JOANNA KORONIEWSKA Potrafię o siebie walczyć

Udostępnij

Nie chce być skandalistką. I naprawdę nią nie jest. Wytoczyła proces portalowi internetowemu, który nazwał ją narkomanką. Joanna Koroniewska wie, czego chce: zostać mamą i grać w dobrych filmach. Właśnie wygrała casting do roli w międzynarodowej produkcji...

JOANNA KORONIEWSKA Potrafię o siebie walczyć

Wiotka, długonoga, długowłosa. Wydaje się bardzo delikatna. Ale gdy zamaszyście siada przy stoliku i zaczyna rozmowę, okazuje się bardzo zasadnicza, ostra, do upadłego broniąca swego stanowiska. Mówi dużo i szybko, śmieje się, że dlatego nie mogłaby zostać psychologiem. Oto inna, walcząca Joanna, która ma już w sobie niewiele z Małgosi Mostowiak. Kobieta, która wie, czego chce.

GALA: Czemu wybrałaś aktorstwo, a nie zostałaś zakonnicą?

JOANNA KORONIEWSKA: Pragnienie bycia zakonnicą to młodzieńcza fantazja, z której już dawno wyrosłam. Chociaż i tu, i tam trzeba mieć powołanie. Dla mnie aktorstwo jest czymś czystym, niewinnym. W każdym razie idealistycznie podchodzę do tego zawodu. Nie zdawałam do szkoły teatralnej z myślą o pieniądzach czy popularności. Dlatego nie godzę się na pewne, liczne w dzisiejszych czasach, szantaże związane z tą pracą.

GALA: Jakie szantaże?!

JOANNA KORONIEWSKA: Dziennikarki wprost, bez zażenowania stawiają ultimatum: opowiesz o swoim związku, my napiszemy o nowej sztuce, w której grasz. Przeraża mnie to, że artysta musi sprzedać swoją prywatność, żeby zafunkcjonować zawodowo. Dlatego rzadko idę na kompromis i niechętnie udzielam wywiadów. To jest deprecjonowanie wartości, jaką powinien mieć ten zawód.

GALA: O jakiej wartości mówisz? Miałabyś prawo tak mówić, gdybyś była offową artystką, a ty grasz w serialu, tańczysz z gwiazdami. Nie sądzisz, że obrażanie się na show-biznes z wyżyn sztuki wyższej to w twoim wypadku hipokryzja?

JOANNA KORONIEWSKA: Hipokryzją jest także krytykowanie seriali i szufladkowanie z tego powodu aktorów. Zaczęłam grać w serialu, gdy jeszcze byłam w szkole, i absolutnie nie żałuję tej decyzji. Jaki miałam wtedy wybór? Ile świetnych, ambitnych filmów powstało w Polsce w ciągu ostatnich ośmiu lat? Miałam grać ciekawe role kobiece? Mogę policzyć na palcach jednej ręki te naprawdę interesujące. Rzeczywiście media są w stylu zachodnim, ale rynek filmowy nadal jest marniutki. Gdybym odrzucała propozycje serialowe i czekała na poważną rolę, może tak jak niektóre moje koleżanki ze studiów nigdy bym się na nią nie doczekała. A tak w serialu mogłam szlifować warsztat, poznawać świetnych aktorów. I grać. Znam kilka osób, które gardziły serialami. Nie pracowały zawodowo przez 3–4 lata. I załamały się. W tym kraju nie można mieć pretensji do aktora, że wszedł w komercję. Bo on po prostu nie ma wyboru.

GALA: Dlaczego nie rzucisz serialu?

JOANNA KORONIEWSKA: Szczerze? Już tak bardzo jestem utożsamiana z postacią, z którą gram, że to nie miałoby znaczenia, czy rzuciłam serial, czy nie. Moja decyzja o odejściu nic by nie zmieniła, bo dla większości jestem Małgosią Mostowiak. Wciąż nie ma nowej roli zawodowej, która wymagałaby tego, bym odeszła z serialu. Oczywiście zaszufladkowanie serialowe jest straszne. W podtekście jest oczywiście takie myślenie: aktorka serialowa – zła aktorka. Zdarza się, że po spektaklach przychodzą reżyserzy za kulisy i gratulują, że umiem grać. To przerażające, zwłaszcza że serial to tylko jedna z moich ról.

