Po rozmowie Czarek spieszy się do telewizji. Zostajemy z Kasią same. Niedawno dostała propozycję wystąpienia w drugiej edycji „Tańca na lodzie”. „Łyżwy miałam na nogach raz w życiu. Myślę, że nawet nie utrzymałabym się na lodzie” – śmieje się.

Opowiada o córkach. Starsza Ola studiuje psychologię, w marcu skończyła 20 lat. Młodsza Zuzia jest w pierwszej klasie gimnazjum. „Lubię patrzeć, jak dziewczyny stają się kobietami, zastanawiam się, ile w każdej z nich jest z nas”. Jest dumna z męża. „Profesorowie Cezarego w szkole teatralnej mówili, że zrobi karierę dopiero po czterdziestce. Sprawdziło się”. Teraz marzy o scenariuszu filmowym z wielką rolą dla niego bardziej niż o fantastycznej roli dla siebie. „On ma większe szanse niż ja”. Ona nie ma gwiazdorskich tęsknot. Cieszy się rolą Solejukowej w „Ranczu”. Przed każdym nagraniem charakteryzacja trwa co najmniej godzinę. Kasia jest tak zmieniona, że początkowo nawet mama jej nie poznała.

GALA: Tabloidy nie dają państwu spokoju. Stale donoszą o kryzysie w waszym małżeństwie.

CEZARY ŻAK: Widać jesteśmy parą, która wzbudza podejrzenia, że coś między nami jest nie tak. Oficjalnie dementujemy plotki, prawda Kasiu? Są imprezy, przyjęcia, koncerty, na które przyjeżdżamy osobno, ponieważ zajmujemy się domem, dziećmi, własną pracą. I nadal będziemy przyjeżdżać i wyjeżdżać osobno, ale to naprawdę o niczym nie świadczy. Wszystko u nas w porządku. Nic się między nami nie zmieniło.

KATARZYNA ŻAK: Pierwszy miesiąc nawet mnie to bawiło. Ale dociekania prasy brukowej nie milkną i zaczyna mnie to irytować, bo przeszkadza również dzieciom. Młodsza córka idzie do szkoły i słyszy od koleżanek, że jej rodzice jednak się rozwodzą. Jak dziecku kolejny raz wytłumaczyć, że to bzdura? Mieszka z nami, widzi, że nic się nie zmieniło, ale to nie jest takie proste. Stąd mój apel do tabloidów: Jak kiedyś będziemy się rozwodzić, sami do was zadzwonimy.

CEZARY ŻAK.: Aż się boję, żebyśmy nie wyprzedzili pani Dody w kronikach towarzyskich.

GALA: Niedawno wróciliście z Rzymu.

CEZARY ŻAK.: Od lat lubimy tam jeździć. Chodzimy po tych samych ulicach, oglądamy te same zabytki. Znowu zachwyciliśmy się Kaplicą Sykstyńską. Było pięknie.

KATARZYNA ŻAK: Odkryliśmy fantastyczną restaurację. W bocznej uliczce, gdzie nie trafiają turyści. Włosi zamawiają stoliki z wyprzedzeniem. Staliśmy półtorej godziny, żeby zjeść obiad.

CEZARY ŻAK.: Podają wyśmienite przystawki w małych miseczkach, zastawiają nimi cały stół. Właściciel osobiście poleca dania główne.

GALA: Od kilku lat wyjeżdżacie tylko we dwoje. Czyj to był pomysł?

KATARZYNA ŻAK: Cezarego. Ja, niestety, mam mocno rozwinięty instynkt macierzyński. Jestem matką kwoką, która wszystko chce wiedzieć, zapewnić, być na wyciągnięcie ręki, wziąć pod skrzydła. Bałam się, że gdy wyjadę, dom runie, dzieci nie będą jadły, nie odrobią lekcji.

