GALA: Henry Miller powiedział kiedyś, że ciało kobiety jest jak mapa, z której można odczytać jej życiorys. Co można odczytać z twojego ciała?

KATARZYNA FIGURA: Przemiany, przemiany...

GALA: i...

KATARZYNA FIGURA: ...jeszcze raz przemiany. To dla mnie ważne szczególnie teraz, w dobie kryzysu. Wszystkie media trąbią o kryzysie głównie w ujęciu ekonomicznym, choć to, moim zdaniem, dużo głębsze zjawisko. I doskonała okazja dla nas wszystkich do zmian, nowych decyzji, wyborów. To niezwykła sytuacja. Kiedy myślę o mapie swojego ciała, mapie Kasi Figury, mam wrażenie, jakby całe moje życie przebiegało pod znakiem nieustającego kryzysu. Widzę unikanie przyzwyczajeń, niechęć do zastanych i jasno zdefiniowanych sytuacji – nawet jeżeli są one bardzo piękne. To przekłada się na całe moje życie: na związki, na urodę, na sztukę.

GALA: Zacznijmy od urody.

KATARZYNA FIGURA: Niesamowite przemiany, które nastąpiły w zeszłym roku, uruchomiła banalna, zdawałoby się, propozycja udziału w ,,Tańcu z gwiazdami”. Musiałam wytrzymać mordercze treningi taneczne, do których nigdy w życiu nie miałam ani drygu, ani zamiłowania. Ale przede wszystkim nie chciałam pokazać się wielomilionowej publiczności z gorszej strony: ze zbyt obfitym biustem, przygarbiona, z fałdkami na brzuchu. Chciałam, by moje ciało się wysmukliło, było silne i sprężyste. Marzyłam o tym przez całe lata, ale na mojej mapie ciała te cele – jędrność, powab, uroda – pozostawały zawsze na drugim planie. Pierwsze miejsce zajmowały przygotowania do tego, czego dziś tak wiele młodych kobiet się boi – narodzin dzieci. Jestem przekonana, że uciekając od tej decyzji, kobieta wpisuje w siebie nieszczęście, które ujawni się z czasem.

GALA: To znaczy?

KATARZYNA FIGURA: Niektóre kobiety rezygnują z bycia matką, bo boją się zmian lub – jak same to nazywają – deformacji czy dewastacji ciała. A dla mnie każde z przeobrażeń mojego ciała związane z dziećmi miało fantastyczny efekt: dawało życie. Nie może być nic wspanialszego. Nie mam zamiaru oceniać niczyich wyborów życiowych, ale bezwolne uleganie presji mediów i mody na temat tego, jak kobieta MUSI, POWINNA CZY MA wyglądać, uważam za głupotę.

GALA: Rozumiem, że nie miałaś żadnej operacji plastycznej.

KATARZYNA FIGURA: Oczywiście, że żadnej. Mam czterdzieści kilka lat i już wiem, że kobieta nie musi mieć większych piersi, mniejszego noska czy bardziej kształtnej pupy, żeby być szczęśliwa.

GALA: Mnie się podobało, jak miałaś większą pupę, obity nos czy łysą głowę. Uwielbiam twoją odwagę w zarządzaniu własnym ciałem.

KATARZYNA FIGURA: Tak (śmiech). I ja się wtedy sobie podobałam. Ale teraz też jestem z siebie zadowolona!!! Kiedy byłam grubsza, łysa, oszpecona, interpretowano to jako mój wybór. Tymczasem na mój wygląd wpływały różne role, aktorskie zazwyczaj, ale czasami też życiowe. Zawsze je wykorzystywałam, zamiast próbować przed nimi uciekać. Mówiłam sobie: ,,Teraz jestem taka, bo tak odmieniła mnie ostatnia rola, jakieś zdarzenia z życia. I już. Taką też warto być”. Uważam, że kobiety w ogóle powinny tak myśleć. Z jednej strony jest Bóg, los, gwiazdy, przeznaczenie, ale z drugiej mamy tak niesamowite narzędzia, jak siła woli, umysł i przede wszystkim intuicja. Jeśli im zawierzymy, to życie tak naprawdę należy do nas.

