GALA: Powiedziała mi pani po jednym z odcinków programu „Jak oni śpiewają”: „Pewnie i tak wkrótce odpadnę. Jestem za wrażliwa”. Prorocze słowa?

KATARZYNA ŻAK: Nie zdawałam sobie sprawy, że program będzie dla mnie tak potwornym stresem. W pierwszym odcinku, jak skończyłam śpiewać, czułam taką suchość w ustach, że wargi przykleiły mi się do dziąseł. W drugim miałam pokręcone włosy i było widać, jak drgają mi loki. Nie potrafiłam nad tym zapanować i to mnie najbardziej wkurzało. Chyba od zawsze miałam problem z wiarą w swoje siły i możliwości. Byłam grzeczną, obowiązkową dziewczynką, dobrze się uczyłam, nie sprawiałam kłopotów, opiekowałam się młodszym bratem.

GALA: I pewnie zawsze czekała pani na nagrodę i pochwałę?

KATARZYNA ŻAK: Moi rodzice byli ze mnie dumni, ale pamiętam, że zawsze porównywali mnie z innymi dziećmi, że ta koleżanka coś zrobiła lepiej, ładniej. To we mnie pozostało. Później los tak sprawił, że zakochałam się i wyszłam za mąż za człowieka, który jest bardzo utalentowany i zrobił karierę. Często słyszałam, że wszystko mi załatwia. Trafiłam do „Klanu” z castingu rok później niż Czarek, a i tak mówili, że to dzięki niemu. Strasznie mnie to irytowało. W „JOŚ” czasami myślałam, że jeżeli coś będzie nie tak, to przyniosę wstyd mojemu mężowi, a tego bardzo bym nie chciała.

GALA: Pan Czarek sprawia wrażenie wiecznego optymisty. Podtrzymuje panią na duchu w trudnych chwilach?

KATARZYNA ŻAK: Jeżeli mam dół, sama muszę się z tym zmagać. Cezary bardzo dobrze mnie zna, chce mi pokazać, gdzie robię błąd, co robię źle. Ale ja to wiem, więc wkurzam się na niego, że mówi mi rzeczy oczywiste. Bardziej uspokaja mnie rozmowa ze starszą córką albo z przyjaciółką. Czasem, jak się nakręcę w tych swoich złych myślach, to lepiej mnie wtedy zostawić, żebym się wypłakała.

GALA: Nigdy nie była pani zazdrosna o popularność męża?

KATARZYNA ŻAK: Nigdy, szczerze. Jeszcze na studiach doskonale wiedziałam, że Cezary jest bardzo utalentowany i że prędzej czy później zaistnieje. Jego profesorowie mówili, że karierę zrobi bliżej czterdziestki, i tak się stało.

GALA: Byłam zaskoczona, kiedy usłyszałam od pani, że bardziej marzy pani o fantastycznej roli dla męża niż dla siebie.

KATARZYNA ŻAK: Jestem realistką i doskonale znam swoje miejsce w szeregu. Zdaję sobie sprawę, że w moim przedziale wiekowym są aktorki zdecydowanie bardziej popularne ode mnie. Nie mam gwiazdorskich tęsknot. Cezary ma większe szanse niż ja. Bardzo lubię go obserwować na planie „Rancza”, jak gra sceny na różne sposoby.

GALA: Rola Solejukowej, prostej, wiejskiej kobiety, to duże wyzwanie. Myślę, że nie każda aktorka zgodziłaby się tak zmienić.

KATARZYNA ŻAK: Solejukowa ma siedmioro dzieci, męża pijaka, pracuje ciężko fizycznie, ma wodę w studni i kuchnię na węgiel, nie ma pralki, nie może wyglądać pięknie. Charakteryzatorka Kasia Wilk fantastycznie mnie zrobiła. Wyciąga wszystkie bruzdy, zmarszczki, maluje popękane naczynka krwionośne. Kiedyś pomyślałam: „Normalnie robię odwrotnie” (śmiech). W Solejukowej jest wielka radość życia, czasem jest w tym trochę naiwna, ale lubię to w niej. Jestem szczęśliwa, kiedy słyszę od wielu kobiet, że znają takie Solejukowe.

GALA: Chce pani pokazać tą rolą kobietom na wsi, w małych miasteczkach, że jednak można się nie poddawać?

