Zadaniem jego dowódcy było ostrzelanie rakietami jednego z mostów w rejonie Cumbrian. Przeszkodzić im w tym miał odrzutowiec Harrier.  „Lecieliśmy na wysokości 4,5 tysiąca metrów i nagle musieliśmy zejść na 70 metrów. To było niesamowite. Nigdy w życiu nie przeżyłem czegoś podobnego" - mówił zachwycony William zaraz po wylądowaniu. „Książę na własnej skórze przekonał się o umiejętnościach naszych pilotów. Teraz wie jak wiele pracy jeszcze go czeka, żeby dołączyć do tych najlepszych, którzy bronią granic państwa. Tego nie można nauczyć się z książek" - przyznał rzecznik Królewskich Sił Powietrznych (RAF).

Niedawno książę odebrał odznakę RAFu za skończony podstawowy kurs pilotów. Nie obyło się jednak bez kontrowersji. Media zelektryzowała wiadomość, że William wojskowym śmigłowcem wylądował w ogrodzie Kate Middleton. Dyskutowano także o traktowaniu wojskowych maszyn jako... taksówek. Bracia Windsor helikopterem polecieli do kurortu Isle of Wight, na wieczór kawalerski swojego kuzyna Petera. Kurs, który William niedawno zakończył kosztował brytyjskich podatników ponad 300 tysięcy funtów.