GALA: Dziennikarka Sara, bohaterka pani nowej książki, podobnie jak Judyta z powieści „Nigdy w życiu”, szuka szczęścia, czyli mężczyzny. Bez niego nie można być zadowoloną z życia?

KATARZYNA GROCHOLA: Bez miłości trudno osiągnąć szczęście. Dla mnie to bardzo ważne, więc dla moich bohaterek również. Oczywiście można żyć bez mężczyzny u boku, tylko po co? Zawsze twierdzę, że od samotności dużo lepszy jest wspaniały związek. Choć od kiepskiego związku dużo lepsza jest samotność. Ale to, co dobre dla mnie i moich bohaterek, nie zawsze jest dobre dla innych kobiet, nie zapominam o tym.

GALA: Opisuje pani kobiety już od 12 lat. Jak przez ten czas się zmieniłyśmy?

KATARZYNA GROCHOLA: Może kobiety są bardziej otwarte i odważniejsze. Może też mają mniej czasu, bo więcej pracują, robią kariery. Może też już nie wstydzą się tak bardzo tego, że wybierają dom i dzieci. Ale takie pytanie zawsze mnie peszy – ponieważ tyle odpowiedzi, ile kobiet. Jesteśmy niepowtarzalne, więc wspólny worek nam się trochę nie sprawdza.

GALA: „O miłość trzeba zawalczyć. To, co przychodzi łatwo, jest niewiele warte” – mówi matka do bohaterki książki. Pani również tak uważa?

KATARZYNA GROCHOLA: O nie. Tak mówi jedna z bohaterek, a jej córka robi z tego swoisty użytek. Chyba Faulkner powiedział, że miłość jest tyle warta, ile trzeba za nią zapłacić. Ale już dzisiaj nie jestem pewna, czy miał rację, czy miłość rzeczywiście musi być okupiona cierpieniem i wyrzeczeniem. Może jest po prostu radością?

GALA: I może stąd ten urodzaj ślubów, jaki na nas spadł: Cezary Pazura, Michał Żebrowski, Katarzyna Skrzynecka, Andrzej Grabowski, Jan Nowicki, Andrzej Łapicki. Triumf miłości czy reakcja na kryzys?

KATARZYNA GROCHOLA: Triumf miłości? Trudno mi to potwierdzić wobec wszystkich tych związków. Mam złe przeczucia, przynajmniej jeśli chodzi o dwa. Wydają mi się desperackimi krokami mężczyzn, którzy nie mogą się pogodzić ze starzeniem – to była pierwsza myśl i oczywiście nie chodziło o Jana Nowickiego. A potem poszłam nie po rozum do głowy, tylko w odwrotną stronę i zdałam sobie sprawę, że nic nie wiem! Nie jestem ani Pazurą, ani Łapickim, ani ich żonami. Pan Łapicki jest w wieku, kiedy już wszystko można, a jego żona w wieku, kiedy jeszcze wszystko można. I jest miejsce na fascynację. Niech będą szczęśliwi... Ludzie z pierwszych stron gazet mają ciężko.