Włosy związane w kucyk, delikatny makijaż – na planie zdjęciowym „Kochaj i tańcz” Iza wygląda bardziej na pensjonarkę niż gwiazdę kina. W komedii, nazwanej polskim „Dirty Dancing”, gra Hankę – poukładaną dziennikarkę, której taniec wywraca życie do góry nogami. W przyczepie kempingowej, gdzie aktorka może odpocząć po ujęciu, leżą zapakowane prezenty. Okazuje się, że dziś są urodziny jej narzeczonego Macieja Zakościelnego. Ale nawet w takim momencie nie będą mieli dla siebie zbyt wiele czasu. Iza spędzi większość dnia na planie.

GALA: Skąd w tobie taka przebojowość?

IZABELLA MIKO: Jako dziecko w szkole baletowej przeszłam takie upokorzenia, że przy nich Hollywood to nic. Szkoła mnie zahartowała.

GALA: To dlaczego często płaczesz?

IZABELLA MIKO.: Muszę jakoś rozładować emocje. Nie ze wszystkim sobie radzę. Jak już osiągnie się sukces, to problemem staje się sława.

GALA: Przecież sława jest przyjemna!

IZABELLA MIKO: Nic bardziej mylnego. Od pewnego momentu nie możesz już wtopić się w tłum i pojechać metrem, pospacerować z psem. Wszystko jest wystawione na widok publiczny i w związku z tym poddane ocenie.

GALA: Nie znoszę narzekania na cierpienia związane ze sławą. Wolę nie jeździć metrem i mieć te wszystkie przyjemności, które ma Angelina Jolie.

IZABELLA MIKO: Tak ci się tylko wydaje! Mój znajomy Jake Gyllenhaal (gwiazda filmu „Tajemnica Brokeback Mountain” – przyp. red.) żyje jak w szklanej wieży. Jest trochę więźniem własnego domu. A przecież aktor czerpie z życia, z obserwowania ludzi. Jeśli jego świat zamknie się do kilku osób i kilku ścian, nie ma kontaktu z rzeczywistością. Trudno mu także zbudować związek, bo boi się otworzyć. W ten sposób traci się zaufanie do drugiego człowieka. Patrzy się na świat tylko przez pryzmat interesów: każdy coś od ciebie chce. Dlatego większość gwiazd ma psychoterapeutów. Ciebie to śmieszy, ale wierz mi, że naprawdę można od tego wszystkiego zwariować.

GALA: Masz agenta, menedżera, prawnika, osobę od PR-u, a więc sztab ludzi, którzy dbają o twój wizerunek i starają się dopasować cię do wymagań rynku. Czy ty, Izo, czasem nie jesteś tylko produktem?

IZABELLA MIKO: Każdy aktor jest produktem. Choć wydaje mi sie, że aktorzy w Polsce często nie chcą tego przyjąć do wiadomości. Potwornie się przeciwko temu buntują i przez to cierpią. W Stanach jesteśmy tak wytresowani, że wiemy: kino to najpierw biznes, a dopiero potem sztuka. Jeżeli film na siebie nie zarobi, to nie opłaca się go robić. To jest, niestety, czysta ekonomia. Wyobraź sobie, że Ameryka zarabia tygodniowo na Britney Spaears dwa miliony dolarów! Wystarczy, że świat zobaczy zdjęcia, na których ona wysiada z samochodu, i już są z tego pieniądze. My, aktorzy, chcemy robić świetną sztukę, ale show-biznes chce od nas czegoś innego.

GALA: Rozumiem, że nie zżymasz się na prasę plotkarską?

IZABELLA MIKO: Jeśli decydujesz się być aktorem, to jednocześnie decydujesz się na to, że będziesz odkrywać część swojej prywatności. Takie są reguły.

GALA: Niektórzy się przed tym bronią.

IZABELLA MIKO: Czasami aktorzy wymyślają alternatywną biografię na sprzedaż, żeby chronić tę prawdziwą. Dają mediom coś na pożarcie: wypuszczają „plotkę kontrolowaną”, prasa przez parę miesięcy się tym żywi i potem na parę miesięcy gwiazdy mają spokój.

GALA: Nie dołuje cię to ?