CEZARY ŻAK.: Chciałem, żeby Kasia trochę odpoczęła. Od ciągłego myślenia, o której angielski, basen, co z obiadem. Uważałem, że dzieci, przy pomocy naszych mam, doskonale sobie poradzą. Sam też chciałem odetchnąć innym powietrzem, napić się spokojnie wina. Wracamy z dobrą energią na następne miesiące. Staramy się dwa razy do roku wyjechać gdzieś razem na kilka dni.

GALA: Dzięki temu nie zapominacie, że jesteście parą, a nie tylko mamą i tatą.

KATARZYNA ŻAK: Mamy czas na długie śniadania, niespieszenie się, zatrzymywanie się w miejscach, które nam się podobają. Czasem tylko, gdy widzę dzieci z rodzicami, czuję ścisk w sercu i myślę: Boże, a moje dziewczynki gdzieś tam w domu same.

CEZARY ŻAK: Co będzie, jak dziewczyny dorosną i wyjdą z domu? Kasia chyba zwariuje i będę musiał przeprowadzać kolejną terapię.

KATARZYNA ŻAK: Nie martw się, ja to rozumiem, że muszą wyjść z domu.

GALA: Potrafi pan powiedzieć żonie, że ją kocha?

CEZARY ŻAK: Dość często to sobie mówimy, oboje. Nie mam poczucia, że coś się wypaliło po 23 latach. Przeciwnie, nasza miłość jest mocniejsza. Już przez coś razem przeszliśmy.

GALA: Pamięta pan, jak wyglądała pani Kasia, kiedy zobaczył ją pan pierwszy raz na obozie jeździeckim?

CEZARY ŻAK.: Była znacznie większa niż teraz. Grubsza byłaś.

KATARZYNA ŻAK: Ważyłam 10 kilo więcej.

CEZARY ŻAK: Mimo wszystko zakochałem się bez pamięci.

KATARZYNA ŻAK: A ty, przepraszam, ile byłeś większy? Byłam duża, ale proporcjonalna.

CEZARY ŻAK.: Wszystko miała dobrze poukładane. Poza tym zobaczyłem ją trochę w pijanym widzie. Byliśmy z kolegami nad jeziorem, a Kasia szła z koleżanką. Do dzisiaj nie wiem, dlaczego kąpały się o czwartej rano. Pomyślałem, że ciekawe będzie życie z taką wariatką. Już tydzień później chciałem się żenić.

GALA: Ale gdyby nie pani Kasia, pewnie nie bylibyście razem. Po obozie wróciliście na uczelnię i przestał ją pan zauważać.

CEZARY ŻAK.: Byłem niezwykle nieśmiały. Wydawało mi się, że to się nie może udać.

KATARZYNA ŻAK: Nie mogłam zrozumieć, dlaczego nie dzwoni. Fajnie spędzaliśmy czas, podobaliśmy się sobie. Czarek mnie intrygował. Był taki wycofany, nie starał się popisywać, a jednocześnie miał poczucie humoru. Powiedziałam koledze, żeby mu przekazał, że mam dla niego prezent. Jeśli jest zainteresowany, niech się odezwie. Pamiętam, kupiłam mu w Toruniu szalik. Czarek odezwał się półtorej godziny później.

 

GALA: Byliście bardzo młodzi kiedy braliście ślub. Pani miała 22 lata, pan 24.

KATARZYNA ŻAK: Ja nawet nie miałam 22. Nasi rodzice byli przeciwni. Mówili, że jesteśmy za młodzi, nieprzygotowani, nieodpowiedzialni. Mama Cezarego w ogóle sobie nie wyobrażała, że on się kiedykolwiek ożeni.

CEZARY ŻAK.: Byłem synkiem mamusi.

KATARZYNA ŻAK: Chciała, żeby po skończeniu szkoły teatralnej wrócił do niej i jeszcze pomieszkał.

GALA: Sami nieśliście fotele do mieszkania, bo nie wystarczyło pieniędzy na taksówkę. Nie przerażało was, jak będzie?

CEZARY ŻAK.: Dostaliśmy służbowe mieszkanie od teatru we Wrocławiu. Byliśmy szczęśliwi, że znaleźliśmy w komisie meblowym dobrze wyglądające i solidne fotele z dębu.

