GALA: Uczestniczyłaś w powstawaniu scenariusza ,,Zamiany”. Jesteś pierwowzorem Junony?

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Ani jedno, ani drugie. Ten scenariusz to adaptacja powieści „Nieoczekiwana zmiana płci”, którą Cezary napisał kilka lat wcześniej. A powieść była z kolei zainspirowana naukowym opracowaniem na temat transseksualizmu, które kiedyś wpadło w ręce Cezaremu. To prawda, że scenariusz został napisany dla mnie, ale nie na moją prośbę. Chociaż kto wie, może teraz, kiedy taki precedens już wystąpił, zacznę żądać więcej i więcej. A mówiąc serio, nigdy nie sugerowałam żadnemu scenarzyście, co miałoby się zdarzyć mojej postaci. Chyba czułabym się niezręcznie, że się wpycham... Ale też rozumiem kolegów, którzy rozczarowani, jak mało się dzieje w ich tasiemcowym, telenowelowym życiu, mają własne pomysły na swoją rolę. Czekam, jaki los mi zgotuje „serialowy Pan Bóg”. Nigdy nie potrafiłam walczyć o swoje. To wada, ale już dawno się z nią pogodziłam.

GALA : Jak się dochodzi do przerabiania wszystkiego na pozytyw?

GRAŻYNA WOLSZCZAK: To wynik świadomej decyzji. Gdybym tak usiadła i zaczęła narzekać, że w życiu nie idzie tak, jak bym chciała – koleżanka dostała lepszą rolę, ktoś mi zrobił przykrość, łapie mnie grypa, a w dodatku złapałam gumę w samochodzie – to w końcu sama uwierzyłabym, że jestem nieszczęśliwa. Dlatego postanowiłam nie poddawać się tym codziennym frustracjom. W życiu ma być miło, tak sobie założyłam, więc przyjmuję z dobrodziejstwem inwentarza wszystko, co do mnie przychodzi.

GALA : Optymistyczna postawa życiowa to wynik twoich trudnych doświadczeń? Przeżywałaś ciężkie chwile, gdy przed laty młodo zmarł twój mąż Marek Sikora. Nagle zostałaś sama z małym dzieckiem...

GRAŻYNA WOLSZCZAK: W tamtym czasie stała mi się bliska postawa Scarlett O’Hary z jej słynnym ,,pomyślę o tym jutro”. Oczywiście były i są dni, kiedy i mnie coś przytłacza, wpadam w dygot. Ale znam siebie na tyle, że wiem, jak się z tego wydobyć.

GALA : Panujesz nad złymi emocjami?

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Nauczyłam się nazywać swoje emocje, opanowywać problemy, jakby zamykać je w baloniku i oglądać z zewnątrz. Nie znikają przez to, ale od razu się wydają mniejsze! Przykład: wchodzę do pokoju syna, a tam bałagan po sufit, więc dostaję szału. Ale wychodzę z tego pokoju, biorę głęboki wdech i mówię sobie: „Spokojnie, to fajny facet. Tylko z wadami, jak każdy”.

GALA : Jak wychowywałaś syna? Dla innej kobiety – przyszłej partnerki czy dla siebie?

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Na razie żadnej panny do domu nie przyprowadził. Dostąpiłam tylko tego zaszczytu, że została mi pokazana na zdjęciu. Zjawiskowo piękna. Ale nie wiem, jak zareaguję na żywo, zwłaszcza gdy mi się nie spodoba. Wiesz, to jak w dowcipie: Synek przyprowadza do domu trzy dziewczyny i pyta matkę: „Jak myślisz, z którą się ożenię?”. Matka chwilę się im przygląda i mówi: „Z tą rudą”. „Skąd wiedziałaś?” – pyta syn. „Bo już mnie wkurza!” (śmiech). Nie myślałam o tym, niestety, żeby przyszła żona miała pożytek z mojego syna. Popełniłam pewnie dużo błędów. Widzę to, kiedy np. oglądam „Supernianię”. Gdy mówił, że czegoś nie chce, odpuszczałam dla świętego spokoju. Nie nauczyłam go wielu rzeczy, bo wymagałoby to cierpliwości, a ja wolałam, żeby rzeczy szły szybciej i sprawniej. Dlatego nie umie gotować, pralki też pewnie nie umie uruchomić, nie mówiąc już o sprzątaniu... Ale liczę na to, że w samodzielnym życiu te braki szybko nadrobi, a ważniejsze jest to, że jest fajnym człowiekiem. Zero agresji, ma wielki spokój w sobie, a do tego fajne poczucie humoru. Także na własny temat.

