Córeczka Halle Berry i Gabriela Aubry’ego ma na imię Nahla Ariela. Mama i dziewczynka czują się dobrze” – przekazała w lakonicznym oświadczeniu dla mediów rzeczniczka aktorki Meredith O’Sullivan. Mimo wielu pytań szybko zakończyła spotkanie. Nie skomentowała doniesień o problemach zdrowotnych, które Halle miała przed porodem.

Pierwszy alarm zaczął się w nocy z piątku na sobotę. Halle razem z Gabrielem przyjechali do kliniki Cedars-Sinai około czwartej nad ranem. Sytuacja była na tyle poważna, że lekarze zdecydowali się przygotować specjalną salę z najnowocześniejszymi aparatami do ratowania i podtrzymywania życia. „Oboje wyglądali na przerażonych. Pani Berry miała bardzo wysokie ciśnienie. Choruje na cukrzycę, to pogarszało sprawę. Po szczegółowych badaniach okazało się, że nie ma bezpośredniego zagrożenia zdrowia” – tłumaczył jeden z medyków. Halle została wypisana w sobotę o godzinie 15. Nie na długo. Kilka minut przed 23 znowu przyjechali do szpitala. Tak jak wcześniej aktorka miała podwyższone ciśnienie i kołatanie serca. Tym razem lekarze nie puścili jej do domu.

Nahla Ariela Aubry przyszła na świat w niedzielę 16 marca. Aktorka urodziła ją siłami natury. Pielęgniarka opowiadała, że Halle rozpłakała się, kiedy wzięła córeczkę na ręce. „Powiedziała, że wszystko, co do tej pory przeszła, było warte tej chwili. Nie chciała nam oddać małej. Wciąż ją przytulała. To była naprawdę wzruszająca scena. Wszyscy na sali płakali razem z nią”. Jednak dopiero dwa dni później szczęśliwi rodzice wybrali imiona. „Nie chcieliśmy wymyślać imienia dla najważniejszej osoby w naszym życiu, zanim jej nie poznamy” – tłumaczyła aktorka. Nahla to „pszczoła” w języku arabskim, a Ariela po hebrajsku znaczy „lwica Boga”. „Wyrośnie na dzielną dziewczynkę” – mówiła w rozmowie z Nancy O’Dell z programu „Access Hollywood”. „I będzie mieć wspaniałe życie” – dodała.

CZARNO-BIAŁA Halle od dziecka musiała przełamywać bariery. „Mój ojciec był czarny, mama biała. Długo nie wiedziałam, kim jestem” – mówiła. Aktorka wspominała, że nie mogła znaleźć przyjaciół, czuła się jak odludek. „Nie należałam do żadnej grupy. Byłam za czarna dla białych i za biała dla czarnych”. Przez pierwsze lata życia, jeszcze przed rozwodem rodziców, mieszkali w czarnej dzielnicy. Później, kiedy matka zdecydowała się odejść od znęcającego się nad rodziną Jerome’a Berry’ego, przeprowadziły się na przedmieścia Cleveland zamieszkane przez białych. „Zrozumiałam, że jestem czarna. Nie chciałam przeżyć reszty życia jako Mulatka rozdarta pomiędzy dwoma środowiskami”. Wtedy też podjęła jeszcze jedną ważną decyzję. Nigdy więcej nie będzie kontaktować się z ojcem. „Niektórzy łączą fakt, że wychowywała mnie matka, z moimi późniejszymi problemami z facetami. To bzdura. Po prostu źle trafiałam” – opowiadała po latach na kanapie u Oprah Winfrey. Egzotyczna uroda i wspaniała figura sprawiły, że Halle stała się ulubienicą kolegów ze szkoły. Ona jednak tego nie zauważała. Zamiast na randki biegała na treningi cheerleaderek. Była też przewodniczącą klasy i redaktorem szkolnej gazetki. Dopiero gdy jednomyślnie wygrała tytuł królowej balu, coś się zmieniło.

Z BRZYDKIEGO KACZĄTKA... Halle zaczęła startować w konkursach piękności. Wygrywała lokalne imprezy. Namawiana przez przyjaciółki, w wieku 17 lat wystartowała w wyborach Miss Nastolatek stanu Ohio. Oczarowała wszystkich. Korona najpiękniejszej dała jej pewność siebie i nowy pomysł na życie. Rzuciła szkołę i zaczęła pracować jako modelka. W międzyczasie jej lista trofeów powiększyła się o tytuł Miss Ameryki Nastolatek, Miss Ohio. Halle wystartowała także w wyborach Miss Ameryki. Drugie miejsce pozwoliło jej na start w eliminacjach do Miss World w 1986 roku. Była pierwszą Afroamerykanką, która tego dokonała. Mimo wspaniałej kariery, jaką jej wróżono, zdecydowała się wrócić do college’u. „Nie chciałam być lalką. Faceci widzieli we mnie tylko ładną buzię i niezłe ciało. Traktowali mnie jak ozdobę” – mówiła. Za zarobione na wybiegu i podczas sesji pieniądze zaczęła studiować dziennikarstwo telewizyjne. Jednak już wtedy wiedziała, że chce zostać aktorką. Z Cleveland przeniosła się do Chicago. W dzień studiowała w szkole aktorskiej, wieczorami brała udział w sesjach zdjęciowych. To był pierwszy etap planu. Kiedy zarobiła dość pieniędzy, wyjechała do Nowego Jorku. Chciała spróbować prawdziwego show- -biznesu. I nie czekała długo na swoją szansę. W serialu „Living Dolls” zagrała samą siebie. Modelkę, która pracuje, by opłacić studia medyczne. Mimo że wytwórnia zdjęła show z anteny już po trzech miesiącach emisji, Halle została doceniona. Przez samego Spike’a Lee, kultowego czarnoskórego reżysera. Zaproponował jej rolę w filmie „Malaria”. Miała zagrać uzależnioną od cracku narkomankę. I wykorzystała szansę. Przez kilka tygodni jeździła z patrolem policji po melinach i dworcach, żeby zobaczyć, jak naprawdę żyją heroiniści. Parę dni przed rozpoczęciem zdjęć przestała się myć. Po premierze wszyscy mówili tylko o niej. Był rok 1991.

