GALA: Dotarłeś do półfinału „Tańca z gwiazdami”, tym samym stałeś się w Polsce gwiazdą.

JAY DELANO: Jeśli mam być szczery, to gdybym był w jury, wykopałbym się od razu, bo nie jestem dobrym tancerzem. W ogóle nie jestem tancerzem. Słyszałem, że ludzie lubią mnie za moją osobowość, a nie za umiejętności taneczne.

GALA: Masz wiele zainteresowań: śpiewasz, komponujesz, masz na koncie epizod aktorski, trenowałeś boks tajski, byłeś modelem, teraz taniec...

JAY DELANO: Tak, ale najbardziej, bo już od 20 lat, jestem związany z muzyką. Dorastałem w jej otoczeniu. Moja mama – która miała zaledwie 18 lat, kiedy mnie urodziła – za każdym razem, kiedy płakałem, panikowała. Raz, przez przypadek, położyła mnie obok głośnika. I uspokoiłem się. Od tego czasu zawsze włączała muzykę, kiedy zaczynałem płakać. Natomiast babcia zawsze śpiewała, kiedy gotowała czy sprzątała.

GALA: Wiem, że babcia była dla ciebie bardzo ważna.

JAY DELANO: Właściwie to ona mnie wychowywała. Kiedy zachorowała – coś było nie tak z jej nerką i zawieźli ją do szpitala – codziennie przesiadywałem przy jej łóżku. Jej stan z dnia na dzień się pogarszał. Tak się złożyło, że w tym momencie dostałem pierwszą w życiu propozycję związaną z muzyką. Zaproponowano mi występ w show muzycznym w Amsterdamie. Bardzo się ucieszyłem. Nie chciałem jednak zostawiać babci samej, bo wiedziałem, że jest chora. Poszedłem do niej. A ona spojrzała na mnie i powiedziała: „Jedź tam, to twoja szansa”. To była nasza ostatnia rozmowa.

GALA: Pojechałeś?

JAY DELANO: Tak, byłem w Amsterdamie trzy, może cztery dni. Kiedy wracałem i podjeżdżałem pod mój dom, zobaczyłem mnóstwo samochodów i osób z mojej rodziny. Pomyślałem, że pewnie babcia wróciła ze szpitala. Wszedłem do środka i natknąłem się na moją siostrę. Zapytała, czy już wiem. Kiedy powiedziała, że babcia umarła, spadłem ze schodów.

GALA: Nie żałujesz, że nie byłeś przy niej?

JAY DELANO: Trudno mi się było z tym pogodzić. Rodzina powiedziała mi, że gdybym był w domu, odebrałbym telefon od lekarza z informacją, że jest już bardzo źle. Chociaż nie wiem, czy to by coś zmieniło. Nie wiem też, czego chciała sama babcia – być może miało być właśnie tak. Usłyszałem gorzkie słowa, że ważniejsza jest dla mnie kariera niż rodzina. Mama przestała ze mną rozmawiać.

GALA: Ty sobie wybaczyłeś?

JAY DELANO: To był okropny okres. Wyjechałem do Amsterdamu, musiałem to sobie wszystko poukładać. Kiedy tracisz kogoś naprawdę bliskiego, całkiem się zmieniasz. W tym okresie nie byłem sobą.

GALA: To znaczy?

JAY DELANO: Wpadłem w złe towarzystwo, schudłem okropnie, ubierałem się w cokolwiek, brałem narkotyki. W ten sposób spędziłem sześć lat.

GALA: Pracowałeś?

JAY DELANO: Nie. Tak się złożyło, że wszyscy moi znajomi podzielali pasję do muzyki. W domu u jednego z nich założyliśmy małe studio i nagrywaliśmy piosenki. W końcu jednak zaczęło mi ciążyć takie życie, brak pracy i stabilizacji.

GALA: I wróciłeś do domu?

JAY DELANO: Tak, zadzwoniłem do mamy, a ona powiedziała, żebym wracał i ułożył sobie życie od nowa. Zacząłem pracować, ale tęskniłem za muzyką. Pewnego dnia mama wysłała mnie po chleb. W supermarkecie zobaczyłem Ricarda – muzyka, którego znałem tylko w telewizji. Podszedłem do niego i zapytałem, czy to on. Kiedy przytaknął, przedstawiłem się: „Jestem Jay Delano, najlepszy piosenkarz w Eindhoven. Jeśli będziesz coś dla mnie miał, odezwij się do mnie”. Pięć miesięcy później zadzwonił, że szuka wokalisty. Tak rozpoczęła się działalność duetu R&G.

