GALA: Po co Ci ten teatr? Tyle razy kpiłeś z artystów amatorów, Mroczków i Cichopków, a teraz sam pchasz się na scenę.

KUBA WOJEWÓDZKI: Każdy kulturalny człowiek powinien choć raz w życiu pójść do teatru...

GALA: Wszedłeś na nie swój teren!

KUBA WOJEWÓDZKI: Moim terenem są emocje. W tym co robię na co dzień, mam bardzo mało szans zagrać na tonach lirycznych. A to też jest prawdą o mnie, choć zawodowo jestem rockandrollowym ironistą. Od chwili, gdy usłyszałem zdanie Allena: „Mój mózg jest moim drugim ulubionym organem”, wiedziałem, że w Ameryce odnalazłem wujka. Czy może być większe marzenie, niż by średniej klasy cynik miał szansę wcielić się w mistrza cyników?

GALA: Myślisz, że będziesz wiarygodny jako Woody Allen? Zapamiętasz tekst i jeszcze go zagrasz – Ty, który zawsze mówisz od siebie i to, co chcesz? Poddasz się dyscyplinie teatralnej i sugestiom reżysera?

KUBA WOJEWÓDZKI: Na pewno jest szansa, że będę bardziej wiarygodny jako Woody Allen niż jako Ciacho, czy nawet jego kawałek. Miałem zagrać w tym filmie jedną z głównych ról, ale Bóg, w którego nie wierzę, akurat wtedy postanowił uwierzyć we mnie. I oddalił mnie od tej katastrofy. Od premiery kilku aktorów zamiast zysków na koncie liczy psychotropy na recepcie. A wracając do Allena, to chciałem zaistnieć w innym rygorze myśli. I słowa. Nie lubię zawodowej nudy, nawet jak jest bezpieczna. W „Mam talent” to ja zgrywam zawodowca. I strzelam kpiną do amatorów. Teraz sam jestem amatorem, na razie nierozstrzelanym przez zdolniejszych kolegów. Ale wszystko w swoim czasie.

GALA: Nazywają Cię chwytem marketingowym, który ma wypromować teatr Michała Żebrowskiego. Nie musisz grać, masz tylko przyciągać! Co czujesz, jak słyszysz: „pajac Wojewódzki to profanacja teatru”?

KUBA WOJEWÓDZKI: Kocham być profanem. Czasami profan dziś może okazać się pionierem jutro. Grotowski też był profanem, gdy dewastował romantyczną mitologię, rezygnując z tradycyjnego odczytywania Słowackiego czy Mickiewicza. Dziś jest klasykiem. Żywy teatr musi naruszać mity kulturowe. Kiedy kilka lat temu firma Converse obchodziła stulecie i zwrócili się do mnie, bym wystąpił w ich reklamie, to nie wahałem się ani chwili. Miałem bowiem stanąć ramię w ramię, a dokładnie trampek w trampek, pomiędzy Sidem Viciousem z Sex Pistols a Jamesem Deanem. Rozumiesz? Dla mnie wstąpić między ikony popkultury to cenniejsza rzecz niż wniebowstąpienie tego czy tamtego. I tak jest w tym przypadku. Libretto mego mistrza, który udowadnia, że seksualizm na wesoło może mieć intelektualną nutę. W środku Bogart i „Casablanca”, megakicz, który kocham miłością pierwszą i nieustanną. Dalej Daniel Olbrychski. Człowiek z marmuru polskiego kina. Legenda na scenie, a i poza nią. Wiesz, jakie to uczucie stać obok niego na scenie? To jak wspólne jacuzzi z Marilyn Monroe. Michał Żebrowski, człowiek, którego niedawno traktowałem jak faceta z antypodów moich znajomości. Pozornie wszystko nas różniło. Dziś wiem, jak wiele nas łączy. Chcesz jeszcze? Małgosia Socha i Ania Cieślak. Gdybym przez chwilę mógł być gwałcicielem z lubuskiego, to wybrałbym sobie obie na cel swojego hobby… Poza wszystkim nie lubię być mentalnie katalogowany. „Wesołek z telewizji” już mnie trochę męczy.

GALA: Czy boisz się kompromitacji na scenie? Czy będziesz odpowiednim partnerem dla profesjonalnych aktorów? Jestem urodzonym kabotynem.