GALA : Jakie to uczucie, kiedy kobieta gra mężczyznę?

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Nie czułam męskich genitaliów w spodniach. Zresztą genitalia nie mają większego znaczenia, rzecz jest w charakterze, w szorstkości zachowań, w zdecydowaniu, kiedy biorę sprawy w swoje ręce do tego stopnia, że startuję w wyborach prezydenckich!

GALA: Władza jest dla ciebie rodzaju męskiego?

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Tak. Władza jest mężczyzną. A kobiety, które ją czasem sprawują, z pewnością mają dużo więcej testosteronu niż przeciętna gospodyni domowa. Jestem tego pewna! Nie wiem tylko, czy przez nadmiar testosteronu kobieta sięga po władzę, czy na skutek pełnienia „męskich” funkcji organizm, by sprostać nowym wyzwaniom, zaczyna produkować testosteron. O tym właśnie jest ten film. O pomieszaniu ról męskich i żeńskich. O tym, że nikt już się nie dziwi, że mężczyzna się depiluje i robi manikiur...

GALA: W „Zamianie” wracamy do klasycznego patriarchatu. Prezydent porzuca marzenia o kolejnej prezydenturze, gdy zaczynają działać żeńskie hormony. Wtedy jest w stanie już tylko oglądać telewizję i myśleć o sałatce na kolację. To stereotyp ośmieszający kobiety!

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Nieprawda! Prezydent rezygnuje z polityki, kiedy w sondażach spada poparcie dla niego. Żeńskie hormony powodują, że traci zapał do walki, ale zyskuje nową wrażliwość, wcale nie gorszą. Co jest złego w tym, że przygotowuje kolację dla ukochanej osoby? Ale wiesz, podoba mi się, że nasz film wzbudza w tobie takie emocje! W ogóle się tego nie spodziewałam, traktowałam tę historię raczej jak bajkę komentującą żartobliwie naszą rzeczywistość. Żartobliwie, bo wiadomo, że taka zamiana płci w prawdziwym życiu jest niemożliwa.

 

GALA: Bajka, ale nie do końca. Hillary Clinton została sekretarzem stanu w administracji Obamy, zaś jej mąż, były prezydent, przeszedł na polityczną emeryturę. W Polsce rankingi przed wyborami wykazywały wysoką pozycję Jolanty Kwaśniewskiej. Żadna z nich nie wydaje mi się męskim typem.

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Jolanta Kwaśniewska skończyła na szefowaniu kampanii prezydenckiej Cimoszewicza. Hillary nie wygrała wyborów. Nie wiadomo, co by się stało, gdyby zostały prezydentami?

GALA: Z „Zamiany” to nie wynika. Twoja Junona dojrzewa do myśli, że może rządzić krajem, dopiero gdy urośnie jej penis!

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Co tak się uparłaś na te genitalia? Pałac prezydencki i gabinety ministerialne to tylko tło do opowiedzenia historii z piękną puentą, że miłość zwycięża! I to jest najważniejsze! Jeśli jest między ludźmi uczucie, to płeć i to, kto jest bardziej kobiecy, a kto męski, w ogóle nie ma znaczenia!

GALA: A tej puencie towarzyszy założenie, że nie ma szczęścia bez mężczyzny. Podobnie jak w powieściach dla kobiet. Nawet jeśli bohaterką jest kobieta wojująca, w finale nagrodą jest mężczyzna. W „Zamianie” jest to zdradzający mąż.

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Tęsknisz za inną historią: powabna kobieta u władzy, której mężczyzna nie jest potrzebny. Więc problemu zdrady też nie ma.

GALA: Potrafiłabyś wybaczyć zdradę swojemu partnerowi?

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Trudne pytanie. Nigdy mnie nikt nie zdradził. Albo może zdradził, tylko nigdy się o tym nie dowiedziałam? Mój mąż był pięknym mężczyzną. Nieraz widziałam jadowicie wpatrzone we mnie damskie oczy. Reżyser z Warszawy pracujący w teatrach w całej Polsce! A ja nigdy nie miałam cienia niepokoju.

GALA: Taka byłaś jego pewna?

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Mnie takie rzeczy w ogóle nie przychodzą do głowy. Musiałabym zobaczyć na własne oczy. Mam nadzieję, że wybaczyłabym zdradę, pod warunkiem że byłaby chwilową słabością, nagłym zawrotem głowy. Na szczęście mogę tylko teoretyzować.

GALA: Sprawiacie z Czarkiem wrażenie niezwykle dobranej pary. I chyba nie zagrażają wam niewypały?

