Przychodzi blondynka do kierowcy i...

...i kierowca wcale nie mówi jej, że źle jeździ. Ja uważam wręcz, że kobiety są od nas, mężczyzn, zdolniejsze i mądrzejsze.

To dlaczego właśnie Wy, mężczyźni, zdobywacie nagrody na rajdach, a my nie?

No właśnie. My często zdobywamy w życiu jakieś śmieszne szczyty, które wcale nie są aż tak ważne. Mężczyźni są pod wieloma względami strasznie dziecinni, proszę pani. Ja też bywam dziecinny. (śmiech) Proszę się przyjrzeć temu, co robimy: zbiera się paru facetów, gnają po gigantycznych wydmach na złamanie karku i jeden drugiemu udowadnia, że jest mocniejszy. (śmiech) Kiedy patrzę na siebie z boku, to wydaje mi się, że jestem zawodowym idiotą. Po co facet robi coś, co na pewno będzie go bolało, na pewno będzie go to kosztowało mnóstwo wyrzeczeń i jeszcze przyniesie pot i łzy?! Jesteśmy bandą rycerzyków, którzy chcą rozłożyć pawi ogon i pokazać swoim damom siłę.

A my, kobiety, obserwujemy te Wasze zmagania i wybieramy sobie najlepszego „rycerzyka”.

Dlatego tak dzielnie walczymy o zwycięstwo, bo facet, który ciągle przegrywa, prędzej czy później będzie odrzucony.

Można powiedzieć, że kobieta przesiądzie się po prostu do lepszego samochodu?

O, właśnie tak!

I wtedy Wy możecie powiedzieć: „Bo to zła kobieta była...”

Takie jest prawo natury. Kobiety poszukują silnych samców, którzy są w stanie zapewnić im szeroko pojęte bezpieczeństwo. Teraz już może nie wiąże się to ze zwierzęcą siłą, ale raczej z finansami.

Więc Pan jest takim pawiem z rozpostartym ogonem, który obwieszcza światu, że jest samcem alfa?

(śmiech) Zdarza mi się mieć przyjemność, kiedy ten ogon mogę na chwilę rozłożyć. Ale często rozkładam go w samotności. Bo u mnie ta prawdziwa satysfakcja ze zwycięstwa i świadomości, że naprawdę jesteś dobry i zrobiłeś coś super – mówię o sporcie – nie przychodzi na podium. Nie czuję jej wtedy, kiedy pryskam szampanem, uśmiecham się i otaczają mnie piękne dziewczyny. U mnie prawdziwe szczęście przychodzi dopiero dwie–trzy godziny później. Wtedy gdy samotnie jadę samochodem, widzę promyk słońca i myślę sobie: „O kurczę, zrobiłem dobrą robotę, a moja żona powiedziała, że mnie kocha...”. To jest ta wspaniała chwila, kiedy – ciesząc się z sukcesu – czytam w SMS-ie: „Mój rycerzu, byłeś świetny”...

No właśnie. Mam wrażenie, że dla wielu kobiet jest Pan wzorem pięknego mężczyzny, ze świetnym zegarkiem, w świetnym samochodzie. Dlatego podświadomie wszystkie chcemy wsiąść do Pana auta...

(śmiech) Cóż mogę powiedzieć? Być może emanuje ze mnie wielka radość, że robię w życiu to, co kocham? Myślę, że kobiety może pociągać we mnie ten element życiowego spełnienia...

Po skończonym rajdzie fanki na pewno tylko czekają, aż zwróci Pan na nie uwagę. Musi Pan czasami uciekać przed kobietami?

Były takie sytuacje, kiedy po rajdzie wywożono mnie potajemnie z parku maszyn. Nie zapomnę, jak pewnego razu jedna z dziewczyn krzyczała: „Ja chcę tylko dotknąć!”. I zaczęła się wręcz histerycznie zachowywać. Ciągnęła mnie za kurtkę tak mocno, że aż urwał się rękaw. Oswobodziłem się szybko z kurtki i przeczołgałem pod ochroniarzami, którzy utworzyli kordon. A moi ludzie wywieźli mnie stamtąd... w bagażniku samochodu. Śmiałem się potem, że to był taki moment, kiedy poczułem się jak gwiazda rock and rolla. (śmiech) Teraz na szczęście jest już trochę spokojniej.

