KATARZYNA ZIELIŃSKA Przyciągam trudne typy

Udostępnij

Od półtora roku singielka. Świetnie czuje się w Warszawie, bo jak mówi, lubi ogrom możliwości, jakie daje wielkie miasto. Boże Narodzenie jednak, jak co roku, spędzi w rodzinnym domu w Starym Sączu. Nie wie, co chce dostać pod choinkę: „Zawsze jestem zadowolona z tego, co przynosi mikołaj”. Optymistka. Ciepła i twarda góralka.

KATARZYNA ZIELIŃSKA Przyciągam trudne typy

Lubi klimat panujący w sklepie wnętrzarskim AlmiDécor w warszawskiej Galerii Mokotów. Spotykamy się więc w pobliskiej knajpce. Pokazuje skafanderek dla psa koleżanki, który właśnie kupiła: „Cudowny, prawda?”. Jednak muszę zmienić temat. Ostatnio pokazała, że potrafi walczyć jak lwica. Nawet za cenę bólu. W programie „Gwiazdy tańczą na lodzie” wystąpiła ze złamanym żebrem. Na jej twarzy, jak zawsze, widać było tylko piękny uśmiech.

GALA: Co się pani stało?

KATARZYNA ZIELIŃSKA:  Złamałam żebro. Przez to muszę tak trochę dziwnie siedzieć. Nie przeszkadza to pani?

GALA: To jakieś szaleństwo! Bo z tym złamaniem tańczy pani na lodzie?

KATARZYNA ZIELIŃSKA: Tak, ale mam specjalny pas.

GALA: Jestem w szoku!

KATARZYNA ZIELIŃSKA: Należę do twardzielek.

GALA: W imię czego pani to robi?

KATARZYNA ZIELIŃSKA: Pomyślałam, że przed trzydziestką zafunduję sobie coś dla ciała, żeby fajniej wyglądać. Dla sylwetki, dla poczucia własnej atrakcyjności i kobiecości. Dla wiary we własną siłę i możliwości.

GALA: Jak pani myśli, czego to złamane żebro ma panią nauczyć?

KATARZYNA ZIELIŃSKA: Większego opanowania i mniejszego rozbrykania, bo złamałam je, kiedy strasznie się rozszalałam. Los pogroził mi palcem. Auuu, nie mogę się śmiać!

GALA: Bardzo chce pani wygrać?

KATARZYNA ZIELIŃSKA: Chęć wygranej jest raczej towarzyszem treningów i ich fajnej energii. Oczywiście im bliżej finału, tym większa pokusa, ale... nie ma we mnie takiej potrzeby. Wie pani, ile dobrego zrobiłam dla siebie podczas tych kilku miesięcy? Przestawiłam swój cykl dnia, żyję bardziej zdrowo, wcześniej wstaję i chodzę spać. Mniej choruję, więcej się uśmiecham, mam więcej energii i optymizmu. Niektóre panie chodzą na lodowe zabiegi, a ja mam krioterapię na co dzień. Staję sobie przed lustrem i widzę: lepsze mięśnie, skóra, która nie potrzebuje makijażu. Jestem nową kobietą! (podchodzi kelner)

Kelner: Przepraszam, ale pomyliłem się i podałem nie to wino, co trzeba.

KATARZYNA ZIELIŃSKA: Nie ma problemu.

GALA: Zakręcony jest ten pan. Mnie podał zieloną herbatę, której nigdy nie piję.

KATARZYNA ZIELIŃSKA: Ja go lubię, zawsze się myli. Chyba przyciągam takich „krejzoli”. Może mam taką energię? Zresztą, boję się kelnerów, bo podobno tym niemiłym i niegrzecznym klientom plują do zupy, więc staram się nie podskakiwać.

GALA: Miała pani jakieś przykre przygody z przypadkowymi ludźmi?

KATARZYNA ZIELIŃSKA: Kiedyś w Kazimierzu Dolnym Cyganka ukradła mi pieniądze. Oddała je, ale dopiero gdy dzwoniłam na policję.

GALA: Zdążyła powróżyć, zanim panią okradła?

KATARZYNA ZIELIŃSKA: Nie.

GALA: Chodzi pani do wróżek?

KATARZYNA ZIELIŃSKA: Nie. Boję się ich i tego, że wymyślą mi na przykład jakąś chorobę.

GALA: A do astrologów pani chodzi?

KATARZYNA ZIELIŃSKA: Również nie.

GALA: Numerologów?

KATARZYNA ZIELIŃSKA: Nie. Obawiam się. To jest to, o czym piszą w książce „Sekret”. Autosugestia. Przyciąganie. Jeśli sobie pomyślę, że na parkingu nie będzie miejsca dla mojego auta, to rzeczywiście wszędzie będzie zajęte. Naprawdę! Ostatnio korzystam z „Sekretu” nieustannie. Przeczytałam książkę i obejrzałam film. To taka dawka dobrej wiary. Mało się więc dzielę swoimi problemami. Po co ludzie mają słyszeć, że Zielińska znów ma grypę? Pracuję nad tym, żeby projektować sobie same dobre rzeczy.

