Wieczór. Warszawa. Spotykamy się u mnie na Powiślu. Tak będzie lepiej. Stąd mają blisko do domu Rafała. Właśnie wracają z telewizji, w której występują w programie „Orzeł czy reszta”. Zmęczeni, zadowoleni, ciut onieśmieleni, proszą o herbatę. Jacek zieloną. Z cytryną. Rafał czarną. Bez cukru.

GALA: Jesteście głodni? 

RAFAŁ BRYNDAL: Tak. A co tam masz, dziewczynko, na podwieczorek?

GALA: Cukinia, sajgonki z warzywami, kotlety z pora... Dużo macie czasu?

JACEK BRYNDAL: Muszę dziś wracać do Torunia. Kobra (lider zespołu Kobranocka – przyp.red.) przygotował front robót u siebie na wsi. Trzeba mu pomóc przestawić wędzarnię i coś zrobić przy pomoście. Nie mogę dać ciała.

RAFAŁ BRYNDAL: Ale fajne jedzenie... Ja potrafię tylko dobre mielone zrobić.

JACEK BRYNDAL: Robisz też niezłe spaghetti, parę razy zjadłem.

RAFAŁ BRYNDAL: Przestań. Już raz mnie wrobiłeś i powiedziałeś publicznie, że robię sernik. Potem musiałem wystąpić w jakimś programie telewizyjnym, w którym kazali mi wykonać kilka zadań z pięciorgiem dzieci w wieku 2–7 lat na głowie. Trzeba było z nimi iść na zakupy i potem zrobić ten sernik. To było straszne.

GALA: A z własnymi dziećmi chodzicie na zakupy?

RAFAŁ BRYNDAL: Ostatnio poszedłem z Tymkiem kupić buty.

JACEK BRYNDAL: Z Dominiką chodzę często, bo zawsze zapominam, czym to grozi. Z jednego metra kwadratowego wieszaków ona przymierza co drugą rzecz, a ja, stając przed przebieralnią w damskim dziale, czuję się jak zboczeniec. Tak mijają trzy kwadranse. Dodam, że nigdy nie kupiła tego, w czym, według mnie, wyglądała najlepiej. W ogóle młodzież ma teraz zamiłowanie do jakichś fioletów, dziwnych różów. Nie rozumiem.

RAFAŁ BRYNDAL: I wszystkie dziewczyny mają taką grzywkę i takie buty duże.

JACEK BRYNDAL: Jak byłem mały, zazdrościłem Rafałowi, bo on jest starszy, szwedki, dzwonów i podkutych butów z brązowej skórki. Dla dzieci nie było w komunie takich ciuchów.

GALA: A ty czego zazdrościłeś Jackowi?

RAFAŁ BRYNDAL: Tego, że lepiej ode mnie orientował się w muzyce. Dzięki niemu ją poznawałem.

JACEK BRYNDAL: Nie gadaj, kiedyś przegrałeś gdzieś taśmę z balladą „Changes” Black Sabbath.

RAFAŁ BRYNDAL: Nic nie pamiętam.

JACEK BRYNDAL: Gdy wychodziłeś z domu, stawiałem magnetofon na parapecie i puszczałem przez okno na cały regulator. W kółko jeden numer.

RAFAŁ BRYNDAL: Zazdrościłem mu, że ma smykałkę, siądzie przy pianinie i zagra. Pamiętam, jak ojciec kupił nam bandżo. Jacek nauczył mnie paru chwytów, podłączał gitarę elektryczną do radia i grał solówki. A ja na tym bandżo. Ojciec był jednak zadowolony, bo zawsze dawał nam za wzór pewne rodzeństwo, które grało w jakimś ognisku, czyli coś robiło, nie to co my, wałkonie. No, to teraz ma.

GALA: Mieszkaliście sami, prawda?

RAFAŁ BRYNDAL: Z babcią, ale ona miała oddzielną część mieszkania. Nasza miała prawie sto metrów kwadratowych. Trzy duże pokoje i kuchnia. I styka.

JACEK BRYNDAL: Bo mama nie żyła, a ojciec wyprowadził się do Oli. Rafał miał wtedy 18 lat, a ja 13.

RAFAŁ BRYNDAL: A wiesz, dlaczego na Jacka mówią Szybki Kazik? Kiedy ojciec wpadał na kontrolę i już, już wkładał klucz do zamka w drzwiach, Jacek wbiegał do tej części mieszkania, gdzie trwała imprezka, i krzyczał: „Szybko, Kazik idzie”. Tak został Szybkim Kazikiem.

GALA: A ty dlaczego jesteś Breeze?

RAFAŁ BRYNDAL: Nie mam pojęcia, bo to przecież znaczy wietrzyk, zefirek. Spójrz na mnie, jaki jestem zefirek!

GALA: Jacek wrobił cię w robienie sernika. A ty, Rafał, w co wrobiłeś Jacka?

