KATE WINSLET Lubię być brzydka

Udostępnij

To był jej rok. W tegorocznym wyścigu po Oscara pokonała nawet Meryl Streep. Do tej najbardziej prestiżowej nagrody w przemyśle filmowym była nominowana już sześć razy. Kate Winslet tylko „Gali” opowiedziała o fascynujących przygotowaniach do oscarowej roli w filmie „Lektor” i o tym, dlaczego nie przerażają jej zmarszczki.

KATE WINSLET Lubię być brzydka

Nie mogła w to uwierzyć. Gdy zeszłoroczna zdobywczyni Oscara Marion Cotillard wyczytała jej nazwisko, Kate rozpłakała się ze wzruszenia. Nie była przygotowana na zwycięstwo. W końcu już nieraz przegrała wyścig po upragnionego Oscara. Tym razem los uśmiechnął się wreszcie do niej. Szczęśliwa Kate w pierwszej kolejności podziękowała swojemu mężowi. Zanim weszła na scenę, by odebrać nagrodę, czule przytuliła się do Sama Mendesa. Starszy od niej o 10 lat reżyser kinowych przebojów, takich jak „American Beauty” czy „Droga do szczęścia”, od początku ich związku był dla niej mentorem. Ciągle powtarzał, że ma ogromny talent. Był przekonany, że pewnego dnia Amerykańska Akademia Filmowa to właśnie jej przyzna Oscara. I nie pomylił się. Jurorzy uznali, że brawurowo zagrała rolę Hanny Schmitz w głośnym filmie Stephena Daldry’ego „Lektor”.

Ja również trzymałam za nią kciuki. I nie tylko dlatego, że po tylu nominacjach nagroda się jej po prostu należała. Miałam okazję poznać Kate i zauroczyć się jej bezpretensjonalnością. Winslet w niczym nie przypomina typowych hollywoodzkich piękności. Ma ogromny dystans do siebie, ale przede wszystkim poczucie humoru. Je kanapki z tuczącym masłem orzechowym, nie zastanawiając się, czy ma w biodrach więcej centymetrów, niż powinna. Ma także cięty język. Słowa takie jak „pieprzyć” czy „dupek” zajmują w jej słowniku dość znaczące miejsce. Ale używa ich tylko wtedy, gdy naprawdę coś ją zdenerwuje. A w szczególności, gdy ludzie zaczynają obgadywać ją za plecami...

GALA: Denerwowałaś się?

KATE WINSLET: Czym?

GALA: Oscarami.

KATE WINSLET: Oczywiście. Kto by się nie denerwował? W tym roku o statuetkę za najlepszą rolę pierwszoplanową walczyły naprawdę bardzo utalentowane aktorki. Miałam sporą konkurencję i liczyłam się z tym, że mogę przegrać.

GALA: Dobrze znasz smak porażki.

KATE WINSLET: Tak. Już sześć razy byłam nominowana do Oscara i pięć razy nagrodę dostawał ktoś inny. I wiesz co, przyzwyczaiłam się już do tego, że nie zawsze się wygrywa. Przez długi czas myślałam, że może statuetka nie była mi po prostu pisana.

GALA: W filmie Stephena Daldry’ego grasz współpracownicę SS, która w obozie zagłady wysyłała na śmierć setki kobiet. Mimo to twoja bohaterka Hanna Schmitz budzi sympatię.

KATE WINSLET: Myślę, że przede wszystkim budzi współczucie. Hanna dołączyła do SS nieświadomie. Nie działała z premedytacją. Po prostu wykonywała polecenia pracodawców. Dopiero później, gdy została osądzona za zbrodnie wojenne i trafiła do więzienia, zrozumiała swój straszny błąd.

GALA: Hanna jest również analfabetką.

KATE WINSLET: Przez całe życie to ukrywała. Jedyną osobą, która odkryła ten sekret, był jej kochanek Michael. To dzięki niemu postanowiła nauczyć się pisać i czytać.

GALA: Długo przygotowywałaś się do tej roli?

KATE WINSLET: Tak. Najpierw przeczytałam powieść Bernharda Schlinka, na podstawie której powstał „Lektor”. Nie mogłam się od niej oderwać. Tyle razy przewertowałam tę książkę, że dzisiaj wypadają z niej kartki.