KATARZYNA ŻAK: Kupiliśmy za resztę pieniędzy z wesela.

CEZARY ŻAK.: Na taksówkę rzeczywiście już nie wystarczyło. Poprosiliśmy kolegę o pomoc. Chcieliśmy jak najszybciej zbudować nasze gniazdo i nic nas nie przerażało.

GALA: Pierwszy dom w Warszawie też remontowaliście sami.

KATARZYNA ŻAK: Za pieniądze ze strychu we Wrocławiu kupiliśmy dom w Sulejówku. Nawet ostatnio znalazłam zdjęcia. Stoję w wykutej dziurze z wiadrem gruzu.

CEZARY ŻAK.: Czytałem w „Muratorze”, jak postawić ściankę gipsową.

KATARZYNA ŻAK: Chciałam dorównać Czarkowi, pokazać, że jestem silna. Chociaż miałam momenty załamania. Wtedy liczyłam, że on mnie przytuli i powie coś miłego, a słyszałam: Nie maż się, nie ma czasu. I wie pani, że to lepiej działało.

CEZARY ŻAK.: Nie byłem szorstki i nieczuły, tylko nie chciałem, żeby Kasia rozkleiła się. Zawsze uważałem, że należy się cieszyć każdym dniem i tym, co się w życiu ma. Każdą drobnostką, bo to daje siłę i motywację. Początek narzekania był naszym powodem wyjazdu z Wrocławia. Bardzo wierzyłem, że w Warszawie nam się uda i że trzeba próbować, rzucić się na głęboką wodę.

GALA: Powiedziała pani, że wiele trudnych chwil przetrwaliście dzięki rozmowom.

KATARZYNA ŻAK: Tego też uczyliśmy się latami. Na początku po prostu się obrażałam. Nie potrafiłam posłuchać, tylko z góry oceniałam i zamykałam sprawę. Cezary mówił: Teraz się obraź, popłacz. Po kolejnej awanturze zaczęło do mnie docierać, że to bez sensu.

CEZARY ŻAK.: Jak jedziemy siedem godzin samochodem, to cały czas gadamy. Jeżeli po 25 latach nie nudzimy się ze sobą, to chyba jest nieźle.

GALA: Jakie macie wady, czego u siebie nie lubicie?

KATARZYNA ŻAK: Cezary bywa apodyktyczny.

CEZARY ŻAK.: Czasem czuję pod skórą, że mam rację i nie przyjmuję krytyki. A Kasia jest z kolei uparta.

KATARZYNA ŻAK: Wrodzony pesymizm mi też przeszkadza. Są dni, kiedy wszystko jest smutne, szare, nic się nie może udać.

CEZARY ŻAK.: Mówię Kasi, że życie jest za krótkie, żeby tak myśleć. Ja szybko zapominam o porażkach. Nie lubię patrzeć wstecz, nie roztrząsam, nie zastanawiam się, czy chciałbym coś zmienić.

KATARZYNA ŻAK: Pewnie trochę się dobraliśmy na zasadzie przeciwieństw.


CEZARY ŻAK.: Różnimy się jeszcze tym, że ja mogę jeść owoce morza codziennie, a Kasia nigdy. Ale dopnę swego, jeszcze je polubisz (śmiech).

GALA: Ważne decyzje podejmujecie razem?

CEZARY ŻAK.: Te kluczowe, najważniejsze, staramy się podejmować razem, na mój wniosek.

KATARZYNA ŻAK: Cezary jest głową rodziny, przywódcą. Uważam, że w domu, w którym są trzy kobiety plus suka i rybki, musi być facet. Nie lubię zniewieściałych facetów, a Cezary jest stuprocentowym mężczyzną. I za to go cenię, że mocno stąpa po ziemi i chodzi w spodniach. Jak ryknie w domu, jest to ryk lwa (śmiech).

GALA: Święta spędzacie z rodziną?

