Przejmował jego nastroje, miał kłopot ze snem i komunikowaniem z innymi członkami obsady. „Nie reagował na swoje imię. Przychodził na plan nawet, kiedy nie miał zaplanowanych zdjęć i doprowadzał wszystkich do furii. On naprawdę był Jokerem. Ostrzegaliśmy go, że przesadził, ale wtedy było już za późno" - mówił członek ekipy.

Kiedy skończyły się zdjęcia Heath został sam. Nie był już Jokerem, ale wciąż nie potrafił zapomnieć o tej roli. Jego bliscy do tej pory obwiniają się za jego śmierć. „Nikt mu nie pomógł. Zabrakło kogoś kto w porę, by dostrzegł jego zły stan psychiczny, kto podałby mu rękę. To tak naprawdę wina nas wszystkich, którzy go znali" - przyznał anonimowo przyjaciel aktora w wywiadzie dla magazynu People.