GALA: Ale tobie jest łatwiej, bo jesteś aktorką.

KATARZYNA FIGURA: Na pewno aktorstwo jest nierozerwalnie związane z moim życiem prywatnym i jedno odbija się w drugim. Ale to ma też swoje mroczne strony. Na przykład na początku kariery przede wszystkim ze mnie czerpano. Dokładnie tak mówi moja bohaterka sztuki ,,Śmierć i dziewczyna. Dramaty księżniczek” według Elfriede Jelinek: ,,To ze mnie czerpano pełnymi garściami. I nikt się nie krępował”. Mówię to z perspektywy czterdziestoparoletniej kobiety i nie ma w tym wyznaniu żalu. Być może jest wyrzut, ale nie ma żalu ani smutku. Głęboko wierzę w przemiany, nawet jeśli czasami przynoszą chwilową rozpacz, rozterkę czy zadumę.

GALA: Jak wygląda rozpacz na ciele kobiety?

KATARZYNA FIGURA: Tak, jakbym zapadała się w sobie. Wyglądam na 10 centymetrów niższą i 10 kilogramów cięższą. To jest bezpośrednio związane z fizjologią i stanem fizycznym. W ostatnich miesiącach miałam dość dużo problemów. Do wyzwań aktorskich doszły nieporozumienia z partnerami biznesowymi i to razem doprowadziło mnie do przemęczenia i przepracowania. Kilka dni temu zebrałam się w sobie i poszłam do mojego klubu sportowego Holmes Place. Po chwili podeszła do mnie kobieta. Młodsza ode mnie o kilka lat i fantastycznie zbudowana. Zapytała mnie: ,,Pani Kasiu, co się stało?! Dlaczego nagle chowa się pani gdzieś po kątach? My chcemy panią widzieć jak zawsze, na środku sali, bo pani daje nam siłę”. Zobaczyła we mnie smutek. Musiałam wyjść, gdyż się wzruszyłam, ale trwało to tylko chwilę i wróciłam ćwiczyć dalej. Takie momenty mnie wzmacniają i dodają mi otuchy. Jako osoba publiczna mogę też wpływać na ludzi i dawać im coś dobrego z siebie, energię, z której mogą potem czerpać inspirację we własnym życiu.

GALA: To znaczy, że czasami można się poddać?

 

KATARZYNA FIGURA: Nigdy nie można się poddawać. Powiedział mi to wiele lat temu bardzo mądry człowiek. Na wzgórzach Malibu poszłam na spacer z Andriejem Konczałowskim. Poznaliśmy się w Londynie na zdjęciach próbnych do pewnej amerykańskiej produkcji. Film nie powstał, ale później widywaliśmy się jeszcze kilkakrotnie. Podczas tamtego spaceru rozmawialiśmy o wszystkim: o filmach, o ludziach, z którymi pracowaliśmy. Choć mówię po rosyjsku, nad amerykańskim wybrzeżem rozmawialiśmy po angielsku. Kiedy zbiegałam z kolejnej górki czy też wbiegałam na nią, Konczałowski powiedział: ,,And remember. Never and ever give up”.

GALA: Stosujesz?

KATARZYNA FIGURA: Od lat. Teraz wielu młodych już to wie, na przykład mój syn Aleks. Oni mają przeświadczenie, że życie należy do nas i możemy z nim zrobić wszystko. Przez cały komunizm pokutowało przekonanie, że przyszło nam żyć w takim systemie i nic nie możemy z tym zrobić. Ludzie odbierali swoje pensje bez przekonania, że mogą zajść dalej, rozwinąć się, patrzeć na świat szerzej. ,,Szerzej, dalej, wyżej” – mówi syn mojej bohaterki w sztuce ,,Alina na zachód”. Jak widzisz, wiele uczę się ze sztuk, w których występuję (śmiech). Nie dajmy się. Ani tradycji, ani systemowi, ani przyzwyczajeniom, kulturze, ani rodzinie. To wszystko ciągnie nas w dół, nie pozwala wyjechać do innego miasta, rzucić faceta, zmienić otoczenia. Kobieta często jest tłamszona i zmuszana do tkwienia w sytuacji beznadziejnej. Pozostaje na smyczy pensji męża, jego zachcianek, rodzinnych obowiązków. Tak być nie może. Mamy tylko jedno życie.

