Spóźnia się, ale wpada do japońskiej restauracji niedaleko swego mieszkania w centrum Warszawy tak rozpromieniona, że trudno mieć jej to spóźnienie za złe. W zasadzie nie wiedziałam, czy spodziewać się blondynki czy brunetki, bo podczas konkursu Premier w Opolu Kasia zaprezentowała kompletnie zmieniony image. „Od jakiegoś czasu myślałam o tym, żeby kupić czarną perukę, żeby mieć święty spokój z paparazzi” – mówi, wertując kartę. „Jak będę chciała zjeść obiad w podrzędnym barze w trasie, to nikt nie zwróci na mnie uwagi i będę miała luz”. Okazało się, że peruka tak się spodobała stylistce Kasi, że musiała wystąpić w niej w Opolu. Zamawia ulubioną kaczkę po tajsku. „Schudłam w Opolu 5 kg, więc mogę poszaleć – żartuje. – Spóźniłam się, bo kupowałam namiot. Jedziemy na Słowację z przyjaciółmi. Zakładam perukę i w drogę! Przyjaciele mnie proszą: »Cere, ale żadnych szpilek!«. Więc biorę tylko dresy”.

GALA: Upokorzona po Opolu?

KATARZYNA CEREKWICKA: Nie! Napisano, że płakałam, co oczywiście jest bzdurą. Niech mi chociaż jeden reporter pokaże łzę na jakimkolwiek zdjęciu! Reporterzy specjalnie mnie odprowadzali do samochodu, a ja im na to: „Koledzy, łez tu nie będzie. Bo są ważniejsze powody do płaczu”.

GALA: Jakie?

KATARZYNA CEREKWICKA: Prywatne.

GALA: Odbierają ci nagrodę, którą właśnie się cieszyłaś i to cię zupełnie nie poruszyło?

KATARZYNA CEREKWICKA: Nie poruszyło mnie to. I powiem ci więcej. Ja nawet nie patrzyłam na tablicę wyników. Bo nie ma sposobu na to, żeby zjednać sobie serca całej publiczności. Chcę zaśpiewać jak najlepiej i dać dobry show. A jak to będzie oceniane później – na to nie mam wpływu. Rzeczami, na które nie mam wpływu, po prostu się nie przejmuję. Potrzymałam sobie nagrodę w rękach i już.

GALA: Ale dlaczego akurat tobie się to przytrafia?

KATARZYNA CEREKWICKA: Dobre pytanie. To jest program na żywo, dzieją się różne cuda. Ale dlaczego takie cuda zdarzają się tylko mnie? Powiedziałam organizatorom: „Zaproście mnie w przyszłym roku – gwarantuję, że znowu coś dziwnego się wydarzy”. Moi znajomi w ogóle już nie reagują na takie sytuacje. Przyzwyczaili się, że Cere ma dziwne wpadki.

GALA: To powiedz o innych „przypadkach Cery”.

KATARZYNA CEREKWICKA: Poczynając od nazwiska. Nazywano mnie już: „Cerek-Wilka” albo „Cere Kwika”. Tylko mnie się może przytrafić mandat w pociągu, gdy jadę spóźniona na egzamin. Muszę wsiąść akurat w ten jeden jedyny pociąg na siedem, w którym nie można kupić biletu u konduktora. Więc sterczę pod przedziałem i oglądam konduktorów palących papierosy, którzy traktują mnie jak złoczyńcę, bo akurat zostawiłam dowód w hotelu, a panie przez megafon literują moje nazwisko. Co za wstyd, bo jestem już znana! Za dawnych czasów notorycznie wlepiano mi mandaty w komunikacji miejskiej. Znajdowałam bilet, dopiero jak mnie spisano i jak już się rozeszliśmy.

GALA: Od dziecka tak miałaś?

KATARZYNA CEREKWICKA: Nic w życiu nigdy nie przychodziło mi łatwo. Aż boję się cieszyć sukcesami.

GALA: Czy ty nie za często rezygnujesz z walki?

KATARZYNA CEREKWICKA: Tak zostałam wychowana. Jak trzeba o coś powalczyć, to powalczę. Ale jak widzę, że nie ma sensu się spinać, to rezygnuję z walki. W życiu nie chodzi tylko o nagrody.

GALA: A może w życiu chodzi o skandal?

