"Będzie to moje drugie małżeństwo i choć wiem, że nie ślub jest podstawą związku, chciałabym to już sfinalizować” – mówi Iwona Pavlović. „Jestem przesądna i musi to być miesiąc z »r« w nazwie”. Tancerka dementuje też plotki o tym, że jej narzeczony Wojciech Oświęcimski ukrył przed nią istnienie nieślubnej córki Magdy, która ma obecnie 22 lata i procesuje się z nim o alimenty. „Czy naprawdę związek dwojga ludzi mógłby być oparty na takim kłamstwie?” – zastanawia się. „Wiemy o sobie i dobre, i złe rzeczy, a Magdę znam od dawna. Chciałabym zaprosić ją na nasz ślub”. Wcześniej narzeczonych czeka wyjazd na... deski. Dzięki Wojtkowi Iwona nauczyła się jeździć na nartach i pokochała ten sport. Lipiec spędzą oboje na lodowcu w Austrii. Będzie im towarzyszył najmłodszy syn Wojtka – 17-letni Krystian. Pozostali: 19-letni Kuba i 18-letni Łukasz będą w tym czasie pracować za granicą, żeby zarobić na dalszą część wakacji.

GALA: Po co pani ten ślub? Już pani wie, że każde małżeństwo może się rozpaść.

IWONA PAVLOVIĆ: Tak, każde złe może, ale nasze będzie dobre, więc się nie rozpadnie. Poza tym życie na kocią łapę mi nie odpowiada. Chcę być w związku małżeńskim. W tej sprawie jestem tradycjonalistką.

GALA: Gdzie powinno się odbyć wymarzone wesele kobiety kochającej taniec?

IWONA PAVLOVIĆ: W polskich górach, które bardzo pokochałam. Ale kocham też morze...

GALA: A co zatańczy pani na weselu?

IWONA PAVLOVIĆ: Walca, a potem sambę. Do rana.

GALA: Kto wam zagra?

IWONA PAVLOVIĆ: Górale. Nawet nad morzem. Ale podrzucę im nuty do walca i samby, bo te tańce będą obowiązkowe.

GALA: Wojtek już ćwiczy tańce weselne?

IWONA PAVLOVIĆ: Jest dobrym tancerzem. Ma świetny słuch, wyczucie rytmu, naturalność. Poduczyłam go samby.

GALA: Narzeczony zdobył sympatię pani mamy?

IWONA PAVLOVIĆ: Jest w nim niemal zakochana, bo to dobry człowiek. To on przypomina mi, że powinnam do niej zadzwonić. Przytula ją częściej, niż ja to robię. Wojtek umie celebrować ważne chwile. Czy pani uwierzy, że świętujemy wzięcie się po raz pierwszy za rękę? Albo rocznicę naszego pierwszego przeciągłego spojrzenia?

GALA : Wyglądacie na bardzo szczęśliwą parę. Jak to się zaczęło? Kto kogo uwiódł?

IWONA PAVLOVIĆ: Równocześnie dosięgły nas strzały Amora. To był wręcz atak strzał. Deszcz. Burza. Szaleństwo.

GALA: W tym wieku?

IWONA PAVLOVIĆ: Dziwne, prawda? Wydawało mi się, że jestem świadomą, dorosłą kobietą, która ma dobrze poukładane w głowie. Taką, która ma swój system wartości, która idzie konsekwentnie raz obraną drogą. Aż znienacka dostałam obuchem w głowę. A właściwie – strzałą w serce.

GALA: Bolesna ta strzała?

IWONA PAVLOVIĆ: Słodka i bolesna. Oboje byliśmy przecież w związkach. Do głowy by mi nie przyszło, że mogę się jeszcze aż tak zakochać.

GALA: Co pani czuła w pierwszych sekundach, gdy zobaczyła pani Wojtka?

IWONA PAVLOVIĆ: Poczułam, że moje ciało zachowuje się inaczej. Zanim cokolwiek pomyślałam, ono już dało mi znać, że coś się dzieje. Denerwowałam się jak 15-latka. Coś mnie ścisnęło w brzuchu. Byłam tak onieśmielona, że nie wiedziałam, co powiedzieć. Proszę sobie wyobrazić: czerwcowy wieczór, impreza w domku letniskowym u znajomych. On sportowo ubrany, wiatr we włosach. Wiedziałam, że muszę zostać.

GALA: Była pani mężatką. Kiedy zaczęły się wyrzuty sumienia?

