GALA: O której pani dziś wstała?

JOLANTA KWAŚNIEWSKA: Już o 6.30 byłam na spacerze z naszym czteromiesięcznym Kleksiem, pięknym staroniemieckim wilkiem. W styczniu odeszła jedna z naszych sióstr wilczyc – Ciri. Druga, Falka, która ma wadę serca, bardzo to przeżywa. Doradzono nam wzięcie małego pieska. Lubię te nasze spacery. Wychodzę nieumalowana, to taki mój oddech przed bardzo wypełnionym dniem. Codziennie ćwiczę, przyjeżdżam do fundacji, robię zakupy, gotuję, mam wiele spotkań. Nie sądziłam, że będę tak zajęta po prezydenturze.

GALA: Status pierwszej damy był szczególny. trudno jest być „byłą”?

JOLANTA KWAŚNIEWSKA: Zależy kiedy i gdzie. Na świecie nic się nie zmieniło. Dostaję wiele zaproszeń na konferencje, kongresy, działam w kilku światowych ruchach. Na lotniskach jestem odbierana przez kogoś z protokołu dyplomatycznego, czeka na mnie samochód, zawsze ktoś się mną opiekuje. Jeśli są to duże spotkania, jak ostatnie w Bahrajnie, to jeszcze czekają na mnie motocykliści.

GALA: A w Polsce?

JOLANTA KWAŚNIEWSKA: Długo by o tym mówić! W Polsce w tej roli formalnie nie funkcjonuję. Przez dziesięć lat byliśmy z mężem parą prezydencką. Teraz nie jestem zapraszana na żadne wydarzenia związane z 20-leciem przemian w Polsce. Natomiast zaproszono mnie do Stanów jako honorowego gościa na 20-lecie obalenia muru berlińskiego. Po opuszczeniu przez nas Pałacu Prezydenckiego pozbawiono mnie paszportu dyplomatycznego. Z mężem mogłam przechodzić przez salonik VIP, natomiast kiedy podróżowałam sama, byłam kontrolowana. W obecności ludzi ściągałam buty, żakiet, przeszukiwano mi torebkę. Widziałam, jakie to było dla wszystkich żenujące. Z mężem byłam byłą prezydentową, a bez – panią Kwaśniewską. Dziwne. Kiedyś leciałam na Ukrainę tym samym samolotem co pan Zanussi. Był zdziwiony, że nie widział mnie w saloniku VIP. W Kijowie już było normalnie. Dwa światy – w Polsce i za granicą.

GALA:To się zmieniło?

JOLANTA KWAŚNIEWSKA: Pan minister Sikorski był zaskoczony, że taka sytuacja miała miejsce. Przywrócił mi paszport dyplomatyczny. Zawsze mówię: najważniejsze, by nie niszczyć autorytetów. Ciągłość państwa jest rzeczą szalenie ważną. W Stanach Zjednoczonych na różnych spotkaniach widzę obok siebie prezydentów Busha seniora, Cartera, Clintona. A u nas?

GALA: Boli to panią?

JOLANTA KWAŚNIEWSKA: Bardzo to smutne. Po 2005 roku była próba zdeprecjonowania wszystkiego, co robiłam, kim byłam. Wobec mnie i fundacji stosowano czarny PR. Najbardziej bolało mnie, że usiłowano wmówić ludziom, że w moich działaniach mogło być coś nieuczciwego. A uczciwość zawsze była i będzie moim sztandarem. Oddanie sprawy fundacji do prokuratury w Katowicach, absolutnie niezrozumiałe przesłuchanie mnie przez komisję do spraw Orlenu. Cieszę się, że schorowana, obolała, przeszłam przez to wszystko z podniesioną głową. To było najbardziej traumatyczne przeżycie w moim życiu.

GALA: Sama jeździ pani samochodem, chodzi bez ochrony. Z jakimi reakcjami ludzi spotyka się pani na co dzień?

