GALA: Wyszłaś za mąż, niedługo urodzisz dziecko, a dalej jesteś „naszą kochaną Kasią”.

KATARZYNA CICHOPEK: Często słyszę: „O, nasza Kasia”. To bardzo miłe, że widzowie przywiązali się do mnie i traktują mnie jak kogoś ze swojej rodziny, bliską im osobę. Być może to przez postać, którą gram w „M jak miłość”, jestem taką przyjaciółką wszystkich. Poza tym mam tylko 158 cm wzrostu i choć jestem już dorosłą kobietą, budzę w ludziach opiekuńcze instynkty. Często, oprócz miłych słów, chcą mnie złapać za rękę, przytulić jak maskotkę.

GALA: Denerwuje cię to?

KATARZYNA CICHOPEK: Nie. Rzadko mi się zdarzają publiczne wystąpienia. A jeżeli już, to uważam, że jestem coś winna ludziom. Rola Kingi miała być epizodem, a to widzowie swoją sympatią dalej pisali mi scenariusz. Wysyłali listy, dawali znak producentowi, że moja postać się podoba. Dzięki nim gram już dziewięć lat.

GALA: Jedna z gazet napisała, że twój brat Jacek sprzedaje twoje zdjęcia różnym redakcjom. Gdzie indziej znowu przeczytałam, że: ,,Kasia Cichopek pozwala na sobie zarabiać bratu”.

KATARZYNA CICHOPEK: To jest sprawa rodzinna, a cokolwiek by się działo, rodzina jest dla mnie ważna. Trudne sytuacje nie powodują zmiany uczuć do bliskich, co najwyżej problemy, z którymi trzeba się zmierzyć. Mogę tylko powiedzieć, że dowiedziałam się o tym z mediów.

GALA: Trudniej ci teraz będzie walczyć z paparazzimi?

KATARZYNA CICHOPEK: Wielokrotnie powtarzałam, że szanuję ich pracę. Dopóty, dopóki wykonują ją bez naruszania granic wyznaczonych moim słowem „nie”, wszystko jest w porządku. Zdaję sobie sprawę, że im większy będzie mój brzuch, tym większe ich zainteresowanie. Wierzę jednak, że stan ich wzmożonej ciekawości jest przejściowy.

GALA: A do tego będziesz musiała starannie wybrać miejsce na poród.

KATARZYNA CICHOPEK: Jeszcze o tym nie myślałam. Nie mam zamiaru uciekać, robić z narodzin dziecka wielkiej tajemnicy, bo wierzę, że ten moment zostanie uszanowany. Nie chcę też wymykać się ze szpitala tylnym wyjściem, ale zamierzam chronić prywatność mojego dziecka. Z drugiej strony, nie wiem, na ile to będzie możliwe. Jestem osobą publiczną i zdaję sobie sprawę, że wiąże się z tym zainteresowanie mediów. Natomiast nie chcę, żeby nasze dziecko wychowywało się w błysku fleszy. O jego prywatność będzie mi łatwiej walczyć niż o mnie samą.

GALA: Jak rodzice radzą sobie z twoją popularnością?

KATARZYNA CICHOPEK: Są dumni z tego, co robię. Wspierają mnie, cieszą się z sukcesów, zbierają wycinki, ale sami nie wchodzą w świat show-biznesu. Myślę, że nie zgodziliby się na sesję zdjęciową do gazety, nie pojawiamy się wspólnie na imprezach. Mama woli nawet używać panieńskiego nazwiska. W ich wypadku znane nazwisko częściej przeszkadza, niż pomaga.

GALA: W jakich sytuacjach?

KATARZYNA CICHOPEK: Na przykład w sprawach finansowych. Kiedy moi rodzice przedstawiają się nazwiskiem Cichopek, automatycznie wszyscy ich oceniają jako bardziej majętnych, niż są w rzeczywistości. Ludzie czytają różne informacje na temat moich zarobków i wierzą, że to, o czym piszą media, jest prawdą, i że przekłada się to na całą rodzinę. A tak nie jest.