GALA: To patrząc z tej perspektywy, co jest największą zbrodnią małżeńską?

KATARZYNA FIGURA: Przemoc i represja.

GALA: Mocno zabrzmiało.

KATARZYNA FIGURA: Przemoc jest przekroczeniem ostatecznej granicy. Często kobiety są np. represjonowane za pomocą seksu. Według schematycznego podziału ról w kulturze zachodniej to mężczyzna tworzy rodzinę i zabezpiecza ją finansowo. On pracuje, zarabia, utrzymuje dom, żonę i dzieci. Jeśli wywiązuje się z tych obowiązków, ,,przysługuje” mu prawo do pewnej swobody seksualnej. Jednym słowem, może mieć kochanki i nikt go za to nie opluwa, nie prześladuje ani nie potępia. Kobiecie takiego prawa się odmawia. Ale najgorsze jest to, że mężczyzna, sam prowadząc to drugie życie erotyczne, represjonuje kobietę, odmawiając jej seksu. Kobieta nie może zaspokoić swoich potrzeb. Nawet mówienie o tym, że je ma – już pomijając fakt, że ona też mogłaby sobie znaleźć kochanka – czyni z tej kobiety w oczach społeczeństwa ladacznicę.

GALA: To co? Mamy ulec presji?

KATARZYNA FIGURA: Wiem, że ten wywiad będą czytały głównie kobiety. Chciałabym przekazać im jedną myśl: bądźcie silne. Bo my jesteśmy bardzo silne, tylko często w to nie wierzymy. Nie chodzi mi o siłę fizyczną, siłę ,,babochłopa”. Mam na myśli siłę wynikającą ze świadomości tego, kim i jakie jesteśmy. A jesteśmy fantastyczne. To my potrafimy dać życie, nie mężczyzna. Mamy prawo do miłości, do radości. Mamy prawo do seksu! Nie musimy żyć przytłoczone obowiązkami małżeńskimi, domowymi, matczynymi. Nie jesteśmy niewolnicami.

GALA: Co jest potrzebne, żeby przetrwać w związku?

KATARZYNA FIGURA: Świadomość siebie. Przekonanie, że choć ulegam zmianom, w każdym momencie jestem fantastyczna. Dlaczego? Dlatego że pracuję nad sobą. Tą pracą może być przeczytana książka, wizyta u kosmetyczki, ukończony kurs NLP, ćwiczenia na siłowni, kawa z koleżanką. To nie jest odcinanie się od mężczyzny, ale pielęgnowanie swoich własnych wartości, tego, co dla mnie jest ważne i rozwijające.

GALA: A warto pielęgnować związek, kiedy się rozpada?

KATARZYNA FIGURA: Kiedy związek jest w dołku, sama musisz podjąć decyzję: czy to kontynuować i przetrwać, czy zmienić mężczyznę. To pytanie każda z nas musi sobie postawić sama.

GALA: Dla kobiety dzieci są często jakby hamulcem. ,,Nie zostawię go, bo dzieci muszą mieć ojca”.

KATARZYNA FIGURA: I będą go miały. Nie zabijamy przecież tego mężczyzny. Jest ojcem i ma pełne prawo do zachowania tej roli.

GALA: To znaczy, że nie powinnyśmy się usprawiedliwiać dobrem dzieci?