IZABELLA MIKO: Już to zaakceptowałam. Znam kilka związków słynnych ludzi, które naprawdę nie istnieją, a są wykreowane tylko i wyłącznie na potrzeby mediów.

GALA: Zaraz zacznę podejrzewać, że twój związek z Maćkiem Zakościelnym też jest wymyślony dla prasy...

IZABELLA MIKO: Nigdy nie wiesz, co jest prawdą, a co fikcją... Rzeczywiście, nasz związek wygląda tak, jakby scenariusz do niego napisał dobry PR-owiec: oboje jesteśmy aktorami, dzieli nas Atlantyk, a jednak miłość trwa (śmiech).

GALA: Czemu zakochałaś się w aktorze?

IZABELLA MIKO: Gdybym spotkała wspaniałego listonosza, pewnie byłabym z listonoszem. Tyle, że kocham artystów, bo są wrażliwi na świat. Fascynują mnie, lubię się nimi otaczać.

GALA: Mówi się, że masz nieprawdopodobne parcie na karierę.

IZABELLA MIKO: To tak źle brzmi! Na pewno chcę wiele osiągnąć. Wiem, że jeśli nie zrobię tego teraz, to nie zrobię tego nigdy. Jak mi nie wyjdzie, to wstanę i pójdę dalej. Lubię ryzyko i poszukiwania. Dlatego dużo proponuję przy okazji każdej roli. Reżyserzy od castingów już wiedzą, że jak przychodzę na zdjęcia próbne, to będzie się coś działo. Czasem zakładam perukę, czasem wcieram węgiel w zęby, żeby wyglądały na zepsute. Albo spojrzą na mnie i popukają się w czoło, albo im się spodoba. Tyle razy byłam wyśmiewana, odrzucana, że mnie to już nie blokuje.

GALA: Myślisz czasami, żeby rzucić aktorstwo i zająć się czymś innym?

IZABELLA MIKO: Chciałabym produkować filmy. Sporo już robię w tym kierunku. Chciałabym spełniać marzenia innych. Wiesz, jaki jest los starzejącej się aktorki? Nie chcę rozpaczać z powodu zmarszczek, mając 45 lat. A każda aktorka, prędzej czy później, jest na to narażona.

GALA: Nie przesadzaj. A Meryl Streep, Susan Sarandon?

 

IZABELLA MIKO: Właśnie! Zauważyłaś, jak mało jest dojrzałych aktorek w fi lmie amerykańskim? Kino opowiada głównie o mężczyznach i to młodych. Wolę więc rozdawać role, niż czekać, aż ktoś się łaskawie nade mną zlituje.

GALA: Pojechałaś do Stanów jako nastolatka. Zafundowałabyś swojej córce coś takiego, co sama przeżyłaś?

IZABELLA MIKO: Jestem wdzięczna mojej mamie, że pozwoliła mi to zrobić. Podziwiam ją za odwagę, bo niewiele matek by się na to zdobyło. Ona uwierzyła we mnie, miała do mnie zaufanie, pozwoliła mi zrealizować marzenie. To najwspanialsza rzecz, jaką dziecko może dostać od rodziców. Tak, chciałabym, żeby mój syn lub córka mieli takie doświadczenia jak ja. Niczego nie żałuję, uważam, że miałam świetne życie. Poznałam smak klęski i sukcesu. Dlatego teraz żyję pełnią życia.

GALA: Jedno mnie zastanawia: dlaczego rodzice wysyłają do Nowego Jorku 14-latkę i pozwalają jej tam żyć samej? Dlaczego mama tam z tobą nie mieszkała?

IZABELLA MIKO: Rodzice nie mieli na to pieniędzy. Mama wróciła do Polski, żeby zarabiać na mój pobyt. A ja nie mówiłam jej, że te pieniądze zamiast na miesiąc, starczały na tydzień. Dorabiałam sprzedawaniem baterii na ulicy, chodziłam na spotkania AA, bo wiedziałam, że tam częstują ciasteczkami... Zdarzało mi się nie opuścić ani jednej mszy niedzielnej w dzielnicach, jeśli wiedziałam, że będzie potem poczęstunek dla wiernych. Poza strawą duchową wychodziłam z kieszeniami pełnymi muffinek...