GALA: Mówisz, że aktorstwo to misja. Gdzie jest ta misja w twoim aktorstwie?

JOANNA KORONIEWSKA: Kiedy pracuję w Teatrze Polskiego Radia i gram np. z Danutą Szaflarską czy Wojciechem Pszoniakiem, to czuję, że to jest misja. Nie robi się tego dla pieniędzy, a jest to miejsce spotkań wielkich aktorów, których bardzo cenię i od których chcę się uczyć. Teatr Polskiego Radia to miejsce nieskażone, niesamowite. Kiedy pracuję przy filmach niezależnych, powracam do czasów studiów i znowu odzyskuję świeżość i inne priorytety. Tak samo jest z pracą w teatrze. Serial nie ma może wielkiej artystycznej misji, ale chce być blisko życia. Popularność serialu pozwala jego autorom przemycić widzom wiele wartościowych treści i pozytywnie wpływać na postawy społeczne. „M jak Miłość”, czy to się komuś podoba, czy nie, jest fenomenem: 10 milionów widzów przez tyle lat, nadal największa oglądalność. To nie przypadek. Wobec tego, także jako zjawiska socjologicznego, nie można przejść obojętnie.

GALA: Czemu wzięłaś udział w „Tańcu z gwiazdami”?

JOANNA KORONIEWSKA: Bo chciałam ludziom pokazać, że jestem inna niż postać, jaką gram w serialu. I pokazałam. Widzowie może pomyśleli: „O kurczę, jest inna niż Małgosia Mostowiak!”. To może ona jednak potrafi grać?

GALA: Niby wiesz, czego chcesz, ale jest w tobie dużo niepewności.

JOANNA KORONIEWSKA: Oczywiście! Bo ja cały czas nie jestem spełniona. Bo to początek mojej drogi zawodowej. Bo chcę jeszcze dużo osiągnąć. Mam zamiar być w zawodzie jeszcze wiele lat.

GALA: Masz etykietkę niepoważnej aktorki serialowej. Jesteś ofiarą krytyki?

 

JOANNA KORONIEWSKA: Nie czuję się ofiarą, ale w polskiej mentalności rzeczywiście jest wiele zawiści. Nie ma kultu sukcesu. Ciągle wszyscy się tłumaczą – kupiłam dom, ale na kredyt. Kiedy ma się stały, normalny związek, zaraz przypisuje się jakieś bzdury w stylu: na pewno to z wyrachowania albo ma burzliwe relacje osobiste itd. Podobnie jest w zawodzie. Krytycy niejednokrotnie używają pewnych gotowych schematów. Wszyscy i tak pewnie źle mnie ocenią, bo się kojarzę jako aktorka serialowa. Ale to żaden argument, a konkretnych zarzutów pojawia się niewiele. Zauważ, często jest tak: jeśli ktoś w Polsce dostanie nagrodę, np. w Gdyni, to już potem nie gra, a już na pewno nie dostaje więcej propozycji. Im więcej o tobie piszą, tym bardziej masz przechlapane w zawodzie.

GALA: Nie jesteś zazdrosna o koleżanki?

JOANNA KORONIEWSKA: Gdy koleżanka zagra w filmie, to się cieszę... Nie patrz na mnie z szyderczym uśmiechem. Cieszę się, bo to znaczy, że jeśli ona miała szansę, to może tych szans w naszym kraju w końcu będzie więcej?

GALA: Mówisz, że aktorstwo to misja. Czy komuś pomogłaś swoim graniem?

JOANNA KORONIEWSKA: Po sztuce „Jabłko”, którą gramy w teatrze Komedia, zaczepiało każdego z aktorów wiele poruszonych osób. Pewna kobieta opowiedziała mi historię swojego życia i to, jakim ważnym momentem było dla niej przeżycie tej sztuki. Poza tym włączam się w różne akcje społeczne, wykorzystując swój wizerunek. Ostatnio w kampanię Fundacji Polsat. Jakiś czas temu brałam udział w kampanii NFZ dotyczącej profilaktyki raka piersi. Osiem lat temu moja mama zmarła na raka. Ta kampania psychicznie sporo mnie kosztowała, ale uważałam i nadal uważam, że trzeba ludziom uświadomić, że sami mogą sobie pomóc poprzez regularne badania. Nie opowiadałam w mediach, jak mi jest źle, tylko starałam się zrobić coś dla innych.