RAFAŁ BRYNDAL: Pamiętasz Żyrafę, Jacek? Taki klasowy Roman Giertych.

JACEK BRYNDAL: Przestań. Do końca życia tego nie zapomnę. W trzeciej klasie podstawówki zbierałem resorówki i ty mi kiedyś powiedziałeś: „Ty, idź do tego Żyrafy, bo on ma kilka samochodzików, których chętnie się pozbędzie. Uprzedziłem go już, że przyjdziesz i dobijecie targu”. I ja poszedłem do wieżowca przy Matejki, zadzwoniłem do drzwi, mówię, o co chodzi, a zdziwiony Żyrafa spytał tylko: „Słucham?!!!”. Rafał mnie wystawił.

GALA: Biliście się kiedyś?

RAFAŁ BRYNDAL: Nieraz, ale nie pamiętam o co. Wiesz co, mój problem polega na tym, że ja nic nie pamiętam. Nic. Tylko jakieś obrazy.

JACEK BRYNDAL: Byłem wypierdkiem, a Rafał już kawalerem. Pewnych rzeczy nie kumałem, ale byłem uparty, więc on wreszcie nie wytrzymywał. I dawał mi z kopa. Nie chcąc być dłużny, też mu z kopa.

RAFAŁ BRYNDAL: Najgorzej było, gdy byliśmy już dorośli i jeden pił, a drugi akurat nie. Wtedy kłóciliśmy się na maksa. O, pamiętam coś! Raz poszło o to, co jest lepsze: masło czy margaryna. Byłem za margaryną, bo lepsza do smarowania, mniej kaloryczna i nie ma tyle cholesterolu. I mówiłem do Jacka: „Ty debilu, dobre masło nie istnieje, to, co jesz, to tylko jakieś popłuczyny”.

JACEK BRYNDAL: Masło jest lepsze. Poprawia wzrok.

RAFAŁ BRYNDAL: Nie zaczynaj!

GALA: Czujecie się dorośli i ustatkowani?

RAFAŁ BRYNDAL: Nie wiem nawet, gdzie mieszkam. Jest mi dobrze tam, gdzie akurat jestem. Kupiłem kanapę, taką z Ikei, i na niej z książką w ręku czuję się jak w domu. Zapalam lampkę, włączam telewizor, w którym jest kasza, potrzymam kabel, żeby spróbować zobaczyć jakiś kanał. Czasem idę pomieszkać w hotelu w Warszawie. Uwielbiam to.

 

GALA: Niby dlaczego?

RAFAŁ BRYNDAL: Nie wiem. Może mam syndrom znikającego punktu?

GALA: A ty, Jacku, chciałbyś mieć dom?

JACEK BRYNDAL: Tak, ale wędrować też lubię. Cierpię, gdy mało wyjeżdżamy z Kobranocką w trasy.

RAFAŁ BRYNDAL: A ja wstaję rano, biorę komputer i idę do knajpy 6/12, gdzie mam swój stolik, biorę kawę, przeglądam prasę, pogadam z paroma kumplami. Potem piszę. Idę na obiad z synem, znów piszę, później kino i dopiero do domu. To powiedz, po co mi dom? Cały czas jestem w mieście. Dzięki temu znam mnóstwo ludzi.

GALA: Kolekcjonujesz cudze doznania?

RAFAŁ BRYNDAL: Wypełniam własną pustkę. Nosi mnie. Czasem przychodzi refleksja: „Po co ci to? Wiadomo, że wszyscy na imprezie upiją się i znów będzie tak samo”.

GALA: Nie nudzi cię to?

RAFAŁ BRYNDAL: Ale w domu też mi się nudzi. Jestem taki cityman. Na Wyspach Zielonego Przylądka w tym roku czułem się zagubiony. Taki bez sensu. Wyrwany z kontekstu. Te dżungle, to safari, jakaś Pawlikowska, to nie dla mnie. Lubię cywilizację. Kościółek, ryneczek, ławeczka. W Toskanii jest taki klimat. Mógłbym cały dzień siedzieć i obserwować ludzi. Jak chodzą. Jak mówią. Jak patrzą.

GALA: Tymczasem żyjesz tutaj zupełnie inaczej.

RAFAŁ BRYNDAL: Może trochę za dużo ostatnio na siebie wziąłem, ale mam poczucie, że wszedłem w taki wiek, że jeśli nie zrobię tego wszystkiego teraz, to będzie za późno. Przeszedłem na drugą stronę wzgórza i wydaje mi się, że nie mam czasu. Coraz rzadziej się ekscytuję. Coraz mniej mnie zachwyca.

GALA: A ty czujesz się stary, Jacku?

JACEK BRYNDAL: Rzadko zdaję sobie sprawę, że mam 43 lata, ale... kiedyś nieprzespana noc to był pikuś. Ba, trzy nieprzespane noce to pikuś! Teraz, gdy całą noc jadę samochodem, przez pół dnia chodzę na rzęsach. To mnie wkurza.

