„To taka marynarska tradycja, kiedy nie dasz rady opuścić kotwicy za pierwszym razem, stawiasz wszystkim na okręcie piwo" - śmiał się oficer Wayne „Rats" Rattenbury. „I tak poszło mu nieźle. Presja pozostałych, którzy stali na pokładzie i śledzili każdy jego ruch była ogromna. Mieliśmy kadeta na pokładzie, któremu udało się dopiero za 16 razem" - dodał. Później William musiał wykonać kilka skomplikowanych manewrów ważącą 11 ton motorówką. „Normalnie zajmuje im to kilka miesięcy, żeby opanować tę sztukę. Podporucznik Walia (tak marynarze mówią o księciu) poradził sobie od razu. To było godne podziwu" - tłumaczył komandor Paul Halton.