GALA: Więc jesteś jednak trochę tą zakonnicą.

JOANNA KORONIEWSKA: Na pewno jest we mnie pewna dwoistość. Pociąga mnie i to co święte, i to, co zakazane. Jako dziecko odwiedzałam siostry zakonne, a jednocześnie chciałam być piosenkarką Madonną (śmiech). Dla mnie dwie sprawy są najważniejsze: miłość i wiara. Oczywiście odgrywają one w moim życiu najistotniejszą rolę, ale to sfera tak intymna, że nie będę o niej mówić.

GALA: Myślisz, że aktorstwo może zastąpić religię?

JOANNA KORONIEWSKA: Nie, ale czasami te przeżycia są podobne. Zdarza mi się przeżyć na scenie absolutne katharsis. Po raz pierwszy stało się to na studiach. Partnerujący mi kolega za namową mojego profesora i oczywiście bez mojej wiedzy odepchnął mnie w scenie i poczułam się dokładnie jak postać, którą grałam. Byłam nią. Gdy zeszłam ze sceny, mój profesor powiedział: „Kochana, poczujesz to może jeszcze kilka razy w życiu. Ale dla tych kilku chwil warto uprawiać ten zawód”. Są w aktorstwie takie momenty absolutu. Wręcz nieprawdopodobne jest, że czasami na spektaklu 500 osób na widowni zamiera i współodczuwa daną sytuację tak mocno, że znika cudzysłów.

GALA: Jak się przeżyje coś takiego, to życie wydaje się nudne, bo nie dostarcza takich emocji jak sztuka.

JOANNA KORONIEWSKA: Przeciwnie. Mając tak duże doznania w życiu zawodowym, poza nim potrzebuję raczej spokoju i wyciszenia. W moim życiu za dużo było zakrętów, więc nie szukam dramatycznych bodźców. Podnosiłam się z tak wielu ciężkich momentów, że wiem o sobie jedno: jestem silna.

GALA: Skąd masz power?

JOANNA KORONIEWSKA: Myślę, że mama mi pomaga. W pewnym sensie zostałam sama i musiałam szybko nauczyć się walczyć o swoje. Dlatego też szybko odcinam się od nielojalnych. Krótka piłka. Analizuję błędy, ale nie rozpamiętuję ich. Warto walczyć w życiu o siebie. Bo nikt tak o nas nie zawalczy jak my sami.

GALA: W związkach też trzeba liczyć tylko na siebie?

JOANNA KORONIEWSKA: Widzę wokół, jak wiele związków się rozpada. Bo przecież nikt nigdy nie będzie nas tak bezwarunkowo kochał jak rodzice. Wraz z ich odejściem jesteśmy skazani na to, że musimy już sami liczyć na siebie. Nawet w związku z bliską osobą. Sami sobą musimy się dobrze zaopiekować, żeby móc dać miłość drugiej stronie. My kobiety mamy tendencję do zapominania o sobie. Często poświęcamy się facetom. Nie walczymy o siebie. Znam wiele przypadków poświęcenia kariery, pasji życiowych dla drugiej strony. Potem te świetne dziewczyny zostają niespełnione zawodowo i do tego porzucone, ponieważ przestają fascynować mężczyzn.

GALA: Kariera jest najważniejsza?

JOANNA KORONIEWSKA: Na pewno ważna, ale pewnie będzie mniej istotna, kiedy urodzę dziecko. Czuję, że wtedy wszystko będzie inaczej.

GALA: Nina Andrycz powiedziała kiedyś, że nie chce mieć dzieci, bo rodzi kolejne role. Zgadzasz się z takim myśleniem?

