"Marysia dba o mój wygląd. Zawsze muszę mieć ufarbowane włosy, być umalowana i w miarę zadbana, żeby moja córka nie poczuła, że jej mama gorzej wygląda” – śmieje się Kasia, która właśnie wróciła z jazdy konnej. Lubi tak rozpoczynać dzień. Rozmawiamy pod rozłożystą pergolą, na tarasie jej domu w Konstancinie. Piękne osiedle, domy w pastelowych kolorach, dużo zieleni. Kanapy w ciepłych kolorach, kominek, wszędzie dużo zdjęć. Na ścianie w salonie portrety pradziadków z 1901 roku. Kasia żartuje, że pod nich mebluje kolejne domy: „Wiem, że u moich pradziadków, dziadków było podobnie. Mieszczański styl, serwantki, dobra porcelana”. Sama wyszukuje meble w sklepach z antykami, ale ma też piękne wiklinowe krzesła z Ikei. Nie lubi nowoczesnych wnętrz. Nie mają klimatu.

GALA: Kilka miesięcy temu zniknęła pani z telewizyjnej Dwójki, po ilu latach?

KATARZYNA DOWBOR: Po dwudziestu pięciu, zaczęłam pracować na czwartym roku studiów. Śmieję się, że pierwszy raz trafiłam na ławkę rezerwowych. Wcześniej miałam jedynie dwuletnią przerwę po urodzeniu Marysi.

GALA: Jak się pani czuje na tej ławce?

KATARZYNA DOWBOR.: Jestem trochę skołowana i zdziwiona. „Pytanie na śniadanie”, które współprowadziłam, miało wysoką oglądalność.

GALA: Myślała pani o przejściu do konkurencji?

KATARZYNA DOWBOR: Miałam takie propozycje. Kiedy powstawał TVN, byłam na bardzo poważnych rozmowach. Ale dla mnie telewizja publiczna była zawsze drugim domem. Czasem nawet pierwszym. Dlaczego ja mam odchodzić z mojej telewizji? Nie chcę. Dyrektorzy teraz przychodzą na rok, dwa, jest to jakiś przystanek w ich karierze i tyle. Ja tu jestem bardziej u siebie niż oni.

GALA: Przyznaje się pani do wieku?

KATARZYNA DOWBOR: Nigdy sobie nie odejmuję lat. Nie ma sensu ukrywać wieku. Mój syn ma już 30 lat. Kiedy go urodziłam, miałam 19. Nie mogę mówić, że miałam 14!

GALA: Pięćdziesiąte urodziny to będzie trudny moment?

KATARZYNA DOWBOR.: Myślę, że tak. Czterdzieste były cudowne, bo właśnie urodziłam Marysię. Trzydzieste były do tej pory najtrudniejsze.

GALA: Dobrze jest późno urodzić dziecko? Marysia panią odmłodziła?

KATARZYNA DOWBOR: Nawet bardzo. Przez pierwsze 5, 6 lat życia Marysi nie czułam i nie widziałam w lustrze, że czas mijał. Niestety, po 45. roku życia człowiek dobija do swoich rówieśników i nie ma rady. Może być bardziej zadbany, ale wieku już nie ukryje. Taką miałam refleksję, jak oglądałam w „Tańcu z gwiazdami” Helenkę Vondráčkovą. Wiem, że ona codziennie rano ćwiczy, bardzo dba o siebie i do dziś znakomicie wygląda, ma fantastyczną figurę. Ale na tle młodych dziewczyn, no cóż... Było widać, że jest od nich dużo starsza. Każdy wiek ma swoje prawa i trzeba się z tym pogodzić, nie można udawać dwudziestolatki, jak jest się po pięćdziesiątce.

GALA: Jest pani inną mamą dla Marysi, niż kiedyś była dla Maćka?

KATARZYNA DOWBOR: Zupełnie inną. Przy Marysi nigdy nie miałam żadnych oporów i problemów z poświęceniem się dla niej. To nie jest zresztą żadne poświęcenie. Zawsze wybiorę przedstawienie w jej szkole niż pójście na jakąś imprezę. Złapałam się na tym, że większość moich znajomych to ludzie, którzy mają dzieci w wieku Marysi i są ode mnie na ogół o dziesięć lat młodsi. Przejęłam ich zachowania, trochę styl ubierania.

GALA: Bardziej się pani stara?

KATARZYNA DOWBOR: Późne macierzyństwo daje wielkiego kopa do życia. Jeszcze musisz wyglądać, musisz walczyć, być na topie. Nie wolno się stać staruszeczką, której dziecko będzie się wstydzić. Chcę, by Marysia była ze mnie dumna.

GALA: Pamiętam, jak Marysia jeszcze rok temu mówiła, że „jest nieodpępniona”.

