KUBA WESOŁOWSKI: O czym będziemy rozmawiać?

GALA: O życiu, pracy, planach na przyszłość.

KUBA WESOŁOWSKI: Czyli to będzie poważna rozmowa?

GALA: Bardzo poważna.

KUBA WESOŁOWSKI: To dobrze, ale ostrzegam – jestem bardzo niewdzięcznym rozmówcą. Jak lew bronię swojego zdania. Zawsze chcę, by mój rozmówca uwierzył, że nasze spotkanie to najważniejsze pięć minut w moim życiu.

GALA: Czyli czeka mnie najważniejsze pięć minut twojego 23-letniego życia.

KUBA WESOŁOWSKI: Wszystko na to wskazuje (śmiech). Ale muszę ci od razu powiedzieć, że z przyjaciółmi rozmawiam o wszystkim poza pracą. Kiedyś miałem poważną rozmowę z kumplami, na samym początku przygody z „Na Wspólnej”. To był taki pierwszy moment zachłyśnięcia się popularnością. Wtedy oni szybko sprowadzili mnie na ziemię. Było tak: „Stary, przestań pieprzyć albo zmień stolik”. Podziałało. Teraz gadamy o polityce, sporcie, kinie, Spidermanie, książkach...

GALA: Co ostatnio przeczytałeś?

KUBA WESOŁOWSKI: Trzy książki o Katalonii. Jestem pod wielkim wrażeniem Hiszpanii. Uwielbiam ten kraj, zwłaszcza Barcelonę.

GALA: Szczególnie FC Barcelonę?

KUBA WESOŁOWSKI: To też, kiedyś byłem nawet na meczu Barcelony z Getafe. Ale liczy się nie tylko piłka nożna, Barcelona to kompletnie niesamowite miasto, a powieści „Cień wiatru” czy „Katedra w Barcelonie” tylko podsyciły moje zainteresowanie. Surowa, brudna Barcelona na tle geniuszu Gaudiego. Coś niesamowitego. Kompletnie nie znam się na architekturze. Powiem więcej, jeżeli chodzi o estetykę, to jestem nieprzeciętnie ograniczony. Gdyby nie Olivier Janiak, który podpowiada mi, jak się ubrać, na pewno znalazłbym się na wszystkich listach najgorzej ubranych facetów. Aż tu nagle widzę Gaudiego i czuję się wyjątkowo. Jestem dumny, że coś takiego stworzył człowiek. Jeśli ktoś ma taki talent, dar od Boga, wiele rzeczy potrafię mu wybaczyć. Może być aroganckim dupkiem, mnie to nie przeszkadza. Kupuję wyjątkowość, nie cierpię miernoty.

GALA: Gaudi był skromnym, nieśmiałym mężczyzną zatopionym w swoich pasjach.

KUBA WESOŁOWSKI: I to jest właśnie to – pomimo swojego geniuszu potrafił się zdystansować. Kiedyś miałem okazję poznać Wojtka Szuchnickiego. Przyszedł na jakąś imprezę spóźniony i zmęczony. Zapytałem go, co się stało, a on odpowiedział, że miał jakieś zawody. Potem okazało się, że zdobył tego dnia mistrzostwo Polski we florecie. On był tą osobą, którą ja chciałem zawsze być. Wyjątkowym sportowcem. Tym jednym z najlepszych.

GALA: Czyżbyś włączył się w męską rywalizację?

KUBA WESOŁOWSKI: Wychowałem się w rodzinie, w której sport był traktowany bardzo poważnie. Od dziecka kopałem w piłę i ta sportowa rywalizacja na pewno mnie w jakimś stopniu ukształtowała. Żyjemy w świecie, w którym ubóstwia się i ceni intelekt. Z drugiej strony istnieje męska rywalizacja, fizyczność, trzystu spartan, którzy walczą w imię czegoś.

GALA: A ty w imię czego walczysz?

