W dniu, w którym się spotykamy, zaczyna przeprowadzkę do własnego mieszkania. Jest zabiegana, zaaferowana. Co chwilę przypomina sobie o czymś, co mogłaby jeszcze kupić do domu. Przyznaje, że porządki po remoncie doprowadzają ją do rozpaczy. „Mogłabym wynająć kogoś do sprzątania, ale w końcu to moje pierwsze mieszkanie i za parę lat dzisiejszą gehennę pewnie będę wspominała z rozbawieniem” – mówi.

Mam wrażenie, że święcie wierzy w zasadę: kiedy masz za dużo obowiązków, dołóż sobie coś jeszcze. Serial, studia, praktyki w kancelarii notarialnej, treningi do programu rozrywkowego, przeprowadzka... Z dużym przejęciem mówi o kancelarii. „Mimo obaw nikt nie traktuje mnie tam jak aktorki, która ma fiu-bździu w głowie. Pracuję w świetnym zespole i teraz, kiedy na czas udziału w »Jak Oni śpiewają« wzięłam sobie wolne, już za nimi tęsknię”.

GALA: To prawda, że rozstałaś się z narzeczonym, Aleksem Grynisem?

JOANNA JABŁCZYŃSKA: W czasie naszej znajomości przerabialiśmy już obrażanie się, fochy i rozstawanie. Ale to nigdy nie trwało dłużej niż tydzień, bo już wiemy, jak nam jest bez siebie źle.

GALA: To dlaczego mówisz, że jedynym mężczyzną, z którym chcesz teraz mieszkać, jest twój kot?

J.J.: To nie ja tak mówię, lecz tabloidy. Przypisują mi słowa, których nie powiedziałam. A jeśli nawet używają moich wypowiedzi, to w zupełnie innym kontekście. Albo je przeinaczają. Ostatnio dowiedziałam się, że moje mieszkanie ma 80 metrów, choć naciskana wyznałam, że tych metrów jest nie więcej niż 60. Cała afera z naszym rzekomym rozstaniem wzięła się z tego, że otwarcie mówiłam o życiu prywatnym. Potem doszłam do wniosku, że obydwoje dostajemy za to po nosie i skończyłam zwierzenia. Do tego rzadko pojawiamy się razem na imprezach, bo Aleks za nimi nie przepada. No i ktoś wydedukował, że na pewno się rozstaliśmy.

GALA: Teraz, gdy bierzesz udział w „Jak oni śpiewają”, znowu będziecie pod obstrzałem?

J.J.: Już to przerabialiśmy przy okazji „Tańca z gwiazdami”. Aleks wie, że marzyłam o śpiewaniu, i ucieszył się z mojego występu w „JOŚ”. Zaraz potem dodał: „O mój Boże, nie. Znowu…”.

GALA: Jest szansa, że tym razem przynajmniej nikt ci nie będzie wmawiał romansu z tancerzem.

J.J.: Ale na pewno wmówią mi romans z kimś innym. Znajomi Aleksa po każdej tego typu publikacji pytają, czy na pewno między nami jest wszystko w porządku. Mnóstwo ludzi, którzy nie znają ani jego, ani mnie, dowiaduje się o naszym życiu z sensacyjnych artykułów. I Aleksowi właśnie to najbardziej przeszkadza. Gdy idzie ulicą, ma wrażenie, że ludzie patrzą na niego jak na wielkiego rogacza. Bo przecież znana jestem z tego, że facetów zmieniam jak rękawiczki. Na szczęście on wie, że nigdy w życiu nie zrobiłabym niczego głupiego. Mamy do siebie zaufanie.

GALA: Jak byś postąpiła, gdyby Aleks nie zgodził się na twój udział w programie?