GALA: Miałaś trzynaście lat, kiedy zaczęła się twoja przygoda z filmem.

KATARZYNA CICHOPEK: Trafiłam do Ogniska Teatralnego przy Teatrze Ochoty. Rok później w naszym teatrze odbył się casting do „Bożej podszewki” i ja go wygrałam. Poczułam się jak gwiazda Hollywood! Myślałam, jak pewnie myślałaby każda nastolatka na moim miejscu: „Mam trzynaście lat i zagram już pierwszą rolę!”. Poszłam na plan zdjęciowy z wielkimi ambicjami i nadziejami, przygotowana w stu procentach, pełen profesjonalizm w wieku trzynastu lat. Tam okazało się, że jestem za gruba i mam za duży biust. Zostałam wyrzucona, nikt się ze mną nie patyczkował, usłyszałam brutalne: „Nie nadaje się, do widzenia”. Strasznie to przeżyłam, ale dzięki temu wiem, że smutek i przygnębienie po porażce mogą być bardzo motywujące. Do dzisiaj tak mam, że jeżeli coś mi się w życiu nie udaje, powtarzam sobie: „Dobrze, widocznie za rogiem czeka na mnie coś innego”.

GALA: Kiedy zaczęłaś grać Kingę w „M jak miłość”, pomyślałaś, że zaczyna się twoja droga do wielkiej kariery?

KATARZYNA CICHOPEK: Ani przez chwilę. Od czasu „Bożej podszewki” zdecydowanie unikałam castingów. Uważałam, że w ciągu tych kilku minut nie można zaprezentować swoich umiejętności, osobowości, charakteru. Gdyby nie pani Halina Machulska, która wręcz kazała mi iść na casting do „M jak miłość”, nigdy nie zagrałabym Kingi. Poszłam przygotowana, ale z olbrzymim luzem, na nic się nie nastawiałam. Byłam przekonana, że nadal jestem do filmu za gruba. Na castingu były same długonogie blondynki. Pomyślałam: „Co ja tu robię z moim metr sześćdziesiąt w kapeluszu?”. Zostałam, żeby nie robić przykrości pani Halinie. Wieczorem zadzwonił telefon, że rano o szóstej mam zdjęcia. Pomyślałam: „Dobrze, nie cieszmy się. Przyjdę na plan i wyjaśni się, czy rzeczywiście zagram tę rolę”. Kiedy już znalazłam się na planie, jak gąbka chciałam nasiąknąć wszystkim dokoła. Siedziałam jak zaczarowana w fotelu w pomieszczeniu do charakteryzacji. Wzrokiem chłonęłam ludzi, ich pracę. Czułam się jak w bajce. Ale cały czas miałam hamulec, taką rezerwę: „To może być twój pierwszy i ostatni raz”.

 

GALA: I do dzisiaj tak myślisz, po tylu sukcesach?

KATARZYNA CICHOPEK: Zawsze mam z tyłu głowy, że to, co się dzieje dzisiaj, w każdej chwili może się skończyć. Trwa piękna bajka, ale nie wiadomo, jak długo jeszcze. Dlatego staram się wszystkim cieszyć i wielu rzeczy doświadczać.

GALA: Co uważasz za swój błąd?

KATARZYNA CICHOPEK: Po „Tańcu z gwiazdami” zostaliśmy z Marcinem rzuceni na głęboką wodę. Wszystko wydarzyło się tak nagle, zainteresowanie mediów było ogromne. Myślę, że trochę za bardzo otworzyliśmy się przed światem, źle wyznaczyliśmy granice prywatności. Chcieliśmy się po prostu podzielić naszym szczęściem i nie widzieliśmy w tym nic złego. Gdybyśmy kilka lat temu potrafili ucinać pewne tematy, pewnie dziś prowadzilibyśmy zdecydowanie bardziej spokojne życie. Spotykamy się z zarzutami, że wszystko robimy w imię biznesu. A to nie tak. My po prostu myślimy: „Jest pięć minut, trzeba je mądrze wykorzystać”. Otworzyliśmy szkołę tańca, wydaliśmy płyty z lekcjami tańca i książkę. Mam taką zasadę, że lepiej żałować rzeczy, które się zrobiło, niż tych, których się nie zrobiło. Czy jest w tym coś złego?

