GALA: Wielkie niemodne okulary z grubymi szkłami, metalowy aparat korekcyjny na zębach, odstające uszy. Co taka ładna dziewczyna jak ty może wiedzieć o odczuciach brzyduli Uli?

JULIA KAMIŃSKA: Dobrze je znam. Bo to, czy ktoś jest ładny, czy brzydki, nie zależy od tego, jak wygląda, tylko kim się czuje. Kiedyś czułam się brzydka i tak też postrzegało mnie otoczenie. Teraz rozumiem, że w życiu każdej dziewczyny jest „brzydulowy” moment, kiedy ma się 14–15 lat. Mnie uważano za nieatrakcyjną. Chłopcy nie zwracali na mnie uwagi, dziewczyny nie zabiegały o przyjaźń. Przeżywałam to odtrącenie. Ale kiedy trafiłam do Teatru Wybrzeża , okazało się, że nie jest tak źle (śmiech). Moja bohaterka, Ula, jest ode mnie silniejsza, ponieważ uroda nie ma dla niej znaczenia. Zmienia zdanie dopiero wtedy, kiedy jej wygląd staje się powodem problemów.

GALA: Grałaś w teatrze?

JULIA KAMIŃSKA: Zawsze działałam w szkolnych teatrach. Na początku liceum trafiłam do Teatru Edukacyjnego Wybrzeża, w którym grywaliśmy spektakle dla szkół u boku profesjonalistów – aktorów Teatru Wybrzeże Zagrałam parę większych ról, m.in. Julię w „Romeo i Julii” i Hesię w „Moralności pani Dulskiej”.

GALA: Dziś masz agentkę i kilka ról filmowych na koncie, m.in. w serialach „Barwy szczęścia”, „Dylematu 5” i „Ja wam pokażę!”, gdzie zagrałaś Tosię, córkę Judyty. Całkiem nieźle jak na studentkę germanistyki.

JULIA KAMIŃSKA: Może po licencjacie z germanistyki pójdę do szkoły aktorskiej? Nie myślałam o tym wcześniej, ponieważ mieszkam w Gdańsku, gdzie nie ma takiej szkoły, a nie chciałam się wyprowadzać z domu. Kiedy jednak w ubiegłym roku grałam w „Ja wam pokażę!”, przez cztery miesiące mieszkałam w stolicy. I zahartowałam się. Kiedy jechałam na casting do serialu „BrzydUla”, zdawałam sobie sprawę z konieczności przeprowadzki, bo to główna rola.

GALA: A co na to twój chłopak? Przyjechał za tobą do Warszawy?

JULIA KAMIŃSKA: Obiecał, że przyjedzie. Teraz nie miałabym dla niego czasu, bo pracuję od rana do wieczora.

GALA: Rodzice wspierają cię w artystycznych dążeniach?

JULIA KAMIŃSKA: Oboje skończyli politechnikę, to ścisłe umysły, dlatego moje poczynania obserwują z dystansu. Ale są ze mnie dumni. I szczęśliwi, że robię coś, co mnie cieszy.

GALA: Byłaś grzeczną dziewczynką?

JULIA KAMIŃSKA: I raczej nudną (śmiech). Nie mam na koncie żadnych ucieczek z domu, kolczyków w języku, golenia się na łyso ani dopalaczy. Miałam dobry kontakt z rodzicami, ale za to nie najlepszy z rówieśnikami. Czułam się niedopasowana do środowiska, bo co innego mnie interesowało – stale przesiadywałam w teatrze. Więc przekornie tę inność podkreślałam strojem.

GALA: Jak?

JULIA KAMIŃSKA: Koleżanki chodziły w dżinsach i T-shirtach odsłaniających pępek. A ja lubiłam długie spódnice, nietypowo dobierałam kolory.

GALA: Bohaterka „BrzydUli” też ma kłopoty z nadążaniem za modą?

JULIA KAMIŃSKA: Jak najbardziej. Ula nosi ciuchy po mamie. Łączy nas też niedopasowanie do środowiska, uczucie, że nie jest się na swoim miejscu. Ona jest trochę prześladowana przez kolegów z pracy. Tego również zaznałam. Chodzimy też w podobny sposób i nie jest to dystynkcja damy. Robimy podobne miny. Oczywiście w Uli, jako postaci komicznej, wszystko jest trochę przerysowane.

GALA: W amerykańskiej wersji serialu Betty pracuje w magazynie mody „Mode”. Obowiązuje tam – przeciwna do twojej – zasada: „Jeśli jesteś inny, nie eksponuj tego”.

JULIA KAMIŃSKA: Zawsze uważałam, że najciekawsi są ci, którzy oferują coś oryginalnego. Na szczęście dziwność zrobiła się teraz modna.

GALA: Gdybyś miała określić siebie pięcioma przymiotnikami, jakie by były?