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Na to wygląda. Ale wiesz, jak jest: nigdy nie mów nigdy! Wydaje się, że wiesz, jak postąpisz, a przychodzi jakiś splot dziwnych okoliczności i naraz życie układa ci się inaczej...

GALA: Także zawodowe. Czy kiedy przed laty grałaś w sztukach Czechowa, Brechta lub Witkacego, przypuszczałaś, że staniesz się znana wyłącznie z ról w komercyjnych przedsięwzięciach?

GRAŻYNA WOLSZCZAK: W komercję weszłam bardzo przyjemnie. I wcale mnie ona nie boli. Wręcz przeciwnie. Kiedy Barbara Borys-Damięcka jako pierwsza zaproponowała mi przed laty rolę kompletnej kretynki w ostrej farsie, byłam szczęśliwa, że ktoś wreszcie uwierzył w moje komediowe możliwości. Oczywiście, idealnie byłoby móc grać i to, i to, raz coś komediowego, innym razem tragicznego. Ale nie narzekam. Może gdybym była tylko Basią z „Na Wspólnej”, to bym się zanudziła, ale mam mnóstwo pracy i mam nadzieję, że tak będzie jeszcze bardzo, bardzo długo.

GALA: Z tego, co mówisz o pracy i o życiu z Czarkiem, płynie wielki spokój.

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Stuprocentowe wsparcie w każdej sytuacji, świadomość, że ktoś za tobą stoi murem zawsze i wszędzie. Lojalność i poczucie bezpieczeństwa są dla mnie ogromnie ważne. Jak dla każdego pewnie.

GALA: Powiedz szczerze: kto jest facetem w waszym związku?

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Jest równouprawnienie, partnerstwo, mam na tym punkcie fioła. Żeby nikt nikogo nie wykorzystywał. A jeśli chodzi o typowo męskie zajęcia, to nieraz zmieniałam już koło w samochodzie i stawiałam szafę.

GALA: Sama zrobiłaś szafę?

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Tak, kiedy z mężem zbudowaliśmy dom, Marek reżyserował, a ja zajmowałam się dzieckiem i domem. Ponieważ nie mieliśmy pieniędzy, sama zbudowałam garderobę. Wyszło trochę krzywo, ale satysfakcję miałam ogromną.

GALA: Prof. Violetta Skrzypulec, seksuolożka, twierdzi, że kobiety lepiej znoszą sytuacje kryzysowe. Kiedy mężczyzna straci pracę, popada w depresję. A kobieta zakasuje rękawy. Bywa też, że rzuca męża nieudacznika.

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Znam takie historie. A ostatnio słyszałam o badaniach przeprowadzonych na użytek rynku reklamowego. Wynika z nich, że kobieta jest coraz częściej odbiorcą reklam nawiązujących do seksu. To dowodzi wielkiej przemiany obyczajowej. Dotąd kobiety odrzucały takie przekazy, zarzucając im instrumentalne traktowanie ich płci. Teraz same tak widzą mężczyzn. Mają władzę, pieniądze, a w związku z tym więcej czasu również na uprawianie seksu. Seksturystyka wśród kobiet podobno kwitnie.

GALA: A więc władza nie musi być rodzaju męskiego, jak twierdziłaś na początku naszej rozmowy.

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Nie. Te zmiany są niezwykle dynamiczne. Dokąd zmierzają? Już przecież mężczyzna urodził dziecko.

GALA: Czujesz się kobietą spełnioną?

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Absolutnie! Żyję dobrym życiem. Staram się, żeby było pożyteczne. Żeby nie mieć poczucia, że żyję życiem pasożytniczym i zaspokajam wyłącznie swoje potrzeby.

GALA: Wyglądasz rewelacyjnie. 10 lat temu mówiłaś: „Życie zaczyna się po czterdziestce”. Masz jakieś hasło na pięćdziesiątkę?

GRAŻYNA WOLSZCZAK: Moje życie po pięćdziesiątce to kontynuacja tego życia, które zaczęło się po czterdziestce, ale głęboko wierzę, że i po pięćdziesiątce może się zacząć! Ta pięćdziesiątka jest dla mnie tak zadziwiająca, że postanowiłam nie przyjmować jej specjalnie do wiadomości. Nadal chodzę tak samo szybkim krokiem, jak chodziłam. I tak samo robię mostek. Najpiękniejszy prezent, jaki mogłam na tę pięćdziesiątkę dostać, to propozycja zostania twarzą firmy kosmetycznej. Do tej pory kosmetyki dla 50-latek reklamowały 35-latki, więc co ci będę mówić... Poczułam się jak w niebie!