Uliczka w Wilanowie. Spotykamy się w domu Grażyny Szapołowskiej późnym wieczorem. Rozmawiamy, popijając herbatę cynamonową. Wnuczka, siedmioletnia Karolina, już śpi. „Dzisiaj zostają u mnie z Kasią na noc” – mówi Grażyna. Córka Kasia Jungowska skończyła aktorstwo w Warszawskiej Szkole Filmowej Bogusława Lindy. Teraz studiuje reżyserię. Razem z mamą napisały scenariusz do filmu o Poli Negri. Grażyna wie, że zrobi ten film, ale na razie nie chce o nim mówić, żeby nie zapeszyć. „Porozmawiamy, jak już film zacznie powstawać. Teraz zajmuję się znalezieniem pieniędzy, to ciężka praca”. Grażyna jest ciepła i naturalna. Doskonale wygląda w dżinsach, kaszmirowej marynarce i mokasynach. Czerwona szminka, czerwony lakier na paznokciach, piękny uśmiech. Klasa w każdym słowie i geście. Krzysztof Kieślowski powiedział kiedyś o niej, że ma talent do bycia na ekranie, że grają jej dłonie, stopy, włosy. Agnieszka Osiecka napisała o Grażynie w „Rozmowach w tańcu”: „To najbardziej kobieca kobieta w Polsce”. Kasia Jungowska przez moment popija z nami herbatę: „Mama jest elegantką, ja nie przywiązuję do siebie wagi aż tak bardzo”.

GALA: Lubi pani komedie romantyczne?

GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA: Jak gram główną rolę, to tak (śmiech). Kocham komedie, na których naprawdę można się pośmiać. Uwielbiam „Pół żartem, pół serio” z Marilyn Monroe. Lubię filmy Stanisława Barei, „Zezowate szczęście” Andrzeja Munka. To już klasyka. Czasami historyjki w komediach romantycznych są bardzo proste, ale dobry reżyser i aktorzy potrafią zrobić z nich małe arcydzieła, które przyjemnie się ogląda. Ludzie lubią historie miłosne, gdzie po wielu perypetiach wszystko dobrze się kończy.

GALA: Brakuje nam romantyzmu?

GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA: Brakuje nam śmiechu, dystansu do siebie, poczucia humoru. Gdzieś to głęboko skrywamy. Dobra komedia romantyczna przenosi nas w ładny świat, w którym spełniają się marzenia. Po wyjściu z kina możemy się uśmiechnąć, troszeczkę lżej popatrzeć na swoje życie. Brakuje nam takich filmów, programów. Proszę zobaczyć, jak ludzie pokochali „Taniec z gwiazdami”. Cała Polska zaczęła tańczyć. Może będziemy weselsi, milsi, może to się uda poprzez taniec. Przez słońce nie może, bo go nie mamy. Przez muzykę też nie, nie mamy tradycji wodewili, musicali.

GALA: Zatańczyłaby pani w „Tańcu z gwiazdami”?

GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA: Oczywiście, nawet jutro (śmiech).

GALA: Czyli jest szansa, że zobaczymy panią w następnej edycji?

GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA: Jest... Trochę się waham. Krępujące byłoby dla mnie słuchanie uwag starszych kolegów, ich ocen. Ale z drugiej strony to tylko zabawa, więc kto wie. Zobaczymy...

GALA: W filmie „Nie kłam, kochanie” gra pani mamę mężczyzny, który unika związków i notorycznie kłamie. Jaką jest pani mamą?

GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA: Jestem taką krakowską mieszczką, tradycjonalistką. Prowadzę dom z zasadami, w którym o określonych godzinach są obiady, kolacje, wyjścia. Moja bohaterka koniecznie chce zorganizować małżeństwo syna. Po to, żeby zdobyć majątek od cioci, która przyjeżdża z Anglii. Bardzo prosta historia, ale ładnie opowiedziana. Myślę, że ludzie na to pójdą, bo po pierwsze gra Piotr Adamczyk, po drugie Beata Tyszkiewicz, po trzecie ja (śmiech) i jeszcze kilka wspaniałych, młodych osób. Mam nadzieję, że w Polsce zacznie się chodzić na aktorów.

GALA: Brakuje nam gwiazd?

GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA: Bardzo. Dziś wystarczy pokazać się w telewizji dziesięć razy w dobrym czasie oglądalności, pojeździć na łyżwach i następnego dnia jest się gwiazdą. Ale to złudne. Gwiazdy serialowe nie są gwiazdami autentycznymi. Gra w serialu kompletnie rozleniwia potencjał twórczy aktorów. Potem w prawdziwym kinie są dla publiczności niewiarygodni, bo już się opatrzyli w serialach. Nie nabieramy się na to. Gwiazda musi nasycać fi lm swoją osobowością, fascynować widzów, być pewną tajemnicą.

