GALA: Czy mam zapytać, dlaczego wy chcieliście mieć teatr czy dlaczego Emilian tego chciał?

JUSTYNA SIEŃCZYŁŁO: Dlaczego my chcieliśmy. Ale Emilian był ojcem, matką i dziadkiem. Natomiast ja jestem ciotką tego teatru.

EMILIAN KAMIŃSKI: Historia tego, jak niektórzy mówili, szalonego pomysłu sięga 23 lat wstecz. Wtedy w Warszawie pojawił się Joseph Papp, legenda nowojorskiego teatru, producent i reżyser. Sprowadził go tutaj mój teatralny autorytet, Janusz Warmiński. Po jednym z przedstawień panowie zaproponowali mi, żebym przysiadł się do ich stolika w bufecie. Jeszcze wtedy znałem trochę język angielski i zacząłem pytać Pappa, na czym polega ten cały teatralny show-biznes, o którym tutaj nawet nikt wtedy nie śnił. Ta, jak się dzisiaj okazuje, jedna z najważniejszych w moim życiu stolikowych rozmów trwała godzinę. Po niej coś we mnie uderzyło i zacząłem myśleć o własnej scenie.

GALA: Jak znaleźliście tę stuletnią kamienicę, w której zbudowaliście teatr?

EMILIAN KAMIŃSKI: Dzięki Halinie Judkowiak, wtedy szefowej warszawskiego Zarządu Domów Komunalnych, do której poszedłem w sprawie przydziału tej pracowni. Powiedziała: ,,Po co panu pracownia, sala prób? Człowiek teatru, taki jak pan, powinien mieć własną scenę”. Kiedy to usłyszałem, przypomniałem sobie Pappa, skojarzyłem tamto spotkanie z propozycją pani Haliny i zaczęliśmy krążyć po mieście w poszukiwaniu miejsca na teatr. Przemierzyliśmy dziesiątki piwnic i domów, również poza centrum, ale mnie ciągnęło do Śródmieścia.

GALA: Dlaczego?

EMILIAN KAMIŃSKI: Aleksander Bardini powiedział do mnie, kiedy jeszcze nie myślałem o teatrze: ,,Emilian, pamiętaj, ona (miał na myśli statystyczną kobietę) mieszka na warszawskim Ursynowie i kiedy chce iść do teatru, to musi jechać do centrum. Ona się umaluje, ubierze, szpilki założy... A on (mąż statystyczny) pojedzie za nią, bo jemu jest trochę bardziej wszystko jedno, ale chce, żeby ona była zadowolona” .

GALA: I trafiłeś wreszcie na to podwórko-studnię.

EMILIAN KAMIŃSKI: Szukaliśmy, szukaliśmy... Albo było brzydko, albo za drogo, albo za daleko. Pewnego dnia urzędniczka z ZDK powiedziała, że może jeszcze pokazać mi miejsce, w którym kiedyś mieściły się ich magazyny. Wchodzimy, stajemy na środku podwórza i pytam: ,,Gdzie te magazyny?”. A ona odparła, pokazując ręką: ,,Tu, za tą blachą”.

JUSTYNA SIEŃCZYŁŁO: Kiedy odkryliśmy tę blachę, to wszyscy pytali męża: „Idioto, co ty w tej ciemnej, brudnej dziurze widzisz?”.

EMILIAN KAMIŃSKI: Widziałem w tej dziurze teatr. Justynko, pamiętasz?

JUSTYNA SIEŃCZYŁŁO: Później siedzieliśmy całą noc w naszym ogrodzie w Józefowie nad planami tych magazynów.

EMILIAN KAMIŃSKI: I wszystko miałem już w głowie. Zobaczyłem wtedy, jak nasz Teatr Kamienica ma wyglądać.

JUSTYNA SIEŃCZYŁŁO: Emilian stworzył cały teatr oczami wyobraźni. On z zamiłowania jest też budowniczym, więc widział to wszystko od strony praktycznej. I uwierz mi, to, co sobie wtedy wymyślił, dzisiaj stoi. Niektórzy architekci, których prosiliśmy o pomoc, pukali się w czoło, kiedy słyszeli o pomysłach Emiliana. Twierdzili, że to się nie uda. Dzięki jego żelaznej konsekwencji i nadludzkiej pracy jednak się udało.

EMILIAN KAMIŃSKI: Moje marzenia nie mogą wisieć w powietrzu. Podchodzę do nich bardzo pragmatycznie.