KATARZYNA ŻAK: Nawet jeżeli jest beznadziejnie, to zawsze można coś wymyślić, zawalczyć, na przekór wszystkiemu. Solejukowa zaczyna sprzedawać pierogi i ma swój mały sukces. Lubię w niej taką zadziorę. Żałuję, że wypadła z filmu genialna scena, w której Solejukowa mówi do najstarszego syna: „Marianek, ty musisz kochać kobietę, szanować ją. Szukaj nie kobiety, która ma urodę, bo to szybko przeminie, tylko patrz jej w duszę”. I na koniec: „I myj się synek, myj się”. Reżyser spłakał się ze śmiechu.

GALA: Pan Czarek bardziej przypomina wójta czy księdza?

KATARZYNA ŻAK: Bardziej księdza. Jest powściągliwy, lekko złośliwy, trochę sarkastyczny. Wiele osób mówi o moim mężu, że sprawia wrażenie niedostępnego. A to nieprawda, raczej jest wycofany, introwertyczny. Zawsze taki był, a duża popularność jeszcze bardziej go zamknęła.

GALA: Ksiądz ma szklarnię i ukochane rośliny. Mąż szczególnie dba o ogród?

KATARZYNA ŻAK: To jego konik. W ogrodzie mamy bardzo dużo drzew, przez co w domu jest ciemno. Czarek martwi się, że kwiaty padają jak muchy. Studiuje kolejne atlasy roślinne, sypie jakieś nawozy. Całe lato walczy ze ślimakami, mszycami i wszelkimi plagami w ogrodzie (śmiech). Jest załamany, że nie potrafię odróżnić oczaru od hortensji. Dla mnie i jedno, i drugie kwitnie na żółto. Nie umiem też zapamiętać, ile mamy gatunków drzew i krzewów w ogrodzie.

GALA: Miała pani 21 lat, kiedy braliście ślub. Co by pani powiedziała, gdyby starsza córka Ola niedługo chciała wyjść za mąż?

KATARZYNA ŻAK: Zapytałabym, tak jak moja mama, czy będę babcią? Jak patrzę na Olę, to myślę, że szkoda tak wcześnie pozbawiać się wolności (śmiech).

GALA: Ale pani nie żałuje?

 

KATARZYNA ŻAK: Nie, bo trafiłam na fantastycznego faceta, może nie najłatwiejszego. Ale pewnie nie potrafiłabym odnaleźć się w związku z mężczyzną uległym, bardzo poukładanym. Czarek z jednej strony jest poukładany, ale jest też szalony. Daje mi poczucie bezpieczeństwa, zawsze czuje się odpowiedzialny za rodzinę, wspiera mnie we wszystkim, a przy tym nigdy się z nim nie nudzę.

GALA: W przyszłym roku będziecie obchodzili 25. rocznicę ślubu. Jakie to były lata?

KATARZYNA ŻAK: Różne i to jest fajne. Były też pakowane walizki, wszystko było. Bez kryzysów nie byłoby wzmocnienia związku i nie nabralibyśmy przekonania, że na pewno chcemy się ze sobą zestarzeć.

GALA: Jak pokonywaliście kryzysy?

KATARZYNA ŻAK: Nocnymi, wielogodzinnymi dyskusjami. Kiedy byliśmy młodzi, Cezary często wyjeżdżał ze spektaklami, pracował w Estradzie. Po trzech latach zorientowaliśmy się, że mamy zupełnie różne grupy znajomych. Zaczęłam sama wychodzić z domu, czego on nie mógł zaakceptować. A ja się dziwiłam, czemu jemu to przeszkadza, przecież i tak na ogół nie ma go w domu. Wtedy nie było komórki, komputera, nie mieliśmy w domu nawet telefonu. To był trudny czas dla naszego związku, ale dogadaliśmy się. Oboje musieliśmy pewne rzeczy zrozumieć i pójść na kompromisy. Facetowi na pewno trudniej to zrobić.

GALA: Po tylu latach może pani powiedzieć: im dalej, tym lepiej, tym spokojniej w związku?

KATARZYNA ŻAK: Zdecydowanie. Jak to Cezary mówi: „Teraz to już tylko szacunek i przywiązanie” (śmiech).

GALA: Ale to nie jest tak, że wkradła się rutyna i przyzwyczajenie?

KATARZYNA ŻAK: Jesteśmy oboje na tyle kolorowymi ludźmi, że rutyna nam nie grozi.

GALA: Podoba mi się, że dwa razy w roku wyjeżdżacie tylko we dwoje.