KATARZYNA FIGURA: Absolutnie nie. To, że rodzice się rozstają, nie oznacza, że matka zabija dzieciom ojca. Nie zabija także dzieci. Dzieci muszą mieć ojca i go mają, no chyba że mamy do czynienia z przypadkiem patologicznym, ale przecież nie o tym rozmawiamy. Mówimy o normalnych, życiowych sytuacjach. Nawet jeżeli po rozstaniu kontakty są ograniczone, ojciec zawsze pozostanie ojcem, chyba że on sam tego nie chce. Po tej wypowiedzi prasa zaraz napisze, że na pewno właśnie się rozwodzę z Kaiem. Otóż nie, NIE ROZWODZĘ SIĘ Z MOIM MĘŻEM (śmiech). Co prawda Kai jest teraz daleko, w San Francisco, ale pod koniec miesiąca jedziemy tam razem z dziewczynkami. Podkreślam: jedziemy do Kaia. Zresztą Kai codziennie o godzinie 18 rozmawia z dziewczynkami przez Skype’a.

GALA: Jaką byłaś żoną, kiedy miałaś dwadzieścia lat?

KATARZYNA FIGURA: Realizowałam w związku model całkowitego oddania, nawet za cenę rezygnacji z siebie. I to był mój błąd. Teraz, po tylu latach, wiem, że winy za nieudane wybory zawsze należy szukać przede wszystkim w sobie. Oczywiście, że inni też mają swój udział w naszych klęskach, ale zaczynać trzeba od siebie. To całkowite oddanie mężczyźnie było MOIM wielkim błędem, a nie mojego pierwszego męża. Życie nauczyło mnie, że najcudowniejszym i najbardziej pożytecznym rodzajem egoizmu jest zadbanie w pierwszej kolejności o samego siebie. Dbasz o siebie, to później masz ludziom coś do zaoferowania. Kiedy dostałam rozwód, miałam trzydzieści kilka lat, ale nasz związek umarł dużo wcześniej. Poczułam się wtedy bardzo samotna i bardzo pragnęłam miłości. Posłuchałam intuicji i raz jeszcze okazała się trafna. Po kilku przelotnych związkach na mojej drodze pojawił się Kai. Jesteśmy ze sobą od wielu lat.

GALA: Ilu?

 

KATARZYNA FIGURA: Poznaliśmy się w 1998 roku, a małżeństwem jesteśmy od dziewięciu lat. Jestem przykładem na to, że jeżeli czegoś bardzo chcesz i wysyłasz ten sygnał, to ktoś go odbierze. To magia, ale magia zależna od naszych neuronów.

GALA: Z takim bagażem doświadczeń łatwiej być żoną?

KATARZYNA FIGURA: Tak, choć ja nie bardzo lubię słowo ,,łatwo”. Wolę ,,trudno”. Lubię kamienistą drogę, lubię, jak mnie coś uwiera, dokucza. To mnie uwrażliwia i stawia do pionu. Mobilizuje do działania i tworzenia. Wygoda łatwo przekształca się w lenistwo. Zresztą dotyczy to chyba nie tylko mnie, ale i całego świata. Cywilizacjom zachodnim było zbyt wygodnie. Nagle pojawił się kryzys i wszyscy musimy sobie jakoś z tym poradzić. Myślę, że należy skorzystać z tego, co się teraz dzieje, i zawalczyć na nowo o siebie i własne życie.

GALA: Kryzys ominął cię szerokim łukiem jako aktorkę, bo grasz i pracujesz jak szalona. A jako restauratorkę?