GALA: Teatr Kamienica miała stworzyć z wami również Krystyna Janda. Wasze drogi się rozeszły. Dlaczego?

EMILIAN KAMIŃSKI: Zaprosiłem Krysię i mieliśmy wspólnie tutaj pracować. Przyjaźnimy się, studiowaliśmy przecież na jednym roku w dzisiejszej warszawskiej Akademii Teatralnej. Dlaczego nasze drogi się rozeszły? Ona i ja pracujemy inaczej. Jesteśmy różni, ale szanujemy się i lubimy. I myślę, że zadziałała tu obrona własnej suwerenności. Kiedy ona zaczęła budować swój teatr, siedziałem z jej wspaniałym mężem Edwardem nad ich planami i wspierałem ją. Zawsze może na mnie liczyć.

GALA: Janda otworzyła konkurencyjny teatr. Nie żałujesz, że się rozstaliście?

EMILIAN KAMIŃSKI: Uważam, że dobrze się stało.

JUSTYNA SIEŃCZYŁŁO: A to, jak działa jej Teatr Polonia, jest dla nas wskazówką. Podziwiamy Krysię, jest nam bliska i to ona nas połączyła. Bo poznaliśmy się z Emilianem podczas prób do spektaklu ,,Na szkle malowane”, który reżyserowała Krysia.

GALA: Zapłaciliście wysoką cenę, żeby zrealizować marzenia.

JUSTYNA SIEŃCZYŁŁO: Koszty psychiczne i emocjonalne, jakie ponieśliśmy, są olbrzymie. Kompletny brak czasu dla siebie. Na kilka lat zrezygnowaliśmy z życia rodzinnego i osobistego. To duża cena. Przejęłam opiekę nad synami i domem, próbując to łączyć z pracą zawodową. A Emilian to nawet nocuje w teatrze.

EMILIAN KAMIŃSKI: Stałem się ojcem dochodzącym. Wiem, że powinienem być tatą, który częściej kopie piłkę ze swoimi chłopcami. I to prawda, że sypiam w Kamienicy. O tutaj, na tej małej kanapie. Tylko, cholera, jest trochę ciasna. Nogi mi drętwieją.

GALA: Mówiłaś mi, że kiedy Emilian powiedział: ,,Chcę mieć teatr”, to się przestraszyłaś.

JUSTYNA SIEŃCZYŁŁO: Tak. I byłam zdystansowana do tego.

GALA: Powiedziałaś: ,,To nas wykończy i pójdziemy z torbami”?

JUSTYNA SIEŃCZYŁŁO: W pewien sposób nas to wykończyło. Tylko w ubiegłym tygodniu schudłam cztery kilogramy, a Emiliana siłą wypchnęłam na narty, bo bałam się, że dostanie zawału. Był już tak potwornie zmęczony.

GALA: Emilian usłyszał kiedyś od ciebie ,,nie” dla teatru?

 

JUSTYNA SIEŃCZYŁŁO: Nikomu, kto ma pasję i marzenia, nie można tak powiedzieć! Asekurowałam się wtedy, bo jestem... asekurantką. Jak każda kobieta. Mówiłam Emilianowi: ,,Jak nie teatr, to będzie coś innego”. Ale mężczyzna musi walczyć. Widziałam, jak błyszczały mu oczy, kiedy mówił o Kamienicy. Szybko się przekonałam, że to był trafny wybór, choć nie spodziewałam się aż tak dużych wyrzeczeń.

GALA: Przez ten teatr poznaliście się jeszcze bardziej?

JUSTYNA SIEŃCZYŁŁO: Boże!... Emiliana poznać jeszcze bardziej (śmiech). My się przede wszystkim bardzo przyjaźnimy. I to dzięki temu się jeszcze nie pozabijaliśmy i nie rozwiedliśmy.

EMILIAN KAMIŃSKI: Poza tym, że połączyła nas miłość, że jesteśmy małżonkami, to jesteśmy przyjaciółmi. Nie wiem dlaczego pewna ważna pani się buntuje, kiedy tak mówię.

JUSTYNA SIEŃCZYŁŁO: Chyba nie zrozumiałeś mojej mamy do końca...

EMILIAN KAMIŃSKI: Nie mam lepszego opiekuna od Justyny.

GALA: Porozmawiajmy teraz o finansach. Włożyliście w ten teatr oszczędności waszego życia?