RAFAŁ BRYNDAL: „Młodzi gniewni stają się starymi wkurwionymi” – tak powiedziała Anna Augustynowicz. Aż taki nie jestem. Nie chcę być zgorzkniałym starcem, ale nie ukrywam, że jest wiele rzeczy, które dla mnie już były. Ostatnio jakiś koleś puszcza mi muzykę i pyta, czy już słyszałem tego didżeja. „Jaki didżej, się pytam? To Osibisa przecież. A nie jakiś zasrany didżej”. Wiem jednak, że mimo to trzeba otaczać się młodymi. Nie chcę 16. rok z rzędu spotykać się na tych samych imieninach u tej samej koleżanki...

JACEK BRYNDAL: ...na wspólnym polu namiotowym w Augustowie.

GALA: Coś ci w ogóle jeszcze imponuje?

RAFAŁ BRYNDAL: Widziałaś przedstawienie w rocznicę śmierci Herberta na placu Krasińskich? Stałem, słuchałem, a słowo tak na mnie działało, że aż poczułem na plecach dreszcz. Dawno nikt tak nie przykuł mojej uwagi jak Andrzej Chyra.

GALA: A sam kiedy byłeś z siebie dumny?

RAFAŁ BRYNDAL: Jestem zawsze, gdy idę na pocztę. Że nie spękałem, przełamałem się, że jestem taki poukładany, że nawet polecone odbieram.

JACEK BRYNDAL: Wczoraj spotkałem kolegę, absolwenta AWF-u, który w ciągu ostatnich kilku lat coś kombinował tak długo, aż wymyślił technologię przerabiania jabłek na jakąś mączkę. I doszedł do tego, że ma kilka fabryk za granicą. Zaimponowała mi jego konsekwencja i umiejętność podjęcia ryzyka. Miałem tysiące pomysłów, ale w kluczowych momentach bałem się ryzyka i nic z nich nie wyszło.

GALA: A nie zaimponowałeś sobie tym, że po 17 latach ciszy odważyłeś się wydać płytę Atrakcyjnego Kazimierza?

JACEK BRYNDAL: Po zamknięciu knajpy w Toruniu plany były takie, że wydam ją samodzielnie, ale... widzisz, to kolejne moje asekuranctwo: nie zrobiłem tego i pewnie nie zrobię, bo już mnie to nie interesuje.

GALA: A co cię interesuje?

JACEK BRYNDAL: Siedzenie i układanie piosenek. Płyta jest, mówiąc brzydko, zremasteringowana. Nie było to łatwe, bo wraz z komputerem Grzegorza Ciechowskiego zaginęły wszystkie tracki poszczególnych instrumentów. Trzeba było też dopasować dynamikę do naszych czasów. Chyba się udało.

GALA: Przygotowujecie się do wydania projektu Cisi Mnisi.

JACEK BRYNDAL: Nagrany jest już Janek Panasewicz, Dżej Dżej z Big Cyca i Sławek Uniatowski. Ja zaśpiewam jakiegoś spada pewnie, Kobra jedną piosenkę.

GALA: Po co to robisz?

JACEK BRYNDAL: Chcę kupić dobre instrumenty, bo teraz działam na półśrodkach. Po drugie, co roku będę spędzał dwa tygodnie nad jeziorem Garda w Toskanii.

GALA: No dobrze... Najbardziej niegrzeczne rzeczy, jakie zrobiliście w życiu?

RAFAŁ BRYNDAL: Gdzieś poleciałem i nikt nie wiedział, że ja tam byłem.

GALA: Ale ty wiedziałeś, gdzie jesteś?

RAFAŁ BRYNDAL: Tak. Miałem straszne wyrzuty sumienia, ale było zajebiście.

JACEK BRYNDAL: Podbieraliśmy babci alkohol z tapczanu. Jeden z nas ją zagadywał, a drugi podkradał.

GALA: Czego się boicie?

JACEK BRYNDAL: Latać, bo samolot jest zawsze taki zamknięty. Nie lubię wind. Nie cierpię karuzeli. I tych rynien w aquaparkach.

RAFAŁ BRYNDAL: Masz psychozę. Powinieneś być zdiagnozowany, bracie.

GALA: A ty, Rafał?

RAFAŁ BRYNDAL: Oprócz chorób boję się urzędów i formularzy. I że obudzę się rano bez żadnego pomysłu. Będę bezużyteczny.

GALA: A nie umiesz tak po prostu żyć?

RAFAŁ BRYNDAL: Muszę mieć akceptację. „Moja ambicja zabija ciebie” – śpiewała Brygada Kryzys. Boję się też, że ktoś mnie zaczepi i powie: „Cześć, Rafał”, a ja nic nie będę pamiętał i wszystko będzie mógł mi wmówić. Czy to już schiza?

 

GALA: Wiecie co, obaj powinniście zostać zdiagnozowani...