KUBA WESOŁOWSKI: Jeszcze niedawno chciałem wszystkim coś udowodnić. Trenerowi, że umiem grać w piłkę, rodzicom, że jestem taki i owaki, nauczycielom, że potrafię to i tamto. Miałem poczucie, że każdy czegoś ode mnie oczekuje. Mało tego, sam sobie w głowie wytworzyłem taki system oczekiwań. Przez przypadek stałem się więźniem roszczeń wobec siebie. W końcu powiedziałem „nie”. Nie mogę żyć dla innych. Uczyłem się, o dziwo, dobrze, rodzice byli w porządku, brat super, wszystko było OK. A ja mimo wszystko miałem nieodpartą potrzebę buntu. Niestety, problem naszego pokolenia polega na tym, że nie mamy przeciwko czemu się buntować. Nie ma już systemu, komuny, sytuacji, które wymagają wyjątkowości. Bo niby przeciwko czemu tu się buntować? I pewnie dlatego, kiedy rodzice mówili: „Ucz się”, ja im powiedziałem: „Nie, będę piłkarzem”. Gdyby nie kontuzja, pewnie bym nim został. A tak naprawdę chciałem być chłopakiem, który na lotniskowcu pokazuje, gdzie ma stanąć samolot. Niestety, okazało się, że Polska nie ma lotniskowców.

GALA: Skąd taki pomysł?

KUBA WESOŁOWSKI: Z filmu „Top Gun”. Nigdy nie zapomnę ujęcia, w którym Tom Cruise siedzi na wykładzie wpatrzony w swoją nauczycielkę. I kadr, kiedy kamera przebiega od jej szpilek wzdłuż nóg, pokazując czarne rajstopy ze szwem. Od tamtej pory nie oglądałem niczego bardziej seksownego. Może jeszcze „Moulin Rouge” ze sceną tanga.

GALA: I wtedy postanowiłeś zostać aktorem?

KUBA WESOŁOWSKI: Nie, w ogóle tego nie planowałem. „Na Wspólnej”, bo od tego się zaczęło, to był totalny przypadek.

GALA: Film „Jutro idziemy do kina” i serial „Czas honoru” to również przypadki?

KUBA WESOŁOWSKI: „Czas honoru” jest konsekwencją „Jutro idziemy do kina”, a w tym drugim też znalazłem się niechcący. Spotkałem kolegę, który kupił sobie nowy samochód. Staliśmy pod jego blokiem z głowami pod maską i on powiedział mi: „Kuba, będzie taki i taki casting, idź, spróbuj”. Poszedłem, okazało się, że się spodobałem Patrykowi Vedze. Na pierwszym spotkaniu z nim popłakałem się. Chciałem uderzyć go w twarz, stworzył we mnie tak skrajne emocje. Zdradziłem mu swoje tajemnice, kompletnie mu nie ufając. Nie wiem, jak on to robi, ale to niesamowita osoba.

GALA: Umiesz płakać na zawołanie?

KUBA WESOŁOWSKI: Uczę się, ale wtedy na pewno jeszcze nie umiałem.

GALA: Kiedy poczułeś się prawdziwym aktorem?

 

KUBA WESOŁOWSKI: Do tej pory się za niego nie uważam. Ale coś drgnęło, kiedy z Mateuszem Damięckim i Antonim Pawlickim przy okazji „Jutro idziemy do kina” spotykaliśmy się wieczorami, bo w dzień wszyscy gdzieś pracowaliśmy, i w oparach dymu tytoniowego po raz kolejny czytaliśmy scenariusz. Tworzyliśmy bohaterów, sami, od podstaw. To było niesamowite. Potem był „Czas honoru”. Maciek Zakościelny powiedział, że sam sobie zazdrości tego serialu, i ja się z nim całkowicie zgadzam. Udział w nim można postrzegać tylko w kategorii spełnienia marzeń.

GALA: Ale chyba nie spełniłeś jeszcze wszystkich?

KUBA WESOŁOWSKI: Nie. Ale trochę się ich boję, są bardzo niebezpieczne.

GALA: Autor głośnej teraz książki „Bzik prezydencki” twierdzi, że obecnie najbardziej niebezpieczne – i niestety, coraz bardziej popularne marzenie to chęć zostania prezydentem Stanów Zjednoczonych.

