Skandal, który kosztował Kamila Durczoka jego wizerunek i karierę, nadal budzi ogromne emocje. Wszystko zaczęło się od szokujących publikacji tygodnika "Wprost", które relacjonowały wspomnienia współpracowników byłego szefa "Faktów". Został on przedstawiony jako tyran stosujący mobbing i molestujący seksualnie swoich pracowników. 

Doniesienia pisma częściowo potwierdziła powołana przez zarząd TVN komisja, która zbadała te rewelacje i ustaliła, że Durczok w przypadku trzech pracowników zachowywał się "nieodpowiednio". Na skutek tego dziennikarz pożegnał się z pracą w stacji, a ofiarą jego zachowań wypłacono sześciokrotność miesięcznej pensji.

29 września w warszawskim sądzie rozpoczął się wreszcie proces w sprawie, jaką Durczok wytoczył przeciwko redakcji tygodnika "Wprost". Dziennikarz żąda od redaktorów pisma oficjalnych przeprosin i aż 7 milionów złotych odszkodowania! 

Proces właśnie dobiegł końca z wyrokiem po części satysfakcjonującym byłego szefa "Faktów". Dziennikarz dostanie 500 tysięcy złotych odszkodowania. Wyrok w sprawie jest jeszcze nieprawomocny, a wydawca tygodnika "Wprost" już zapowiedział apelację. 

W ocenie wydawcy Wprost, wyrok jest skandaliczny. Godzi w wolność prasy urzeczywistniającej się jako prawo do informowania społeczeństwa o sprawach ważnych. Z pewnością sprawą bulwersującą, a zarazem wymagającą ujawnienia, była kwestia obyczajności Kamila Durczoka - redaktora naczelnego głównego programu informacyjnego wiodącej stacji telewizyjnej w Polsce. Przepraszanie i ponoszenia jakiegokolwiek ciężaru finansowego za pisanie prawdy jest niezgodne z ideą państwa wolnego - także od cenzury - powiedziała w rozmowie z mediami Paulina Piaszczyk, radca prawny Wprost.

Kamil Durczok przywitał nowy dzień z uśmiechem na ustach:

»PRZECZYTAJ TAKŻE: KAMIL DURCZOK Edward Miszczak nie ma złudzeń, co do jego przyszłości! 

Jesteśmy też na Facebooku i na Instagramie!