I nie brakuje Panu tego szaleństwa?

Skończyłem 50 lat i mam poczucie, że moje życie jest bardzo poukładane. Mimo że robię takie dziwne rzeczy, jak starty w rajdach. Mam gdzie wracać po skończonych szaleństwach rajdowych – do mojej księżniczki i do mojego zamku. A w nim wszystko jest jak trzeba: mam swoją miskę, swoje łóżko. To jest w życiu cholernie ważne.

A zafascynował się Pan kiedyś koleżanką z branży? Kimś, kto jest równie silny, zrozumie Pana, bo także się ściga i zna ten trud?

Nie ma takiej możliwości! Dziewczyny, które jeżdżą w rajdach, pod względem charakteru w dużej mierze są jak faceci.

Ale poderwać taką – to jest wyzwanie!

(śmiech) Zupełnie nie mój rejon. To tak, jakbym się zakochiwał w Stéphanie Petrahanselu, który jest moim kolegą z zespołu X-raid. (śmiech) One tak jak my, faceci, gnają w pocie i smrodzie spalin, a to mi u kobiet akurat nie imponuje. Poza tym ja mam już swoją kobietę w domu. Moja żona grała od dziecka w koszykówkę, była w kadrze Polskii jest sportowcem z krwi i kości. Więc mam u boku człowieka, który mnie bardzo dobrze rozumie.

Ale jak można żonie ciągle coś udowadniać? Przecież ona już wie, że jest Pan świetny.

To jest kobieta mojego życia. Komu mam udowadniać jak nie jej? Zawsze jest coś do udowodnienia, kolejny szczyt do zdobycia...

Jesteście 30 lat razem i jeszcze Wam się chce coś sobie udowadniać?

Ostatnio zaczęliśmy liczyć, ile tak naprawdę czasu ze sobą jesteśmy. Wyszło nam, że jesteśmy bardzo młodym małżeństwem, bo ja jestem więcej poza domem niż w domu... W tym roku obchodzimy 30. rocznicę ślubu, z czego obok siebie byliśmy tylko 15 lat.

 

Ja sobie wyobrażam to tak: schodzi się z podium, zmienia oblaną szampanem koszulkę, idzie się do hotelu, na bankiet... Przecież to jest bardzo erotyczny sport...

Muszę przyznać, że parę dziewczyn na motocyklach ma przyjemny dla oka wygląd. (śmiech) Nie wiem, jakie by się okazały przy bliższym poznaniu, ale nieźle wyglądają. Ja jednak myślę, że z punktu widzenia profesjonalisty podczas rajdów w ogóle nie ma czasu na jakieś flirtowanie. Musisz być bezwzględnym facetem, który przyjeżdża na rajd i walczy o jedno – o zwycięstwo. Reszta się nie liczy.

Koło rajdowców kobiety kręcą się całymi stadami...

Ale co z tego wynika? To jest tak, że im więcej masz kobiet wokół, tym jesteś bardziej pewny siebie. Jestem samcem i wiem, jak to działa. Im łatwiej jesteś w stanie odrzucić tego rodzaju pokusy, tym jesteś silniejszy. Niech pani sobie wyobrazi suto zastawiony stół, wszystkiego na nim w bród. Możesz zjeść każdą, nawet tę najpyszniejszą wisieneczkę. To jest dopiero frajda – mieć takie możliwości. Ale akurat ja jestem tym gościem, który panuje nad sobą w stu procentach i zawsze z czystym sumieniem wracam do domu.

Nie chce Pan zniszczyć świata, który zbudował?

Powiem inaczej: ja po prostu kocham swoją żonę.

I nie ma żadnych pokus?

Wiem, że są pokusy, i wiem też, że czasami łatwiej jest pokonać pustynię niż pokusę. Gdyby pokus nie było, świat by nie funkcjonował i nie kręciłby się tak, jak to się dzieje od wieków. Ale na moje szczęście trafiła mi się wyjątkowa kobieta.