GALA: W Hollywood musi też żyć w luksusie i pozwalać sobie na ekstrawagancje. Pola Negri wynajmowała w Londynie skrzydło hotelu Claridge, mówiła: Potrzebuję więcej pokoi dla moich kwiatów.

GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA: Luksusowa kobieta kocha kwiaty.

GALA: Czym dla pani jest luksus?

GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA: Umiejętnością wsłuchiwania się w drugą osobę, bycia samemu. Dla mnie jest nim też ciągła ciekawość świata i poznawanie siebie. Wolność wyborów, a to już wiąże się z niezależnością materialną.

GALA: A piękne przedmioty?

GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA: Też. Ale nie są w moim zasięgu materialnym. Myślę, że nie powinno się mieć zbyt wielu luksusowych rzeczy. Wystarczy jedna, dwie. Dopiero wtedy docenia się luksus. Co może być luksusowe z przedmiotów...?

GALA: Co dla pani?

GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA: Na pewno dobry samochód. Wygodny, szybki, ładnie, szlachetnie zaprojektowany.

GALA: Ma pani taki?

G.S.: Niestety, nie do końca. Jest troszeczkę za mały... (śmiech).

GALA: Piękna biżuteria?

GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA: Zawsze, ale to chyba bardziej luksus dla mężczyzn, kiedy kupują ją swoim kobietom. Myślę, że wtedy bardziej się tym bawią i cieszą niż my.

GALA: Ma pani taki wyjątkowy prezent od mężczyzny?

GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA: Dostałam piękny pierścionek z brylantem z okazji 50. urodzin. Lubię go.

GALA: Luksusowe miejsca?

 

GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA: Kocham pustynie. Pierwsza, w której się zakochałam, była w Syrii pod Damaszkiem. Luksusowy hotel wbudowany w ciepłe źródła pustyni. Bajeczne miejsce. Uwielbiam luksusowe hotele na pustyniach. Ritz nad Morzem Martwym. Przejażdżka na wielbłądzie nocą, rozgwieżdżone niebo... Niesamowite uczucie. Kocham hotele, są dla mnie takim zaczarowanym światem. Kiedy kręcę fi lmy za granicą, to przeważnie mieszkam w wytwornych pokojach. Sześć miesięcy spędziłam w pałacu Aldrovandi, tuż przy placu Hiszpańskim w centrum Rzymu. Miałam cudowne życie, piękny apartament, nie musiałam sprzątać (śmiech). Wracałam z planu, chodziłam do jacuzzi, brałam masaże, jadłam gorące włoskie kolacje, wspaniałe słodkie małe śniadania, nie mówiąc o pysznej kawie i lodach w Gelaterii Eleonora Duse.

GALA: Praca na planie fi lmowym na Zachodzie jest luksusem?

GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA: Ogromnym. Na każdym kroku jestem otoczona opieką. Wszystko jest tam dla mnie. Uwielbiam pracować za granicą, z dala od domu. Jestem wtedy w innym życiu, takim zaczarowanym, w którym wszystko się może zdarzyć. Dla mnie luksusem jest każdy fi lm, w którym pracuję. Mam szansę poszukiwania w sobie emocji, o których istnieniu nie wiedziałam. Po skończeniu zdjęć czuję, że fi lm jest dla mnie prezentem, klejnotem, dzieckiem.

GALA: Lubi się pani nagrodzić za ciężką pracę? Oddać się szaleństwu zakupów w luksusowych butikach?

GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA: W butikach nie szaleję. Ale na premiery filmowe zawsze kupowałam sobie jakiś biżuteryjny drobiazg, taki na pamiątkę. W dniu premiery „Pana Tadeusza” znalazłam w Gdańsku starą bransoletkę z granatów. Lubię przeglądać biżuterię z moją wnuczką Karoliną. Opowiadam jej: ten pierścionek babcia kupiła po tym filmie, a te kolczyki po tamtym.

GALA: Kiedyś zapłacono pani za film sobolami.

GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA: W Rosji, w czasach kiedy nie mieli pieniędzy. Uszyłam z nich futro w Rzymie podczas kręcenia filmu. Poszłam do najdroższego kuśnierza i zostawiłam 60 soboli. Zrobił mi futro z 58, dwa mi ukradł (śmiech). Ale uszył tak pięknie, że pomyślałam: I tak mam dużo, nie będę się kłócić.

GALA: Kiedy najbardziej czuje się pani kobietą luksusową?

GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA: Jak biorę kąpiel w schronisku na lodowcu, a z wanny przez okno widzę szczyty gór albo gdy pływam w gorących źródłach w Szwajcarii. Kiedy spaceruję po lesie czy nad morzem i moja dłoń oplata dłoń jego (śmiech). Luksusową kobietą jestem też w saniach, opatulona w futra, kożuchy. Gnam na kuligu, wydaje mi się, że kręcę fi lm, a to jest życie. Naprawdę luksusowa czuję się na premierach. Kiedy wiem, że zrobiłam dobry film i jest reakcja widzów.

