Trinny i Susannah – gwiazdy brytyjskiej telewizji BBC, publicznie przyznały, że chętnie odwiedzają lekarza. Nie tylko wtedy, kiedy mają grypę. Przychodzą na zastrzyki z botoksem i wypełniaczami. A przy okazji robią zakupy kosmetyczne. Ulubiony doktor? Dr Jean Louis Sebagh. Znany nie tylko w Londynie jako „king of botox”. Ma wiele znanych pacjentek, np. Elle Macpherson i Cindy Crawford. Po latach pracy, na podstawie własnych badań stworzył markę kosmetyków pod swoim nazwiskiem. Podobne autorskie formuły mają teraz wzięcie nie tylko wśród celebrytek. Jego słynna maseczka złuszczająca z kwasami owocowymi to bestseller.

DOKTOR Z GWIAZDĄ

W Londynie mają dr. Sebagha, a w USA dr. Frederica Brandta. Podobnie jak jego angielski kolega ma przezwisko: „baron botoksu”. Przez 20 lat pracował jako dermatolog estetyczny, wreszcie pacjentki namówiły go na stworzenie linii kremów. Zachęcała między innymi Madonna. Teraz preparaty z jego nazwiskiem są w pierwszej piątce kosmetycznych bestsellerów. Czym się wyróżniają kremy lekarskie? Dermatolog sam jest autorem formuły albo głównego składnika. Pracuje nad nim najpierw w laboratorium, a potem w klinice, gdzie prowadzi testy na ochotniczkach. Takie kremy często mają większą zawartość składników aktywnych. W formułach dr. Brandta znajduje się np. słynny peptyd, który działa na mięśnie podobnie jak botoks. Poza tym kremy zawierają m.in. mieszankę ekstraktów zielonej i białej herbaty, które udało mu się zamknąć w „systemie przenoszenia transdermalnego”. Brzmi technicznie, a oznacza tyle, że ekstrakty przechodzą głębiej w naskórek i tam neutralizują wolne rodniki. Najnowsza marka na naszym rynku to Zelens. Pod tą nazwą kryje się nie kto inny jak dr Marko Lens z Anglii. Ten dermatolog upodobał sobie organiczne ekstrakty z roślin – coś dla ekopacjentek! Arnika, echinacea, mięta to tylko niektóre z jego listy składników. Ma też wierną pacjentkę, która przysporzyła mu sławy – Sarah Jessicę Parker. Za wielką wodą działa inny amerykański dermatolog: doktor Howard Murad. Plotka głosi, że połowa gwiazd Hollywood dobrze zna Murada. Dermatolog i dietetyk w jednej osobie najczęściej oprócz kuracji stosowanych na skórę zaleca pacjentkom również specjalną dietę. Poza tym jest autorem aż 17 patentów kosmetycznych.

ZROBIĘ PANI KREM

Trend numer dwa na liście przebojów ostatniego roku to spersonalizowane kosmetyki. Dermatolodzy robią kremy na zamówienie, dopasowane do potrzeb konkretnej cery. W Polsce to absolutna nowość. „Tylko lekarz może dokładnie przeanalizować stan i potrzeby skóry pacjentki” – mówi dr Mauro Castiglione, dermatolog z Mediolanu, który przyjechał do Polski na zaproszenie firmy L.E.A. Futur. A laboratoria i składniki? „Lekarz może założyć własne laboratorium albo korzystać z tych, które są w większych klinikach dermatologicznych. Wybieram najlepsze ekstrakty roślin, aktywne rodzaje witamin. Potem na miejscu opracowuję formuły dla kolejnych pacjentek i przygotowuję kremy” – mówi specjalista. Naprawdę nieźle! Słoiczek z własnymi inicjałami to kosmetyczny snobizm sezonu. „Kosmetyk idealnie dobrany do cery może więcej niż masowe produkty. Składniki i stężenia, których ja używam, są zupełnie inne niż te w kosmetykach z perfumerii. I co najważniejsze, kiedy cera pacjentki się zmienia, ja wtedy zmieniam formułę” – wyjaśnia doktor Castiglione. W jego kremach jest np. czynnik wzrostu komórek naskórka, który ma silne działanie odmładzające. Nieliczne kosmetyki mają ten składnik. W Polsce tylko w jednym miejscu (w perfumerii GaliLu w Warszawie) można zamówić kurację z czynnikiem wzrostu komórek marki RéVive, kosztującą 5500 zł. Stoi za nią dr Bays Brown, który za odkrycie głównego składnika otrzymał Nagrodę Nobla. Czynnik wzrostu komórek naskórka bardzo szybko daje sobie radę ze zmarszczkami i utratą jędrności. Szybki efekt kosztuje, ale za to jaka radość, kiedy widać go na twarzy.