KATARZYNA ŻAK: Przywiązujemy wielką wagę do wspólnych świąt, uroczystości. Chcemy, żeby nasze córki wyrastały w poczuciu, że czas mija. Żeby widziały nowe dzieci w rodzinie, to jak my się zmieniamy, jak dziadkowie się starzeją. Nie ma większej wartości niż budowanie silnych więzi rodzinnych. Oboje z Cezarym wychowaliśmy się w tradycyjnych i konserwatywnych rodzinach.

CEZARY ŻAK: Czasem marzyliśmy, żeby wyjechać na święta gdzieś do ciepłych krajów. Ale zaraz myśleliśmy: A co będą robić nasze mamy? Moja mama całe życie skupiała rodzinę. Kiedyś jeździliśmy do niej do Brzegu. Odkąd tata nie żyje, bierzemy to na siebie.

GALA: Jesteście szczęśliwi?

KATARZYNA ŻAK: Wszyscy w naszej rodzinie są dziś zdrowi i to jest największe szczęście. Kiedy Zuza miała atak astmy i ponad tydzień byłam z nią w Centrum Zdrowia Dziecka, napatrzyłam się na nieszczęścia innych rodziców. Zobaczyłam twarze matek dzieci chorych na raka i pomyślałam: Boże, zgrzeszyłabym, gdybym nie była szczęśliwa.

CEZARY ŻAK.: Widzi pani, jaki ja mam opór w mówieniu o szczęściu wprost... Czasem aż się boję mówić o zadowoleniu z życia, o sukcesie, bo zostanę źle zrozumiany. Chwali się, przewróciło mu się w głowie... A powinniśmy pani od razu chóralnie odpowiedzieć: Tak, jesteśmy bardzo szczęśliwi.

GALA: Los wam niewątpliwie sprzyja.

KATARZYNA ŻAK: Czasem aż się boję. Lepiej za dużo o tym nie mówić, żeby nie zapeszyć, żeby nie stało się coś złego.

CEZARY ŻAK.: Staramy się losowi pomagać. Na przykład bardzo dbamy o swoje zdrowie. Regularnie robimy wszystkie konieczne badania. Jak słyszę, że ktoś 10 lat nie robił zdjęcia płuc, nie mogę tego zrozumieć.

KATARZYNA ŻAK: Zaszczepiliśmy starszą córkę przeciwko wirusowi wywołującemu raka szyjki macicy.

GALA: Wyobrażacie sobie siebie za 20, 30 lat?

 

KATARZYNA ŻAK: Wczoraj rozmawialiśmy o tym na spacerze z psem.

CEZARY ŻAK: Będziemy taką parą niemieckich staruszków, którzy spacerują z psem i wracają do pustego domu. Zapytałem Kasię: To będzie smutne? A ona: Nie, to będzie fajne. Wrócimy do domu, w którym będziemy się dobrze czuli.

KATARZYNA ŻAK: Nasz dom kojarzy mi się z jasnością, zielenią. Rano będzie pachniało kawą, a po południu herbatą i domowym ciastem, Cezary będzie coś sadził w ogrodzie. Przyjadą przyjaciele, córki, wnuki.

GALA: Ksiądz w „Ranczu” cały czas dogląda roślin w szklarni. To był pana pomysł.

CEZARY ŻAK: Sam się teraz zastanawiam, czy mój, czy już był w scenariuszu?

KATARZYNA ŻAK: Dziewczyny, jak oglądają księdza, to pękają ze śmiechu. Ma dużo z Cezarego. Jest wycofany, pedantyczny, trochę kąśliwy, moralizatorski, nawet z rybkami na plebanii (śmiech). Kiedyś też mieliśmy akwarium w domu. Czarek chciał je odglonić i przedawkował z roztworem. Ryby nie przeżyły, ale akwarium było czyste.

CEZARY ŻAK: Nieskazitelne, kochanie. Ostatnio marzę o akwarium morskim, takim z koralowcami. O właśnie, zajmę się tym na emeryturze.

KATARZYNA ŻAK: Na razie mamy ryby w oczku wodnym. Od wiosny do końca października Cezary rano najpierw daje jeść Bercie, a potem idzie do ogrodu karmić rybki. To cały rytuał.