KATARZYNA CEREKWICKA: To prawda. Znowu jestem na pierwszych stronach gazet tylko dlatego, że ktoś się pomylił. Ale pocieszam się, że tym razem nikt nie skrytykował mojej sukienki i nikt nie napisał, że jestem gruba.

GALA: Zachowałaś się z klasą, byłaś opanowana. Czemu to zawdzięczasz?

KATARZYNA CEREKWICKA: Kiedy 11 lat temu odbierałam nagrodę w „Szansie na sukces”, to dziennikarze prosili: „Czy mogłabyś chociaż poudawać, że się cieszysz?”. Ja nie umiem się uzewnętrzniać. Poza tym sama jestem z siebie dumna, bo nie wiedziałam, że jestem tak opanowaną osobą, że potrafiłam to przyjąć z takim spokojem. Podchodzili do mnie ludzie i histeryzowali. A ja mówię: „Przestańcie, nie wytrzymam tego użalania się”.

GALA: Co dziwnego jeszcze przytrafiało ci się na scenie?

KATARZYNA CEREKWICKA: Kiedyś na koncercie we Wrocławiu na środku sceny stał taki ładny, wiklinowy koszyczek. I ja sobie wymyśliłam, że tak sobie usiądę na tym koszyczku i zaśpiewam balladę. Jak usiadłam, to on się zarwał. Ludzie się śmiali, a ja razem z nimi. Innym razem zostałam obrzucona jajkami podczas koncertu. Kwituję taką sytuację: „Drodzy państwo, dzięki Bogu one są świeże”.

GALA: „Żelazna dama polskiej sceny”? Nic nie jest w stanie cię ruszyć?

KATARZYNA CEREKWICKA: Bolą mnie rzeczy prywatne, niezwiązane z zawodem.

GALA: Jesteś zbyt wyluzowana. Nie masz w sobie pasji rywalizacji, a bez niej nie zajdziesz daleko.

KATARZYNA CEREKWICKA: Nie zależy mi na zdobywaniu nagród, krytykę mam w nosie. Gdy zaczynałam, przejmowałam się tym. Bolały zwłaszcza rzeczy dotyczące mego wyglądu. Mówi się w branży: „Co się nie dośpiewa, to się dowygląda”. Nie chcę, by tak o mnie mówiono.

GALA: Twoje życie to sinusoida: najpierw wielkie zwycięstwo w „Szansie na sukces”, potem długa cisza. Już wydaje się, że po kolejnej płycie będziesz na topie, ale jednak nie dostajesz się na parnas show-biznesu. Fatum nad tobą ciąży?

 

KATARZYNA CEREKWICKA: Jakoś nie mam szczęścia. To samo było w Sopocie dwa lata temu, gdzie wszyscy mówili: „Kaśka, jesteś faworytem”, „Na bank wygrasz”. I już nawet zaczęłam w to wierzyć, bo na próbach szło mi świetnie. Po czym nagle okazało się, że wychodzę na scenę i nie mam odsłuchu. Śpiewam cały numer ćwierć tonu za wysoko. To boli, to wkurza.

GALA: Za co show-biznes może cię nie lubić?

KATARZYNA CEREKWICKA: Może mam za dużo kilogramów?

GALA: A masz?

KATARZYNA CEREKWICKA: Bywa różnie.Trochę zrzuciłam ostatnio. Zostawiłam w Opolu pięć kilo w tydzień. To nawet nie była kwestia stresu. Tam cały czas czeka się na próbę. Człowiek zje dwie łyżki zupy i już go wzywają. Zapomina się o jedzeniu w tym całym zamieszaniu.

GALA: Za to wrzodów żołądka można się nabawić.

KATARZYNA CEREKWICKA: Już mam wrzody i zespół jelita wrażliwego. Zdiagnozowane w styczniu. Ale każdy artysta w tej branży ma nerwicę.

GALA: Ty też? Jaką?

KATARZYNA CEREKWICKA: Jednego dnia mogę zagadać na śmierć, a drugiego dnia milczę i nie mam ochoty na jakikolwiek kontakt.

GALA: Czujesz przekleństwo losu?

KATARZYNA CEREKWICKA: Nie. Myślę po prostu, że mój czas jeszcze nie nadszedł.

GALA: Po 11 latach śpiewania tak mówisz!?