GALA: W Niemczech, gdzie przeprowadziłeś się z zespołem, spotkałeś swoją wielką miłość. J

AY DELANO: Marię poznałem na imprezie po jednym z dużych koncertów w Kolonii, gdzie oprócz mojego zespołu występowali m.in. Backstreet Boys i N’Sync. Byliśmy razem trzy lata. Dzięki mnie i mojemu menedżerowi stała się jedną z wokalistek zespołu Passion Fruits. Spędzaliśmy ze sobą 24 godziny na dobę, miałem świetny kontakt z jej 2-letnim synem.

GALA: Ten związek skończył się tragicznie.

JAY DELANO: Tak, Maria leciała na koncert z Berlina do Zurychu. Na pokładzie byli również inni artyści, m.in. Melanie Thornton z La Bouche. Samolot rozbił się podczas lądowania. Nie wiem dokładnie, co się stało. Słyszałem, że podobno pilot zlekceważył ostrzeżenie o złym przygotowaniu nawierzchni jednego z pasów. Z 200 osób przeżyło tylko dziewięć.

GALA: Co robiłeś w tym czasie?

 

JAY DELANO: Wtedy, w piątek po dwudziestej pierwszej, byłem w studiu nagraniowym. W poniedziałek Maria miała urodziny, więc jako prezent przygotowywałem jej piosenkę. Chyba się domyślała, bo kiedy rozmawialiśmy przez telefon przed jej odlotem, powiedziała: „Pewnie nagrywasz coś dla mnie”. A ja oczywiście zaprzeczyłem: „To zupełnie coś innego”. Tego pamiętnego wieczoru podczas nagrywania stała się dziwna rzecz – bardzo wesołą, szybką piosenkę zmieniłem na wolną i smutną. Miała tytuł „This is Your Day” (To jest twój dzień). To było zupełnie zaskakujące, że w jakiś niewytłumaczalny sposób bardziej odpowiadała mi harmonia smutnej piosenki. A przecież to był utwór urodzinowy, który zazwyczaj jest pełen radości! Skończyłem nagrywać o 5 rano. Zadzwoniłem do Marii, ale nie odebrała. Pomyślałem, że rozładowała się jej bateria. Nie przyszło mi do głowy, że mogło się stać coś złego. Na pogrzebie zagrano Marii tę piosenkę.

GALA: To był kolejny punkt zwrotny w twoim życiu?

JAY DELANO: Po tym wszystkim nie chciałem już sławy i pieniędzy. Zrezygnowałem z R&G i wróciłem do Eindhoven. Potrzebowałem czasu, żeby się odnaleźć.

GALA: Słyszałam, że pomogła ci religia?

JAY DELANO: Zawsze byłem wierzący, ale to prawda, że dopiero wtedy zacząłem chodzić do kościoła ewangelickiego. Pewnego dnia mama zaproponowała, żebym poszedł z nią na nabożeństwo. Za pierwszym razem wydawało mi się, że ludzie w kościele to jakaś sekta. Jednocześnie coś zaczęło się we mnie zmieniać i nawet nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo potrzebowałem religii. Zacząłem regularnie co tydzień chodzić do kościoła i studiować Biblię. Podczas ceremonii tłumaczyłem też kazania pastora z angielskiego na holenderski. Wiele się w ten sposób dowiedziałem. Po jakimś czasie sam zacząłem uczyć młodzież.

GALA: Zajęcia z Biblii?

JAY DELANO: Też, ale głównie z życia. Do kościoła przychodziło wiele dzieciaków z problemami. Rozumiałem je, bo sam miałem różne przejścia. Potrafi łem im pomóc. Nie przemawiałem do nich jak pastor: „To wolno, a tego nie”. Mówiłem: „Rób tak, jak Bóg chciałby, żebyś zrobił”. To im się podobało.

GALA: Twoja żona Cindy nie była zazdrosna, że w „TzG” spędzałeś 7–8 godzin dziennie z atrakcyjną tancerką?

AY DELANO: Od początku ustaliliśmy jasne reguły – tańczymy ze sobą na parkiecie, ale nie poza nim. A jeśli wychodzimy wieczorem, to z partnerami życiowymi.

GALA: Ty i Cindy jesteście cztery lata małżeństwem. Myślicie o dzieciach?

JAY DELANO: Od razu po ślubie Cindy zaszła w ciążę. Niestety, w 9. tygodniu zaczęła mieć silne bóle i niezbędna była operacja. Straciła dużo krwi i było to bardzo niebezpieczne dla jej życia. Lekarz powiedział, że nie będziemy mogli mieć dzieci. A mimo to parę miesięcy później Cindy znów zaszła w ciążę. Jednak sytuacja się powtórzyła. Już cztery razy próbowaliśmy zapłodnienia in vitro. Lecz szanse takiego zapłodnienia to zaledwie 30%, trzeba więc być ogromnym szczęściarzem i wierzyć mocno w Boga. Ale się nie poddamy. Na razie jednak postanowiliśmy skoncentrować się na karierze, zbudować fundamenty.