Dwukrotna zdobywczyni Oscara niepewnie wchodzi do pokoju. Wygląda na trochę zawstydzoną. Gdyby nie jej rzeczniczka, Hilary Swank pewnie od razu uciekłaby z hotelu. „Nie lubisz wywiadów?” – pytam. „Dziś mam fatalny dzień. Śniło mi się, że ktoś bardzo mi bliski zmarł. Kompletnie mnie to rozbiło” – mówi. Tłumaczy, że takie sny miewa regularnie, odkąd przeczytała scenariusz filmu „PS Kocham Cię”. Dostaje w nim listy od zmarłego męża. „Musiałam wczuć się w rolę. Teraz dużo się zastanawiam nad ludzkimi uczuciami. Wszystko jest takie kruche”. Kiedy próbuję się dowiedzieć, kto jej się śnił tej nocy, szybko zmienia temat. „Te czekoladowe babeczki wyglądają wspaniale” – mówi, łakomie zerkając na talerz pełen słodyczy. „Nie będziesz miał nic przeciwko, jak się poczęstuję?”.

GALA: Nie liczysz kalorii?

HILARY SWANK: W taki dzień jak ten nie. Czasem trzeba wyjść z rutyny, codzienności. Kiedy jestem w złym nastroju, staram się trochę porozpieszczać. Słodkie śniadanie zjedzone w łóżku, leniwe zakupy, odwołanie spotkań z całego dnia. Dziś nie mogłam zrobić tego ostatniego, moja agentka chybaby mnie zabiła. Skoro musiałam przyjechać tutaj, mogę też zapomnieć o zakupach. Co mi pozostało?

GALA: Słodycze. Często miewasz takie dni?

HILARY SWANK: Na szczęście nie. Zazwyczaj jestem radosna, roześmiana. Tak jak teraz po pysznej czekoladowej babeczce. Widzisz, jak to szybko działa? Kiedy kręciliśmy „PS Kocham Cię”, miałam trudne momenty. Na plan jechałam w świetnym nastroju, a na miejscu okazywało się, że muszę przez cały dzień płakać. Przecież mój mąż nie żyje. Po kilku godzinach takiego myślenia byłam na skraju depresji. Ciężko mi się było otrząsnąć. To nie była typowa komediowa rola. Podczas pokazów przedpremierowych, kiedy widzowie mogą mieć wpływ na ostateczny kształt filmu, ktoś w ankiecie napisał, że śmiał się przez łzy. Mimo że znałam scenariusz dużo wcześniej, też się rozklejałam.

GALA: Ale ty lubisz dramatyczne role.

HILARY SWANK: Nawet sobie nie zdajesz sprawy, jak wiele pracy kosztował mnie ten film. Do roli Holly Kennedy nie musiałam przejść morderczego treningu jak przed filmem „Za wszelką cenę”, gdzie przytyłam prawie 10 kilogramów. Moje ciało składało się wtedy z samych REKLAMA mięśni. W „PS...” chodziło o wyzwanie emocjonalne. Holly, mimo śmierci ukochanego męża, wciąż o nim myśli. Sprawiają to listy, które dostaje od niego zza grobu.

GALA: Za „Nie czas na łzy” i „Za wszelką cenę” dostałaś Oscary.

HILARY SWANK: To były świetne filmy. Mocne, wyraziste postaci, ale oglądając „PS...”, też można doświadczyć wspaniałych emocji. Od radości, przez smutek i zwątpienie, aż po spokój i pogodzenie z losem. Przyznam, że kiedy zaczynaliśmy pracę, myślałam, że czeka mnie dużo łatwiejsze zadanie.

GALA: Czy teraz inaczej okazujesz uczucia? Holly nie wiedziała, że może stracić męża. Żałowała, że nie powiedziała mu tak wielu rzeczy.

HILARY SWANK: Dużo się zmieniło. Teraz dwa razy się zastanowię, zanim odmówię spotkania z rodziną czy przyjaciółmi. Przecież nie znamy dnia ani godziny. Dlatego uczę się bardziej doceniać ludzi, chwile, które z nimi spędzam. Przed „PS...” zdarzało się, że nie odpisywałam tygodniami na maile od najbliższych przyjaciółek. Wiedziały, że nie mam czasu, i były mi to w stanie wybaczyć. Teraz wolę napisać zdawkową odpowiedź, niż czekać na wolną chwilę, w której będę mogła napisać dłuższy list.

GALA: Zauważyły to?