JOANNA KORONIEWSKA: Ja już teraz mogę śmiało ci odpowiedzieć, że wolę mieć udane życie rodzinne, niż być wielką aktorką. Wiem już dziś, że pewnej ceny za karierę nie zapłacę.

GALA: Ale wciąż ją płacisz. Niedawno media obiegła informacja, że szukasz w mieście narkotyków.

JOANNA KORONIEWSKA: Cała ta afera jest po prostu karygodna. Już wytoczyłam proces pewnemu portalowi internetowemu, który bezprawnie naruszył moje dobra osobiste, publikując takie bzdury. Jestem osobą, która ma twardy kręgosłup moralny i chociaż słyszę o różnych niefajnych rzeczach dookoła, nie biorę w tym udziału. Dla mnie narkotyki to syf. Tak naprawdę dopiero po tej publikacji zaczęłam zauważać, że w środowisku artystycznym, i nie tylko, pojawia się ten problem. Świadczy to jednak o mojej naiwności.

GALA: O zdjęcie, na którym widać, jak śpisz na stole między butelkami, też się będziesz procesować?

JOANNA KORONIEWSKA: Zrobiliśmy sobie dowcip z kolegą, ja mu pozowałam, i śmialiśmy się, że sprzedamy te zdjęcia z jego aparatu do prasy. Nie wnikam, jak one jednak do prasy się dostały. Kolega twierdzi, że ukradziono mu plecak...

GALA: Chyba już nie jest twoim kolegą?

 

JOANNA KORONIEWSKA: Nie jest. Ale żebyśmy się dobrze zrozumiały, nie chcę być skandalistką. Media plotkarskie są bezkarne. Zabijają wrażliwość i tworzą sztuczną rzeczywistość. Każdego są w stanie zniszczyć. Najdziwniejsze jest jednak dla mnie to, że są i tacy, którzy wierzą w te opowieści wyssane z palca.

GALA: Jak sobie radzisz z porażkami?

JOANNA KORONIEWSKA: Szybko się podnoszę, bo mam swoje pasje. Uciekam w inne rzeczy. Mnie porażki mobilizują. Wyrzucam to z siebie, ale staram się nie rozczulać.

GALA: Nigdy nie płaczesz?

JOANNA KORONIEWSKA: Płaczę. Ale najczęściej ze złości, z bezsilności. Z powodu niesprawiedliwych ocen. Chcę funkcjonować z boku, a tu kopniak z jednaj strony, tam z drugiej. Tu cię nienawidzą, tam puszczają plotkę. Okropne.

GALA: Umiesz się nie przejmować?

JOANNA KORONIEWSKA: Resetuję się dzięki nartom. Raz na jakiś czas potrafię wyskoczyć na dwa dni w góry. Nie szaleję oczywiście, choćby dlatego, że nie mam dublerki w teatrze.

GALA: Niebawem skończysz 30 lat. Ta liczba cię paraliżuje czy ekscytuje?

JOANNA KORONIEWSKA: Paraliżuje i ekscytuje zarazem. Wolę siebie dojrzałą, ale jednocześnie martwi mnie to, co każdą kobietę, czyli upływ czasu. Najśmieszniejsze jest, że niebawem zaczynam grać w sztuce 20-latkę. Pocieszam się, że najciekawsze role dla aktorek to role dojrzałych kobiet.

GALA: Trzydziestka to przełom?

JOANNA KORONIEWSKA: Dla mnie tak.

GALA: Kim byłaś przed trzydziestką?

JOANNA KORONIEWSKA: Niepoprawną romantyczką. Teraz jestem kobietą, która zeszła na ziemię. A chciałabym być znów niepoprawnie romantyczna.

GALA: To nowy etap życia?

JOANNA KORONIEWSKA: Myślę, że dojrzałam do momentu, w którym w pracy chcę pokazać, że stać mnie na więcej. W życiu prywatnym coraz większą wagę przywiązuję do rodziny.

Komentarze

Marcelina Zawadzka

Vero Moda - Sweter

Kup teraz

129.9 zł

Spódnica sp25

Kup teraz

89 zł

Carinii - Szpilki

Kup teraz

179.9 zł

Mango - Płaszcz Manuela

Kup teraz

199.9 zł