EMILIAN KAMIŃSKI: Tak. Również pieniądze za sprzedane mieszkanie w Warszawie. Do tego zaciągnęliśmy dwa kredyty na ponad cztery miliony złotych. I przypominam: to nie nasz prywatny teatr, tylko teatr wybudowany przez nas dla stolicy.

JUSTYNA SIEŃCZYŁŁO: Ale w porównaniu z nakładem pracy, czasu, serca, które tu zostawiliśmy...

EMILIAN KAMIŃSKI: ...daj, Kicia, powiedzieć. Ona lubi bardzo za mnie mówić. Lula, nie podpowiadaj mi...

GALA: W pewnym momencie waszej inwestycji groziło bankructwo. Co się stało?

EMILIAN KAMIŃSKI: Postaraliśmy się o dotację z Unii Europejskiej. Żeby jednak dostać te pięć milionów złotych, zażądano od nas poręczenia na... osiem milionów złotych. Prościej. Dostaniesz pięć, jak będziesz miał zabezpieczenie na osiem...

GALA: Niewyobrażalne pieniądze.

EMILIAN KAMIŃSKI: Wysłano mnie z urzędu do banku: ,,Tam dostanie pan poręczenie na taką sumę” – usłyszałem. W banku natomiast powiedzieli: ,,Oczywiście, ale najpierw poprosimy o osiemset tysięcy złotych prywatnych pieniędzy. Dopiero po tym dostanie pan poręczenie”. Pięć razy odsyłano mnie z kwitkiem. Wiele osób, o czym mogę teraz powiedzieć, nie chciało, żeby ten teatr powstał.

GALA: Kto was uratował?

EMILIAN KAMIŃSKI: Rada miasta Warszawy i prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz. Bardzo dużo życzliwości okazali też kolejni ministrowie kultury: Waldemar Dąbrowski, Kazimierz Ujazdowski i Bogdan Zdrojewski oraz wielu wspaniałych ludzi, których mieliśmy szczęście spotkać na naszej drodze.

GALA: Kamienica pochłonęła was tak bardzo, że niemal przestaliście grać.

EMILIAN KAMIŃSKI: Dotyczy to głównie mnie. Choć starałem się występować jak najwięcej, żeby zarabiać pieniądze na budowę. Kiedy teraz rozmawiamy, to myślę, że tak naprawdę to nie zrezygnowałem z aktorstwa nawet w jednym procencie.

GALA: Tak?

EMILIAN KAMIŃSKI: Przecież jestem aktorem i mam prawo tworzyć, budować teatr. To najpoważniejsza rola, jaką kiedykolwiek zagrałem.

JUSTYNA SIEŃCZYŁŁO: Zaczęliśmy z Emilianem grać, czego nigdy wcześniej nie robiliśmy, w ramach barterów z firmami, które urządzały nam teatr. Podłogę i wiele innych rzeczy w Kamienicy wykończyliśmy dzięki temu, że oboje wystąpiliśmy przed kim trzeba.

GALA: Macie swój teatr i teraz sami możecie siebie obsadzać. Tak jak wy chcecie.

JUSTYNA SIEŃCZYŁŁO: Niezależność jest jak afrodyzjak. Kiedy gram w ,,Moim dzikusie”, to wiem, że jeżeli coś nie wyjdzie, mogę mieć pretensje wyłącznie do siebie.

EMILIAN KAMIŃSKI: Może jeszcze do techniki. Nie uwierzysz, że rzadziej sprzeczaliśmy się z Justyną podczas trwania tej ciężkiej budowy niż na scenie, kiedy reżyserowałem jej spektakl. Ona bije się wtedy o swoje. To bardzo waleczna aktorka.

GALA: A jak reżyserujesz dla Justyny, to jest dalej twoją żoną czy tylko aktorką?

EMILIAN KAMIŃSKI: W ogóle nie pozwalam, żeby była wtedy żoną. Jaka żona? Tutaj pracujemy. Jestem reżyserem, a ona aktorką. Justyna chciałaby korzystać z tego, że jestem jej mężem. Żeby pozwolić sobie na jakiś luz. Lula, żoną to ty jesteś w domu.

JUSTYNA SIEŃCZYŁŁO: Akurat! Kiedyś może i byłam.

GALA: W Kamienicy pracuje również twoja córka Natalia.

EMILIAN KAMIŃSKI: Jest bileterką. Bardzo chce nam pomagać. Interesuje się prawem i matematyką. Świetnie się uczy.

