JOANNA SENYSZYN Grzechów nie żałuję

Udostępnij

„Wyróżnij się albo zgiń” – to jej dewiza. Kolorowy ptak polskiej lewicy. Najszczęśliwsza wtedy, gdy walczy. I o siebie, i o innych. Przed nią nowy etap życia. Jako eurodeputowana wyjeżdża do Brukseli. „Niczego w życiu się nie boję. Strach jest złym doradcą” – mówi Joanna Senyszyn i pakuje walizki.

JOANNA SENYSZYN Grzechów nie żałuję

GALA: Proszę wybaczyć, ale pani tak cicho mówi. Miałem zupełnie inne wyobrażenie pani głosu...

JOANNA SENYSZYN: Czyżby uważał pan, że wciąż skrzeczę?

GALA: Szczerze mówiąc, tak. Mnie nawet znajomi pytali przed wywiadem, jak ja to wytrzymam...

JOANNA SENYSZYN: Na temat mojego głosu krążą mity. Większość – zamiast wierzyć własnym uszom – ulega nieaktualnym opiniom. Wystarczyłoby posłuchać, jak mówię, żeby nie powtarzać głupstw. Już od paru lat głos mam zupełnie miły, choć oczywiście charakterystyczny. To efekt ćwiczeń, o których wielokrotnie mówiłam.

GALA: Komu przeszkadzał pani głos, ze postanowiła go pani zmienić?

JOANNA SENYSZYN: Przez wiele lat nikomu, a przynajmniej nikt mi o tym nie mówił. Bliscy byli przyzwyczajeni, a studenci wykładowcom uwagi nie zwracają. Wszystko diametralnie się zmieniło, kiedy zostałam politykiem…

GALA: Zaczęło się w Sejmie?

JOANNA SENYSZYN: Moje pierwsze wystąpienie z trybuny bardzo posłów poruszyło. Już po słowach: „Panie Marszałku, Wysoki Sejmie” usłyszałam śmiech czy raczej rechot.

GALA: Zrobiło się pani przykro?

JOANNA SENYSZYN: Byłam zdziwiona, że brzmienie głosu budzi znacznie większe emocje niż treść wystąpienia. Wiedziałam, że mam niebanalny głos, ale nie uważałam tego za wadę.

GALA: Dlaczego więc postanowiła go pani zmienić?

JOANNA SENYSZYN: Po moim wystąpieniu na forum Kobiet Lewicy jedna z koleżanek powiedziała: ,,Masz taki okropny głos, że nie można się skupić na tym, co mówisz. Zrób z tym coś”. Ponieważ była to życzliwa uwaga, wzięłam ją sobie do serca. A że Polka potrafi …

GALA: I co pani zrobiła?

JOANNA SENYSZYN: Ćwiczenia, ćwiczenia i jeszcze raz ćwiczenia. Powtórki czynią mistrza..

GALA: Dużo ludzi zauważyło zmianę?

JOANNA SENYSZYN: Sądząc po opiniach pana znajomych – zbyt mało.

GALA: Skrzeczący głos to niejedyna kontrowersyjna cecha, z jaką się pani kojarzy. Dochodzą jeszcze duże dekolty i czerwone włosy

JOANNA SENYSZYN: To był epizod. Zgodny z amerykańską receptą: „Wyróżnij się albo zgiń”. Nie chciałam ginąć w tłumie posłów.

GALA: Słyszałem, że w czasach, kiedy była pani dziekanem, ubierała się pani wyzywająco.

JOANNA SENYSZYN: Bez przesady. Nosiłam mini, ale taka była moda.

GALA: Nawet wtedy, kiedy była pani o 30 kilogramów tęższa?

JOANNA SENYSZYN: Nogi mam zgrabne, a czymś trzeba było odciągnąć uwagę od nadmiernej tuszy. Rzeczywiście, przez kilka lat miałam nadwagę. Roztyłam się na początku lat 90. po śmierci mamy, bo na stres reaguję apetytem i sennością. Postanowiłam schudnąć, kiedy się okazało, że w rozmiarze 46–48 nie ma atrakcyjnych ubrań. Po trzech latach ograniczeń wróciłam do rozmiaru 38. Chętnie kiedyś opowiem, jak to się robi.

GALA: A mąż jaką panią woli?

JOANNA SENYSZYN: Taką, jaka jestem. Tusza nie ma nic do rzeczy. Zresztą mężczyźni lubią kobiety przy kości.

GALA: A jednak się pani odchudziła.

JOANNA SENYSZYN: Zrobiłam to wyłącznie dla siebie. Byłam dziekanem już drugą kadencję i część kolegów, studentów oraz ich rodziców przeżyła szok.

GALA: Nie dziwię się. Kogoś pani strój denerwował?

