Przesiaduje na wsi Krzewęt pod Włocławkiem. Nawet do Krakowa rzadko jeździ. Ale wybiera się do Warszawy na plan serialu „Egzamin z życia”, więc może uda nam się spotkać. W wyznaczonym dniu dzwonię od rana. Oddzwania przed wejściem na plan. „Masz coś do pisania?” – pyta i dyktuje, co mam ze sobą przywieźć wieczorem na spotkanie: małe masło, dwa plastry szynki koniecznie tłustej, pięć deka pasztetówki podwędzanej i dwa piwa, najlepiej Okocim Palone. Hmm… Czołowy amant Peerelu wita mnie w hotelowych kapciach, T-shircie, bawełnianych spodniach i czapce z daszkiem na głowie. „Boisz się, że zmarzniesz?” – pytam. Tłumaczy, że umył właśnie włosy i pod czapką dobrze mu się układają. W hotelowym pokoju Jan zjada kolację („Nie mam już siły na chodzenie po knajpach”), pije piwo, pali papierosa za papierosem. Kończymy przed północą. Anna Seniuk nazywa go „sybarytą, egocentrykiem i kłamcą”, Jerzy Jarocki mówi, że to „kobieciarz, karciarz (Szu), książę (Konstanty), Józef K. u Kafki, kluczowy kina kreator, korny katolik z Kowala…”. Przed nim ostatnia scena do fi lmu „Jeszcze nie wieczór”. Gra w nim aktora, który w domu opieki dla aktorów weteranów namawia kolegów do wystawienia „Fausta” Goethego. Niedługo premiera „Fundacji”, gdzie wcielił się w oszusta, który chce zrobić przekręt życia. Żałuje, że jego najlepsza rola węgierskiego rewolucjonisty Imre Nagyego w „Niepochowanym” jest tak mało w Polsce znana. Ale sukces osiągnął już dawno. Teraz największą przyjemność sprawia mu codzienne życie.

GALA: Kobiety za tobą szalały...

JAN NOWICKI: Nigdy nie byłem amantem. Wymyśliły ich sprytne garbusy. Żadna rasowa kobieta nie pokocha amanta. Zobacz, jakich dziwnych mężczyzn kochają rasowe dziewczyny: małych, chudych. Ponieważ mają w sobie to coś, co kobieta w nich odkrywa.

GALA: Uprawiałeś różne zawody, uwodziłeś, byłeś niepokorny, żyłeś pełnią...

JAN NOWICKI: Ale dlaczego mówisz o tym w czasie przeszłym?!

GALA: Nadal żyjesz radośnie?

JAN NOWICKI: Radośniej niż kiedyś. Radość przynosi mi dobra książka, smaczna zupa, piwo i ta kanapka, którą przyniosłaś. Ważne jest miejsce, w którym żyjesz. Moje Macondo (fi kcyjna wioska, w której rozgrywa się akcja „Stu lat samotności” Márqueza – przyp. red.) to Kowal. Marek Kondrat powiedział kiedyś: „Ty się nigdy z tego Kowala nie wyprowadziłeś”. Wszystko, cokolwiek zrobiłem, tam ma swoje źródło.

GALA: Jak dzisiaj wygląda twoje życie?

JAN NOWICKI: Moje życie mieszka osiem kilometrów od Kowala, nad Jeziorem Krzewęckim, w domu, który wybudowała dla mnie siostra. To mój pierwszy dom, powstał, gdy skończyłem 60 lat. Jak już był dom, ktoś podarował mi konia, więc wybudowałem stajnię…

GALA: Konia dostałeś od Zbigniewa Preisnera.

JAN NOWICKI: Tak. Potem pojawił się samochód, więc powstał garaż. Przypałętał się kot, potem pies, który musi mieć budę, ktoś podrzucił kurę, zniosła jajka, były kurczęta… Niedaleko mieszka moja siostra, anioł. Jedyna kobieta, która mnie kocha. Być może.

GALA: A Márta Mészáros, z którą jesteś związany od trzydziestu lat? Na czerwiec ubiegłego roku zapowiadałeś ślub...

JAN NOWICKI: Ślubu nie było. Przeszła ochota. Nigdy się nie ożeniłem. Márta czasem do mnie przyjeżdża. To jedna z najwspanialszych kobiet, jakie spotkałem. Radzę sobie z samotnością. Nie muszę się opierać o ramię drugiego człowieka. Jak dotąd.

