Jest tylko trochę starszy od Indiany Jonesa. To mu jednak nie przeszkadza. „Mamy przecież takie samo poczucie humoru” – tłumaczy. Harrison Ford w wieku 65 lat znowu wcielił się w postać legendarnego archeologa. W filmie „Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki”, tak jak w poprzednich częściach, sam wykonuje wszystkie popisy kaskaderskie. Na pytanie, czego nie może już robić, a co nie przysparzało mu trudności podczas kręcenia poprzednich filmów z serii, ze śmiechem odpowiada: „Nie mogę tylko tyle jeść co kiedyś”.

MINĘŁO PRAWIE 20 LAT

„Indiana Jones i ostatnia krucjata” miał premierę w 1989 roku. Jednak po olbrzymim sukcesie trylogii George Lucas i Steven Spielberg... zawiesili produkcję. Tłumaczyli, że poprzeczka jest już zawieszona zbyt wysoko, żeby robić kolejne filmy. „Nie możemy iść za ciosem, kiedy nie mamy jeszcze lepszych pomysłów. Teraz czekamy na naprawdę dobry scenariusz” – mówił Lucas. Nie tylko fani byli załamani tą decyzją. „Próbowałem wszystkiego. Najpierw po dobroci, później sięgnąłem po bardziej drastyczne metody. Groźby, szantaż, nic nie skutkowało. George i Steven byli nieugięci” – żartował Harrison Ford. Mimo to jego kariera nie straciła rozpędu. Zagrał w kilku kolejnych kasowych produkcjach, m.in. w „Czasie patriotów” i „Co kryje prawda”. Wciąż jednak był kojarzony z dwoma ulubionymi przez fanów bohaterami – Indianą Jonesem i Hanem Solo z trylogii „Gwiezdne wojny”. Kosmiczna saga doczekała się prequela w postaci kolejnej trylogii z nowymi aktorami. Dopiero „Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki” wskrzesił starą legendę.

POCZĄTKI SŁAWY

Nazwisko Forda było znane w Hollywood wcześniej, zanim zagrał Indianę. Jego wizytówkę miały największe gwiazdy show-biznesu. Harrison robił dla nich piękne... meble. Po krótkiej przygodzie z telewizją podjął decyzję, że z aktorstwa nie wyżywi żony Mary Marquardt i dwóch synów, Willarda i Benjamina. Jako stolarz może się pochwalić pokaźnym dorobkiem. Zbudował studio nagrań Sergio Mendesa. Pracował też przy koncertach zespołu The Doors. Szczęście uśmiechnęło się do niego, kiedy dostał propozycję od George’a Lucasa. Harrison miał zrobić meble do nowego domu reżysera. Lucas zaproponował mu także małą rolę w filmie „Amerykańskie graffiti” (1973). Dwa lata później w domu Lucasa poznał Stevena Spielberga. Reżyser wpadł na niezapowiedzianego drinka. Kiedy zobaczył Forda, od razu wyjął scenariusz pierwszej części „Gwiezdnych wojen”. Poprosił Harrisona, żeby przećwiczył z nim kilka kwestii. Podobno już wtedy wiedział, że to właśnie stolarz przyjaciela zagra Hana Solo. Ta rola była strzałem w dziesiątkę. Znajomi aktora mówili nawet, że nie musiał się zbytnio przepracowywać podczas zdjęć. „Tak zachowuje się na co dzień. Robi nawet takie same miny” – śmiali się. Fani z miejsca zakochali się w krnąbrnym kapitanie „Sokoła Millennium”, a Harrison stał się gwiazdą. Kolejne części trylogii tylko ugruntowały jego pozycję.