GALA: Na przykład?

KATARZYNA ZIELIŃSKA: Wymyślam sobie, że będę miała fajny wyjazd i... tak się staje. Teraz intensywnie myślę, że kogoś spotkam, i jestem pewna, że tak się stanie.

GALA: A kogo chciałaby pani spotkać?

KATARZYNA ZIELIŃSKA: Na pewno nie tancerza, bo byłabym o niego zazdrosna. Ani aktora.

GALA: A może księgowy?

KATARZYNA ZIELIŃSKA: Na pewno każda osoba spoza branży. W tym roku pojawiło się nawet kilka osób ze środowiska, z którymi mogłabym się związać, ale wybrałam rozsądek. Już nie chcę związku na kilka lat. Nie ma szans. Aktorom nie ufam.

GALA: A sobie pani ufa?

KATARZYNA ZIELIŃSKA: Tak. Siebie jestem pewna.

GALA: Brak zaufania do osób z branży to wynik poprzednich związków?

KATARZYNA ZIELIŃSKA: Tak. Nie wyobrażam sobie życia z aktorem.

GALA: A gdyby oświadczył się DiCaprio?

KATARZYNA ZIELIŃSKA: Nie ma szans.

GALA: Gary Oldman?

KATARZYNA ZIELIŃSKA: Nie. Oni są zbyt narcystyczni.

GALA: Poproszę zatem o portret takiego, który ma u pani szanse.

 

KATARZYNA ZIELIŃSKA: Osoba z ogromnym workiem zaufania do mnie, bardzo cierpliwa. Wiedząca, że mnie nie straci, mająca swoją pasję, ale na pewno nie taka, która powie mi: „Dobrze, będziemy spędzać trochę czasu razem, ale dajmy sobie mnóstwo wolności”. To nie dla mnie, bo myślę, że związek polega na tym, iż ludzie siebie pragną, mniej lub więcej, ale zawsze. Nie wytrzymam z osobą, dla której problemem albo przykrym obowiązkiem jest wspólny posiłek w sobotę czy niedzielę. Poza tym to musi być ktoś z ogromnym poczuciem humoru, ale musi też umieć tupnąć na mnie nogą, bo bywam dzieckiem, które najpierw pokazuje swoje fochy, a za chwilę za nie przeprasza. To musi być mężczyzna, który na początku będzie mnie podrywał, potem lekko się wycofa i wtedy... zaczyna mi się strasznie podobać. Nie może być też smutnym chudzielcem. Fajnie byłoby, gdyby był wysportowany, bo ja kocham sport. Ruch. Bez niego życie nie istnieje. W niedzielę nie ma siedzenia w domu. Zimą narty i na stok albo do lasu lub w Pieniny wspinać się po skałkach. Cokolwiek. Wszyscy się śmieją, że mam zespół nadpobudliwości psychoruchowej.

GALA: Niewykluczone.

KATARZYNA ZIELIŃSKA: Dlatego może z tym złamanym żebrem chodzę i tańczę? Muszę coś robić, ćwiczyć, skakać. Jestem gotowa na każdą aktywność. Nawet na biegówkach nauczyłabym się jeździć dla faceta, byleby tylko chciało mu się założyć je na nogi.

GALA: A skakać ze spadochronem?

KATARZYNA ZIELIŃSKA: Nie. Sporty ekstremalne, skoki na bungee, spadochrony nie wchodzą w grę. Tego bym nie przeżyła. Wydaje mi się, że w czasie lotu dostałabym zawału serca. Jeśli ktoś chce zostać moim mężem, niech wie, że na pewno nie skoczę dla niego na bungee. Niech o tym zapomni. Nie ma takiej możliwości!

GALA: A fińskiego nauczyłaby się pani dla faceta?

KATARZYNA ZIELIŃSKA: Tak. Jestem w stanie dla faceta zrobić wiele różnych rzeczy.

GALA: Operacja plastyczna na życzenie?

KATARZYNA ZIELIŃSKA: Śmieszy mnie, gdy ktoś tak bardzo krytykuje medycynę estetyczną. Być może sobie coś zrobię, ale na własne życzenie.

GALA: Pani narzeczony nie będzie miał lekkiego życia?

KATARZYNA ZIELIŃSKA: My, aktorzy, jesteśmy trudni i... nienormalni. Auuu, nie mogę się śmiać! Dlatego musimy mieć silne oparcie w rodzinie. U mnie w domu, w Starym Sączu, bywało różnie, ale zawsze mieliśmy kawałek zielonej trawy, psa, wspólny posiłek, prezenty pod choinką. Za to właśnie podziwiam moich rodziców. Takie wychowanie nie zawsze pomagało mi tu, w Warszawie. Na początku zdecydowanie brakowało mi asertywności, nie potrafiłam się postawić ani odpysknąć, zawsze szłam na ugodę.