J.J.: On nigdy by czegoś takiego nie zażądał. Mimo plotek i faktu, że będę miała dla niego znacznie mniej czasu. W dodatku zbiegnie się to z przeprowadzką do naszego pierwszego wspólnego mieszkania. Wczoraj siedziałam tam do północy i szorowałam wszystkie płytki. Ale gdy program się zacznie, Aleks ze wszystkim będzie musiał radzić sobie sam. Na szczęście nie ma o to pretensji.

GALA: Jak wam idzie urządzanie mieszkania? Walka na noże?

J.J.: Obydwoje mamy praktyczne podejście. Kłóciłam się tylko o wannę. Niestety, nie udało mi się jej przewalczyć i mamy piękny prysznic. Nie jesteśmy zbyt konfliktową parą. Poza tym wszystkie decyzje podejmowaliśmy wspólnie. I chyba jedyną przyczyną naszych sporów były kłopoty z robotnikami. Miałam pretensje, że Aleks ich nie dopilnował. On mówił, że nie miał czasu i że ja mogłam się tym zająć. Odpowiadałam, że to jest rola mężczyzny itd. Generalnie jednak, odpukać, między nami jest teraz sielanka i kryzysy przeżywamy coraz rzadziej. Aleks darował mi nawet, że w chwili złości wyrzuciłam jego ukochane bokserki z Jordanem (śmiech). Ale poważnie mówiąc, to wychodzimy na prostą, jesteśmy spokojniejsi. Doceniamy to, co mamy, okazujemy sobie miłość.

GALA: Z tego, co mówisz, wynika, że rodzina jest dla ciebie priorytetem. Kiedy ją założysz?

J.J.: W gazetach czytałam o swoim pięcioletnim planie. Że niby najpierw chcę skończyć studia, potem wziąć ślub, a przed trzydziestką urodzić dziecko, bo jako córka położnej wiem, że to najlepszy czas. I rzeczywiście, chciałabym, żeby mniej więcej tak właśnie się stało, ale nie snuję dokładnych planów. Przecież wszystko może się zdarzyć. Ale wygląda na to, że teraz, w nowym domu, chyba naprawdę będziemy rodziną.

GALA: I pomyśleć, że tak się przed tą miłością broniłaś…

J.J.: Rzeczywiście, wszystkiego się bałam. Myślałam, że nic z tego nie będzie. Uznałam bowiem, że skoro Aleks jest surferem, to na pewno niezły z niego bajerant. Pamiętam jedną magiczną chwilę, następnego dnia po tym, jak się poznaliśmy. Leżałam na plaży, Aleks położył się obok i mnie przytulił, bo widział, że jest mi zimno. Nie było w tym żadnej seksualności. Pomyślałam, że to tylko piękne okoliczności przyrody sprawiły, że poczułam się tak wyjątkowo. Gdy wróciliśmy do Warszawy, nie zamierzałam kontynuować tej znajomości.

 

GALA: Ale Aleks się uparł?

J.J.: Tak. On smalił do mnie cholewki od początku. Bo dzień wcześniej, nim mnie poznał, modlił się: Boże, ześlij mi jakiegoś aniołka. No i bach – pojawiłam się ja. Od razu wiedział, że jestem tą właściwą kobietą, więc nie mógł pozwolić mi odejść. Naprawdę bardzo się starał. Ja go miałam za obiboka, który lansuje się po klubach. Udowodnił, że jest ambitny i że poza surfowaniem uczy się i zajmuje innymi rzeczami. No i przekonywał mnie do siebie.

GALA: W jaki sposób?

J.J.: Przez całe życie był sportowcem, ale gdy mnie poznał, rzucił to z dnia na dzień. Po prostu poczuł, że musi założyć rodzinę i trzeba na nią zacząć zarabiać. Wcześniej lubił wypady z kumplami, ale zrezygnował z nich, bo chciałam z nim spędzać każdy wolny moment. Może sama przez to zamykam się w złotej klatce, ale lubię ten stan.

GALA: A jeszcze później wprowadził cię w dorosłe życie?