JOANNA SENYSZYN: Pewnie tak, ale dziekanowi, do którego wszyscy mają interes, nie zwraca się uwagi. Dużo zabawnych sytuacji było zwłaszcza w czasie wakacji, w upały. Kandydaci na studia mieli inne wyobrażenie o profesorze i dziekanie. Uważali, że Senyszyn to starszy, szacowny pan, a nie pani 40+ w mini i na obcasach. Pamiętam zapłakaną maturzystkę, której zabrakło kilku punktów do tego, by została przyjęta na studia. Chciała zostać wolnym słuchaczem i denerwowała się, czy zostanie zakwalifikowana. Od ręki przy niej napisałam na podaniu „zgoda”, a ona dalej płacze. Więc powiedziałam: „Jest pani przyjęta”, a na to ojciec, który stał obok: ,,Co się ta młoda wtrąca, kto to jest?”. To było o mnie.

GALA: To nieźle musiała pani być ubrana tego dnia.

JOANNA SENYSZYN: Nawet bardzo dobrze.

GALA: Mieszkała pani w domu poselskim przez osiem lat, a w Gdyni, gdzie żyje i pracuje pani mąż, bywała pani kilka razy w miesiącu. Jakie jest pani małżeństwo?

JOANNA SENYSZYN: Marynarskie. Z tą różnicą, że to ja wypływałam do Warszawy, a mój mąż, niczym Penelopa, czekał na mnie w Gdyni.

GALA: A teraz, kiedy ten port jest w Brukseli, jak będzie między wami?

JOANNA SENYSZYN: Tak samo. Tyle że w domu będę jeszcze rzadziej. Do europarlamentu zostałam wybrana z okręgu Kraków – Kielce. Będę musiała dzielić czas w Polsce między morze i góry. Wspólnie podjęliśmy decyzję o kandydowaniu. Znaliśmy konsekwencje. Do nieobecności można się tak samo przyzwyczaić jak do obecności. Marynarskie małżeństwa są nawet trwalsze. Nie ma czasu się sobą nawzajem znudzić, a powroty są świętem.

GALA: Gdzie poznała pani Bolesława?

JOANNA SENYSZYN: Na imieninach kolegi, który się do mnie zalecał.

GALA: Zakochaliście się w sobie od pierwszego wejrzenia?

JOANNA SENYSZYN: To było trzydzieści cztery lata temu. Na pewno wpadliśmy sobie w oko. Dziś mówi się na to „chemia”.

GALA: Bolo – tak podobno zwraca się pani do męża.

JOANNA SENYSZYN: To ładne zdrobnienie. Kiedy palił, a rzucił to dwadzieścia parę lat temu, koledzy mówili: „Bolo, daj marlboro”.

GALA: Zabierze pani Bola do Brukseli?

 

JOANNA SENYSZYN: Proponowałam, żeby poleciał ze mną na spotkanie inauguracyjne frakcji socjalistów i demokratów, ale nawet na dwa dni nie mógł. Ma kancelarię adwokacką i dużo spraw.

GALA: Wspólne wakacje?

JOANNA SENYSZYN: Czasami. Mamy inne upodobania. Ja lubię kąpiele, opalanie i słodkie nicnierobienie, a mój mąż – czynny urlop. Chce poznawać nowe kraje, zwiedzać.

GALA: Słucham tego, co pani mówi, i tylko jedno przychodzi mi do głowy.

JOANNA SENYSZYN: Tak?

GALA: Czy pani małżeństwo nie jest po prostu fikcyjne. Przed chwilą mówiła pani: ,,Nie mieszkamy razem, nie jeździmy na wspólne wakacje”, a teraz jeszcze będziecie żyć w innych krajach. I twierdzi pani, że ten związek naprawdę istnieje?

JOANNA SENYSZYN: Oczywiście. Proszę zapytać o to mojego męża.

GALA: Jak będę miał okazję.

JOANNA SENYSZYN: Zadzwońmy do niego teraz. Na pewno się ucieszy.

GALA: Nie, proszę przestać. To nie przesłuchanie, tylko wywiad. Trudny jest taki związek?

JOANNA SENYSZYN: Żaden nie jest łatwy. Nigdy nie wpisywaliśmy się w tradycyjny model małżeństwa. Mamy partnerski, nowoczesny związek. Na szczęście podobnie podchodzimy do wielu spraw. Od gotowania zaczynając, a na polityce kończąc. Oboje nie przywiązujemy wagi do gotowania. Stołujemy się na mieście.

GALA: Takie życie na mieście ułatwia to, że jesteście tylko we dwoje.

JOANNA SENYSZYN: Dzieci całkowicie zmieniają życie. Nawet przyjęło się mówić, że bez dzieci to małżeństwo, a nie rodzina. To oczywiście błędne rozróżnienie, ale funkcjonuje.

GALA: Państwa życie tak się potoczyło, że nie macie dzieci. Żałuje pani tego? Rozmawialiście o tym z mężem?

JOANNA SENYSZYN: Dokonaliśmy takiego wyboru i nie żałujemy.

GALA: A pani jakim była dzieckiem?

JOANNA SENYSZYN: Grzecznym. Mój ojciec umarł, kiedy miałam sześć lat. Choć rzadko bywał w domu, bo pływał, bardzo przeżyłam jego odejście. Bałam się, że wszyscy mnie opuszczą – mama, babcie, ciocie – i że zostanę sama. Nie chciałam sprawiać kłopotów.