KUBA WOJEWÓDZKI: Kocham występować i zawracać ludziom głowę. Jedyna rzecz, której się boję na scenie, to obawa, że mnie ktoś z niej w końcu wyrzuci. Pamiętaj, prawdziwa sztuka rodzi się w konfliktach. Dziś zacierają się granice estetyk, form, sztuki wyższej i niższej. Telewizja, teatr, kino, muzyka muszą iść do przodu, oczywiście ciągnąc za sobą strażników czystości i zasad. Wygrywają jednak odważni. Pamiętam, jak kiedyś do Polski przyjechali Norwegowie wystawiający „Dom Lalki” Ibsena. Były tam sceny ćwiartowania zwłok ojca przez jego własne dziatki, następnie cała gromadka obrzucała się mielonym mięsem, kaszankami i innymi podrobami. Potem było jeszcze weselej. Rodzina morduje się przy pomocy nogi od krzesła, ojciec kopuluje z synem, inni zjadają odchody, bawiąc się przy tym przyrodzeniami. Na koniec przyglądający się wszystkiemu malarz umieszcza sobie narzędzie malarskie w odbycie. Teatr to sex-shop wyobraźni. Każdy może tu coś kupić dla siebie.

GALA: Czy czujesz satysfakcję seksualną, kpiąc z innych? Czy dokuczanie innym sprawia Ci przyjemność?

 

KUBA WOJEWÓDZKI: Świat jest zbyt nudny, zbyt trzeźwy i zbyt spięty, by traktować go serio. Przytoczę swego mistrza Humphreya Bogarta ze sztuki „Zagraj to jeszcze raz, Sam”: „Świat jest o trzy drinki do tyłu”. Polacy nie mają dystansu do siebie. Jesteśmy mistrzami świata w neurotyczności i spięciu pośladków. Pamiętasz mądre zdanie ze szkoły: „I śmiech niekiedy może być nauką, kiedy się z przywar nie osób natrząsa”? To dziadek Krasicki. Ja kpię z próżności, małostkowości, tradycyjnej głupoty, okazjonalnej pychy, wredności, małości. Czy tylko dlatego, że ktoś uważa się za gwiazdę, to my mamy wpisywać go w poczet świętych? Ten światek bywa dosyć zabawny, a ja jestem tej zabawności narratorem. Niestety przyznaję, mnie bawi wszystko. Pod tym względem jestem dewiantem. Ostatnio rozbawiła mnie definicja pornografii wymyślona przez jednego z papieży. Ja chyba lubię, jak ludzie robią coś, na czym się znają…

GALA: Kpisz z wyglądu Ibisza, botoksów Popek, przyrodzenia Szyca, swojej byłej narzeczonej Anny Muchy. Jak reagujesz na kpiny z siebie? Czy ktoś chciał Ci przylać? Podać do sądu? Fora internetowe aż kipią od propozycji typu: „jak spotkasz Wojewódzkiego, daj mu w ryj, aż mu okulary spadną”. Nie boisz się o siebie?

KUBA WOJEWÓDZKI: Mandatem do kpienia z innych, który – co tu ukrywać – wystawiam sobie sam, jest fakt, że uwielbiam kpić z siebie, swojej rodziny, najbliższych. Ale to jest śmiech bez jadu, żółci, agresji, frustracji. W śmiechu może być dużo czułości. Bo poczucie humoru bywa cudownym filtrem do znieczulania smutnej rzeczywistości. Chwilowy sukces PiS–u to było genialne dopasowanie się do neurozy tego narodu. Jesteśmy, kurwa, wyjątkowi, a kto tak nie sądzi, ten komuch, żyd albo pedał. A co do wpisów na forach internetowych – gdyby internetu nie wymyślili gdzieś na początku lat 70. chłopcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego, kombinując alternatywne systemy łączności na wypadek wojny jądrowej, to z pewnością wymyśliliby go Polacy. Na potrzeby wojny domowej. Dla typowego polskiego gnoma sieć to zbawienie duszy. Może, nie wychodząc z domu, dosrać anonimowo wszystkim wielkim tego świata. I pójść spać w poczuciu dobrze spełnionego patriotyzmu.

GALA: Czy jest ktoś, komu nie dołożyłeś, bo go lubisz lub masz do niego słabość?