JOLANTA KWAŚNIEWSKA: Teraz, przed Kongresem Kobiet, dużo jeżdżę po całej Polsce. Gdziekolwiek jestem – na spotkaniach czy na ulicy, w sklepach czy na lotniskach – ludzie podchodzą, proszą o autograf, chcą zamienić kilka słów. Z ogromnym szacunkiem mówią o dziesięciu latach prezydentury męża. Doskonale pamiętają moje akcje prozdrowotne, to, że zmieniliśmy rzeczywistość chorych dzieci dzięki motylkowym szpitalom.

GALA: Nadal dostaje pani setki listów?

JOLANTA KWAŚNIEWSKA: Nic się nie zmieniło. Ktoś pięknie powiedział, że przez te dziesięć lat prezydentury stałam się instytucją zaufania publicznego. Dla mnie to najlepszy dowód, że tych pięciu minut w moim życiu nie przespałam. Ludzie zwracają się do mnie z bardzo dramatycznymi problemami. Ostatnio czytam list: „Tylko pani może mi pomóc. Zastosowaliśmy metodę in vitro. Chcemy mieć dwójkę dzieci, a mamy zapłodnione trzy jajeczka. Czy mogę jedno usunąć?”.

GALA: Wiele osób pytało mnie, czy pani fundacja jeszcze działa. Nie ma jej w mediach, a jak czegoś nie ma w mediach, to nie istnieje.

JOLANTA KWAŚNIEWSKA: To, niestety, prawda. Przez dwa lata telewizja, zwłaszcza publiczna, udawała, że nas nie ma: „Kto to jest pani Kwaśniewska? Jaka fundacja?”. Mam nadzieję, że chociaż komisja śledcza rozsławiła fundację na całą Polskę. Działamy, nie zmieniły się nasze programy. W maju dzieci, których ojcowie lotnicy lub policjanci zginęli w trakcie pełnienia służby, pojechały do Egiptu, Jordanii i Izraela w ramach programu „Otwórzmy dzieciom świat”. Jak co roku przyznaliśmy z mężem stypendia dzieciom wiejskim, biednym i utalentowanym. Przez 12 lat przekazaliśmy półtora miliona złotych.

GALA: Bardzo zaangażowała się pani w kampanię społeczną przeciwko handlowi ludźmi. Kilka dni temu oglądałam wstrząsający reportaż o Polkach zmuszanych w Hiszpanii do niemal niewolniczej pracy przy zbiorze truskawek.

JOLANTA KWAŚNIEWSKA: Takich przypadków urągających ludzkiej godności są dziesiątki. Niedawno słyszałam o dramatycznej sytuacji, kiedy chłopak wywiózł swoją dziewczynę, wiedząc, że zostanie sprzedana do domu publicznego. Wstrząsające historie opowiadają kobiety na naszych konferencjach kobiet liderek świata przeciwko handlowi ludźmi. Dwunastoletnie dziewczynki z Tajlandii są zmuszane do prostytucji, mają po dziesięciu klientów dziennie. To gigantyczny światowy biznes. 31 miliardów dolarów czerpią z niego ci, którzy uczestniczą w tym haniebnym procederze. Proszę zobaczyć na stronach mojej fundacji wstrząsający film „I am Elena” z Emmą Thompson. Założyłam Polską Radę ds. Walki z Handlem Ludźmi. Jest w niej premier Mazowiecki, panie Środa, Krzyżanowska, Bochniarz, Janda, Kayah.

 

GALA: Opracowaliście tak zwane zasady przed-podróżne.

JOLANTA KWAŚNIEWSKA: Mówimy kobietom, które wyjeżdżają w świat, żeby nie były naiwne. Najważniejsza rzecz przed wyjazdem to włączyć myślenie. Zastanowić się, za co ktoś proponuje mi gigantyczne pieniądze, gdzie będę mieszkać, kto mnie zaprasza. Zawsze należy zostawić do siebie wszystkie namiary, adres, telefon. Nigdy nie oddawać paszportu, mieć pieniądze na czarną godzinę. Dowiedzieć się wcześniej, gdzie w trudnej sytuacji można szukać pomocy.

GALA: Wspomniała pani, że przed Kongresem Kobiet bardzo dużo jeździ pani po Polsce.