KAPELUSZ I BAT

Spielberg i Lucas już wcześniej chcieli stworzyć konkurencję dla Jamesa Bonda. „Film miał być bardziej osadzony w realiach, ale główny bohater też musiał mieć spryt, łobuzerski urok i to coś w sobie” – wyliczali twórcy. Zaraz po premierze „Gwiezdnych wojen” Lucas wpadł na genialny pomysł. Wymyślił przynudzającego na wykładach archeologa, który nagle staje się superbohaterem przeszukującym starożytne grobowce. „Nawet przez chwilę nie zastanawialiśmy się, kto zagra główną rolę. Indiana Jones mógł być tylko jeden” – wspominał Spielberg. Harrison Ford stanął przed kolejnym wyzwaniem.

NA SZCZYCIE

 W latach 80. zagrał w trzech z czterech kultowych filmów: „Gwiezdne wojny”, „Indiana Jones” i „Łowca androidów”. Pracował też przy „E.T.”. Postać dyrektora szkoły została jednak wycięta podczas montażu filmu. Według ostatnich szacunków, które nie obejmują zysków z „Indiany Jonesa i Królestwa Kryształowej Czaszki”, filmy, w których zagrał główną rolę zarobiły ponad 6 mld dol. Sława miała też wpływ na życie osobiste aktora. Szkolna miłość Mary Marquardt nie mogła znieść ciągłych ataków zakochanych w Harrisonie fanek. W 1979 roku wzięli rozwód. Cztery lata później Ford ożenił się ze scenarzystką Melissą Mathison. Poznali się na planie filmu „Czas Apokalipsy”, wspólnie pracowali też przy „E.T”. Byli wzorem zgodnego małżeństwa. W 1987 przyszedł na świat ich syn Malcolm, a trzy lata później córka Georgia. Kiedy w 2001 roku Melissa wystąpiła z wnioskiem o separację, jako powód podała „dobre serce” Harrisona. Narzekała, że mąż angażuje się w pomoc innym i ratowanie świata, a nie dostrzega potrzeb najbliższych. Trzy lata później wzięli rozwód, który kosztował aktora 18 mln dol. Nie cierpiał jednak z tego powodu. Już wtedy spotykał się z Calistą Flockhart.

SUPERBOHATER

 

„Ally McBeal” nie mogła uwierzyć, że jej filmowy idol jest zwykłym i ciepłym facetem. „Stworzyłam sobie zupełnie inny obraz. Byłam w szoku, kiedy okazało się, że Harrison ma do siebie tak duży dystans. Poświata superbohatera zgasła w oka mgnieniu” – żartowała. Życie aktora też się zmieniło. „Dzięki Caliście i jej adoptowanemu synkowi Liamowi znowu czuję się młodo. To olbrzymi zastrzyk pozytywnej energii” – mówił. Związek dodał mu skrzydeł. Także dosłownie. Podczas wolontariatu w pogotowiu powietrznym w górach Idaho aktor dwa razy uratował komuś życie. „Latał swoim helikopterem Bell 407. Zaproponowaliśmy mu nawet etat. Zaimponował wszystkim opanowaniem i profesjonalizmem” – chwalił Harrisona dowódca. Podczas drugiej akcji ratunkowej ranna kobieta zabrudziła pokład maszyny. Nazajutrz miejscowe gazety cytowały ocaloną. „Wciąż nie mogę w to uwierzyć, że zwymiotowałam w śmigłowcu Harrisona Forda”. Aktor walczy również o ochronę środowiska naturalnego. W kwietniu wziął udział w kampanii przeciwko wycinaniu lasów. W filmie Harrison depiluje woskiem część klatki piersiowej. „Karczowanie drzew boli nas wszystkich” – mówi na zakończenie spotu. Calista wspiera Harrisona we wszystkich szalonych pomysłach. „Dzięki takim ludziom jak on świat zauważa problem i może z nim walczyć” – mówi. Mimo 22 lat różnicy zgadzają się także w innych kwestiach. Pod koniec maja Calista przyjęła pierścionek zaręczynowy, ale nie ponagla aktora z decyzją o ślubie. „To nieprawda, że zamierzamy się pobrać, kiedy ucichnie rozgłos związany z promocją »Kryształowej Czaszki«. Na razie nie myślimy o tak poważnych zmianach” – przyznał aktor. W filmie Indiana Jones składał podobne deklaracje.