KEVIN AISTON Ja, dziadek

Udostępnij

Po 15 latach poszukiwań odnalazł Chantelle i Chelsea. Córki, które zabrała ze sobą jego była partnerka. Przy okazji dowiedział się, że jest... dziadkiem dwuletniej Shereny i półtorarocznej Grace. I na dodatek kolejny wnuk w drodze. Natomiast na Wschodzie bez zmian: uczy angielskiego, występuje w kabarecie, pisze książkę, gasi pożary. W wolnych chwilach buduje w Radzyminie dworek dla polskich kobiet swojego życia – żony Marianny i dwuletniej córeczki Chelsea.

KEVIN AISTON Ja, dziadek

GALA: Z dnia na dzień dowiedziałeś się, że jesteś potrójnym dziadkiem?! Czy nie był to dla ciebie zbyt duży szok?

KEVIN AISTON: Frajda, uciecha, powód do wielkiej dumy. Ale najpierw była radość z odnalezienia córek. Och, jaka była moc uścisków, gdy odwiedziłem je w Anglii. Obie córki dużo o mnie wiedziały od babci – matki mojej byłej partnerki.

GALA: Jak twoja żona Marianna zareagowała na to nagłe powiększenie rodziny?

KEVIN AISTON: Zaakceptowała, choć jeszcze nie poznała angielskiej rodziny. Mam jej całkowite wsparcie. Marianna rozmawia telefonicznie ze starszą Chelsea i z młodszą Chantelle i obie uspokaja: „Ojciec was nie zostawi, będzie dobrze”. Gdy usłyszała o wnuczkach, pierwsze, co zrobiła, to pobiegła do szafy, wybrała ciuszki po naszej córeczce Chelsea. Body, skarpetuszki, zabawki… Wyprała, wyprasowała i wręczyła mi wielkie pudło. „Zawieź to córkom ode mnie”. Żona na piątkę.

GALA: Twoja sytuacja rodzinna jest nieco skomplikowana, łatwo się pogubić. Masz rodzinę w Polsce i w Anglii. I trzy córki. Chantelle i dwie córki o tym samym imieniu...

KEVIN AISTON: ...dużą i małą Chelsea. Tylko że młodszej Chelsea nie ja wybierałem imię, wybrała je Marychna. Imię jej się podobało, wiedziała, co dla mnie znaczy – całe życie kibicuję Chelsea Londyn.

GALA: Czy to ta Marynia, dla której zbudowałeś polski dworek w Radzyminie koło Warszawy?

KEVIN AISTON: I w tym roku, mam nadzieję, już się tam wprowadzimy. Radzymin to miasto rodzinne mojej żony. Piękne, nieduże, każdy zna każdego.

GALA: Sporo przeszedłeś w życiu. Przed laty w Anglii poznałeś dziewczynę w ciąży. Gdy urodziła córkę Chelsea, traktowałeś dziecko jak własne, potem urodziła się druga córka – Chantelle. I nagle twoja partnerka z dnia na dzień zniknęła razem z dziewczynkami, zatarła ślady.

KEVIN AISTON: Szalałem, by je znaleźć. Wysłałem setki apeli: „Ktokolwiek je zna...”. Udało się niedawno. Chantelle odezwała się, przysyłając SMS-a: „Hi, daddy, to ja, twoja córka”. Wiedziałem, że wcześniej czy później to nastąpi, bo internet to skuteczne medium. Chantelle ma dziś 17 lat, matką została dwa dni przed moimi 37. urodzinami.

GALA: Czyli Chantelle miała 15 lat, gdy zaszła w ciążę! Wcześnie w tej Anglii zaczynacie!

KEVIN AISTON: Gdybyś chodziła po londyńskich ulicach, tobyś wiedziała... Może za wcześnie podjęła tę decyzję, o ile to była decyzja. Ale co robić? Oddać Panu Bogu dziecko z powrotem? Nie da się. Żyjemy dalej. Ma moje wsparcie, bywam często w Londynie. Próbujemy nadrobić stracony czas.

GALA: Chantelle ma pretensję do matki, że tak z dnia na dzień zniknęła z twojego życia?

KEVIN AISTON: Jej matka nie żyje. Została zamordowana przez partnera w grudniu 2004 roku. Cios nożem. Była w ósmym miesiącu ciąży z bliźniakami, które też nie przeżyły. Wiem, to straszne. Nie zmyślam, jest akt zgonu, są świadkowie.

GALA: Skąd masz te rozmazane tatuaże na przedramieniu?

KEVIN AISTON: „Stempel” z domu dziecka. Sam je sobie zrobiłem przed 25 laty, żeby chłopaki z innych grup mnie nie zaczepiali. Bo swoich się nie tyka.

GALA: A ta szrama z wgłębieniem?

KEVIN AISTON: Od noża, gdy zasłoniłem się przed ciosem. W Polsce dom dziecka i poprawczak to różne instytucje. W Anglii – jedna. Gdy moją matkę pozbawiono praw rodzicielskich, na stałe zamieszkałem w domu dziecka. 

GALA: Ciarki chodzą po plecach. Czy ty aby nie zmyślasz?!

KEVIN AISTON: Tego nie da się zmyślić! Kłamstwo ma krótkie nogi. Jak ktoś by mówił, że zaliczył angielski dom dziecka, a by tam nie był, szybko bym go rozszyfrował.

GALA: W twoich opowieściach dzieciństwo to koszmar!

KEVIN AISTON: Wszystko przez moją matkę.

GALA: Może to ty byłeś dzieckiem z piekła rodem?