JOLANTA KWAŚNIEWSKA: W zeszłym tygodniu byłam na świetnym spotkaniu w Olecku. Kilkaset wspaniałych kobiet, panie sołtyski, burmistrz, prezydentki miast i tylko jedna pani wicemarszałek na siedemnaście województw. Statystyki są dramatyczne. Mimo że w Polsce jest 52% kobiet, to najwyższe stanowiska w państwie pełnią mężczyźni. Mamy tylko 20% pań w Sejmie, 8% w Senacie, jeszcze gorzej jest w dużych korporacjach. Nie może być tak, że na czele niemal każdej instytucji stoi mężczyzna. Panowie w Sejmie nie mogą decydować o niektórych sprawach, bo nie mają pojęcia, jak się czuje kobieta w ciąży czy kobieta zgwałcona.

GALA: Mam wrażenie, że chce pani poderwać kobiety do działania.

JOLANTA KWAŚNIEWSKA: Namówić do wiary w siebie i wzajemnego wspierania. Kongres był wspólnym pomysłem Niki Bochniarz, Magdy Środy i moim. Namówiłyśmy do pomocy nasze córki, przyjeżdża moja siostra, chrześnica, świetna pani wójt z wioski, gdzie co roku jeździmy z mężem na wakacje. Będą z nami panie Hanna Gronkiewicz- Waltz, Elżbieta Penderecka, Krystyna Janda, Kora Jackowska. Z niecierpliwością czekam na panel trzech prezydentowych – Danuty Wałęsowej, Marii Kaczyńskiej i mój. Mamy podobne problemy, potrafimy rozmawiać ponad podziałami, mówimy mężczyznom: „Przestańcie się kłócić”.

GALA: Mąż panią wspiera?

JOLANTA KWAŚNIEWSKA: Zawsze byliśmy małżeństwem partnerskim, jedno na drugie mogło liczyć. Mąż jest moim świetnym kumplem. Gdy wracamy do domu późnym wieczorem, to chce nam się jeszcze posiedzieć w kuchni, napić się herbaty, porozmawiać. Teraz często od niego słyszę: „Nie zapomnij powiedzieć, że musicie dokończyć w Polsce emancypację”. My, kobiety, mamy naprawdę wielką siłę i gigantyczną determinację. Mówię naszym dziewczynom: „Jesteśmy skazane na sukces”. Panom już dziękujemy, pokazaliście przez 20 lat, na co was stać. Pozwólcie teraz wykazać się nam. Jednocześnie deklaruję, że jeżeli wszystko pójdzie w drugą stronę i będzie 80 procent pań w Sejmie i tylko 8 procent panów w Senacie, to sama będę wołała: „Parytetów dla mężczyzn!”.

GALA: Może powinna się pani zaangażować w politykę?

JOLANTA KWAŚNIEWSKA: Proszę nie odbierać mojego działania jako rozpoczęcia kampanii prezydenckiej. Trochę mnie to martwi. Na wszystkich spotkaniach słyszę: „Pani Jolanto – na prezydenta. Będziemy wspierać”. Bardzo dobrze czuję się w tym miejscu, w którym jestem, i nie chcę tego zmieniać. Ale namawiam wszystkie panie, żebyśmy patrzyły na ręce władzy. Czy posłowie wywiązują się z setek obietnic złożonych w kampaniach?

GALA: Jakie problemy kobiet najbardziej leżą pani na sercu?

JOLANTA KWAŚNIEWSKA: Parytety. Powinno być 50 procent pań na listach partyjnych i później w parlamencie. Nie wiem, czy tyle kobiet zgłosi się i czy kobiety będą głosowały na kobiety. Często głosują na mężczyzn. Popierajmy siebie! Druga ważna sprawa: za taką samą pracę taka sama płaca. Kiedy kobieta odchowa dziecko, powinna bez problemu wrócić do pracy, a nie być natychmiast zwalniana. Mamy teraz bardzo trudny czas. Niestety, jako pierwsze dostają wypowiedzenia kobiety, mimo że jesteśmy lepiej wykształcone.

GALA: Co pani na to, że o kobiecie zajmującej się domem mówi się: „nie pracuje”.

