Niedawno głośno było o jego zapowiedziach dołączenia do którejś z kolejnych płyt filmu porno z własnym udziałem. Trzy lata temu skandal wywołała okładka „Rolling Stone”, na której wystąpił w koronie cierniowej. Jako jedyna gwiazda rapu upomniał się też o prawa gejów (sam jest rozpasanym hetero), czym naraził się na krytykę czarnych macho- -braci w hip-hopie. Na szczęście nowa płyta broni się samą muzyką. Kanye daleko odchodzi tu od raperskiej rymowanki na rzecz romansu z automatem perkusyjnym Roland TR-808 – stąd pierwszy człon tytułu – i elektronicznego przetwornika głosu autotune. Z kolei „Heartbreak” (ang.: złamane serce) wyraża ból po stracie zmarłej przed rokiem matki – o czym w tekstach. Powstała płyta niezwykła, niesztampowa, wizjonerska.

Kanye West, „808s & Heartbreak”, Universal Music