KUBA WESOŁOWSKI: Taki ambitny nie jestem. Kiedyś chciałem zmienić świat, teraz walczę o to, by on mnie nie zmienił. Ale nadal marzenia mają dla mnie olbrzymie znaczenie i walka o nie jest niesamowita. Pół roku temu chciałem przebiec maraton warszawski. Wyobraź sobie, masz taki jeden maraton, który jest na wyciągnięcie ręki. Biegasz latem, zimą, po wodzie, po piasku. Biegasz cały czas z myślą, że to zrobisz. Zbliża się maraton i jesteś tak niezdrowo podniecona, że za chwilę do tego dojdzie. Masz 4,5 godziny, żeby myśleć tylko o sobie. Kiedy dobiegłem do mety, byłem najszczęśliwszym facetem na świecie.

GALA: A twoje najbardziej abstrakcyjne marzenie?

KUBA WESOŁOWSKI: Chciałbym zagrać Jamesa Bonda. Wydaje mi się, że dla kobiet jest on ideałem faceta. Silny, męski, przystojny.

GALA: Chcesz, żeby kobiety tak cię postrzegały?

KUBA WESOŁOWSKI: Chciałbym, żeby widziały we mnie faceta trochę pewnego siebie, czasami trochę wrażliwego. Nigdy nikomu nie mówię o swoich porażkach. Pewnie to wynika z mojej spontaniczności. Bagatelizuję niepowodzenia i szybko o nich zapominam. Poza tym mam w sobie dużo energii, siły. Zdecydowanie jest we mnie gdzieś ten walczący o coś spartanin.

GALA: A popłakałeś się kiedyś przy kobiecie?

KUBA WESOŁOWSKI: Tak, ale to był impuls. Poza tym nienawidzę stereotypów, nudzą mnie i śmieszą. Faceci też czasami płaczą i nie widzę powodu, żeby się tego wstydzić. Jeżeli łzy są szczere i nienadużywane, to wszystko jest w porządku. Nie świadczą o słabości.

GALA: A czego nie lubisz w kobietach?

KUBA WESOŁOWSKI: Chyba wulgarności i takiej totalnej bezradności. Moim ideałem kobiety jest zimna, zdystansowana Nicole Kidman. Gdybym mógł zagrać Bonda, to kobietą, która grałaby u mojego boku, byłaby właśnie ona.

GALA: A nie żałujesz, że nie skończyłeś szkoły teatralnej? Niebawem PSL może ci zabronić pracy...

KUBA WESOŁOWSKI: Problem ze szkołą teatralną jest taki, że przez pierwsze dwa lata po prostu nie da się grać – poza szkolnymi zajęciami oczywiście. Mnie nie stać na takie poświęcenie. Jeden z profesorów szkoły filmowej powiedział mi kiedyś: „Kuba, trzeba grać, tylko granie cię rozwija”, i ja mu wierzę. Jeśli żałuję, to czegoś zupełnie innego. Wspomnień, które mają Wieczorkowski, Damięcki, Pawlicki. Zazdroszczę im tych niesamowitych historii, wkurza mnie, kiedy z takim zapałem o nich opowiadają. Ja muszę wtedy milczeć, a tego nie znoszę. W ogóle staram się korzystać z życia, lubię takie małe, codzienne przyjemności.

GALA: Co na przykład?

KUBA WESOŁOWSKI: Uwielbiam rozpoczynać dzień od kawy, gazety i papierosa. Uwielbiam spotkania ze znajomymi w najróżniejszych miejscach Warszawy, spacery, przyglądanie się ludziom. O właśnie, obserwowanie ludzi, w metrze, w kolejce do warzywniaka... Wyszukiwanie takich bohaterów dnia codziennego sprawia mi największą przyjemność.

GALA: Kto zostanie dzisiaj twoim bohaterem?

KUBA WESOŁOWSKI: Oj, wczesna godzina jeszcze, zobaczymy później.