GALA: Krytykowano was, że dajecie za dużo pokazów i prowadzicie zbyt wiele imprez.

KATARZYNA CICHOPEK: Prowadziłam raptem dwie, ale rzeczywiście dużo tańczyliśmy. Jedne propozycje były bardziej trafione, inne mniej. Mieliśmy kilka pokazów na festynach i stwierdziliśmy, że to nam nie odpowiada. Wolimy zamknięty lokal, ze sceną, odpowiednim oświetleniem, dobrym nagłośnieniem. Wtedy możemy dać widzom minispektakl.

GALA: Twoja wielka popularność zaczęła się trzy lata temu, po wygranej w „Tańcu z gwiazdami”. Przestałaś być Kingą Zduńską, a stałaś się Kasią Cichopek.

KATARZYNA CICHOPEK: Odzyskałam swoją tożsamość. To dla mnie bardzo ważne. Wcześniej, jak szłam z Anią Muchą, ludzie podbiegali: „Pani Aniu, możemy prosić o autograf, pani Kingo, też możemy?”. Wtedy mówiłam: „Anka, dlaczego twoje imię potrafią zapamiętać, a mojego nie?”. Ania wzruszała tylko ramionami i mówiła: „Poczekaj jeszcze trochę”. W ,,Tańcu z gwiazdami” marzyłam, żeby dotrwać tylko do tanga. Gdy przychodziłam na treningi, chciałam jak najwięcej tańczyć, bo myślałam, że to wszystko potrwa bardzo krótko.

GALA: Zastanawiałaś się nad fenomenem swojej popularności?

KATARZYNA CICHOPEK: Nie czuję się dobrze z tym określeniem. Nie jestem ani żadnym fenomenem, ani też ikoną, jak próbowała nazwać mnie Magda Mołek w jednym z wywiadów. Cieszę się dużą popularnością, to fakt, któremu trudno zaprzeczyć, ale proszę mi wierzyć, że nie mam pojęcia, jak to dokładnie działa. Zastanawiam się, kiedy te początki i pomalutku stawiane kroki przerodziły się w coś tak bardzo dużego? Spotykam się z pytaniami: „Co ona w sobie ma? Jest tyle innych dziewczyn”. Nie umiem na nie odpowiedzieć, nie wiem, dlaczego tak się stało. Na pewno pomógł mi łut szczęścia, wielkie wsparcie widzów, ale też moja praca i to, że w czasie całej swojej drogi trafiałam na dobrych ludzi. Państwo Machulscy, pan Tadeusz Lampka, pani Ilona Łepkowska... Mogłabym jeszcze długo wymieniać.

GALA: Wychowywałaś się w skromnym domu. Kiedy już przyszły duże pieniądze, zachłysnęłaś się nimi?

KATARZYNA CICHOPEK: Nigdy nie brakowało w moim rodzinnym domu pieniędzy, ale zawsze żyliśmy z rodzicami i bratem bardzo przeciętnie. A moje pieniądze przychodziły stopniowo. Na początku mogłam sobie kupić markowe dżinsy albo uzbierać na wymarzoną wycieczkę. Nie myślałam: „O rany, tyle kasy, jestem bogata, co ja z tym zrobię”, tylko: „Jest fajnie, będę wydawać na to, co jest mi potrzebne, co mi sprawia przyjemność, i będę też odkładać”.

GALA: Jesteś rozsądna?