KATARZYNA CEREKWICKA: Tak. Po 11 latach. Zawsze chciałam tworzyć muzykę, mieć grupę fanów, ale nie marzyłam o sławie. Gdyby nagle to wszystko się skończyło, to nie będę płakać. Bo ja już osiągnęłam swoje cele.

GALA: Jesteś przygotowana na największą porażkę: wypadnięcie z rynku?

KATARZYNA CEREKWICKA: Tak. Wtedy mogłabym uczyć muzyki w szkole. Myślałam też o specjalizacji muzykoterapeutycznej. Mogłabym pracować z dziećmi niepełnosprawnymi, z rodzin rozbitych albo leczyć depresje.

GALA: To co cię pchało na scenę?

KATARZYNA CEREKWICKA: Stojąc w chórku, wiedziałam, że i tak kiedyś stanę z przodu. Nie było innej opcji. Moim napędem jest miłość do muzyki, choć może się to wydawać śmieszne.

GALA: A nie limuzyna, czerwony dywan?

KATARZYNA CEREKWICKA: Nie czerwony dywan stwarza artystę. Wychowałam się w normalnej rodzinie, w której się nie przelewało, i w niczym nie czuję się lepsza od zwykłego człowieka.

GALA: Jesteś lepsza, bo masz talent.

KATARZYNA CEREKWICKA: Talent? Mam energię, którą oddaję innym. Po tym feralnym dniu w Opolu dowiedziałam się, że zmarła moja babcia. Natępnego dnia miałam koncert w Krakowie. Stwierdziłam, że nie zaśpiewam, nie wyjdę na scenę, poryczę się, nie dam rady. Cały dzień przepłakałam, ale koncertu odwołać nie można było. Jednak kiedy weszłam na scenę, ludzie przywitali mnie tak ciepło po tym Opolu, że na moment zapomniałam o babci. To właśnie daje scena: wolność, zapomnienie o samotności, o problemach. To jest niesamowita energia.

GALA: Rozstałaś się ze swoim ukochanym Robertem po 5 latach.

KATARZYNA CEREKWICKA: Jestem sama i to nie był mój wybór.

GALA: Jak to nie twój?! Rozstałaś się z Robertem, bo on nie chciał żyć w Polsce, a ty nie chciałaś rezygnować z kariery i wyjeżdżać z nim do Holandii.

KATARZYNA CEREKWICKA: Mój zawód daje mi szczęście.

GALA: A mężczyzna jest tylko i wyłącznie dodatkiem?

KATARZYNA CEREKWICKA: Nie, ale powinien być wsparciem w różnych sytuacjach.

GALA: Więc dlaczego się rozstaliście?

KATARZYNA CEREKWICKA: Były uczucie i prawdziwa miłość, ale się skończyły.

GALA: Więc to nie był tragiczny wybór?

KATARZYNA CEREKWICKA: To nie tak, że ja zatrzasnęłam drzwi Robertowi przed nosem i on odszedł. Razem doszliśmy do wniosku, że nam się nie uda. Najpierw mieliśmy plan, że skończę studia, pojadę do Holandii i będę tam mieszkać. Ale w Holandii mi się nie podobało. Druga opcja była taka, że urządzimy gniazdko w Polsce i Robert tu do mnie przyjedzie. I przyjechał. Ale miał kryzys.

GALA: Co go najbardziej stresowało?

KATARZYNA CEREKWICKA: W Holandii wszystko jest poukładane. Tam, jak się szuka pracy, to od razu mówią, jaka jest pensja, u nas jest to sprawą drugorzędną. W Holandii nie zmienia się pasa na podwójnej ciągłej. Nieważne, czy jest policja w pobliżu, czy nie. Nie ma spóźniania się z zapłaceniem raty.

GALA: Dopóki to był związek na odległość, trwał. Rozsypał się, gdy zamieszkaliście razem.

KATARZYNA CEREKWICKA: Mieszkając ze sobą, tylko utwierdziliśmy się w przekonaniu, że się kochamy. On po prostu nie był gotowy na to, że paparazzi robią mu zdjęcia, gdy jest ze mną, a następnego dnia w pracy koledzy pytają, po co pracuje, zarabiając grosze, skoro mogę go utrzymywać. To był honorowy facet i bolało go, że nie może mnie zabrać na kolację, bo i tak ja będę musiała zapłacić. Tłumaczyłam mu: „Utrzymywałeś mnie trzy lata, to możeszteraz spokojnie leżeć i nie pracować przez najbliższe trzy”.