JULIA KAMIŃSKA: Miła, raczej uśmiechnięta, mocno zmęczona, umiarkowanie ambitna, otwarta na ludzi, bez uprzedzeń.

GALA: W castingu do roli Uli wygrałaś m.in. z Małgorzatą Sochą, Nataszą Urbańską, Weroniką Książkiewicz, Joanną Jabłczyńską. Jak tego dokonałaś?

JULIA KAMIŃSKA: Zrezygnowałam z ważnego kolokwium na Uniwersytecie Gdańskim i za namową agentki pojechałam na casting. Zagranie kogoś brzydkiego i niepewnego siebie wydało mi się ciekawe.

GALA: Jak się poczułaś, kiedy pierwszy raz zobaczyłaś siebie po charakteryzacji?

JULIA KAMIŃSKA: Długo się śmiałam. Na planie czasami nie mogę na siebie patrzeć, tym bardziej że wokół mnie jest tyle pięknych dziewczyn. Wyglądam prześmiesznie, ale się tym bawię. Magda Waligórska, która gra w serialu Anitę, dziwiła się, że wciąż się cieszę tą rolą. Jej koleżanki charakteryzowane na brzydule cierpiały – nie mogły się pogodzić ze swoim wyglądem. A trzeba mieć dystans.

GALA: Ty go masz?

JULIA KAMIŃSKA: Mam. Moim zadaniem jest zgodzić się na każdą charakteryzację.

GALA: Z czym było najtrudniej się oswoić w tej roli?

JULIA KAMIŃSKA: Z uszami. Strasznie mnie denerwują. Żeby odstawały, codziennie są podklejane specjalnymi wkładkami, do których dokleja się włosy. Do aparatu na zębach szybko się przyzwyczaiłam. Mam tylko problemy z utrzymaniem w karbach mimiki, bo na planie wciąż robię śmieszne miny. Pojechałam na sesję zdjęciową. Miałam być dużo ładniejsza nawet od samej siebie. No i proszę: piękny makijaż, włos, sukienka. Fotograf prosi: „Zdziw się”. A ja robię jedną ze swoich głupich min, czyli grymas z wywiniętą do góry wargą (śmiech).

GALA: Polska wersja „Brzyduli” jest dwunastą z kolei. Widziałaś którąś z nich?

 

JULIA KAMIŃSKA: Już w trakcie kręcenia zdjęć obejrzałam dwa odcinki amerykańskiej wersji i po parę scen niemieckiej, rosyjskiej oraz oryginalnej, kolumbijskiej. Nie po to, żeby się sugerować, ale z czystej ciekawości. Najbardziej podobała mi się America Ferrera. Jednak wszystkie aktorki grają podobnie. Więc staram się wzorować Ulę na sobie.

GALA: To twoja pierwsza główna rola. Denerwujesz się?

JULIA KAMIŃSKA: Na początku bałam się wszystkiego. Okropnie. To był straszny stres. Nie zapomnę pierwszego ujęcia. Scena była niemal bez tekstu, a ja drżałam ze strachu. Myślałam, że widać, jak mi się trzęsą nogi. Ale Wojtek Smarzowski, reżyser pierwszych 20 odcinków, bardzo mi pomógł. Powiedział, że mam świetną intuicję. A teraz jest coraz fajniej.

GALA: Betty, czyli polska Ula, to wzór dla outsiderów. Ale czy promowanie brzydoty w świecie, w którym obowiązuje kult młodości i piękna, nie jest hipokryzją?

JULIA KAMIŃSKA: Ula okazuje się wartościową osobą. Odnajduje się w pracy, zanim staje się ładna. Najfajniej by było, gdyby Marek, mężczyzna, w którym ona się zakochuje, odwzajemnił uczucie przed jej zewnętrzną przemianą. Jak będzie, nie wiem, bo czytałam tylko pierwsze 50 odcinków.

GALA: Trzeba więc pocałować żabę, zanim zamieni się w królewicza?

JULIA KAMIŃSKA: To by uzasadniło istnienie tego serialu. Może być pożyteczny i pomocny w leczeniu się z kompleksów. To, że jest się śmiesznym, jest sympatyczne, a nie złe. Każdy może być i żabą, i królewiczem. W zależności od tego, czy o siebie dba. Reszta zależy od punktu widzenia.

GALA: A nie od piękna, które się nosi w środku?

JULIA KAMIŃSKA: To też. Dopóki dla Uli uroda nie ma znaczenia, jest brzydka. Potem nagle okazuje się piękną kobietą. Ale to nie jest najważniejsze w jej życiu.

GALA: Jak sądzisz, czy selekcjonerzy modnych warszawskich klubów wpuściliby cię do środka w kostiumie brzyduli?

JULIA KAMIŃSKA: Słyszałam przedziwne historie o tych selekcjach. Mam ochotę to sprawdzić. Opowiem ci, jak to zrobię (śmiech).