"Calvin Klein? Kim, do licha, jest Calvin Klein?” – zastanawiał się Francisco Costa, gdy pierwszy raz przyjechał do Stanów Zjednoczonych. Miał wtedy 22 lata, kilka dolarów w kieszeni i bagaż trudnych doświadczeń. „Uciekłem z rodzinnej Brazylii tuż po śmierci matki. Jej nagłe odejście było dla mnie ogromnym ciosem. Robiłem wszystko, by o niej zapomnieć” – opowiadał Francisco. Pewnego dnia spakował walizki, pomachał czwórce rodzeństwa na pożegnanie i ostatni raz rzucił okiem na małe rodzinne miasteczko Guarani. „To nie jest moje miejsce na ziemi. Na pewno” – myślał wtedy. Bardzo słusznie zresztą. Dzisiaj Francisco ma 47 lat i projektuje ubrania dla najbardziej rozpoznawalnej na świecie amerykańskiej marki.

HISTORIA PEWNEJ SUKIENKI

„Żałuję tylko, że nie miałem okazji, by lepiej poznać samego Calvina Kleina” – powiedział Francisco. Założyciel marki sprzedał ją w 2003 roku i wycofał się ze świata mody. Zanim jednak Costa trafił do legendarnej firmy, przez wiele lat pracował pod czujnym okiem Oscara de la Renty i Toma Forda. Obaj nauczyli go łączenia kolorów i materiałów, które na pierwszy rzut oka mogłyby do siebie nie pasować. Jednak jako samodzielny projektant Francisco rozkwitł dopiero po podpisaniu kontraktu z domem mody Calvin Klein. „O tym, że pewnego dnia będę tam pracować, wiedziałem już dziesięć lat wcześniej. Zaczepił mnie kiedyś na ulicy pewien facet i zapytał, czy może mi powróżyć. Byłem w kiepskim nastroju, więc pomyślałem sobie: »Czemu nie? Może dowiem się od niego czegoś, co poprawi mi humor?«. Dałem mu kilka dolarów, a on powiedział, że będę projektował ubrania z metką CK. Nie jestem pewien, czy faktycznie wyczytał to z moich oczu, czy po prostu spojrzał na plakat Calvina, który wisiał za moimi plecami. Tak czy owak chciałbym się spotkać z tym wizjonerem jeszcze raz” – żartował w wywiadach Francisco.

Choć od pięciu lat jest odpowiedzialny za damskie kolekcje, o jego projektach zrobiło się naprawdę głośno w 2005 roku. Właśnie wtedy dziennikarze amerykańskiego „Vogue’a” i „Harper’s Bazaar” uznali zielono-limonkową kreację Francisca za najlepszy projekt roku. Na jednej z elitarnych nowojorskich imprez miała ją na sobie Elle Macpherson. Wszyscy byli wtedy zachwyceni jej satynową suknią i za wszelką cenę próbowali znaleźć na niej metkę. Gdy wyszło na jaw, że zaprojektował ją Costa, przystojny Brazylijczyk praktycznie z dnia na dzień stał się idolem kochających modę kobiet i wymagających krytyków. W 2006 i 2008 roku został uhonorowany prestiżową nagrodą CFDA dla najlepszego amerykańskiego projektanta. „Siłą Costy jest wyjątkowa umiejętność unowocześniania starych wzorów marki” – powiedział o Franciscu Andrew Bolton, kostiumolog z nowojorskiego Metropolitan Museum of Art. I ma rację. Brazylijczyk nigdy nie miał ochoty na dokonanie rewolucji na rynku mody. Odpowiada mu to, że pracuje dla dużego domu mody, a nie tylko i wyłącznie na swoje nazwisko. Poza tym bardzo lubi klasyczny i stonowany styl propagowany od lat przez Calvina Kleina. „Nie chcę być jak Galliano czy nawet jak Marc Jacobs. Po co szokować na siłę i wmawiać swoim klientkom, że muszą wyglądać jak ociekające seksem wampy. Ideałem kobiecej urody i dobrego stylu jest dla mnie Catherine Deneuve z filmu Buñuela „Piękność dnia”. Lubię ten kojący spokój, który miała w sobie jej bohaterka” –
wyznał.

KOLEKCJONER SZTUKI

Spokój lubi także w życiu prywatnym. Od wielu lat jest związany z tym samym mężczyzną, trenerem jeździectwa Johnem DeStefano. „Nie wyobrażam sobie życia bez niego. John jest dla mnie przyjacielem, doradcą i kochankiem. Nie podejmuję żadnej kluczowej decyzji bez jego pomocy” – powiedział w jednym z wywiadów dla brytyjskiego tygodnika „The Observer”. Para od lat mieszka w centrum Nowego Jorku tuż przy księgarni Morgan. I to nie przez przypadek. Francisco ma bowiem obsesję na punkcie książek. Prawie codziennie kupuje sobie najświeższe publikacje, które przegląda potem pobieżnie i odkłada na półkę. „Nigdy niczego nie czytam. Niestety, nie mam na to czasu. Zaległości nadrobię na emeryturze” – wyznał. Gdy jednak uda mu się znaleźć wolną chwilę, dzwoni po przyjaciół i zabiera ich na wystawy do nowojorskich galerii. „Kocham sztukę. Gdybym nie robił tego, co teraz, pewnie zająłbym się malowaniem albo rzeźbieniem” – powiedział Francisco. Kreator od lat ogląda prace młodych, oryginalnych artystów. Jest w stanie zapłacić za ich dzieła nawet sześciocyfrowe sumy. Ostatnio fascynują go dwaj artyści – Turek Pinar Yolaçan i zdolny Argentyńczyk Guillermo Kuitca. Zbiera również... złote krzyże. „Muszę jednak z tym skończyć. Swoim hobby doprowadzam Johna do szału. On nie chce, żeby dewocjonalia zdobiły nasze ascetyczne mieszkanie” – zażartował. Właściciele marki Calvin Klein potrafią jednak zaakceptować wszystkie dziwactwa i fanaberie Costy. Pozwalają mu praktycznie na wszystko. Oczywiście pod warunkiem, że ubrania z metką CK dalej będą się sprzedawały tak dobrze jak teraz.