HALINA ZAWADZKA Co sezon nowa adrenalina

Udostępnij

Gdy w wieku trzech lat maszyna do szycia zraniła jej opuszek palca, usłyszała: „Ta mała będzie krawcową”. Taki jest przesąd. Dziś projektuje i sprzedaje ubrania od Brukseli po Moskwę i Nowosybirsk. Właśnie pokazała publiczności kolekcję jesień/zima 2008. A nam po raz pierwszy swój dom!

HALINA ZAWADZKA Co sezon nowa adrenalina

Firma, którą stworzyła wraz z mężem Tadeuszem – Hexeline – od blisko dwóch dekad ubiera kobiety w Europie i Azji. Swoje kolekcje sprzedaje w 35 sklepach i showroomach od Brukseli, Berlina, Düsseldorfu, Moskwy, Sankt Petersburga po Ałma Atę (trzy sklepy!), Nowosybirsk, Krasnodar i Rostów. Nazwa firmy wzięła się… no właśnie, skąd? Tu dochodzi do małżeńskiej rozbieżności wersji: „Hexeline to przypadkowa wariacja na temat mojego imienia” (ona). „W językach skandynawskich »hexe« znaczy ponoć »wiedźma, czarownica «, ale z góry dementuję, aby była to jakakolwiek aluzja do charakteru mojej żony” (on).

GALA: Wiem, że każda dziennikarka zadaje ci to pytanie, ale powiedz, bo mnie to fascynuje, skąd wiadomo, co będzie modne w nadchodzącym sezonie? Z przecieków, targów, z podglądania konkurencji, bo jak pokazuje serial „Moda na sukces”, którego akcja toczy się w świecie mody, konkurenci walczą na śmierć i życie, własnych projektów strzegąc jak źrenicy oka?

HALINA ZAWADZKA: Mój mąż cytuje czasem powiedzenie Alberta Einsteina, że aby odnieść sukces, trzeba ciężko pracować, mieć talent i… trzymać język za zębami. A na serio… Jak się człowiek 20 lat obraca w świecie mody, to tak naprawdę po pewnym czasie sam nie wie, skąd wie to, co wie. To świat tak skonstruowany, że wszyscy wszystkich podpatrują, wpływy się przenikają. Podpowiedzi szuka się wszędzie. Też mam oczy szeroko otwarte, ale nie przyswajam nowości bezkrytycznie. To musi być bliskie mojej estetyce, a także Polek, które chcę ubierać. Projektanci obserwują ulicę, ty obserwujesz innych projektantów. W Hongkongu i w Nowym Jorku. I w pewnym momencie nowa moda bierze się stąd, skąd się bierze nowa muzyka. Pewnie z powietrza.

GALA: To konkretnie, co będzie hitem mody tej jesieni?

HALINA ZAWADZKA: Jestem już w innej epoce, bo dopiero co ukończyłam lato 2009, ale pamiętam: obniżone rękawy, pogłębiona pacha, podkreślona talia, wysokie, czyli ponad talię, spodnie. Powiedzmy inaczej: Marlena Dietrich i Audrey Hepburn. Sylwetka kobieca, ale i sportowa. Marlena – uwodzicielska w męskim stroju, czasem wyzywająca, Audrey – czysta kobiecość, nic więcej.

GALA: Mówi się o Hexeline, że to polska Max Mara. To porównanie to splendor?

HALINA ZAWADZKA: Normalność, bo celujemy w tego samego klienta. Wzornictwo i jakość tkanin podobne, bo te ostatnie często kupujemy w tych samych firmach. Ostatnio przedstawiciel niemieckiego koncernu oferującego klejonki, po obejrzeniu kolekcji, porównał naszą firmę do Armaniego, choć nie musiał nas komplementować. Bo wnętrza naszych żakietów, płaszczy są często ładniej, bardziej kolorowo wykończone.

GALA: Gdzie się ubiera Halina Zawadzka?

HALINA ZAWADZKA: Zawsze mam na sobie coś z nowej, bieżącej kolekcji. A nawet z tej, która dopiero będzie.