GALA: Po co takie wyrzeczenia? Ja w wieku 14 lat za nic nie zostawiłabym przyjaciółek i nie pojechałabym na tułaczkę w nieznane. Tak bardzo chciałaś zarobić?

IZABELLA MIKO: Na punkcie pieniędzy nigdy nie miałam szmergla. Nawet teraz, gdy proponują mi role w serialach, co zapewniłoby mi spokój finansowy do końca życia, nie zgadzam się. Wolę żywić się w McDonaldzie, ale robić to,co chcę. Dopóki nie muszę utrzymać rodziny, mogę ryzykować, mieć gorzej od czasu do czasu. Wtedy uprzedzam bliskich, że nie kupię im superprezentów na Gwiazdkę.

GALA: Co myślałaś o Ameryce przed wyjazdem?

IZABELLA MIKO.: Co tam Stany! Liczyła się tylko moja szkoła. Chciałam zobaczyć, jak tańczy się taniec nowoczesny i zaimponować koleżankom w szkole baletowej.

GALA: Co teraz myślisz o tym kraju?

IZABELLA MIKO: Daje wielkie szanse. Masz talent, ciężko pracujesz i nie poddajesz się – na pewno ci się uda. Europa jest bardziej spięta i zamknięta dla ludzi spoza elit.

GALA: Twoja cena sukcesu?

IZABELLA MIKO: Nadmierna płaczliwość, z którą walczę. Muszę opłakać rolę, której nie dostałam. Dzwonię do mamy i użalam się nad sobą, ale potem mi przechodzi.

GALA: Jak przeżywasz zazdrość?

IZABELLA MIKO: Wstydzę się zazdrości o Maćka. Zdaję sobie sprawę, że to żałosne. Staram się śmiać z siebie samej, jeśli o to chodzi. Zazdroszczę koleżankom, kiedy dostają role, na których bardzo mi zależało. Trudno ogląda się film, w którym chciało się zagrać.

GALA: Pozwalasz sobie na szaleństwo?

IZABELLA MIKO: Kocham buty i torebki. Dużo dostaję od projektantów w prezencie. Mam 50 par dżinsów: co miesiąc je segreguję i oddaję połowę koleżankom. Teraz do Polski przywiozłam 30 par butów. Na wszelki wypadek, jakbym na przykład chciała założyć żółtą sukienkę, wszystko musi przecież pasować, prawda? Mam modele za 750 dolarów, ale też takie za 10 z pchlego targu. Z tych drugich jestem najbardziej dumna.

GALA: Uzależniłaś się od kupowania?

IZABELLA MIKO: Raczej od znalezienia najlepszej ofertyw mieście. Ale w Los Angeles gwiazdy potrafi ą uzależnić się od wszystkiego: od biżuterii, samochodów, narkotyków. Czasami mieszkają w niedogrzanym studio na obrzeżach miasta, ale mają najdroższy samochód. Drażnią mnie wystylizowane mamusie w ogromnych limuzynach, które nie mają co robić z czasem i spędzają całe dnie na zakupach u Prady.

GALA: Czy to nie zazdrość przez ciebie przemawia?

IZABELLA MIKO: Mam bzika na punkcie ekologii. Nie lubię, kiedy nie szanuje się natury, mając tak wielkie samochody. Ja jeżdżę mini morrisem, ale myślę o zamianie na model bardziej ekologiczny. Szkoda, że rowerem nie da się jeździć po autostradach... Nawet w Polsce w hotelu segreguję śmieci i sprawdzam na dole, czy osoby, które sprzątają, rzeczywiście wyrzuciły je posegregowane. Wiem, lekka obsesja.

GALA: Jakie są te twoje Stany? Bliżej ci do świata Paris Hilton czy raczej Woody’ego Allena?

IZABELLA MIKO: Ani jednego, ani drugiego. Mój świat to walizki i lotniska oraz sale castingów. Paradoksalnie w tym odnajduję spokój. Wciąż podróżuję, bywam na festiwalach.

GALA: Wojna w Iraku bardzo zmieniła Amerykę?