JOLANTA KWAŚNIEWSKA: To idiotyzm. Moja mama była księgową, ale kiedy urodziła troje dzieci, przestała pracować. W dzienniku szkolnym w rubryce „zawód” pisano: „nie pracuje”. W najtrudniejszym czasie stanu wojennego, kiedy była totalna bieda, przeprowadziliśmy się z mężem z Gdańska do Warszawy. W 30-metrowym mieszkanku na płytkach PCW mieliśmy tylko dwa materace – dla nas i dla małej Oluni, bo nigdzie nie mogliśmy kupić łóżeczka dla dziecka. Przez trzy lata byłam z Olą w domu, objaśniałam jej świat. To najwspanialszy czas w moim życiu. Ale też wiem, jaka to ciężka praca, godna najwyższego szacunku. Proszę zauważyć – teraz przy rozwodzie sędzia bardzo często orzeka, ile kobiecie należy się za pełnienie funkcji matki i żony. Praca domowa jest już w jakiś sposób wyceniana.

GALA: Podoba mi się, że kongres zauważył „kobiety 60+”. Oswoiliśmy czterdziestkę, próbujemy pięćdziesiątkę, ale starszych kobiet nadal nigdzie nie ma. Nawet w prasie kobiecej porady modowe czy kosmetyczne kończą się na 50+.

 

JOLANTA KWAŚNIEWSKA: 50+ też prawie nie ma. A my jesteśmy! Spotykam cudne kobiety, które mają 70, 80 lat. Olga Lipińska, Xymena Zaniewska to wulkany energii. Z jaką przyjemnością zawsze patrzyłam na panią Irenę Sendlerową. Była promykiem słońca, miała najpiękniejszy uśmiech świata, cudne oczy. Emanowała z niej dobroć. To jest dla mnie niedościgniony wzór. Mówiła mi: „Jesteśmy do siebie podobne. Wie pani, jaki miałam pseudonim w AK? Jolanta”. Albo wspaniała pani profesor Skarga i profesor Janion, które też będą na kongresie. Musimy oswoić się ze swoim wiekiem. Postawić siebie na piedestale, z tymi latami, jakie mamy. Zastanowić się, co jeszcze możemy zrobić, co nam sprawia przyjemność, jak się ubierać. Nie ubierajmy się jak stare ciotki!

GALA: Pani łatwo godzi się z wiekiem?

JOLANTA KWAŚNIEWSKA: Myślę, że całkiem dobrze sobie z tym radzę. Nigdy nie ukrywam, ile mam lat. Celowo otwarcie Kliniki Onkologii Dziecięcej w Gdańsku robiłam 3 czerwca, w moje 50. urodziny. Zaprosiłam wielu gości z całego świata i ogromnie cieszyłam się, że taki wspaniały prezent zrobiłam sobie, a jednocześnie dzieciom. Dobrze się czuję w swoich latach. Wielu moich kolegów z podstawówki czy liceum mówi: „Jola, wyglądasz lepiej niż w młodości”. Pewnie dlatego, że jestem kobietą spełnioną, szczęśliwą. Każda z nas musi polubić siebie. Do tego też będę namawiała Polki na Kongresie. Często słyszę: „Pani ma świetną figurę”. Ale przyznaję, że muszę w to włożyć trochę wysiłku, bo kocham jeść. Gdy jesteśmy z mężem za granicą, chętnie chodzimy na lunche, kolacje. Lubimy wybieranie jedzenia, dobieranie do niego wina, rozmowy w miłym, mądrym towarzystwie.

GALA: To jak udaje się pani nie przytyć?

JOLANTA KWAŚNIEWSKA: Następnego dnia już o 7 rano wybiegam z hotelu. Na pewno nigdy nie zapomnę zabrać za granicę butów do biegania i stroju do joggingu. Jak jestem w Warszawie, uprawiam nordic walking. Każdego dnia robię 200 brzuchów, mimo że mam problemy z kręgosłupem. Nie jem słodyczy. Od czasu do czasu pozwalam sobie na rozpustę. Jak jesteśmy z mężem na nartach, jemy frytki, kiełbaski na stoku. Może w wieku 60 lat będę miała kilka kilogramów więcej. Najważniejsze: cieszmy się z życia, mówmy naszym bliskim, że ich kochamy.

