Wspinaczka to przede wszystkim adrenalina. Zamiast kurczyć się przed telewizorem, mierzę się z naturą i czuję, ze żyję. Mam czas, żeby pogadać z samym sobą, wyznaczyć nowe cele, zmobilizować się. Na nagrzanych słońcem litych płytach wypowiedziałem kiedyś życzenie. Spełniło się: nagrałem płytę z kolegami z Feel. Kto wie, może i inne się spełnią?