J.J.: Tak. Po rozwodzie rodziców zostałam z mamą. Aleks już po trzech miesiącach nie wyobrażał sobie mieszkania oddzielnie. Szczególnie że i tak mam mało czasu. Widywaliśmy się wieczorami, a ja zawsze spieszyłam się do domu.

GALA: Jak na przeprowadzkę zareagowała twoja mama?

J.J.: Na początku dzwoniła dwa razy dziennie, że muszę koniecznie do niej przyjechać w jakiejś sprawie. Może chciała we mnie wzbudzić wyrzuty sumienia. Oczywiście je miałam. Z drugiej strony wiedziałam, że gdy mama będzie sama, prędzej się usamodzielni. Po odejściu ojca strasznie cierpiała.

GALA: Twoje kontakty z ojcem właściwie się urwały, bo nie mogłaś mu wybaczyć, że zdradził mamę i odszedł do innej kobiety. Czy dzięki temu, że mama dobrze sobie radzi, poprawiły się twoje relacje z tatą?

J.J.: Mieliśmy parę prób nawiązania ich od nowa, ale w międzyczasie staliśmy się innymi ludźmi.

GALA: Czy to, że odszedł z domu, było dla ciebie szokiem?

J.J.: Bardzo dużym. Mama była całkowicie oddana rodzinie, tata zapatrzony w nas jak w obrazek. I dałabym się pociąć na kawałki, że on w życiu mamy by nie zdradził. Tym bardziej że znałam każdy jego krok, wiedziałam o każdej minucie jego życia. To znaczy tak mi się wydawało. Aż tu nagle pewnego dnia zostawił list, że odchodzi.

GALA: Wybaczyłaś mu?

J.J.: Bardzo wiele mu zawdzięczam. Poświęcił mi część swojego życia, wiele mi pokazał, wiele mnie nauczył. Ale to, że zdradził mamę, jest niewybaczalne. Z tamtą kobietą ma trzyletniego synka Maksa. Sama mu powiedziałam, żeby odszedł, bo ja i moja starsza siostra jesteśmy dorosłe, a mama da sobie radę.

GALA: Znasz przyrodniego brata?

J.J.: Kiedyś przypadkiem spotkałam tatę z Maksem. Takiej tremy, jak wtedy, chyba w życiu nie miałam. Uwielbiam dzieci, ale Maksa nie potrafiłam ani dotknąć, chociaż jest przesłodki, ani z nim porozmawiać. Tata źle wyglądał i sprawiał wrażenie bardzo nieszczęśliwego. Myślę, że w tamtym domu nie jest mu dobrze i jedynym jego promyczkiem jest właśnie Maks, bo on zawsze bardzo chciał mieć syna.

GALA: Tata na pewno za wami tęskni.

J.J.: Pewnie tak, tym bardziej że zawsze byłam jego oczkiem w głowie. Tata był ze mną na każdym castingu, wszystko nagrywał z moim udziałem, pokazywał znajomym.

GALA: Czy rozwód rodziców był dla ciebie najtrudniejszą lekcją do przerobienia?

J.J.: Tak, i na pewno mnie to zahartowało. Dziś widzę w tym nawet pozytywy, bo mojej mamie to wychodzi na dobre. Wcześniej całe życie spędziła w cieniu rodziny, wszystko było pod nas. Robiła obiady, odrabiała z nami lekcje, odprowadzała na zajęcia, jeździła do szkoły itd. To tata był głową rodziny.

GALA: Ty także chcesz, żeby Aleks był głową rodziny.

J.J.: To prawda. I niby u nas w domu obowiązuje tradycyjny podział ról, ale tak naprawdę jesteśmy dla siebie partnerami. Poza tym Aleks, tak samo jak ja, potrafi coś ugotować czy posprzątać. Kiedyś jego mama chciała na weekend pożyczyć odkurzacz. Powiedziałam jej wtedy: wszystko weź, tylko odkurzacza mu nie zabieraj, bo on tego nie przeżyje (śmiech).