GALA: Szefowa – reklamą firmy?

HALINA ZAWADZKA: Reklamuję to, co będzie, ale tylko to, w czym się dobrze czuję. Rzeczywiście, bardzo lubię dżinsy, bo odmładzają, i różne wersje białych bluzek.

GALA: Tadeusz tak mówił mi o waszym poznaniu: „Studiowaliśmy na politechnice, w tym samym niedużym budynku wydziału budownictwa. Ja – inżynierię środowiska, Halinka – budownictwo i architekturę, a mimo to przez trzy lata jej nie odkryłem. Któregoś dnia zobaczyłem ją i… wbiło mnie w podłogę! W szatni zobaczyłem piękną dziewczynę o naturalnych blond włosach w odcieniu lnu i pięknym uśmiechu. I ta radość w oczach! Zjawiskowa”. Na moją uwagę, że pewnie miała figurę modelki, powiedział: „Skąd! Była pulchniutka!”.

HALINA ZAWADZKA: Byłam może trochę bardziej pełna, nieco okrąglejsza. W rozmiarze 38, dziś jestem 36,5. Bez trudu mieszczę się w ulubionych szortach, a mają ze 30 lat.

GALA: Twoje pracownice mówią: „Szefowa mierzy wszystkie modele, każdy projekt przez nią przechodzi”. Podobno jesteś absolutną perfekcjonistką.

HALINA ZAWADZKA: Dopracowuję tak długo, aż uznam, że jest dobrze. Żadna modelka mnie w tym nie wyręczy. To niezamierzone, że schudłam tak bardzo, bo wolałabym mieć pełne 38, wtedy łatwiej się mierzy. Teraz jestem trochę za szczupła.

GALA: Co więc stoi na przeszkodzie, abyś przytyła?

HALINA ZAWADZKA: Nazbyt intensywne życie.

Gala: Na studiach zauroczyłaś Tadzia, szyjąc mu fantastyczne spodnie.

HALINA ZAWADZKA: Ale już wcześniej obszywałam kolegów! Jemu uszyłam sztruksy biodrówki, bardzo dopasowane dzwony. W sklepach takich nie było, a sztruks się kupowało w Peweksie. Fakt, superspodnie. Prawda jest taka, że szycie zawsze było moim hobby. Mama pracowała w Telimenie, w domu była maszyna do szycia, stara pedałówka. Szyłam sobie wtedy bluzki tak obcisłe, aż piszczały. Na politechnice znalazłam się kompletnym przypadkiem, bo jako najlepsza maturzystka mogłam sobie wybrać uczelnię, jaką chcę.

GALA: Bez egzaminu?

HALINA ZAWADZKA: Bez. Chciałam pójść na matematykę, która zawsze mnie fascynowała. Tak jest do tej pory. Już będąc mamą, rwałam się do rozwiązywania zadań matematycznych moim dzieciom, wbrew ich protestom. Moja wychowawczyni westchnęła: „A co ty będziesz robiła po matematyce? W szkole uczyła? Inżynier to dopiero zawód”. Poszłam za jej radą, wybrałam politechnikę. I pamiętam wykład na trzecim roku z mechaniki budowli, który w ogromnej auli prowadził światowej sławy profesor. Wtedy pomyślałam: „Boże, co ja tutaj robię?”. Ale jako osoba ambitna, jak studia zaczęłam, tak je skończyłam. Żeby nie iść na budowę, bo wtedy był obowiązek pracy, zapisałam się na studia doktoranckie. A jak już się zapisałam…

GALA: …to założyłaś rodzinę z Tadziem.

 

HALINA ZAWADZKA: Pobraliśmy się, bo chcieliśmy być szczęśliwi i sami zarabiać na własne utrzymanie. Po ślubie rzuciłam studia doktoranckie.

GALA: Prowadzisz firmę z mężem i od niedawna z córką. Gadasz z nimi o pracy po pracy?