JUSTYNA SIEŃCZYŁŁO: A nasz starszy syn, 11-letni Kajetan pyta często: ,,Mamo, tato, czego mam się uczyć, żeby wam pomóc, jak dorosnę”?

EMILIAN KAMIŃSKI: Nie ukrywam, że chciałbym, żeby Kamienica to był nasz rodzinny interes.

GALA: Jak szukacie artystów, którzy u was pracują?

EMILIAN KAMIŃSKI: Kiedy przychodzi do mnie aktor i mówi, że chce u nas grać, to go pytam: ,,Na co chorujesz?”. Myślę o roli, którą chciałby zrobić. Podobnie jest z reżyserami.

JUSTYNA SIEŃCZYŁŁO: Emilian spełnia ich pragnienia. Jak przychodzi do niego reżyser, trzymając w ręku egzemplarz sztuki, którą chce wystawić, to on go pyta: ,,Czy nie możesz przez nią spać? Ona cię męczy? Ile lat już z nią chodzisz?”.

GALA: Będziecie musieli walczyć o każdego widza. W Warszawie pojawiło się wiele nowych teatrów: Polonia, Capitol, scena Marcina Kwaśnego.

EMILIAN KAMIŃSKI: To prawda, ale nie boję się konkurencji. Jeden wieczór widz będzie spędzał u nas, a drugi w Polonii. Nasz teatr będzie otwarty dla specyficznego odbiorcy. Który lubi teatr. To będzie miejsce kulturalnie towarzyskie. Ono ma repertuarowo nie odbierać człowiekowi chęci do życia. Chcę wrócić do idei przedwojennej Warszawy, kiedy to teatr był pretekstem do tego, żeby integrować widzów z twórcami. Przed wojną w stolicy było 140 teatrów. A w Atenach jest obecnie 200 scen, które mają widzów. Ile razy, wychodząc z teatru, widzowie pytają: ,,Gdzie teraz idziemy?”.

GALA: Sam o to pytam.

 

EMILIAN KAMIŃSKI: Widzisz. U nas widzowie nie będą musieli gdzieś iść, tylko będą zostawać w Kamienicy, bo mamy barek, kawiarnię, a wkrótce będzie też restauracja. Będziemy wykorzystywać to miejsce nie tylko teatralnie. Konstrukcje scen i widowni są tak pomyślane, że kiedy się na nich nie gra, to można organizować tam wykłady, sympozja biznesowe. Będziemy mieli do zaoferowania naprawdę ciekawe sposoby na spędzenie kulturalnego wieczoru czy dnia.

JUSTYNA SIEŃCZYŁŁO: Dwa lata temu byliśmy z Emilianem w sławnej na cały świat operze w Sydney. Poszliśmy tam trzy godziny przed spektaklem. I zastaliśmy tłumy! Kelnerki biegały jak oszalałe. Ludzie przyszli do opery, żeby pobyć ze sobą, porozmawiać, a później obejrzeć przedstawienie. Wtedy pomyśleliśmy, że Kamienica to będzie teatr i coś jeszcze.

GALA: Widziałem, że traktujecie widzów jak swoich przyjaciół, rodzinę. Przed spektaklem Justyna albo ty witacie ich w szatni jeszcze przed wejściem na salę.

JUSTYNA SIEŃCZYŁŁO: Zmniejszamy dystans między nami a nimi. A oni tego pragną. Przyjmujemy ich trochę jak w domu

EMILIAN KAMIŃSKI: Chciałbym, żeby ten teatr był przedłużeniem ich domu. Tworzyłem w stanie wojennym teatr domowy i staram się przenosić tutaj atmosferę sprzed lat. W tamtym nieszczęściu była jakaś cudowna atmosfera. Zabiegam o to, żeby w Kamienicy również się ją czuło.

GALA: Czego dowiedzieliście się o życiu przez te siedem lat remontu i budowania teatru?

JUSTYNA SIEŃCZYŁŁO: Że nie ma rzeczy niemożliwych. Że warto walczyć, choć trzeba nieraz za to drogo zapłacić.

GALA: Ten teatr to spełnienie waszych marzeń i pragnień?

EMILIAN KAMIŃSKI: Dla mnie to jest… nareszcie jest...

GALA: Justyna mówiła mi, że nie chce zostać dyrektorową w teatrze.

EMILIAN KAMIŃSKI: Bo dyrektor nie pasuje do Kamienicy.

JUSTYNA SIEŃCZYŁŁO: Za dużo serca w nią włożyliśmy, żeby dyrektorować.