KATARZYNA DOWBOR: Cały czas jest nieodpępniona. Znajomi mówią na nią „Przytulanka”. Uwielbia się tulić do mnie i taty. Często wyjeżdżamy tylko we dwie na kilka dni, ostatnio wróciłyśmy z Egiptu. Jeździmy na nartach, rozmawiamy, ostatnio czytałyśmy na głos „Kubusia Puchatka”, ja jeden rozdział, ona drugi.

GALA: Marysia ma podwójne nazwisko Dowbor-Baczyńska. To drugie po ojcu, Jerzym Baczyńskim, naczelnym „Polityki”. Ciężko jej będzie dorównać rodzicom.

KATARZYNA DOWBOR: Mam nadzieję, że nie. Ona już teraz bardzo ładnie pisze, ma duży zasób słów. Zawsze, gdy o coś mnie zapyta, staram się jej odpowiadać. Jeżeli czegoś nie wiem, siadamy i sprawdzamy w encyklopediach. Od jakiegoś czasu Marysia pisze bajki na święta, opowiadania. Napisała już kilka książeczek, zrobiła strony tytułowe. Nawet jej tata powiedział, że używa zawodowych chwytów. W jej opowiadaniach jest wstęp, rozwinięcie i zakończenie, zawsze puenta.

GALA: Ma pani poczucie, że wychowuje Marysię razem z jej ojcem?

KATARZYNA DOWBOR: Oczywiście. Niestety, to jest choroba cywilizacyjna, że tak wiele dzieci nie wychowuje się w pełnych rodzinach. Zazdroszczę ludziom, którzy są ze sobą od lat i nadal się kochają, przyjaźnią, szanują. Marysia nie ma pełnego domu, ale udało nam się tak wszystko zorganizować, że tego nie odczuwa. Rodzina ze strony jej ojca bardzo ją kocha. Przyrodni bracia mają z nią fantastyczny kontakt. Bardzo ładnie zachowuje się żona jej taty, jestem jej za to bardzo wdzięczna. Marysia jest częstym gościem w ich domu.

GALA: Nie brakuje jej taty na co dzień?

 

KATARZYNA DOWBOR: Wie, że zawsze może zadzwonić, zobaczyć się z nim. Jurek jest z Marysią we wszystkich najważniejszych momentach jej życia. Potrzebowaliśmy na to czasu, pewne rzeczy musieliśmy mądrze wypracować. To jest możliwe, ale wymaga ustępstw, giętkości, mądrości z obu stron. Oboje za bardzo kochamy córkę, żeby robić coś wbrew niej.

GALA: To prawda, że postanowiła pani nie wychodzić za mąż ze względu na Marysię?

KATARZYNA DOWBOR: Sama ze zdziwieniem to przeczytałam w jakimś tabloidzie. Pomyślałam: No, proszę, odstraszają mi potencjalnych konkurentów. Dla mnie istotne jest, by Marysi nie było gorzej. Jeżeli jakikolwiek mój związek miałby zachwiać jej poczuciem bezpieczeństwa, zburzyć poukładany świat, nigdy się na to nie zdecyduję. Nie jestem aż tak zdesperowana. Żoną już byłam, i to kilka razy. Na pewno tęsknię za kimś bliskim, z kim mogłabym usiąść wieczorem, wypić lampkę wina i porozmawiać. Tak do końca nie wierzę, gdy ktoś mówi, że jest singlem z wyboru. Przeważnie życie dokonało za niego wyboru.

GALA: Kiedyś często zmieniała pani domy, mieszkania. Tu jest pani na dłużej?

KATARZYNA DOWBOR: To mój trzeci dom i wreszcie znalazłam w nim to, czego szukałam. Kocham wieś, dzikie miejsca z piękną przyrodą, ale nie da się codziennie dowozić Marysi do szkoły. Tutaj mamy taką udawaną wieś, jest mały ogródek i blisko do Warszawy. A do szkoły mamy pięć minut samochodem. Obie dobrze się tu czujemy. Marysia ma dużo koleżanek. Z sąsiadami żyjemy trochę jak w komunie. Pomagamy sobie, wzajemnie odwozimy dzieci na zajęcia.

GALA: Kiedyś marzyła pani o starym dworze.

KATARZYNA DOWBOR: Nadal marzę. Musiałby mieć dużo pokoi z łazienkami dla przyjaciół i znajomych, żeby jak najczęściej do mnie przyjeżdżali.

GALA: Za 10 lat Marysia będzie już dorosła, a pani...?

KATARZYNA DOWBOR: Pewnie wyniosę się na Mazury. Na razie kupiłam ziemię niedaleko Pasymia. Śmiejemy się z przyjaciółmi, że wybudujemy tam dom starców, wszyscy w nim zamieszkamy, a dzieci będą nas utrzymywać.