GALA: I to go tak stresowało?

KATARZYNA CEREKWICKA: Robert nie pasował do mojego świata. Z przerażeniem patrzył, jak się męczę. Że moja praca nie kończy się o 16, że wracam z koncertów i mam setki spraw zawodowych, że nie idę spać po czterech dniach harówy.

GALA: Może ty w tę pracę uciekałaś z lęku przed bliskością?

KATARZYNA CEREKWICKA: Nie wiem, kto tu uciekał przed bliskością. Chciałabyś usłyszeć, że twój facet wyjeżdża i wróci do ciebie, kiedy twoje życie się zmieni? To są ostatnie słowa, jakie kobieta chce usłyszeć.

GALA: Wolałabyś, żeby powiedział: „Jestem obok. Jak już skończysz, to przyjdź i przytul się”?

 

KATARZYNA CEREKWICKA: Tak było przez jakiś czas. Starałam się nie widzieć, że mój mężczyzna po prostu więdnie. Myślałam, że to minie, że się przyzwyczai do polskiej rzeczywistości. Na pytanie, czy wszystko jest OK, milczał, bo nie chciał mi dodawać stresu. Myślę, że może to wynika z faktu, że byliśmy za długo sami. Oboje jesteśmy samotnikami.

GALA: Związek sprawdza się właściwie wtedy, kiedy jest stres czy kryzys.

KATARZYNA CEREKWICKA: Przechodziliśmy przez moją czteromiesięczną depresję i Robert bardzo się wtedy sprawdził.

GALA: Jak wyglądała depresja w twoim wykonaniu?

KATARZYNA CEREKWICKA: Klasyczna: leży się plackiem i się nie je, nic się nie robi. Nie wychodzi się z łóżka, nie chce się człowiekowi kąpać, z nikim rozmawiać. Zamyka się żaluzje i płacze na zmianę z patrzeniem w sufit.

GALA: Gdzie Robert wtedy był?

KATARZYNA CEREKWICKA: Przy mnie. On mnie z depresji wyciągnął. Jak było bardzo źle, on płakał ze mną.

GALA: Jak to pokonaliście?

KATARZYNA CEREKWICKA: Któregoś dnia było u mnie pogotowie, bo się zaczęłam dusić. Wpadłam w panikę, że umieram. Po tych wszystkich przejściach parę dni później przyjaciółka kazała mi wstać i jechać do Zakopanego. Pamiętam, jak popatrzyłam tam na niebo, na góry i pomyślałam: „Mam 24 lata, wszystko przede mną, a chmury takie piękne”. I powiedziałam sobie, że to jest ostatni rok, kiedy próbuję i jeżeli teraz mi się nie uda, to rzucam to wszystko, zapominam o śpiewaniu i o muzyce.

GALA: I zabrałaś się do pracy, nagrałaś płytę. Może Robert był zazdrosny o twoje sukcesy?

KATARZYNA CEREKWICKA: Wręcz przeciwnie, zawsze mnie wspierał. Robert całe życie pracował, też nie miał lekko. Zaczynał od zera, a tu w Polsce po prostu nie zdawał egzaminu jako mężczyzna. Nie dało się ukryć, że moja praca przy całym stresie bardzo mnie satysfakcjonuje. I to było nie do rozwiązania.

GALA: Polska codzienność was zabiła?

KATARZYNA CEREKWICKA: Polska rzeczywistość, a nie codzienność. To nie było tak, że Robert przestraszył się, bo któregoś dnia zobaczył mnie z maścią przeciwtrądzikową na twarzy. Widziałam, że nie jest szczęśliwy. Kocha mnie i dlatego jest ze mną, ale nie realizuje się. On uwielbiał swoją pracę w Holandii, pracował na swój sukces przez wiele lat i ciężko mu było z tego zrezygnować.

GALA: Nie jest ci żal, że go już nie ma przy tobie?

KATARZYNA CEREKWICKA: Było mi przykro, ciężko, ale już się pozbierałam. Może ja powinnam być sama, bo do nikogo nie pasuję albo nikt nie pasuje do mnie? Nadal jednak czekam z nadzieją na nową miłość.

GALA: I nie boisz się, że za parę lat obejrzysz się w tył i powiesz: „Żałuję”?