KATARZYNA CICHOPEK: I przewidująca. Moja mama mówi: „Cieszcie się, póki możecie, ale pamiętajcie, to zawsze może się skończyć”.

GALA: Na co nie żałujesz pieniędzy?

KATARZYNA CICHOPEK: Na podróże i wykształcenie. Sama płaciłam za wszystkie kursy językowe. Przed ślubem zwiedziliśmy z Marcinem całe Zachodnie Wybrzeże Stanów Zjednoczonych. Zaczęliśmy od San Francisco i dojechaliśmy samochodem aż do Meksyku. To była podróż naszych marzeń. Na pewno tą pasją będziemy się starali zarazić naszego dzidziusia.

GALA: Ostatnio znalazłaś się w gronie 50 najbardziej wpływowych kobiet w Polsce. Obok Hanny Gronkiewicz-Waltz czy Ilony Łepkowskiej. Jak na to zareagowałaś?

KATARZYNA CICHOPEK: Z poczuciem humoru i przymrużeniem oka. Byłam 18. Do żadnej z kobiet na tej liście nie śmiem się nawet porównać, nie dorastam im do pięt. Byłam bardzo skrępowana, kiedy wyczytano moje nazwisko i wyszłam na scenę. Powiedziałam, że ostatnio ze wszystkich tych pań jestem zdecydowanie najbardziej opływowa, a nie wpływowa, i że mam też duży wpływ na rozwój gospodarki, bo zwiększyła się u mnie konsumpcja. A gdyby nie pani z numerem 2, czyli Ilona Łepkowska, to pewnie wszyscy zastanawialiby się, kim ja jestem i co tu robię.

GALA: Było ci przykro, kiedy Kamil Durczok nie chciał rywalizować o Wiktora w tej samej kategorii co ty?

 

KATARZYNA CICHOPEK: Nie. To media zrobiły z tego aferę. Czytałam oryginalną wypowiedź pana Kamila i rozumiem go. W sposób bardzo kulturalny powiedział, że nie rozumie, dlaczego ludzie z różnych środowisk i branż są w jednej kategorii „najpopularniejszego prezentera”. Co ciekawe, wymienił trzy nazwiska, oprócz mojego też Kingi Rusin i Krzysia Ibisza. To już moja czwarta nominacja do Wiktorów i jeszcze ani razu nie zostałam zaproszona na galę. O pierwszej dowiedziałam się, sprzątając toaletę. Przerwał mi telefon mamy: „Kasia, oglądam telewizję. Jesteś nominowana, czemu cię tam nie ma? Gdybyś wygrała, to kto by odebrał?” (śmiech). Marcin zareagował przytomnie: „Wkładaj kieckę, idziemy na bankiet”.

GALA: Kiedy ostatnio rozmawiałyśmy, powiedziałaś: „Chcę, żeby ludzie zaczęli mnie traktować poważniej”.

KATARZYNA CICHOPEK: Jakiś czas temu dostałam propozycję zagrania głównej roli w komedii romantycznej. Wszystko już było wynegocjowane. Jesteśmy umówieni na podpisanie umowy i nagle dzwoni jakaś pani i mówi, że ja tak mało wiem o życiu, że może kiedyś na kawie ona mi wytłumaczy, na czym to wszystko polega, a tymczasem jest jej bardzo przykro, ale nie spotkamy się na planie filmowym. Do dzisiaj nie wiem, dlaczego tak się stało. Nie chcę więcej takich sytuacji.

GALA: Pewnie niektórzy wciąż myślą o tobie jak o dziecku.

KATARZYNA CICHOPEK: Od jakiegoś czasu robię minieksperymenty. Zauważyłam, że w zależności od stroju i makijażu ludzie różnie ze mną rozmawiają. Na początku się buntowałam. Marcin mi tłumaczył: „Albo przedstawisz się jako dzieciak, albo jako dorosła kobieta”. Ale nie chcę pozbywać się zupełnie dzieciaka, którego mam w sobie i kocham... oprócz tego, którego noszę w brzuchu. To straszne, że dorośli na ogół zapominają, jak to jest być dzieckiem. Ja lubię bywać niepoważna, wygłupiać się. Na pewno nie będę udawać kogoś, kim nie jestem. Bliscy za to mnie kochają. A jeżeli mój zawód będzie wymagał większego opanowania, dystansu, jestem w stanie to zagrać.