GALA: Dużo wiedziałaś o obozach zagłady i sytuacji w powojennych Niemczech?

KATE WINSLET: Wstyd się przyznać, ale niewiele. Przeczytałam kilka książek na ten temat. Szczególnie poruszyła mnie historia pewnego 19-letniego chłopca, który siłą został wcielony do SS. Jednak najważniejszym etapem przygotowań do roli było poszerzenie wiedzy na temat analfabetyzmu.

GALA: Spotkałaś się z kimś, kto nie potrafi pisać i czytać?

KATE WINSLET: Spędziłam z takimi osobami sporo czasu. Rozmawiałam z 21-latką, ale także z 56-letnią kobietą, która poznała alfabet zaledwie trzy lata temu. Wytłumaczyły mi, co czują tacy ludzie, jak bardzo wstydzą się siebie. Jednocześnie odkryłam, że analfabeci są niezwykle inteligentni. Sprytnie kłamią, by nikt nie odkrył ich słabości.

GALA: W filmie wystąpiło wielu niemieckich aktorów. Jak ci się z nimi współpracowało?

KATE WINSLET: Znakomicie. Byli bardzo zaangażowani w cały projekt. Nie narzekali na 12-godzinny dzień pracy. Ja natomiast miałam kłopoty z nauczeniem się niemieckiego akcentu.

GALA: Ale w filmie wszyscy mówią po angielsku.

KATE WINSLET: Tak, ale właśnie z niemieckim akcentem. Reżyser sprowadził na plan nauczyciela, który wszystkim aktorom pomagał poprawnie wypowiadać ich kwestie. Nawet Niemcom.

GALA: Kluczowym wątkiem w filmie jest romans między Hanną i o 20 lat młodszym od niej Michaelem. Wierzysz, że związki ludzi, których dzieli duża różnica wieku, mogą przetrwać?

KATE WINSLET: Hannie i Michaelowi się to nie udało. Uważam jednak, że wiek nie ma znaczenia, jeśli dwie osoby się kochają. Wiem coś o tym. Jako 15-latka związałam się z chłopakiem o 13 lat starszym (aktor Stephen Tredre – przyp. red.). Pamiętam, że strasznie bałam się powiedzieć o tym rodzicom. Jednak gdy cała prawda wyszła na jaw, mama mnie przytuliła. Wzruszyła ramionami i powiedziała, że 13 lat różnicy to nic. Między jej rodzicami było 19.

GALA: Kto opiekował się twoimi dziećmi, gdy kręciłaś „Lektora”?

KATE WINSLET: Mój mąż Sam. Jest świetnym ojcem. Miałam jednak umowę z reżyserem, że po dwóch tygodniach zdjęć mogłam zrobić sobie krótką przerwę. Jeździłam wtedy na kilka dni do domu w Nowym Jorku, by zobaczyć się z Mią i Joe.

GALA: Trudno jest być pracującą matką?

 

KATE WINSLET: Bardzo. Rzadko mogę sobie pozwolić na spontaniczność. Wszystko muszę mieć dokładnie zaplanowane. Czasami dochodzi do tego, że to ja dyktuję warunki pracy na planie. A wszystko po to, by jak najczęściej widzieć się z dziećmi.

GALA: Mówisz reżyserowi, kiedy mają się rozpocząć zdjęcia, a kiedy skończyć?

KATE WINSLET: Właśnie tak. Podczas kręcenia „Lektora” miałam duży wpływ na grafik naszej pracy. Z góry było ustalone, co, gdzie i jak długo kręcimy. Gdy tylko coś się opóźniało, szłam do Stephena i mówiłam mu, że nie tak się umawialiśmy.

GALA: Niewiele brakowało, a nie zagrałabyś Hanny.

KATE WINSLET: To prawda. Gdy Stephen po raz pierwszy zaproponował mi rolę w „Lektorze”, nie mogłam jej przyjąć. Kręciłam wówczas „Drogę do szczęścia”. Terminy zdjęć obu filmów nakładały się na siebie. Rolę powierzono więc Nicole Kidman. Bardzo spodobał się jej scenariusz.

GALA: Żałowałaś?