GALA: Smutne, co mówisz.

JAN NOWICKI: Smutne. Ale niezłe. Bo udało mi się zachować wolność. W wyborach politycznych, rodzinnych, małżeńskich, w pracy, sztuce.

GALA: Nie byłoby ci łatwiej, gdybyś został na jakimś przystanku? Masz dwoje dzieci, Łukasza i Sajanę, z dwóch związków.

JAN NOWICKI: Po pierwsze, nie jest mi trudno. A po drugie, kto powiedział, że jak jest łatwiej, to jest przyjemniej? Że dotyk jest ważniejszy od marzenia o dotyku? Niczego nie żałuję. Nie konstruowałem swojego życia. Wciągnęło mnie tsunami pt. „Janek”. Tyle rzeczy widziałem, zjadłem, wypiłem, przeczytałem. I miałbym to korygować?! Ja, który wyszedłem z głodu i nędzy lat 50.?! A że jest mi czasami ciężko? Dzięki temu żyję. Dzieciaki mam fajne, kocham je. Traktowałem je z ojcowską miłością na tyle, na ile potrafi ę. A potrafi ę za mało. Niestety.

GALA: Masz trójkę wnuków. Dziadkiem też się nie czujesz?

JAN NOWICKI: Ale skąd! Dwoje mieszka w Niemczech, w ogóle nie mówią po polsku.

GALA: Łukasz swoje 18. urodziny pamięta do dzisiaj. Podarowałeś mu order Virtuti Militari, halabardę, a kiedy się obudził, pod oknami grała cygańska orkiestra.

JAN NOWICKI: Order kupiłem w desie, halabardę dostałem, Cyganów wynająłem. Dzieci są fajne, choć nudne, jak są małe. Mają czarujący okres w wieku 5–7 lat, są nieznośne, jak mają 17. A potem dorastają i syn chce zabić ojca, zwrócił mi na to uwagę Jan Frycz. Nie pogadasz ze mną o dzieciach. Brak kompetencji.

GALA: Mówisz, że siostra jest jedyną kobietą, która ciebie kocha. A może nie pozwalałeś się kochać innym? Sam siebie nazywasz „zbędnym gościem”. Dlaczego?

 

JAN NOWICKI: Świat zawalił mi się dwa razy. Raz, gdy jako chłopiec pocałowałem dziewczynę, tak jak to robią dzieci. A potem na szkolnym korytarzu zobaczyłem ją całującą się z innymi, tak jak to robią dorośli. Drugi taki moment przeżyłem na studiach już jako młody aktor, za którym dziewczynom zdarzało się przepadać. Budził się wtedy we mnie seks, dziki, bezkarny, bo to był czas dzieci kwiatów, hipisów. I okazało się, że dziewczyna, która mogłaby zostać moją żoną, ma innego mężczyznę. Nie czułem zazdrości – to był kataklizm! Potem miewałem dziewice, ale to już mi nie dawało do myślenia, że któraś z nich powinna być moją kobietą. Bo sam przestałem być dziewicą, stałem się zdobywcą. Tych kobiet było coraz więcej z powodu utraty tej jednej jedynej. Zaczęło przybywać lat. Pojawił się ochraniający mnie pomysł na życie, że „nie mam czasu, nie chcę, nie umiem, jestem rozczarowany”… I raptem okazało się, że jestem stary. Więc wymyśliłem, że staremu już nie wypada.

GALA: Co cię pociąga w kobietach?

JAN NOWICKI: Kiedy ona miała np. małą bliznę, którą starała się ukryć, ja to w niej kochałem najbardziej. Skaleczenie, cierpienie wydawało mi się najbliższe. Ale nie jestem specjalistą od większej miłości. Wolę o tym mówić, ale przeżywać się trochę wstydzę, nie umiem…

GALA: Zawiodłeś wiele kobiet.

JAN NOWICKI: To ich problem. Grałem z nimi w otwarte karty: jesteśmy ze sobą tak długo, jak wytrzymamy. Z nikim nie umawiałem się na bliskość. Były zdziwione, że odchodzę. Czasami same odchodziły. Zawsze im wszystko zostawiałem. Nie interesowały mnie garnki, telewizory, samochody. Urządzałem następne życie. Może nie jestem stworzony do tego cholernego szczęścia osobistego...?