GRAŻYNA WOLSZCZAK Aktorka. Jesienią zobaczymy ją jako panią prezydentową w filmie „Nieoczekiwana zmiana płci”. Już teraz możemy ją oglądać w Teatrze Komedia w sztuce „Koleżanki” i Teatrze Scena Prezentacje w „Spadkobiercach”.

GALA: Postanowiłaś zostać cyrkowcem?

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Tak.

GALA: I…?

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Przegięłam! Myślałam, że zakwasy od pięt po czubek głowy przejdą po kilku dniach. Nie przeszły. Teraz obrałam strategię przeżycia z dnia na dzień. Efekt końcowy to sprawa drugorzędna.

GALA: Frajda? Ambicja? Zabawa?

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Zero ambicji, zwykła ciekawość. Na początku rzucałam jedne zabawki, biegłam do innych, chciałam wszystkiego spróbować.

GALA: Strach?

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Bardziej się boję na nartach niż w cyrku na trapezie. Tam mam linę w pasie, więc w razie czego nie pozwolą mi spaść.

GALA: Najważniejsza rzecz, jakiej nauczyła cię mama?

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Zagniatanie domowego makaronu.

GALA: Najważniejsza rzecz, jakiej chciałabyś nauczyć syna?

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Że w życiu musi być sprawiedliwie. Na razie zaliczam same porażki, bo Filip ciągle mnie wykorzystuje. Ale może w relacji matka – dziecko to normalne?

GALA: Jest tylko jedna miłość czy każda jest pierwsza?

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Jest wiele miłości.

GALA: Często mówisz kocham?

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Jak kocham, to często.

GALA: Kiedy pierwszy raz poczułaś, że jesteś matką?

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Od razu jak poczułam dziecko w brzuchu.

GALA: Kiedy pierwszy raz poczułaś się kobietą?

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Jak dostałam pierwszy okres? Koleżanki już miały, więc bałam się, że ze mną coś nie tak. A potem, jak kolega z klasy chciał mnie fotografować.

GALA: Kiedy pierwszy raz pomyślałaś o sobie „aktorka”?

GRAŻYNA WOLSZCZAK: W szkole teatralnej, a i często potem, miałam poczucie, że kogoś nabrałam i niesłusznie przemknęłam do świata, który nie jest mój. To był długi proces.

GALA: Czego byś nie zjadła?

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Czerniny. I robaków. Nawet za pieniądze!

GALA: Co to znaczy zdrowo żyć?

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Mieć poukładane w głowie.

GALA: Masz?

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Mam chyba za bardzo. Artystka powinna być bardziej szalona.

GALA: Kiedy się wściekasz…

GRAŻYNA WOLSZCZAK: To wrzeszczę. Bardzo rzadko, najczęściej po wywiadówce. Tymczasem mój syn zwykle uważa, że w szkole wszystko gra. Czarek mówi, że Filip przejdzie przez życie w rytmie walca, do tego stopnia niczym się nie przejmuje.

GALA: Kiedy siebie nie lubisz?

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Kiedy nie jestem asertywna. Nie potrafię odmawiać, chcę wszystkim zrobić dobrze, a to i tak się nie uda.

GALA: I płacisz?

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Ale i tak więcej by mnie kosztowało nauczenie się asertywności, więc już godzę się z jej brakiem.

GALA: O czym marzysz?

GRAŻYNA WOLSZCZAK: O utrzymaniu status quo. Mam fajny czas. Jest praca, satysfakcja, w domu czekają fajni faceci, zwłaszcza ten starszy, który rozumie, czego potrzebuje kobieta. A młody egoista też nie jest taki zły. Lubię z nim gadać i lubię jego poczucie humoru.

GALA: Szczęście?

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Spełnienie, bo szczęście się zdarza. To są chwile.