HILARY SWANK: Były zaskoczone. Kiedy zabrałam je na film, zrozumiały, dlaczego to robię. Umówiłyśmy się, że od tej chwili jesteśmy dla siebie o każdej porze dnia i nocy. Nieważne, co się będzie działo.

GALA: A twój partner?

HILARY SWANK: Chyba ma mnie już dość. Jestem osobą, która nie lubi dystansu. Osaczam miłością, bliskością. A teraz, kiedy potrafię sobie wyobrazić, jak się czuje kobieta, która straciła męża, prawie zwariowałam. Dzwonię co pięć minut, piszę SMS-y, maile. Przerażam samą siebie. Na dłuższą metę to może być okropnie uciążliwe.

GALA : Wysyłasz mu listy?

HILARY SWANK: Niestety nie. Przez internet i telefony komórkowe zapomnieliśmy, jak wiele radości może sprawić kawałek zapisanego papieru znaleziony w skrzynce pocztowej. Mimo że lubię maile, to chciałabym zacząć znowu pisać listy i dostawać je od najbliższych.

GALA : Wierzysz, że prawdziwa miłość może spotkać człowieka tylko raz?

HILARY SWANK: Wydaje mi się, że nie. Zresztą zależy, jak się na to spojrzy. Kiedy się kogoś kocha, zawsze myśli się o tej osobie jak o największym szczęściu, jakie mogło nas spotkać. Ale zdarzają się przecież zdrady, rozwody czy inne złe chwile. Po rozstaniu znajdujemy sobie nowych partnerów i znowu traktujemy ich jak miłość życia. Myślę, że każde uczucie daje coś nowego, niepowtarzalnego. Coś, co pozwala myśleć, że było wyjątkowe, nawet gdy się skończy.

GALA : Małżeństwo Holly przerwała śmierć jej męża. Nie mogła nic zrobić.

HILARY SWANK: Wiem, jak ciężko jest otrząsnąć się z takiego dramatu. Ale najważniejsze to pogodzić się ze stratą i spróbować iść dalej. Właśnie to Gerry starał się przekazać w listach do żony.

GALA : Miałaś ułatwioną sytuację. Tragedia, dzięki której uświadomiłaś sobie to wszystko, była tylko filmową fikcją.

 

HILARY SWANK: Dlatego chciałam zostać aktorką. Mogę wcielać się w każdą postać. I każda z nich czegoś mnie uczy.

GALA : Jako oscarowa gwiazda dostajesz pewnie stosy scenariuszy. Jak wybierasz odpowiednią rolę?

HILARY SWANK: Pierwszą selekcję robi mój agent. Mam do niego olbrzymie zaufanie. Doskonale wie, co może mi się spodobać, a co skreślę, nie czytając nawet pierwszej linijki. Później, kiedy przesyła mi kilka propozycji, rozpoczyna się mój ulubiony etap. Zaczynam czytać, zwykle kilkanaście pierwszych stron. Jeżeli jestem sobie w stanie wyobrazić siebie w tych scenach, jeżeli wydaje mi się, że mogę być prawdziwa, wcielając się w daną postać, zaczynamy rozmowy z producentami. Żebym zagrała jakąś postać, muszę ją najpierw polubić.

GALA : Wiesz, jak rozmawiać z producentami. Niedawno sama założyłaś firmę producencką.

HILARY SWANK: Razem z Molly Smith, którą poznałam przy okazji „PS Kocham Cię”, chcemy pomóc młodym twórcom. To wciąż jest akwen, w którym można złapać naprawdę dużą rybę. W Hollywood powstają tysiące scenariuszy dziennie. Nawet jeżeli tylko procent czy nawet promil z nich nadaje się do przeniesienia na ekran, to i tak warto spróbować coś wyłowić. Molly, dla której „PS...” był pierwszym filmem w roli producenta, zrobiła na mnie olbrzymie wrażenie. Myślę, że razem zrobimy coś fajnego.

GALA: Chciałabyś stanąć po drugiej stronie kamery?

HILARY SWANK: Jeszcze nie dojrzałam do takiego kroku. Może kiedyś, teraz mam jeszcze sporo do zrobienia po tej stronie. Aktorstwo wciąż mnie zaskakuje, cieszy i daje olbrzymią satysfakcję. Nie chcę tego zmieniać.

GALA: Jednak myślisz o przyszłości. Firma jest tego najlepszym przykładem.

HILARY SWANK: To nie jest plan na emeryturę. Raczej równoległa działalność. Bez konkretnych założeń.

GALA: Znajdziesz miejsce dla kolejnych Oscarów?

HILARY SWANK: Stoją na półce w salonie. Jeszcze kilka się zmieści.