KATARZYNA FIGURA: Mówisz o mojej restauracji KOM. Tak, to dla mnie ogromna presja. Ta presja spada na moje ramiona, wymaga ode mnie zajęcia się sprawami, którymi absolutnie nie mam ochoty się zajmować, ale muszę to robić, by nie stracić tego, na co parę lat pracowałam. Nagle na podstawie nieporozumień, niechęci do dogadania się, jakiejś złej chemii, być może nie będę miała innego wyjścia, jak wycofać się z restauracji KOM, która została stworzona przeze mnie i mojego męża. Nie wycofam się jednak całkowicie, nadal pozostanę współwłaścicielem, gdyż nie mam siły ani ochoty nieustannie walczyć czy tracić energię bezproduktywnie – to niczemu dobremu nie służy. Nie mam też zamiaru się poddać. Musiałam z Kaiem bardzo ciężko pracować, aby to stworzyć, ale chyba nie chciałabym, by nadal myślano, że to jest NASZA restauracja. I by ludzie przychodzili tu do mnie, żeby mnie zobaczyć, porozmawiać (przy stoliku obok siedzi m.in. teściowa poety Ernesta Brylla, która specjalnie przyjechała z Krakowa do restauracji Kasi – przyp. red.). Trudno mi się pogodzić z tym, że inspiracja, wizja i nieprawdopodobna energia twórcza grupy przyjaciół nagle znikają lub przekształcają się w energię negatywną. Te zmiany zasłania się kryzysem ekonomicznym, ale wiem, że to tylko wymówka i pozór. Wierzę, że kryzys może być źródłem pozytywnej zmiany, bo taki jest grecki źródłosłów tego wyrazu. Pierwotnie oznaczał ,,wybór, rozstrzygnięcie”, wcale nie ,,upadek” czy „załamanie”. A w słowie „wybór” jest dużo nadziei i pozytywnej siły. Ja ją mam, to mnie wzmacnia i pozwala trwać i walczyć o siebie, uczciwie i do końca.

GALA: Jesteś typem samotnika, który dochodząc do ściany, musi zostać sam, czy masz jakiegoś powiernika?

KATARZYNA FIGURA: W sytuacjach skrajnych jestem sama ze sobą. Kiedy jednak do tego dochodzi, jest to dla mnie bardzo twórcze. Wszyscy korzystamy z różnego rodzaju rad: rodziny, psychologów, przyjaciół. Jestem jednak przekonana, że każdą ostateczną decyzję zawsze podejmujemy sami i ponosimy za nią pełną odpowiedzialność. Moim najbliższym i najbardziej wiarygodnym powiernikiem jestem ja.

GALA: Gdybym była fotografem, któremu pozwoliłaś od rana do wieczora stać obok siebie, a ja miałabym sfotografować twoją samotność, co byłoby na tym zdjęciu?

KATARZYNA FIGURA: Fragmenty mojego ciała. Ramię, palce, kawałek pleców, stopa, włosy, część twarzy, oko...( milczenie). Takie rozbicie kobiecego ciała na fragmenty, w powiększeniu, może pokazywać ogromną samotność, bo nie ma całości. Czasem mam wrażenie, że jesteśmy jak puzzle, które przez całe nasze życie próbujemy ułożyć w jedną całość, ale na ogół nam się nie udaje. Zawsze brakuje jakiegoś kawałka.

GALA: Nasze córki są już z zupełnie innego świata.

KATARZYNA FIGURA: Rzeczywiście. Moja 6,5-letnia córka Koko jest ode mnie lepsza i szybsza w obsłudze komputera. We wszystkim zresztą obie są ode mnie lepsze. I to mnie zachwyca. A z drugiej strony rozczula mnie, że są do mnie na pewno podobne pod jednym względem – są histeryczkami. Wczoraj podczas kąpieli Kaszmir, młodsza z nich, płakała, kiedy ją czesałam. W końcu nie wytrzymałam i powiedziałam: ,,No, ale o co ci chodzi? Jesteś taka sama histeryczka jak twoja mama!”. Popatrzyła na mnie ze zdziwieniem i natychmiast się uspokoiła (śmiech).

GALA: Macie rytuały, rzeczy, które robicie tylko we trzy?

KATARZYNA FIGURA: Kiedy nie mam przedstawień, prób lub zdjęć, bardzo lubię odprowadzać je do przedszkola. Fantastyczny jest też czas kąpieli, świetnie się wtedy bawimy. Cała łazienka jest mokra, a my roześmiane i szczęśliwe. Uwielbiam czytać dziewczynkom wybrane książki i obserwować ich reakcję. Na przykład wczoraj zaczęłyśmy ,,Małego Księcia”. Parę dni temu dostałam od przyjaciela książkę „Czarodzieje mogą wszystko”. Będzie następna. Cieszę się, bo zaczyna się ciekawie, kiedy dziewczynka idzie do szkoły, a Koko we wrześniu zaczyna swoją pierwszą klasę.