KUBA WOJEWÓDZKI: Ale ja właśnie kpię z ludzi dlatego, że mam do nich słabość. Zrozum, że kpina jest jak wyraz uznania, docenienia, dostrzeżenia. Kpi się głównie z tych, którzy coś robią. Nawet jeśli robią głupoty. Kpina to dowód życia. Publicznego oczywiście. Gdy inni chloroformują tak zwane gwiazdy pochwałami, ja, jako ich przyjaciel, staram się zadbać o równowagę ocen. Wierz mi, mądry człowiek wie, że nie ma krytyki szkodliwej. To brak krytyki przynosi szkodę.

GALA: Nie masz szacunku dla żadnych wartości. Czy istnieją dla Ciebie jakieś świętości? Z czego byś nie zakpił? Ze śmierci?

KUBA WOJEWÓDZKI: Siłą każdej wartości jest jej niepodważalność. Deficytem siły jest tłum, który będzie cię chciał zlinczować tylko dlatego, że myślisz inaczej. Nie cenię na przykład redaktora Tadeusza Rydzyka, ale dam się pokroić za to, by jego radio mogło działać. Bo tak sobie wyobrażam wolny rynek myśli, idei, postaw, a nawet bełkotu. To, co w Polsce zrobiono na przykład z kwestią tak zwanego obrażania uczuć religijnych, najlepiej świadczy o słabości ludzi wiary. Może dlatego, że przybywa ludzi praktykujących, a nie wierzących. Dogmaty jako zakazy myślenia to słabe drogowskazy.

GALA: Niektórzy zarzucają Ci nienawiść do Polaków. Inni twierdzą, że oczyszczasz narodowe szambo. Jak jest naprawdę? Czy powiedziałbyś o sobie: Jestem patriotą! Jestem Polakiem i jestem z tego dumny!

KUBA WOJEWÓDZKI: Adaś Nowak, lider zespołu Raz, Dwa, Trzy, napisał kiedyś taki genialny tekst: „Jestem Polakiem, mam na to papier i cały system zachowań”. I ja taki jestem. Jeśli Woody Allen mawia o sobie, że jest „samonienawidzącym się Żydem”, to ja bywam samonienawidzącym się Polakiem. Nie jestem specjalnie dumny z tego, że jestem Polakiem. Niespecjalnie miałem na to wpływ. Pamiętajmy, że Polska to także to miejsce na ziemi, gdzie radny PiS z miasta Poznania ściga słonia Ninjo z miejscowego zoo, zarzucając mu, że jest gejem. Bo woli kolegów i bije trąbą samice. To tutaj powstał podręcznik do katachezy zatytułowany „W miłości Ojca”, w którym Micka Jaggera przedstawia się jako personifikację diabła, a skrót AC/DC tłumaczy się: „Antychryst. Śmierć dla Chrystusa”. Polska jest żywym dowodem, że Bóg ma poczucie humoru. Nie jestem pewien, czy napawałoby mnie dumą, gdybym był na przykład obywatelem Demokratycznej Republiki Konga. Zgadzam się ze stwierdzeniem, że ojczyzna jest tam, gdzie jest dobrze. A mnie jest dobrze w wielu miejscach na ziemi. Ostatnio było mi dobrze w Izraelu, choć wiem, że to samobójcze wyznanie.

GALA: Nieustannie naruszasz normy społeczne. To przypadek czy zamierzona prowokacja przynosząca popularność i zainteresowanie mediów, a czasami sądu? Co jesteś w stanie zrobić dla rozgłosu, skandalu? Jak daleko możesz się posunąć?

KUBA WOJEWÓDZKI: Kiedyś wymyśliłem sobie taką własną normę – jak daleko można się posunąć za daleko. Normy są po to, by porządkować świat. Wycieczki poza normy bywają poszukiwaniem jak największego obszaru wolności. Nie anarchii, nie głupawej zadymy. Czy nie jest testem dla norm moralnych czy obyczajowych, jak zwycięsko wychodzą z opresji sytuacji skrajnych? A sytuacją skrajną może być na przykład miniatura flagi w psich odchodach. Jedni widzą tylko profanację barw narodowych, a inni akt odwagi ekologicznej, wymyślony z powodu nieskuteczności innych zachowań. Bo zanim rozdziobią nas kruki i wrony, to zasrają nas psy! Naruszanie norm może być pytaniem o absurdy świata. Najlepszym dowodem normalności jest tolerowanie nienormalności. Oczywiście bez patologiczno-kryminalych odchyłów. Niestety, w takie dyskusje mogą bawić się ludzie skłonni do myślenia. Fanatycy i ortodoksi to magistrowie bezmyślności. Profesor Bardini mówił, że ocenianie innych to odpowiedzialność.

