Od dawna wiadomo, że George Clooney i prezydent Barack Obama dobrze się dogadują. W programie Larry King Live aktor wyjawił powody swojej wizyty w Białym Domu w niedzielny wieczór. Z dala od błysku fleszy i drogocennych kolii, George Clooney dyskutował z Brackiem Obamą na temat kryzysu w Darfurze. Clooney zdradził w talk-show Larry’go Kinga, że opowiadał prezydentowi o swojej wizycie w obozach dla uchodźców w Czadzie i o ekstremalnie trudnych warunkach, w jakich 250 000 uchodźców z Darfuru żyje w obozach przy granicy z Sudanem.

Słowa uznania dla Clooney’a, który zrezygnował z szampana i wykwintnych przekąsek w Hollywood na rzecz słusznej sprawy. Zapytany, co czuł widząc tyle cierpienia i nieszczęścia, Clooney powiedział: “Nie chodzi o to, co ja czułem będąc tam. Uważam, ze ludzie nie powinni jeździć tam tylko po to, by potem opowiadać, jak wrażenie zrobiło na nich to, co zobaczyli. Powinniśmy wszyscy wiedzieć, że ci ludzie żyją w ekstremalnych warunkach i zrobić co możemy, by im pomóc. Nie mówię tu o dolarach, ani amerykańskich siłach zbrojnych, ale o naszej dyplomacji, która od wieków potrafi zdziałać bardzo wiele.”

Krótko mówiąc, aktor, mianowany przez sekretarza generalnego ONZ Ban Ki-moona Posłańcem Pokoju tej organizacji, niezwykle poważnie podchodzi do swojej misji. Na tyle poważnie, że poprosił prezydenta Obamę o mianowanie pełnoetatowego pełnomocnika Białego Domu do spraw konfliktu w Darfurze, który miałby zajmować się kontaktami między prezydentem Stanów Zjednoczonych, a sudańskim rządem. Nalegał też, aby Obama wywarł presję na Chiny, by odłożyły na bok interesy prowadzone z Sudanem i zaczęły stosować dyplomatyczne środki nacisku.

Jak się okazało, George Clooney nie przybył do Białego Domu z pustymi rękami. Barack Obama i wiceprezydent otrzymali od niego ...250 000 pocztówek, z podpisami zebranymi przez członków organizacji Save Darfur (Ocalić Darfur). Sprawa jest pilna: w ciągu 6 lat w konflikcie zginęło już 300 000 osób, a ponad 2,5 miliona straciło dach nad głową.