 

WĘŻE W PACZCE. Zawodowo wszystko układało się świetnie. Halle grała w serialach i coraz częściej pojawiała się na dużym ekranie. Jednak zupełnie nie mogła odnaleźć się w życiu prywatnym. Jeden ze związków o mało nie zakończył się dla niej tragicznie. Pobita przez partnera na stałe straciła słuch w jednym uchu. Kolejny romans również nie był trafiony. Porzucony kochanek okazał się niezrównoważony psychicznie. Nękał ją przez kilka kolejnych lat. Doszło do tego, że kilkakrotnie wysłał jej zdechłe węże w paczce. Na jednym z bankietów poznała bejsbolistę Davida Justice’a. Po kilku tygodniach znajomości Halle przyjęła jego oświadczyny. W styczniu 1993 roku wzięli ślub. Na początku wszystko układało się świetnie. Problemy pojawiły się z chwilą, gdy musieli się rozstać na dłużej. „David miał ligę, co noc spał w innym hotelu. Ja też coraz więcej wyjeżdżałam na plany. To nie służyło naszemu małżeństwu” – mówiła po rozwodzie w 1996 roku. Nieoficjalnie mówi się, że prawdziwy powód rozpadu ich związku był zupełnie inny. Halle chciała mieć dziecko. Zaczęła udzielać się charytatywnie. Wsparła Narodową Koalicję ds. Walki z Rakiem Piersi. Odwiedziła też amerykańskich żołnierzy w Sarajewie. Wszystko, by ukoić smutek po stracie ukochanego. „Rozwód strasznie ją osłabił. Wiedziała, że nie mogą być razem, ale wciąż kochała Davida” – mówiła przyjaciółka aktorki. Jej nazwisko zaczęło się pojawiać w coraz gorszych produkcjach. Halle była w poważnym dołku. Potrzebowała aż dwóch lat, żeby się pozbierać. Pomógł jej piosenkarz Eric Benét, którego poznała pod koniec 1997 roku. Sprawił, że przyjęła rolę w filmie „The Wedding” wyreżyserowanym przez Oprah Winfrey.

NAGLE ZACZĘŁO SIĘ UKŁADAĆ! W 1999 roku zagrała główną rolę i wyprodukowała film „Kariera Dorothy Dendridge”, pierwszej czarnoskórej aktorki nominowanej do Oscara. To był olbrzymi sukces. Halle zgarnęła statuetkę Emmy i Złotego Globa. Jeszcze przed premierą zaręczyła się z Erikiem. „Karta się odwróciła. Nagle wszystko zaczęło się układać” – śmiała się aktorka. Pobrali się w styczniu 2001 roku. Rok później odebrała statuetkę Oscara dla najlepszej aktorki za rolę w dramacie „Monster’s Ball: Czekając na wyrok”. Jednak już wtedy nie układało się dobrze w jej małżeństwie. Kilka miesięcy po ślubie dowiedziała się, że mąż ją zdradza. Był uzależniony od seksu. Halle bardzo chciała mu pomóc. Zapisała go na terapię, razem chodzili na zajęcia do seksuologa. Nic z tego. Eric wciąż szukał przelotnych znajomości. W październiku 2003 roku ogłosili separację, a kilka tygodni później aktorka wystąpiła o rozwód. Relacje pomiędzy nimi zaostrzył wniosek adwokata piosenkarza o anulowanie umowy przedmałżeńskiej. Chciał połowę jej majątku, a od dwóch lat Halle należała do najlepiej opłacanych aktorek Hollywood. 6 milionów dolarów zarobiła w filmie „Śmierć nadejdzie jutro”, kolejnej bondowskiej produkcji, a 14 milionów w adaptacji komiksu „Kobieta- Kot”. Sprawa rozwodowa ciągnęła się kilka miesięcy. Ostatecznie zakończyła się w styczniu 2005 roku. Aktorka nie musiała dzielić się pieniędzmi z Erikiem.

10 LAT MŁODSZY ? czemu nie W listopadzie 2005 roku poznała kogoś, kto zmienił jej światopogląd. Na planie reklamówki Versace wpadła w oko modelowi Gabrielowi Aubry’emu. Nie traktowała go poważnie. „Bała się, że 10 lat różnicy będzie barierą nie do pokonania” – opowiadała przyjaciółka aktorki. Halle długo nie mogła się zdecydować. Jednak coraz częściej zaczęła mówić o dziecku. „Mam już wszystko, co jest mi potrzebne do następnego kroku. Wspaniałego faceta, zabezpieczoną przyszłość” – tłumaczyła. Kiedy w końcu ogłosiła, że jest w ciąży, promieniała. „To najpiękniejszy prezent od losu, jaki mogłam dostać. Ale będę musiała uzbroić się w cierpliwość. Nie wiem, jak przetrwam te sześć miesięcy” – mówiła we wrześniu ubiegłego roku. Mimo że po narodzinach Nahli aktorka niechętnie udziela wywiadów, to pytana o małżeństwo odpowiada, że poprzednie nieudane związki nauczyły ją jednego: „Nie musisz brać ślubu, żebyś czuła się jak szczęśliwa mężatka”.