GALA: Kim wtedy chciała pani zostać?

JOANNA SENYSZYN: Zabrzmi to zabawnie, ale profesorem. Decyzję podjęłam chyba w piątej klasie szkoły podstawowej. Mój wujek był naukowcem i bardzo mi się to podobało. Zawsze robiłam coś więcej, niż musiałam. Byłam gospodynią klasy, starostą grupy studenckiej.

GALA: Skoro ma pani cechy przywódcy, dlaczego nie została pani szefem SLD?

JOANNA SENYSZYN: Uznaliśmy, że partia powinna się pozbyć wypominanego nam wciąż bagażu PZPR-owskiej przeszłości, że 30-latkowie zmienią oblicze SLD.

GALA: Ta zmiana nic nie dała.

JOANNA SENYSZYN: Jak się okazało, Polacy oczekiwali nie zmiany pokoleniowej, ale większej wyrazistości, przebojowości i odwagi. Chcą lewicy, która się biskupom nie kłania.

GALA: Kiedy pierwszy raz pomyślała pani o sobie: ,,feministka”?

JOANNA SENYSZYN: Wychowałam się w domu kobiet, w którym, odkąd pamiętam, nie było mężczyzn. Mama prowadziła zakład krawiecki, a potem wypożyczalnię sukien ślubnych, i zatrudniała same kobiety.

GALA: Same kobiety w domu i poza nim?

JOANNA SENYSZYN: Widziałam, jakie są zaradne, dzielne, nieustraszone. Jak dobrze sobie radzą. To była praktyczna szkoła feminizmu.

GALA: Miała pani przez to problem z mężczyznami?

JOANNA SENYSZYN: Raczej to mężczyźni mieli problem ze mną.

GALA: ,,Mój mąż jest feministą” – powiedziała pani kiedyś.

JOANNA SENYSZYN: Gdyby nim nie był, z pewnością nie byłby ze mną.

GALA: Czy nadal czuje się pani dyskryminowana?

JOANNA SENYSZYN: W jakim sensie?

GALA: Zacytuję panią. ,,Media o mężczyznach zawsze mówią: profesor Pastusiak, profesor Iwiński i... poseł Senyszyn (...). Ponieważ jestem kobietą, trzeba mnie choć trochę zdegradować”.

JOANNA SENYSZYN: Profesor to najwyższy prestiż zawodu w Polsce, a polityk najniższy. Mężczyzn polityków dowartościowuje się, mówiąc „panie profesorze”, nawet jeśli nie mają tytułu naukowego, jak prezydent Kaczyński czy minister Bartoszewski. Z kobietami jest inaczej. Wielokrotnie moich kolegów anonsowano jako profesorów, a mnie nie. W pewnym momencie postanowiłam to przeciąć. Już widać zmianę.

GALA: Swoją kampanię do europarlamentu oparła pani w dużej mierze na walce ze Zbigniewem Ziobrą. W Krakowie nawet usmażyła go pani na grillu.

JOANNA SENYSZYN: Nie ministra, tylko zioberka, bo „Lepiej zioberka grillować, niż posyłać do Brukseli”. Podczas przedwyborczego happeningu rozdawałam „grillowane zioberka w sosie PiStacjowym”. Miały wzięcie. W ciągu 45 minut wydaliśmy 243 porcje. Kolejka była jak w PRL-u.

GALA: Groził ktoś pani?

JOANNA SENYSZYN: Po zioberkach miałam wyłącznie gratulacje. Wcześniej wielokrotnie dostawałam pogróżki. Nawet przysłano mi do Sejmu sznur, żebym się powiesiła. Na moim blogu (www.senyszyn.blog. onet.pl) jest zdjęcie i zeskanowany list.

GALA: Bała się pani?

JOANNA SENYSZYN: Polityk musi się liczyć z ryzykiem. Nie można się bać, bo strach jest złym doradcą. Dla strachliwych nie ma miejsca w polityce.

GALA: Pani jest antyklerykalna, ale nie antyreligijna.

JOANNA SENYSZYN: Cieszę się, że pan to rozumie. Coraz więcej ludzi wierzących zaczyna źle oceniać swoich duszpasterzy. Za to, że są pazerni i bardziej zajmują się sobą niż troską o zbawienie swoich owieczek.

GALA: Wyobraźmy sobie, że wróciła inkwizycja. Pod groźbą śmierci zostaje pani zmuszona do spowiedzi. Co by pani wyznała w konfesjonale?

JOANNA SENYSZYN: Więcej grzechów nie pamiętam, a tych, które popełniłam, nie żałuję, bo były bardzo przyjemne.

Komentarze

Marcelina Zawadzka

Vero Moda - Sweter

Kup teraz

129.9 zł

Spódnica sp25

Kup teraz

89 zł

Carinii - Szpilki

Kup teraz

179.9 zł

Mango - Płaszcz Manuela

Kup teraz

199.9 zł