Z początku Jerzy (świetny Jan Nowicki, gra właściwie siebie) nieprzychylnie odnosi się do aktorów zamieszkujących dom starości. Mówi o nich „alzheimery” i „parkinsony”. Narzeka na ich zrzędzenie, poczłapywanie w korytarzu i brak kontaktu z otoczeniem. Któregoś dnia bezpański tresowany pudel (wcielony diabeł?) podsuwa mu pomysł, aby wystawić „Fausta” w zakładzie karnym. Ruszają przygotowania. Aktorzy ćwiczą role. Jerzy angażuje do przedstawienia hip-hopowca (świetny Antoni Pawlicki) i ponętną kucharkę (Sonia Bohosiewicz). Nagle posępny pensjonat nabiera kolorów, a jego mieszkańcy odżywają. Do tej pory czekali jedynie na nieuchronny koniec. Zapomniani, zrezygnowani, oddzieleni murem od prawdziwego świata. Wreszcie polski film „o czymś”. Ciepły, wzruszający, z niezłą historią. Gorąco polecam.

„JESZCZE NIE WIECZÓR”, reż. Jacek Bławut, wyst. Jan Nowicki, Beata Tyszkiewicz, Danuta Szaflarska, Irena Kwiatkowska, w kinach od 15 maja