GALA: Rozczula mnie, kiedy rodzice dają się uwieść historiom z książek swoich dzieci.

 

KATARZYNA FIGURA: Bo to jest fantastyczne, że można stwarzać – nie wyczarowywać za pomocą magii, ale naprawdę stwarzać – to, czego pragniemy w życiu realnym. Koko wróciła wczoraj z bardzo krótkich, ale za to pierwszych w jej krótkim życiu wakacji bez mamy i taty. Wybrała się z Zosią, koleżanką z zerówki, i jej mamą Agnieszką na Mazury. Przy czym ja, z samego rana, zanim Koko wróciła, pojechałam do Łodzi na zdjęcia do filmu ,,Dwa światy, zaświaty”. Kiedy skończyły się zdjęcia, wskoczyłam do pociągu, by zdążyć przed jej powrotem. Choć na Mazurach była przeszczęśliwa, świetnie się bawiła, to wtuliła się we mnie i powiedziała: ,,Mamo, ja tak bardzo za tobą tęskniłam”. Jeszcze długo po tym, jak Kaszmirka zasnęła, siedziałyśmy, czytałyśmy ,,Małego Księcia” i rozmawiałyśmy o wszystkim. Trochę tak, jakby Koko nie mogła nacieszyć się moją obecnością.

GALA: Córki walczą między sobą o twoją miłość?

KATARZYNA FIGURA: Naturalnie. Są zazdrośnicami, szczególnie młodsza, choć naprawdę staram się być sprawiedliwa i obiektywna. Mimo to jest między nimi rywalizacja. Myślę jednak, że ta rywalizacja może prowadzić do dobrych rzeczy i tego próbuję je nauczyć. Wczoraj na przykład, kiedy Kaszmirka zasnęła wcześniej, Kokunia podeszła do jej łóżeczka, nakryła ją kocykiem i czule gładziła po głowie.

GALA: Inaczej się kocha chłopca, a inaczej córki?

KATARZYNA FIGURA: Ja tego nie doświadczyłam, każde z nich kocham tak samo. To jest dziecko, kotwica, która trzyma cię przy życiu. Mimo że mój syn ma ponad 20 lat, nadal pozostanie moim dzieckiem. Nie znaczy to, że traktuję go jak dziecko. Aleksander jest moim największym przyjacielem. Być może bliższym niż ktokolwiek inny. I vice versa, mam nadzieję. Jest to miłość bezwarunkowa. Mam pełny respekt dla wszystkich jego życiowych wyborów. Dotyczy to choćby studiów. Aleksander nadal szuka – zaczyna jakiś kierunek, zmienia, próbuje czegoś innego. Po prostu boksuje się z rzeczywistością, a ja to pochwalam. Im więcej naboksuje się teraz, tym lepiej. Oby wybrał słuszną dla siebie drogę. Powtarzam mu, by nie próbował poddawać się presji otoczenia, by był sobą i szukał siebie.

GALA: Jak zatytułowałabyś swoje życie?

KATARZYNA FIGURA: (milczenie) W drodze. Nie wiem, co się zdarzy za zakrętem. Nie wiem, co się zdarzy na bocznych drogach ani na autostradzie, którą widzę tak, jak bohaterowie w amerykańskich filmach. Pamiętasz ,,Moje własne Idaho” Gusa Van Santa i rolę Rivera Phoeniksa? On ma przed sobą obraz takiej typowej amerykańskiej drogi. Niby widzisz ją całą, ale nie wiesz, co może się na niej zdarzyć i gdzie naprawdę jest jej koniec. Ani co cię na tym końcu czeka. Ja na swoją drogę patrzę z takim przyjemnym dreszczem i nadzieją, że to, co się zdarzy – nieważne: złego czy dobrego – będzie ekscytujące. Poza tym skąd wiemy, że droga, którą widzimy, nie jest fantasmagorią? Może nasza prawdziwa droga wygląda zupełnie inaczej?