Na czym polega jej wyjątkowość?

Na cudownym połączeniu delikatności z pozytywnym rodzajem stanowczości. Jest kobietą, która się nie poddaje. Są w moim życiu takie momenty, kiedy czuję się przy niej chłopaczkiem. Chłopczykiem, który wiecznie pędzi za swoimi zabaweczkami, a tu nagle okazuje się, że są na świecie jakieś inne, ważne sprawy, które trzeba rozstrzygnąć. Dana dzięki swojej cudownej delikatności i miłości do dzieci stworzyła mi prawdziwy dom. I nie chodzi o dom jako miejsce, ale dom, w którym jest wiele miłości.

Tak Pan dużo mówi o miłości do żony. To imponujące po latach być takim dobrym małżeństwem...

Rzeczy, które widuję podczas rajdów, jeszcze bardziej mnie utwierdzają w przekonaniu, że tego związku nie wolno zepsuć i stracić, bo to pod każdym względem jest najcenniejsze, co udało mi się w życiu zbudować. To całe moje życie. Oczywiście przechodziliśmy różne okresy: od bardzo burzliwej miłości poprzez związek, gdzie bywało sporo negatywnej energii. Jak w każdym normalnym małżeństwie. Po tylu latach wszystko się ustabilizowało i teraz jesteśmy ze sobą na takim cudownym rauszu. Płyniemy sobie razem szczęśliwie przez życie i nic nie jest nas w stanie zepchnąć na mieliznę.

Nie boicie się nudy?

Kiedy przychodzi przesyt, ja już gdzieś pędzę na rajd. Poza tym jestem bardzo skoncentrowany na swojej pracy. Jeżeli chcesz coś osiągnąć, to musisz być najlepszy. Na przykład seks tuż przed zawodami zmniejsza moje szanse w rywalizacji.

Kiedy kochał się Pan przed rajdem, był Pan gorszy?!

Niestety, tak. Nie wiem, dlaczego tak to działa, ale tak jest. Może trzeba się „wygłodzić” i wtedy jesteś większym wojownikiem, jesteś bardziej nabuzowany? W sporcie wyczynowym na najwyższym poziomie w zasadzie musisz być bezwzględnym egoistą i samolubem, który chce tylko jednego – zwyciężyć.

Chciałam zapytać o to, co się robi w samochodzie...

(śmiech)

Uprawia seks?

No pewnie! Kto tego nie robił? (śmiech) Zaparowane okna, przyjemna atmosfera, człowiek miał 16 lat... Aż tu nagle słychać: „Puk, puk, milicja... Obywatelu, co tu robicie?”. Na szczęście obyło się bez konsekwencji. Samochód jest przyjemnym miejscem do robienia wielu rzeczy. Do seksu również. Kiedy jest się bardzo młodym, każde miejsce jest dobre. (śmiech) I każde miejsce się wykorzystuje, kiedy nadarzy się okazja. Samochód jest też dobrym miejscem, w którym można budować relacje z kobietą, ponieważ jest się blisko siebie. Można zafundować jej dawkę cudownych emocji, podnosząc poziom adrenaliny. A kobiety kochają adrenalinę. Zupełnie inaczej reagują, kiedy są w pojazdach rajdowych. To dla nich oszałamiające przeżycie u boku supermena. Chociaż niestety tutaj jeszcze zdecydowanie przegrywamy rywalizację z pilotami myśliwców. (śmiech)

Samochód jako świetne miejsce na grę wstępną?

Oczywiście, że tak. I najlepiej, kiedy będzie to samochód rajdowy.

Można pożądać samochodu tak, jak się pożąda kobiety?

O nie, w życiu! To nie ta skala. Są tacy faceci, dla których supersamochody są poza zasięgiem. Oni na widok wspaniałego auta mogą przeżywać coś takiego jak pożądanie. Ja doszedłem w życiu do takiego momentu, kiedy mogę mieć prawie każdy samochód, którego zapragnę.

A kobietę?

O kobiecie, której pragnę, opowiadam pani przecież przez cały ten wywiad.