Grafik był bardzo napięty. Kiedy docierały do niego kolejne pomysły osób odpowiedzialnych za promocję filmu „X-Men Geneza: Wolverine”, Hugh Jackman łapał się za głowę. „Tempo było naprawdę zabójcze. W niecały tydzień objechaliśmy pół Europy” – przyznał później. Nie skarżył się jednak. Z uśmiechem na ustach wziął udział w show hiszpańskiej telewizji. Tańczył, zabawiał publiczność, żartował z przebranych za kosmitów prowadzących. Potem, już w Londynie, razem z komandosami zjechał na linie z budynku, w którym mieści się redakcja brukowca „The Sun”. Pozwolił sobie również na złośliwą uwagę w stylu Rosomaka, którego gra w „X-Menach”: „Jeżeli kiedyś napiszecie o mnie nieprawdę, strzeżcie się. Sami widzicie, że zdobycie waszej twierdzy nie będzie dla mnie problemem” – żartował. Dzień później odwiedził Paryż. Przez ponad godzinę pozował fotoreporterom na tle wieży Eiffla.

Wszędzie towarzyszyła mu żona Deborra- Lee Furness i dwoje ich adoptowanych dzieci: dziewięcioletni Oscar i czteroletnia Ava. „Aktorstwo to nie tylko moja pasja, ale i zawód. Jak w każdej pracy, zdarzają się dni gorsze, ale nawet wtedy trzeba dawać z siebie wszystko” – tłumaczył cierpliwie podczas kolejnych konferencji w europejskich metropoliach. – „Tego nauczył mnie mój ojciec, gdy byłem małym chłopcem. I tego samego chcę nauczyć swoje dzieci”.

KONSEKWENTNE WYCHOWANIE

Ojciec Hugh był trudnym człowiekiem. Rzucił posadę księgowego w Cambridge i razem z żoną Grace Watson przenieśli się do Sydney w Australii. Chris Jackman zachował jednak angielskie nawyki. Od piątki dzieci wymagał całkowitego posłuszeństwa i odpowiednich manier. Surowe zasady sprawiły, że dzieci z okolicy nie lubiły ich domu. Hugh nie rewanżował się więc, gdy otrzymywał zaproszenia od sąsiadów. Z kolegami wolał spotykać się na boisku lub na plaży. Na szczęście, dla jego ojca równie ważne jak nauka było rozwijanie przez dzieci ich własnych pasji. Już w wieku pięciu lat Hugh spróbował swoich sił na scenie. Wystąpił w „Camelocie”, przedstawieniu szkolnego kółka teatralnego. Już wtedy zachwycił publiczność. Wychowawczynie nazwały go małym angielskim dżentelmenem. Relacje z ojcem zmieniły się, kiedy chłopak skończył osiem lat.

W 1976 roku przeżył jeden z największych życiowych dramatów. Pewnego czerwcowego dnia matka Hugh oświadczyła, że odchodzi i wraca do Anglii. Niecały rok później zawiadomiła ich, że założyła nową rodzinę. „To był olbrzymi cios. Niewyobrażalny dla dziecka. To, że razem z rodzeństwem daliśmy radę się z tego otrząsnąć, jest zasługą ojca. Nie załamał się. Wychował nas sam, ciągle przestrzegając swoich zasad” – opowiadał po latach.

Hugh zaczął podziwiać ojca. Chciał być taki jak on. „Jako dziesięciolatek był dużo dojrzalszy od rówieśników. Zachowywał się jak panicz w elitarnej szkole. Nikt go jednak nie zaczepiał z tego powodu. Już wtedy uprawiał sporty i dbał o sylwetkę” – wspominała dyrektorka jego szkoły. Hugh długo ignorował dziewczyny. Mimo olbrzymiego powodzenia bał się angażować w związki. Tłumaczył, że nie chciał powtórki przykrych rodzinnych doświadczeń. „Świadomie unikałem imprez. Pracowałem nocami na stacji benzynowej i to bardziej mnie kręciło niż gra w butelkę czy rozbierany poker. Czułem się bardziej dorosły i w końcu niezależny. Dostawałem 10 dolarów za godzinę” – mówił. Konsekwentnie też dążył do spełnienia swojego największego marzenia – grania.

PIERWSZA MIŁOŚĆ I SUKCES

Hugh podejmował dobre decyzje. W 1991 roku odrzucił roczny kontrakt w uwielbianym przez Australijczyków serialu „Sąsiedzi”. Równocześnie został przyjęty na elitarną uczelnię aktorską w Perth. „Wybrałem studia, bo tak wychował mnie ojciec. Powtarzał, że tego, co umiesz, nikt już ci nie odbierze. A pieniądze raz są, raz ich nie ma” – mówił. Kiedy trzy lata później odbierał dyplom, nie zdawał sobie sprawy, jak wiele zmian czeka go w niedalekiej przyszłości. W 1995 roku na planie serialu „Correlli” poznał starszą o 13 lat Deborrę-Lee Furness. Złośliwi nie wierzyli w ich miłość. Żartowano, że Hugh znalazł sobie zastępczą matkę. Szczególnie że fizycznie też było widać dość znaczną różnicę wieku. Oni jednak nie przejmowali się tymi komentarzami. W 1996 roku wzięli ślub. To zamknęło usta wszystkim niedowiarkom. „Dwie tragedie, które nas dotknęły, sprawiły, że kochamy się jeszcze mocniej” – mówił trzy lata później w wywiadzie dla magazynu „People”. Wtedy właśnie przyznał, że jego żona dwukrotnie poroniła.

 

W 2000 roku, chwilę przed premierą „X-Mena”, pierwszej części sagi o mutantach, zdecydowali się adoptować kilkudniowego Oscara. Pięć lat później ich rodzina powiększyła się o malutką Avę. „Mając dzieci, zrozumiałem, jak wielka odpowiedzialność ciążyła na moim ojcu. Jestem jak on” – przyznał. „Moja żona je rozpieszcza, ja staram się trzymać je w ryzach. Chyba świetnie się uzupełniamy” – mówił. Zresztą tak jak we wszystkim. Hugh, gdy w zeszłym roku został uznany przez magazyn „People” za najseksowniejszego mężczyznę świata, wyznał, że żona ma inne priorytety. „Dla niej mógłbym mieć brzuch od piwska, trzydniowy zarost i tłuste włosy. Mówi, że kocha mnie nie za to, jak wyglądam, ale za to, jaki jestem”. I nie są to tylko przechwałki. Wszyscy, którzy mieli okazję pracować z Jackmanem, podkreślają, że jest niesamowity. „Chodzący ideał” – chwaliła go Halle Berry, z którą grał w czterech filmach. Nicole Kidman, partnerka z epickiej opowieści „Australia”, dodała, że takich mężczyzn jak Hugh nie ma na świecie wielu. „To wzór najważniejszych cnót. Jest rodzinny, czuły i troskliwy. Udziela się też społecznie”. Jedyna wada? Chyba tylko to, że tak bardzo kocha żonę. Fanki Hugh nie mają u niego żadnych szans...