Ryzykantka, buntowniczka, marzycielka – tak mówiłaś o sobie kilka lat temu. Które z tych określeń najlepiej do Ciebie pasuje teraz?

(śmiech) To musiało być naprawdę dawno temu! Jeśli miałabym wybierać, dzisiaj byłaby to marzycielka.

W takim razie o czym marzysz?

Chcę spotykać w swojej pracy mądrych i inspirujących mnie ludzi. Każdy film, spektakl czy serial jest pracą zbiorową. Nie da się robić wszystkiego samemu, no chyba że to monodram, który sami  reżyserujemy (śmiech). Aktor musi nauczyć się ufać innym – reżyserom, scenarzystom. Nie kalkulować, tylko mieć w sobie odrobinę dziecięcej wiary. Od tego wszystko się zaczyna.

Show-biznes nie pozbawił Cię tej wiary?

Nie, choć w szkole teatralnej miałam dużo bardziej idealistyczną wizję mojego zawodu. Starałam się ją w sobie tłumić, bo podświadomie wiedziałam, że rzeczywistość szybko zweryfikuje te wyobrażenia.

Zaraz po ukończeniu studiów zagrałaś w popularnym serialu. Koledzy nie mówili Ci, że się sprzedałaś?

Jedni mówili, inni nie. Oczywiście trochę się tym przejmowałam. Zanim trafiłam do serialu,  zadebiutowałam w filmie Jerzego Stuhra „Korowód”, grałam w Starym Teatrze w Krakowie oraz Teatrze Wybrzeże w Gdańsku. Kiedy pojawiła się propozycja z „Teraz albo nigdy”, pomyślałam: dlaczego nie spróbować? W końcu to nowe doświadczenie. Z perspektywy czasu wiem, że dobrze zrobiłam. Lubię nowe wyzwania, pociągają mnie czarne charaktery. Teraz w serialu „Przyjaciółki”
wcielam się w taką postać. 

Aktorzy często mają rozbuchane ego. Ty umiesz patrzeć na siebie krytycznie?

Wybujałe ego przydaje się w tym zawodzie, jednak trzeba pamiętać, by nie przekroczyć granicy samouwielbienia. Mnie to raczej nie grozi – długo byłam wobec siebie zbyt krytyczna, uważałam, że zawsze mogę lepiej i więcej, co też nie jest dobre.

Czego w sobie nie lubisz?

Tego, że nie umiem się skupić na tym, co jest tu i teraz, i wybiegam w przyszłość. Ciągle chciałabym robić coś nowego. Z drugiej strony taka postawa napędza mnie do życia, sprawia, że stawiam sobie kolejne cele, do których dążę. 

To kwestia Twojego niezaspokojenia artystycznego czy prestiżu, pieniędzy?

Ja to kocham! Choć aktorstwo nie jest całym moim światem. Kiedyś myślałam, że jestem niezniszczalna, dziś wiem, że to nieprawda. Raz na jakiś czas muszę naładować baterie, by dalej funkcjonować. Dużo podróżuję, poznaję nowych ludzi, szukam inspiracji. Sporo osiągnęłaś jak na tak młody wiek. 

Nie czujesz się czasami znudzona tym, co robisz?

Zdarza się, że marzę o jakimś „konkretnym” zawodzie. Chyba każdy artysta ma takie momenty, kiedy wolałby pracować na poczcie (śmiech).

Mówisz, że w życiu ważni są dla Ciebie ludzie. Jakie cechy charakteru Ci imponują?

Lubię bezkompromisowość. Cenię ludzi, którzy żyją według własnego pomysłu i nie są niewolnikami schematów. Imponują mi też ci, wytrwale dążący do obranego celu.

Ty tak umiesz?

Staram się (śmiech). 

Od dziecka marzyłaś, by być aktorką, ale nie od razu zdecydowałaś się na szkołę teatralną.

To prawda. Jako dziecko brałam udział w konkursach recytatorskich, kochałam literaturę i przedmioty humanistyczne. Jednak brakowało mi odwagi, by zdawać do szkoły aktorskiej. Plan podjęcia studiów w Akademii Teatralnej wydawał się czystym szaleństwem.

Rodzice Ci to odradzali?

Nie, to ja narzucałam sobie takie ograniczenia. Wszystkie swoje występy sceniczne traktowałam jak zabawę i chyba trochę z rozsądku poszłam na germanistykę. Często jednak urywałam się z zajęć i biegłam do teatru. Potrzebowałam dwóch lat, aby podjąć decyzję o zmianie studiów. Wiesz, po maturze nie każdy wie, co chciałby robić. 

Miałaś kompleks dziewczyny z małej miejscowości czy po prostu w siebie nie wierzyłaś?

Bałam się etapu egzaminu, który polegał na śpiewaniu. Jako ośmiolatka usłyszałam od jednego z moich nauczycieli, że kompletnie się do tego nie nadaję. bolało mnie na tyle, że potem przez wiele
lat nie byłam w stanie nic zaśpiewać!

 

Pochodzisz z rodziny, w której były tradycje aktorskie?

Nie, zupełnie nie, jestem pierwsza, ale myślę, że rodzice są ze mnie dumni.

Jakie masz relacje z mamą?

Świetne! Chodzimy razem do kina i na babskie zakupy. Lubimy też wspólnie gotować.

A z bratem?

W dzieciństwie darliśmy koty, bo zawsze plątał mi się pod nogami. Teraz jest o głowę wyższy ode mnie, więc to ja się plączę. Cieszę się, że mieszka w Warszawie i zaprasza mnie na niedzielne obiadki. Jego żona Ola świetnie gotuje.

Masz te same przyjaciółki od lat?
Tak, najsilniejsza więź łączy mnie z dziewczynami, które poznałam w pierwszej klasie podstawówki. Chociaż mieszkamy w różnych miastach, nadal utrzymujemy ze sobą kontakt. Oczywiście ta przyjaźń ma różne fazy, ale nawet jeśli nie odzywamy się do siebie przez kilka tygodni, potem nasze rozmowy wyglądają tak, jakby tej przerwy w ogóle nie było. Wykonujemy różne zawody. Ja jestem aktorką, Magda – psychologiem, Iza pracuje w domu kultury, a Bernatka zajmuje się dotacjami unijnymi... ale kiedy się spotykamy, wciąż mamy po dziesięć lat (śmiech).

Rzadko pojawiasz się na bankietach, wiem, że nie przepadasz też za imprezowaniem. Co robisz, kiedy nie pracujesz?

Po całym tygodniu spędzonym na planie chyba wyczerpuję swój limit spotkań z ludźmi. Lubię samotność – czas spędzony z książką, dobrym filmem w domu. Nie widzę w tym niczego złego, jeśli piątkowy wieczór poświęcam sobie. Sporo też podróżuję – mam swoje ulubione miejsca, do których chętnie wracam. Kocham Włochy, Grecję i Nowy Jork – to miasto totalne!

Jesteś aktorką, która umie walczyć o swoje?

Aktorstwo jest kapryśnym zawodem. Nie ma w nim ciągłości polegającej na tym, że jeśli dostałaś dobrą propozycję, to następna będzie jeszcze lepsza. Trzeba to zaakceptować. A jeśli chodzi o walkę – podejmuję ją tylko na swoich warunkach. 

Odkładasz pieniądze czy żyjesz z dnia na dzień?

Kiedyś odkładałam, jednak zauważyłam, że z wiekiem staję się coraz bardziej rozrzutna (śmiech). Uczę się cieszyć chwilą i sprawiać sobie małe przyjemności.