GALA: Mówi to pani mężowi?

JOLANTA KWAŚNIEWSKA: Oboje mówimy to sobie bardzo często. Mąż zawsze, wracając ze świata, najpierw jedzie po kwiaty dla mnie. W naszym domu nigdy nie było cichych dni, potrafimy przeprosić. Rodzina zawsze była dla mnie najważniejsza. Ola często wpada późnym wieczorem, po całym dniu spotkań, żeby nas tylko uściskać. Zawsze w niedzielę jemy wspólnie obiad.

GALA: Dwa lata temu mówiła mi pani, że chciałaby zostać babcią.

JOLANTA KWAŚNIEWSKA: Marzę o tym. Ubóstwiam małe dzieci, nie przejdę spokojnie obok żadnego wózka, za piętę złapię, wycałuję łapki. Myślę, że będziemy z mężem dobrymi dziadkami. Już widzę, jak uczę wnuki jeździć na nartach, grać w tenisa.

GALA: Ola nie czuje pani presji?

JOLANTA KWAŚNIEWSKA: To nie jest żadna presja. Myślę, że Ola chce być mamą, ale jest osobą szalenie odpowiedzialną. Ma dość trudną sytuację, jej narzeczony jest bardzo związany z Gdańskiem, bo tam realizuje się zawodowo. Ola z kolei pracuje w Warszawie. W czasach narzeczeńskich nie ma problemu, żeby mieszkać i w Gdańsku, i w Warszawie. Ale mam wrażenie, że Oleńka nie chciałaby być taką weekendową mamą i żoną.

GALA: Denerwują panią ciągłe pytania o ślub Oli?

JOLANTA KWAŚNIEWSKA: Takie jest zapotrzebowanie medialne. Ostatnio, jak Oleńka wystąpiła gdzieś w bombce, to już mówiono, że jest w ciąży. Mam wrażenie, że to głównie paparazzi chcą jej szybkiego ślubu, żeby dobrze zarobić na zdjęciach. Oleńka ma bardzo fajnego, czułego, przesympatycznego chłopaka. Sami z Wojtkiem będą podejmować decyzje w tej kwestii.

GALA: Kolorowe gazety piszą, że wszystko już ustalone i że ślub będzie największym towarzyskim wydarzeniem tego roku.

JOLANTA KWAŚNIEWSKA: Absolutnie nie, bzdura. Na pewno nie w tym roku, żadnych planów dziecko nam nie zdradziło. Listy gości też nie ma, ani menu, ani wynajętego pałacyku. Wyobraźnia nie ma tu granic.

GALA: Jak Ola i jej narzeczony reagują na te nieustanne rewelacje?

JOLANTA KWAŚNIEWSKA: Przyzwyczaili się. Ola najbardziej obawia się różnego rodzaju głupich prowokacji. W ostatnią niedzielę, kiedy wyszła z radia, znalazła mandat za szybą samochodu. W niedzielę na parkingu, gdzie się nie płaci. Patrzy, stoi paparazzi i robi jej zdjęcia. Za chwilę gdzieś się te zdjęcia ukażą z komentarzem: „Kwaśniewska dostała mandat”. A że w niedzielę, włożony przez paparazzich – o tym czytelnik już się nie dowie. Nie sądziłam, że trzy lata po prezydenturze ciągle będą za nami jeździć, będą nas śledzić. Jesteśmy dobrze sprzedającym się towarem, za który dostaje się bardzo dobre pieniądze. Powiedziałam panu Przemkowi Stoppie, który stale za mną chodzi: „Wiem, bo chwalił się pan, że dostał za jedno z moich zdjęć 10 tysięcy. A czy przekazuje pan jakieś pieniądze na działalność charytatywną?”. Ostatnio znowu robił mi zdjęcia. Wtedy usłyszałam: „Mam pomysł, jak mogę pomóc charytatywnie”. Czekam na te ciekawe propozycje.