GALA: Miłość w dzisiejszych czasach jest luksusem?

GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA: Przyjaźń też jest luksusem. Móc zadzwonić do kogoś o drugiej w nocy.

GALA: Ma pani kogoś takiego?

GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA: Nie wiem...

GALA: A miłość?

GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA: Kobieta na ten temat nie powinna mówić. Będę dżentelmenem i będę milczeć. Marilyn Monroe, gdy ją zapytano: „Z kim pani śpi?”, powiedziała: „Z Chanel No. 5”. Żeby znaleźć miłość, nie wystarczy skinąć palcem. Chyba nie znam recepty na nią. Na pewno nie jest to druga miłość... Mamy coraz mniej czasu na uczucia. Stają się szybkie, umowne. Spotykamy się, coś wspólnie budujemy, ale mamy też dziesiątki różnych zajęć oddzielnie. Żyjemy w świecie singli, którzy od czasu do czasu z kimś są.

GALA: Ale wciąż jest w nas tęsknota za miłością.

GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA: To jest niezmienne. Życzę tej tęsknoty wszystkim i sobie. Niezależnie czy mamy 18, 50, czy więcej lat. Na miłość zawsze warto czekać. Chociaż z biegiem lat staje się inna. Bardziej cierpliwa. Na miłość potrzeba czasu, pokory, ale też szczypty niecierpliwości, i tajemnicy.

GALA: Wszyscy pani mężczyźni byli luksusowi?

GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA: Jeden, ale nigdy z nim nie byłam.

GALA: Jaki on jest?

GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA: Małomówny, pięknie pali cygaro i zawsze potrafi mnie rozśmieszać.

GALA: Dlaczego nigdy nie byliście ze sobą?

GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA: A to już jest tajemnica mojego luksusu (śmiech).

GALA: Pani luksusowe marzenia?

GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA: Chciałabym pojechać do Afryki, do jakiegoś wspaniałego hotelu. Pobyć tam przynajmniej miesiąc i pisać książkę.

GALA: Pobyć tam sama?

GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA: Nie, bardzo chciałabym spotkać inną osobę, która pokazałaby mi świat, jakiego dotąd nie znałam.

GALA: Prawdziwy luksus to też styl i klasa?

GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA: Oczywiście. Luksusem jest skromność. Trzeba wiedzieć, co ona oznacza w konkretnej sytuacji, bo zawsze jest czymś innym. Kiedy jest pani z mężczyzną w restauracji, skromnością i luksusem jest, że to mężczyzna zamawia. Kobieta nie powinna rozmawiać z kelnerem, a już na pewno nie spoufalać się z nim. Umiejętność podziękowania za biżuterię też świadczy o stylu.

GALA: Komu zawdzięcza pani swój styl?

GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA: Wszystko zawdzięczam mamie. Napisałam o niej kilka pięknych opowiadań. Mama jest osobą, która bezszelestnie porusza się przez życie. Ta cisza i spokój jest jej największym, niepowtarzalnym stylem.

GALA: Piękna definicja klasy.

GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA: Zgadzam się. Nazywam mamę czarodziejką nie z tego świata. Największym luksusem dla mnie jest posiadanie takiej mamy, to że mogę wsiąść w samochód i do niej pojechać... Dla każdego z nas luksusem jest posiadanie rodziców.

GALA: Mama nauczyła panią elegancji?

GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA: Zawsze była elegantką. Jak byłam młoda, ubierałam się poważnie. W żakiety, spódnice, tak jak mama. A teraz wkładam podarte dżinsy i to jest mój luksus. Ale żakiety lubię nadal. Z dzieciństwa pamiętam moje „wiosenne” sukienki. Przed świętami mama zawsze szyła mi nową. Siadała do maszyny, a ja czekałam, co wyczaruje. Wybiegałam na dwór w swojej ślicznej sukience, było zimno i zaraz się przeziębiałam. Potem luksusem były kurczaki i winogrona, którymi mama mnie karmiła, żebym nie zachorowała.

GALA: Pani ulubiony projektant Tomek Ossoliński mówi, że wymaga pani strojów z najlepszych materiałów. W czym czuje się pani najlepiej na co dzień?

GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA: Nago... (śmiech).

 

GALA: Kto dla pani ma klasę i styl? O Andrzeju Łapickim pisała pani: „Przychodził do nas ktoś jakby z innego świata”.

GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA: Andrzej budził zachwyt wszystkich studentów... Jego wewnętrzny spokój, umiejętność rozmowy, przekazywania myśli. Był dla nas wtedy i jest nadal autorytetem. Podobnie jak inni profesorowie: Gustaw Holoubek, Zofi a Mrozowska, Zbigniew Zapasiewicz, Andrzej Wajda, Krzysztof Kieślowski, Wojciech Kilar, Tadeusz Łomnicki. To Klasa Pedagogów. Brylanty.

GALA: Czego pani życzyć na 2008 rok?

GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA: Mężczyzny na wyłączność (śmiech)