KEVIN AISTON: Miałem cztery lata, gdy opieka społeczna posłała mnie na psychoterapię. W wieku sześciu lat zamieszkałem w domu dziecka, a matkę pozbawiono praw rodzicielskich.

GALA: Tak czy inaczej wyszedłeś na człowieka, znalazłeś swoje miejsce w życiu. Nie znałeś polskiego, a dziś występujesz na estradzie, w telewizji. Jesteś geniuszem językowym?

KEVIN AISTON: Nigdy nie uważałem, że Wyspy Brytyjskie to pępek świata. Z tym geniuszem to przesada, raczej jestem ambitny. Do Polski przyjechałem 21 października 1992 r. Wasz język mnie przerażał! Gdy wróciłem do Londynu, by się spakować, w polskim ośrodku na Hammersmith kupiłem książkę „Learn Polish”. Do dziś pamiętam autora: B.Mazur. Kosztowała 20 funtów, a zarabiałem wtedy ze sto tygodniowo, połowę wydając na czynsz! Poszedłem do pubu naprzeciwko, kupiłem piwko, otworzyłem świeżutko kupioną książkę. Gdy zobaczyłem, ile razy występuje na pierwszej stronie literka zet, doznałem szoku. A jeszcze zet z kreską, z kropką. Gdyby miało ogonek, tobym się załamał! A potem dostrzegłem jeszcze ę, ą, ś, sz, cz, ż, ź! Mimo to zdecydowałem się na przyjazd do Polski, ale czułem się trochę jak Krzysztof Kolumb po odkryciu Ameryki. On musiał spalić statki, żeby załoga nie uciekła na stary ląd. Ja tylko zlikwidowałem mieszkanie i spakowałem walizkę.

GALA: Przyjechałeś tu, bo uznałeś, że ze swoją chęcią podbicia świata łatwiej w Polsce zrobisz karierę?

 

KEVIN AISTON: Absolutnie nie! Kariera ani mi przez myśl nie przeszła. Chciałem zebrać doświadczenia, dać sobie szansę. W Anglii pracowałem jako chemik przemysłowy, polerowałem medale przed pozłoceniem. Virtuti Militari, Krzyże Zasługi, Orła Białego, na zlecenie MON.

GALA: Pierwsza praca na obcym lądzie?

KEVIN AISTON: Krzysiek i Marek mi znaleźli, a poznałem ich pierwszego dnia w barze u Rafała. Okablowywałem fabryki, wierciłem odpowiednią dziurkę odpowiednim wiertłem w odpowiednim miejscu i błyskawicznie nauczyłem się polskiej terminologii. „Podaj młotek” – krzyczał Krzysiek, stojąc na drabinie. Podawałem pierwsze z brzegu. „Nie, to śrubokręt. A to? Wiertarka!”. Podawałem kolejne. „Nie, to wiertło. Was is das młotek? Aaa, hammer!”. Mietek i Roman nauczyli się nazw angielskich, a ja polskich.

GALA: Jak się ewakuowałeś z placu budowy?

KEVIN AISTON: Dowiedziałem, że mogę lepiej zarobić, udzielając lekcji angielskiego, jako native speaker. Gadam po swojemu i jeszcze mi za to płacą? Fajnie. Nie zapomnę pierwszej lekcji u Małgosi, studentki anglistyki z Pruszkowa. Spytała: „Co to jest present perfect?” „Nie mam pojęcia, o co ci chodzi, daj przykład”. „Proszę: I have done, I have written, I’ve seen it... Dlaczego tu jest trzecia forma czasownika?” – pyta Małgosia. „A co to jest… „czasownik?” – pytam. „Verb”. „Verb? Wiesz co, tu jest twoja stówa z powrotem, ja dziękuję. Ale chętnie posiedzę i pogadam z tobą o Big Benie”. Małgosia wstawiła pierogi, zrobiła herbatę, gadaliśmy dłużej niż godzinę, ale bez pieniędzy. Kapitalna życiowa lekcja. Po nią do Polski przyjechałem.

GALA: Nie znałeś gramatyki, a byłeś nauczycielem?

KEVIN AISTON: Byłem jak Irena Kwiatkowska w „Czterdziestolatku”, co to żadnej pracy się nie boi. Wyciągnąłem wnioski. Gramatykę angielską wkuwałem kilka miesięcy.

GALA: Skąd te luki? W Anglii chodziłeś do prestiżowej szkoły.

KEVIN AISTON: City of Westminster College, szkoła publiczna o ostrej selekcji, nigdy nie uczyła gramatyki i nie ma jej do dziś. Choć były dramaty Shakespeare’a, dzienniki Samuela Pepysa, poezja Byrona! Gdybym zatrzymał jakiegoś rodaka na ulicy i spytał o present perfect, ryzykuję całą moją roczną pensję, że by nie wiedział! A ja teraz wiem; znam pochodzenie wszystkich idiomów, o każdy mnie możesz spytać.

GALA: Nosiłeś mundurek?

KEVIN AISTON: Oczywiście. Czarny garnitur, z pięknym herbem szkoły na kieszeni, na serduszku. Do tego krawat w ukośne, zielono- czarne paski. A wiesz, że wciąż mam krawat z mojej starej szkoły? Trochę się spolszczyłem, taki dziś ze mnie romantyczny Angol. Dziadek Angol.

Komentarze

Marcelina Zawadzka

Vero Moda - Sweter

Kup teraz

129.9 zł

Spódnica sp25

Kup teraz

89 zł

Carinii - Szpilki

Kup teraz

179.9 zł

Mango - Płaszcz Manuela

Kup teraz

199.9 zł