IWONA PAVLOVIĆ: Na początku nie czułam się winna. Ale potem zaczął się etap przepiękny i trudny zarazem. Wbrew pozorom, mimo że wyglądam jak czarny wamp, jestem bardzo monogamiczna. Życie na dwie strony mnie wykańczało. To był koszmar. Czas od momentu, gdy zaczęły się randki, do wyprowadzenia się z domu – to huśtawka emocjonalna. Gdy jestem z Wojtkiem – euforia, potem w domu, przy mężu, poczucie winy. Już wtedy moje małżeństwo wygasało, ale tak tego kończyć nie chciałam. Przecież ja męża bardzo szanowałam! Ale powiem pani jeszcze coś: miałam poczucie winy wobec Wojtka, że wracam do męża. I to był koszmar. Nie zdradziłam Wojtka, bo odkąd się z nim spotykałam, przestałam być z mężem. Ale czułam, że jestem nie fair wobec obydwu mężczyzn.

GALA: Wojtek od razu zażądał, żeby pani odeszła od męża?

IWONA PAVLOVIĆ: Nie. Nikt nikogo do niczego nie namawiał. Na początku naszej znajomości nie wiedzieliśmy, jak daleko zaprowadzi nas to gorące uczucie i ile jest w nas siły. Nie wiedziałam, czy to się skończy, czy jest to uczucie na wieki. W Toruniu pod Bramą Życzeń modliłam się: „Panie Boże, jeśli to jest ten człowiek, pozwól mi z nim być”.

GALA: Pana Boga w to pani wciągnęła?!

IWONA PAVLOVIĆ: Tak. Bo ja wierzę w dobro na świecie. Uważam, że Pan Bóg rozmyślnie postawił mi Wojtka na drodze. Ja nie miałam dzieci, a teraz mam. Wojtek powiedział mi, że trudno mu było znaleźć porozumienie w swoim związku. Uważam, że nasz związek wprowadził wiele dobra w życie różnych osób. Oczywiście moja mama, która przeżyła z moim tatą 55 lat i nigdy zdrada nie przeszła jej przez myśl, była przerażona tym, że wchodzi w grę druga rodzina, dzieci.

GALA: A może za trzy lata też się pani źle poczuje w związku i odejdzie?

 

IWONA PAVLOVIĆ: Wszystko się może zdarzyć, jak śpiewa Anita Lipnicka. Człowiek nie zna swojego losu. I dobrze. Jednak to związek, o który będę walczyć jak skorpion. Zmiany w życiu są potrzebne. Człowiek musi dążyć do szczęścia. Pokazaliśmy naszym znajomym, że miłość potrafi przezwyciężać wielkie przeciwności.

GALA: Dlaczego mąż tak łatwo pozwolił pani odejść? Dlaczego nie walczył?

IWONA PAVLOVIĆ: Nie ukrywam, że o to miałam żal. Kochający mnie człowiek po 20 latach bycia razem tak łatwo pozwala mi odejść? Niektórzy twierdzili, że właśnie taka postawa – że pozwolił mi odejść bezstresowo – jest wyrazem jego prawdziwej miłości. Ja jedna uważałam, że powinien o mnie walczyć. Ale kiedy dwa tygodnie po mojej wyprowadzce z domu wprowadziła się do niego inna kobieta, wiele zrozumiałam. To bolało. Pojęłam, że miłość do tej drugiej kobiety spowodowała, że w naszym małżeństwie nie było uczucia. Wyczuwałam to od dłuższego czasu. Trudno żyć w takim związku.

GALA: Dlaczego synowie Wojtka nie zostali z mamą? To byłoby bardziej naturalne.

IWONA PAVLOVIĆ: To była decyzja Wojtka, jego żony i synów. To nie są maleńkie dzieci, które ja wyrwałam ze szponów mamy, to są 17-, 18- i 19-letni chłopcy.

GALA: Jest pani dobrą mamą?

IWONA PAVLOVIĆ: Mamą nawet nie staram się być. Powiedziałam chłopcom, że nigdy nią nie będę. Jestem Iwoną. Kiedyś okaże się, kim dla nich byłam tak naprawdę.

GALA: Potrafi pani na nich huknąć?

IWONA PAVLOVIĆ: Rozmawiam z nimi, ale nigdy nie krzyczę.

GALA: Kto urządził pani największe piekło z powodu rozstania z mężem?

IWONA PAVLOVIĆ: Znajomi. Straciłam kontakt z większością naszych starych znajomych. Ale mamy teraz z Wojtkiem nowe, świetne grono przyjaciół. Prawdziwych.

GALA: Cała ta historia wymagała od pani odwagi. Kobiecie mniej wolno, prawda?

IWONA PAVLOVIĆ: Mój mąż mógł związać się z naszą koleżanką, ale ja za związek z osobą spoza świata tanecznego zostałam odrzucona. Czułam wściekłość moich kolegów. Myślę, że drażniło ich, że jestem taka silna i niezależna. Wyczułam, że wiele małżeństw z mojego świata baczniej zaczęło się przyglądać swoim związkom. Zaczęli je bardziej pielęgnować.