KATARZYNA ŻAK: Teraz mieliśmy pojechać w romantyczną podróż do Wilna, ale byłam zajęta pracą i Cezary pojechał z Olą. To już młoda kobieta, skończyła kilka dni temu 21 lat, od października mieszka sama. Wspólny wyjazd fantastycznie im zrobił. Oboje wrócili bardzo zadowoleni, a dla mnie największym komplementem było, kiedy usłyszałam od męża: „Wolę wyjeżdżać z tobą, jesteś tysiąc razy lepiej zorganizowana”. Śmieję się, że przez tyle lat już mnie wytresował. Na wakacje planujemy pojechać z młodszą córką Zuzią do Toskanii. Byliśmy tam przed laty ze starszą. A z Czarkiem wybierzemy się jesienią do Lizbony, jeszcze jej nie znamy. Lubię te nasze podróże we dwoje. To jest czas tylko dla nas. Zwiedzamy, jemy w lokalnych knajpkach, z Warszawy zabieramy ze sobą filmy, których nie widzieliśmy, i wieczorem oglądamy je w hotelu. Piękny czas.

GALA: Macie swoje rytuały, wspólne śniadania czy niedzielny obiad?

KATARZYNA ŻAK: Najważniejszą rzeczą w naszym domu jest stół i rozmowy przy nim. Śniadania i obiady w soboty i niedziele zawsze jemy razem. Wspólnie gotujemy. Robię sałatę, Zuza makaron i sosy, a Cezary najlepiej z nas smaży mięsa i warzywa. Złapałam się na tym, że za często wyręczałam Olę. Nie chcę tego błędu powtórzyć. Mówię Zuzi: „Zrób herbatę, pokrój pomidory, nakryj do stołu”, i widzę, że ona się tym cieszy. Rodzina daje mi siłę. Bardzo lubię być mamą, obserwować, jak córki rosną, zmieniają się. Obie są bardzo wrażliwe. Ostatnio im powiedziałam: „Dziewczyny, mogę was tylko przeprosić, że takie geny wam sprzedałam”. Na pewno w dzisiejszym świecie, kiedy wszystko jest takie szybkie, mocne, silne, wrażliwym trudniej się żyje.

GALA: Jak spędzicie te święta?

KATARZYNA ŻAK: U nas w domu. Na pewno w sobotę będziemy malować jajka i piec baby drożdżowe, chodzić po kościołach i oglądać Groby Pańskie. Na uroczyste śniadanie przyjdą też nasi przyjaciele. Dla nas jest ważne, żeby cały czas powiększać grono bliskich osób.

GALA: Boi się pani upływającego czasu?

KATARZYNA ŻAK: To nieważne, czy będę miała dwie zmarszczki więcej, czy mniej, ważne, żebym miała chęć do życia. Patrzę na moją mamę, która jest lekarzem, ma siedemdziesiąt kilka lat i nadal jest piękną kobietą, pracuje w kilku miejscach i jeszcze chodzi na gimnastykę relaksacyjną i basen. Z podziwem patrzę też na moją teściową. Ciągle ma jakieś pomysły, działa w Związku Sybiraków, tworzy teraz w jednej ze szkół salę pamięci. Dwa lata temu została Kobietą Roku w Brzegu Dolnym.

GALA: Dom, w którym teraz mieszkacie, jest tym ostatnim?

KATARZYNA ŻAK: Bardzo bym chciała. Mamy oczywiście plany zrobienia kolejnego remontu, bo Czarek jest chory, jak betoniarka nie kręci się raz w roku.

GALA: Poprzedni dom w Sulejówku sami remontowaliście. To chyba jedna z fantastyczniejszych rzeczy – dorabiać się wszystkiego we dwoje od zera?

KATARZYNA ŻAK: To bardzo wzmacnia związek. Wszystko ma dużo większą wartość emocjonalną, bardziej cieszy. Cokolwiek by to było, nawet stara deska do krojenia chleba. Oboje bardzo przywiązujemy się do rodzinnych pamiątek. Cezary bardzo często wraca teraz do historii rodziny. Dziadek był u Piłsudskiego, a brat babci walczył w armii Andersa.

GALA: Do jakich chwil w życiu szczególnie lubi pani wracać?

KATARZYNA ŻAK: Mam wiele takich kadrów w oczach. Na pewno narodziny obydwu córek. Czarek kręcił filmy, kiedy dziewczynki były małe. Śmiejemy się, jak wyglądaliśmy, jaki Cezary był gruby, a co ja miałam wtedy na głowie. Lubię te nasze seanse. Jak się kończą, to nikt nic nie mówi. I to jest fantastyczne, że nic nie trzeba mówić.