KATE WINSLET: Nie bardzo. Miałam wewnętrzne poczucie, że prędzej czy później zagram Hannę. Znalazłam nawet różne nagrania w języku niemieckim. Słuchałam ich po to, by lepiej zapoznać się z niemieckim akcentem.

GALA: I pewnego dnia zadzwonił telefon. Opłacało się czekać.

KATE WINSLET: Tak. Stephen po raz kolejny złożył mi propozycję zagrania Hanny. Okazało się, że Nicole zaszła w ciążę i nie mogła przyjąć tej roli.

GALA: Ucieszyłaś się?

KATE WINSLET: Bardzo. Nie zastanawiałam się ani minuty. Zgodziłam się ją przyjąć od razu. Byłam wtedy strasznie podekscytowana. Wątpliwości zaczęły się dopiero potem.

GALA: Bałaś się czegoś?

KATE WINSLET: Nie byłam pewna, czy nadaję się do tej roli. Codziennie, gdy rozpoczynały się zdjęcia, musiałam zwalczać w sobie lęk. Wydawało mi się, że Hannę powinna zagrać bardziej doświadczona aktorka.

GALA: Boisz się starości?

KATE WINSLET: Dlaczego pytasz?

GALA: Pod koniec filmu twoja bohaterka ma 65 lat. Grałaś więc ucharakteryzowana na staruszkę. Nie przestraszyły cię zmarszczki na twarzy?

KATE WINSLET: Absolutnie nie. Byłam zachwycona, gdy spojrzałam w lustro i zobaczyłam starszą panią. Uwielbiam być na ekranie brzydka.

GALA: Nie wierzę!

KATE WINSLET: Naprawdę. Po pierwsze, nie czuję presji, by wyglądać perfekcyjnie. Koncentruję się wtedy na moich kwestiach, a nie na tym, czy moja twarz jest dobrze oświetlona, czy kręcą mój lepszy profil. A po drugie, dzięki charakteryzacji mogę lepiej wejść w rolę. Zapominam wtedy o Kate Winslet. Staję się kimś innym.

GALA: Długo trwało nakładanie postarzającego makijażu?

KATE WINSLET: Siedem godzin! O 3.30 w nocy musiałam być już w charakteryzatorni. Robiono mi specjalny make-up. Zmieniano mi kolor włosów, skórę na dłoniach, a nawet paznokcie u stóp. O 10.30 rozpoczynały się zdjęcia. Kończyliśmy zazwyczaj około 23. Potem wracałam do domu, spałam trzy godziny i znowu biegłam na plan. Mimo wszystko jednak kocham swoją pracę.

GALA: Nawet wtedy, gdy reżyser każe ci się rozbierać na planie?

KATE WINSLET: Oczywiście. Kiedyś miałam kłopot z nagimi scenami. Czułam się skrępowana. Dzisiaj wiem, że odsłanianie ciała to element mojej pracy. Nie mam z tym żadnego problemu.

GALA: A z czym masz?

KATE WINSLET: Z ludźmi, którzy nie mają co robić, więc złośliwie krytykują innych. W mojej rodzinnej Wielkiej Brytanii wszyscy się obgadują i komentują innych. To naprawdę chore. Wiem, że właśnie dlatego wielu utalentowanych brytyjskich aktorów wyemigrowało z kraju. W USA jest inaczej. Amerykanie potrafią wspierać innych. Kibicują rodakom, którzy odnoszą sukces. Cieszą się, gdy sąsiadowi się dobrze powodzi.

GALA: Przejmujesz się przykrymi komentarzami na swój temat? W prasie aż huczy od plotek o Kate Winslet. Dziennikarze z pism kolorowych uwielbiają pisać o twojej wadze.

KATE WINSLET: W pewnym momencie przestało mnie to interesować. A wiesz dlaczego? Bo jestem naprawdę szczęśliwa. Mam cudownego męża, dwójkę dzieci, rodzinę i nie obchodzi mnie, co myślą o mnie sfrustrowani ludzie. Pieprzę ich! Koniecznie to wydrukuj!

Komentarze

Marcelina Zawadzka

Vero Moda - Sweter

Kup teraz

129.9 zł

Spódnica sp25

Kup teraz

89 zł

Carinii - Szpilki

Kup teraz

179.9 zł

Mango - Płaszcz Manuela

Kup teraz

199.9 zł