IZABELLA MIKO: Ameryka wstydzi się tej pomyłki. Bo przez tę wojnę straciła szacunek świata. I wiemy, komu to zawdzięczamy... Ostatniow filmie „Repo” udało mi się przemycić przypięty do ubrania znaczek: „I Hate Bush” („Nienawidzę Busha” – przyp. red.).

GALA: O, to jesteś bardzo trendy.

IZABELLA MIKO: Po prostu mam swoje zdanie.

GALA: Maćkowi podobały się Stany?

IZABELLA MIKO.: Podobała mu się otwartość Amerykanów.

GALA: Dlaczego nie zdecydowaliście się tam zostać?

IZABELLA MIKO.: Na razie jest, jak jest. Ale nie wiemy, co będzie za rok czy dwa.

GALA: Myślisz o powrocie do Polski?

IZABELLA MIKO: Mam pewne cele, których w Polsce nie mogę zrealizować. W Hollywood mój głos jest słyszany, ma szansę dotrzeć do całego świata.

GALA: Co na to Maciek? 

IZABELLA MIKO: Powiedziałam mu ostatnio: taką właśnie mnie pokochałeś: niezależną i silną. I chyba mnie za to ceni.

GALA: Rozumiesz Maćka lepiej, bo sama jesteś aktorką?

 

IZABELLA MIKO: Oczywiście. Wiele rzeczy przeżywamy tak samo.

GALA: Myślisz, że to związek na całe życie, czy znowu powiesz, że wyznajesz filozofię „tu i teraz”?

IZABELLA MIKO: To jest pytanie trochę za prywatne.Powiem tylko, że nie chcę stresować się tym, jak to będzie. Uważam, że kiedy człowiek za dużo myśli o swoich lękach i obawach, one nabierają realnych kształtów.

GALA: Co wniósł Maciek w twoje życie?

IZABELLA MIKO: Sprawił, że zaczęłam więcej myśleć o Polsce. Zrozumiałam, a raczej on mi przypomniał, jak wielkie ten kraj ma dla mnie znaczenie. Poza tym Maciek nauczył mnie cieszyć się normalnością, zwykłymi rzeczami. On nie szuka wydumanych atrakcji. Dla nas obojga radością jest to, że możemy razem ugotować obiad i zjeść go wspólnie bez pośpiechu. Nasz zawód jest pożeraczem czasu. Nawet dziś, gdy są urodziny Maćka, pracuję do późnego wieczora. Codzienność jest dla nas nieustannym źródłem radości.

GALA: Dlaczego tak bardzo zwyczajność jest dla was ważna?

IZABELLA MIKO: Bo nawet gdy idziemy na wieczorny spacer, musimy się liczyć z tym, że będziemy mieli widownię.

GALA: Jak sobie radzicie z rozłąką?

IZABELLA MIKO: Na szczęście jest Skype. Bez tego byłoby trudno.

GALA: Ale to wirtualny związek...

IZABELLA MIKO: Właśnie. Normalnie ludzie są razem: ktoś gotuje, ktoś inny robi pranie, a ja mam Maćka w komputerze. Czasami po prostu tylko na siebie patrzymy i milczymy. Z kolei mój brat stawia komputer na stole przy śniadaniu, pokazuje swoje dzieci i plotkujemy sobie. Kiedyś w ten sposób „jadłam” z rodziną śniadanie wielkanocne.

GALA: Jesteś dobrą ciocią?

IZABELLA MIKO: Bardzo przeżywam to, że mój brat ma dzieci. Jesteśmy z Sebastianem mocno zżyci. Tak bardzo za sobą tęsknimy, że czasami, gdy go widzę, płaczę. Uwielbiamy się inspirować. On jest producentem, pracuje teraz przy programie telewizyjnym na Ukrainie

GALA: Jakie masz w życiu cele? Co chciałabyś osiągnąć?

IZABELLA MIKO: Najważniejsza jest rodzina. Ale jeszcze do niej nie dojrzałam. Chciałabym osiągnąć większy spokój wewnętrzny, a dopiero potem mieć dziecko. Żeby nie przenosić na nie moich stresów.

GALA: A Oscar?

IZABELLA MIKO: Bardziej marzę o tym, żeby zagrać w filmach, które będą ważne dla ludzi. To istotniejsze niż nagrody.