KATARZYNA CEREKWICKA: Nie, nie powiem. Bo tych kilka lat w szczęśliwym zwiazku wystarcza mi na całe życie. A właściwie, dlaczego uważasz, że ja sobie nigdy nie ułożę życia?

GALA: Bo zbyt ostentacyjnie skupiasz się na pracy.

KATARZYNA CEREKWICKA: Choroba, coś w tym musi być, bo ostatnio Elżbieta Zapendowska powiedziała mi: „Cerekwicka, nie łudź się i tak skończysz sama. Wszystkie wokalistki są same. Jesteście za silne i po prostu faceci się was boją”.

GALA: Święte słowa. Mężczyźni nie lubią silnych kobiet.

KATARZYNA CEREKWICKA: Zawsze mnie przerażało, gdy widziałam moje koleżanki z fatalnymi partnerami. One wolały złe związki niż samotność. A ja wolę być sama niż męczyć się z kimś, kto nie może znieść mojej siły, indywidualności.

GALA: Czym w takim razie wypełniasz pustkę po Robercie?

KATARZYNA CEREKWICKA: Pracą. Zapisałam się na prawo jazdy, na angielski, na siłownię.

GALA: To smutne.

KATARZYNA CEREKWICKA: Nie przesadzaj! Dla mnie mężczyzna nigdy nie był priorytetem. Zawsze uważałam, że przyjdzie na to czas. Nie należę do kobiet, które od dziecka marzą o ślubie. Po prostu nie mam takiej opcji w głowie. Mnie samą to dziwi. Patrzę na moich rodziców, którzy są cudownym małżeństwem. Dlaczego nie wyniosłam z domu takiego modelu, żeby mieć męża i dziecko? Marzyłam natomiast, żeby mieszkać w Warszawie, mieć swoje mieszkanie, tworzyć muzykę, pisać teksty, ale jakoś nigdy nie było w tych marzeniach mężczyzny koło mnie.

GALA: Dla ciebie samotność nie jest czymś strasznym?

KATARZYNA CEREKWICKA: Nie.

GALA: A jednak wydaje mi się, że ty tak naprawdę nie doświadczyłaś jeszcze gorzkiej strony samotności.

KATARZYNA CEREKWICKA: Od 11 lat jestem sama w wielkim mieście! Jak palec, więc o samotności to już wiem wszystko, wierz mi.

GALA: Gdybyś naprawdę jej doświadczyła, to byś przed nią uciekała.

KATARZYNA CEREKWICKA: Ale z samotnością mi do twarzy. Kiedyś wynajmowałam mieszkanie u fajnej kobiety. Po pół roku przyszła i nakrzyczała na mnie, że nigdy do niej nie przyjdę porozmawiać, poplotkować. Lubiłam tę kobietę, ale jakoś nie przyszło mi do głowy, że ona może chcieć kontaktu. Tak już mam.

GALA: Masz przyjaciółkę?

KATARZYNA CEREKWICKA: Mam ich kilka w Koszalinie, jeszcze z podstawówki. Od 11 lat mam jedną w Warszawie. Taką prawdziwą, z którą wiadomo, miałyśmy wzloty i upadki, ale wszystko przetrwałyśmy. Jak w dobrym małżeństwie. Śmiejemy się, że skończymy jako dwie staruszki w nadmorskim kurorcie.

GALA: Kiedy tak cię słucham, myślę, że oddałaś Roberta jak tę nagrodę w Opolu. Walkowerem.

KATARZYNA CEREKWICKA: Zgoda. Trochę walkowerem oddałam go losowi, ale zrobiłam to z miłości. Na pewno nie potrafiłabym człowieka uszczęśliwiać na siłę. Zrezygnowałam z uczucia dla jego szczęścia.

GALA: Co ci dało to rozstanie?

KATARZYNA CEREKWICKA: Stałam się silna.

GALA: Ale też z wiekiem coraz trudniej otworzyć się na innych...

 

KATARZYNA CEREKWICKA: Chyba się coraz bardziej otwieram. Zauważyłam, że są faceci, którzy potrafią mnie zrozumieć. W Opolu jeden z kolegów po tej całej aferze podchodzi i pyta: „Jak się czujesz?”. Odpowiedziałam, że super, a on na to: „Chodź, przytul się”. Czyli są mężczyźni, którzy się mnie nie boją i wiedzą, jaka jestem.