GALA: Trzy lata temu z Kingi stałaś się Kasią. Teraz czas na Katarzynę?

KATARZYNA CICHOPEK: Myślę, że bardzo dużo się zmieni, kiedy pojawi się dziecko. Już teraz zauważam u siebie zmiany. Mam większy dystans do pracy. Kiedyś bardzo wszystko przeżywałam, byłam nerwusem, ciągle na wysokiej adrenalinie. Teraz jestem dużo spokojniejsza, wyrozumiała, mało rzeczy jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi. Bardzo siebie taką lubię. Czuję spokój, bezpieczeństwo, błogą ciszę.

GALA: Doświadczasz nowych emocji.

KATARZYNA CICHOPEK: Zaczynam też zauważać, że jak ktoś mnie bardzo wkurzy, to jestem cztery razy bardziej asertywna niż kiedyś. Na razie bronię siebie, ale wewnątrz mnie już ktoś jest. Czuję, że jak dziecko pojawi się na świecie, pewnie będę jak lwica. Czekam na to z niecierpliwością.

GALA: Miałaś zagrać główną rolę Romy w serialu TVP 2 „Tancerze”. Ciąża jednak pokrzyżowała plany.

KATARZYNA CICHOPEK: Myślałam, że znacznie gorzej to przyjmę. Na początku miałam nadzieję, że dam sobie radę. Jeżeli zdjęcia wcześnie się zaczną i pójdą sprawnie, to nawet nie będzie widać brzucha. Ale rozumiem obawy producentów, taniec to ogromny wysiłek fizyczny. Cieszę się, że reżyser mimo wszystko chciał mnie widzieć w obsadzie i dostałam rolę Klaudii.

GALA: Wszyscy wiedzą, jak tańczysz, ale nikt nie wie, jak śpiewasz. Rola Klaudii może być dużym wyzwaniem.

KATARZYNA CICHOPEK: Tak to sobie tłumaczyłam. Pokażę się z zupełnie innej strony. Klaudia jest kosmiczną postacią. Dziwnie się ubiera, czesze, zachowuje, żyje totalnie w swoim świecie. Jest gruba, ciągle coś je. W każdej sytuacji się uśmiecha, to taki dobry promyczek.

GALA: Nazywasz siebie aktorką?

KATARZYNA CICHOPEK: To trudne pytanie. Zawsze podkreślam, że jestem naturszczykiem i daleko mi do tych, którzy mają bogaty, profesjonalny warsztat. Nie porównuję się. Na planie „Tancerzy” często korzystam z rad starszych aktorów. Patrzę na nich, obserwuję. Zawsze będę darzyła dużym szacunkiem zawodowców, ale szanuję również swoją pracę.

GALA: Zacytuję cię: ,,Dostałam od życia więcej, niż mogłam sobie wymarzyć”. Dlaczego tak powiedziałaś?

KATARZYNA CICHOPEK: Nie spodziewałam się, że moje życie będzie tak piękne. Za to wszystko, co mam, ciągle dziękuję. Im więcej dostaję, tym częściej myślę, żeby dawać. Wiem, że największa radość to moment, w którym można się z kimś podzielić. Sprawić, że część tego, co się dostaje od losu, jest przekazana dalej.

GALA: Opowiedz o pierwszym badaniu USG, kiedy ty i Marcin usłyszeliście bicie serca waszego dziecka.

KATARZYNA CICHOPEK: Nie mogę, to zbyt intymne, tylko nasze. Tu jest właśnie ta granica prywatności, której nie chcę przekraczać.