GALA: A teraz?

KATARZYNA ZIELIŃSKA: Po kilku latach doszłam do wniosku, że wyniesione z domu zasady są fajne. Dokoła mam samych dobrych ludzi i myślę, że jestem wielką szczęściarą. Nie opływam w ogromną kasę, ale wszystko mam. I mogę się swoim szczęściem dzielić bez końca.

GALA: Akcje charytatywne...

KATARZYNA ZIELIŃSKA: Tak. To zaczęło się od Jurka Fedorowicza w Krakowie. On pracował z rodzinami dysfunkcyjnymi. Zabierał mnie też czasem do więzienia, gdzie recytowałam wiersze.

GALA: Jakie?

KATARZYNA ZIELIŃSKA: Słowackiego, Mickiewicza. On robił więzienne przedstawienia i przyprowadzał na nie swoje uczennice, jak to mówił, bardzo ładne dziewczyny i dobrze zapowiadające się aktorki. Pamiętam swoje spotkanie z zabójcą Andrzeja Zauchy. Przyszedł się ze mną przywitać, a ja cała się trzęsłam. Czułam straszną złość, a z drugiej strony mu współczułam, bo widziałam w jego oczach, że zrobiłby wszystko, żeby cofnąć czas. Byłam przerażona.

GALA: Czym?

KATARZYNA ZIELIŃSKA: To był strach zupełnie niekontrolowany. Bałam się go, nie chciałam z nim zostawać sam na sam, ale patrząc na siebie z boku, byłam wściekła na siebie, że mam takie właśnie emocje. Ze strachu nawet nie usiadłam. Potem zaczęłam regularnie współpracować z fundacją Anki Dymnej. To daje mi wielką energię. Współpracuję również z fundacją Małego Księcia w Lublinie i Wioskami Dziecięcymi, a tydzień temu zaczęłam wspierać kampanię Dajmy Dzieciom Przyszłość.

GALA: Pani nigdy nie miewa dołów?

KATARZYNA ZIELIŃSKA: Dołów? Miewam, jak każdy, ale moi przyjaciele są bardzo skuteczni. Chociaż ja jestem taka Zosia Samosia. Uwielbiam swoją samodzielność. Być może się już nawet trochę w niej zatraciłam...

GALA: Ma pani poczucie, że jak już się pojawi właśnie ten jeden jedyny narzeczony, to będzie chciał tę samodzielność zabrać?

KATARZYNA ZIELIŃSKA: Oczywiście, a ja się już tak poukładałam! Dawniej myślałam, że nie jestem w stanie nic sama zrobić, ale od półtora roku, odkąd rozstałam się z facetem, czuję, że jestem mocną kobietą. Potrafię nakrzyczeć, w nocy zrobić pranie, pomóc przyjaciółce. Wszystko jest możliwe. Dawkuję swój czas i zostawiam go również dla siebie. Wiem też, że kobieta może sobie pozwolić na płacz. W moich związkach nie byłam tego nauczona. Kobieta nie może usłyszeć, że kocha za bardzo. Nie ma czegoś takiego jak zbyt mocne kochanie. To dla niej policzek i slogan. Już nigdy żaden facet mi tego nie powie. W kolejnych związkach muszę umieć być królewną, a nie rycerzem.

GALA: Co jest najważniejsze w życiu?

KATARZYNA ZIELIŃSKA: Nie wyrządzać innym krzywdy. Dużo dawać innym, bo to wraca. Celebrować chwile dla siebie, otaczać się dobrymi ludźmi, choć nie wiem, czy to jest umiejętność, czy po prostu szczęście. Cieszyć się codziennością, normalnymi sprawami, wspólnymi posiłkami, spacerami, zapachem herbaty.

GALA: Rozumiem, że w pani poprzednich związkach właśnie tego zabrakło.

KATARZYNA ZIELIŃSKA: Może inaczej. Było tego za mało. A dla mnie najważniejszy jest dom. Odkąd jestem sama, wiele się o sobie dowiedziałam. Staję się lepsza i dla innych, i dla siebie. Takie właśnie podsumowanie robię sobie przed trzydziestką.

GALA: A jest coś, co straciła pani przed trzydziestką?

KATARZYNA ZIELIŃSKA: Być może inaczej pokierowałabym swoją karierą zawodową i bardziej postawiłabym na filmy. Jestem ciepła, ale bardzo nieufna. Potwornie. Strasznie. Nie umiem odpuścić i czasem się obawiam, że już mi tak zostanie.

Komentarze

Marcelina Zawadzka

Vero Moda - Sweter

Kup teraz

129.9 zł

Spódnica sp25

Kup teraz

89 zł

Carinii - Szpilki

Kup teraz

179.9 zł

Mango - Płaszcz Manuela

Kup teraz

199.9 zł