HALINA ZAWADZKA: Czasami się inaczej nie daje. Teraz tych rozmów jest mniej, ale nie jesteśmy ich w stanie całkowicie uniknąć. Tadeusz od samego początku zdjął mi z głowy tzw. twarde finansowe zarządzanie, Kasia wyrosła w tej atmosferze, dołączyła do teamu, zajmuje się marketingiem.

GALA: Pamiętam twoje wyznanie, że jak gdzieś w świecie widzisz coś zachwycającego, a jesteś sama, to żal ci, że Tadeusza nie ma przy tobie.

HALINA ZAWADZKA: Po tylu latach stanowimy jedność, inaczej nie potrafimy. Gdy coś robi na mnie wrażenie, nieważne, dzieło sztuki czy zachwycający widok, żal mi, że mąż tego nie widzi. W ogóle trudno nam się rozstać. Widziałam z życiu setki przedstawień baletowych, ale ostatnio, gdy byłam za granicą, wielkie wrażenie zrobił na mnie balet „Don Juan” Moliera w opracowaniu Borysa Ejfmana. Płakałam podczas spektaklu. Pierwszy raz w życiu! Tak naprawdę nie umiem przeżywać sztuki sama, wydaje mi się wtedy, że to niepełne przeżycie. Muszę się dzielić z Tadeuszem tym, co widzę, co czuję. To rodzaj jedności. W końcu 30 lat jesteśmy razem.

GALA: Rocznicę obchodziliście hucznie?

HALINA ZAWADZKA: Nie, spokojnie. Dostałam bukiet róż biało-różowych. Lubię wszystkie kwiaty i Tadeusz o tym wie.

GALA: Jak słyszysz o światowych sukcesach Macieja Zienia, Ewy Minge, co czujesz?

HALINA ZAWADZKA: Każdy ma własną ścieżkę kariery zawodowej. My tworzymy kolekcję dwa razy w roku, a składa się z trzystu elementów. Jedna góra musi pasować do czterech dołów, w określonym stylu, kolorystyce. Do tego tzw. szablony do produkcji masowej, do każdego modelu, każdego rozmiaru. To praca nieporównywalna z projektowaniem sukien wieczorowych. Nie lepsza ani gorsza, po prostu inna. Jeśli ktoś jest w stanie utrzymać się z tego, co robi – voilà! Dwa różne światy, ale widać na wszystko jest zapotrzebowanie.

GALA: Sztuką jest…

HALINA ZAWADZKA: ...stworzyć kolekcję nowoczesną, modną, która, co tu dużo mówić, znajdzie nabywców. Nieudane kolekcje dwa sezony z rzędu mogą położyć firmę. Mam tego świadomość. Dwa razy w roku przeżywam wielkie wyzwanie i wielkie zagrożenie.

GALA: Niezła adrenalina. Dopada cię czasem myśl: „Do diabła z tym wszystkim!”?

HALINA ZAWADZKA: Nie, nie, nie. Nigdy! Za bardzo to lubię. Dwie trzecie czasu jestem w rozjazdach. Jak możemy, jeździmy razem, jeśli nie – Tadeusz pozostaje na miejscu i reorganizuje firmę.

GALA : Z Tadeuszem masz wspólne hobby – rajdy terenowe. Nadal szalejecie po wertepach?

HALINA ZAWADZKA: Teraz rzadziej, z braku czasu. Nieco bardziej „ucywilizowanym” jeepem, równie dobrym na ubite drogi, jak na wertepy, jeżdżę na co dzień.

GALA: Twoja idolka?

HALINA ZAWADZKA: Vivienne Westwood! Za to, że jest sobą. Ta kobieta żyje pełną piersią, a jej projekty mają duszę, ze szczyptą szaleństwa. I ona też nie myśli o emeryturze, zupełnie jak ja. Zamierzam być aktywna do ostatniego dnia.

Komentarze

Marcelina Zawadzka

Vero Moda - Sweter

Kup teraz

129.9 zł

Spódnica sp25

Kup teraz

89 zł

Carinii - Szpilki

Kup teraz

179.9 zł

Mango - Płaszcz Manuela

Kup teraz

199.9 zł