GALA: Lubisz być panem kariery innych ludzi?

 

KUBA WOJEWÓDZKI: Lubię być facetem, który przyczyni się do czyjegoś sukcesu. Kiedy jednak wyczuwam blef, tupet zamiast talentu albo niereformowalny narcyzm, zmieniam się w żywą torpedę. Potrafię mieć pokorę wobec czyjegoś talentu, ale też być grzybem atomowym wobec widocznych apetytów na tanią karierę.

GALA: Czy kiedyś skrzywdziłeś kogoś niesprawiedliwą oceną? Czy miałeś wyrzuty sumienia?

KUBA WOJEWÓDZKI: Mówienie ludziom prawdy to nie jest tylko obowiązek. To przyjemność. Oczywiście, że popełniłem błędy, oczywiście, że miałem wyrzuty sumienia. Często bywam przebierańcem, który raz wkłada ciuchy idioty, to znów terminatora. Ale to mi nie wyłącza wrażliwości.

GALA: Mówisz, że w show-biznesie trzeba mieć twardą dupę. Nie pieścisz się z uczestnikami programu „Mam talent”. Masz poczucie misji?

KUBA WOJEWÓDZKI: Ci od poczucia misji siedzą na Woronicza. Im większa misja, tym krócej siedzą.

GALA: Ile jest prawdy w tym, że jury nie ma wiele do gadania i tak wszystko jest ustalone z góry?

KUBA WOJEWÓDZKI: Tyle samo, co w stwierdzeniu, że Krzysztof Ibisz powiększył sobie oczy, żeby móc zobaczyć Joannę Liszowską w całości.

GALA: Format narzuca finalistów, bo show ma swoje ustalone zasady?

KUBA WOJEWÓDZKI: Podstawową zasadą dobrego show są emocje i różnorodność. Jeśli wydaje ci się, że można Agnieszce Chylińskiej narzucić jakieś werdykty, ustalenia czy wyniki przyniesione w teczce, to gratuluję rozeznania.

GALA: Kto w tym programie jest ważniejszy – jury czy uczestnicy?

KUBA WOJEWÓDZKI: Mogę ci powiedzieć, kto jest droższy…

GALA: Twoje słynne powiedzonka i cytaty są z głowy, czyli z niczego, czy specjalnie przygotowane do programów?

KUBA WOJEWÓDZKI: Każdy, kto mnie zna, zna odpowiedź. A kto mnie nie zna, i tak nie uwierzy. Dla nich będzie zatem wersja numer dwa: wszystko, co mówię, napisał mi wcześniej Karol Strasburger.

GALA: Seks i ja. To są główne tematy Twoich rozmów z gośćmi. Czy nie ma już nic bardziej interesującego?

KUBA WOJEWÓDZKI: Cały show-biznes jest skąpany w seksualności. Czy ktoś jest Polańskim czy Pospieszalskim, to bez znaczenia. Magiczne słowo seks jest największą planetą, wokół której krążą inne, takie jak kino, telewizja, moda, teatr, prasa. I tak dalej. Wszędzie seks jest najlepszym z możliwych tematem, paliwem, wątkiem. Poza tym ja uwielbiam tematy, o których nie wypada rozmawiać podczas obiadu. Zawsze chciałem robić taki program, po którego odwiedzeniu goście będą się wstydzili o tym opowiadać, ale za to będą przyjemnie wspominać.

GALA: Po co zapraszasz gości, skoro i tak więcej mówisz o sobie?

KUBA WOJEWÓDZKI: Bo ja potrzebuję słuchacza. A dobrze, jakby był znany. I na dodatek inteligentny. No i żeby się bardzo nie pocił.

GALA: Nieustannie przerywasz i przeszkadzasz. Jak już nie możesz wytrzymać, to chociaż poprzewalasz się na kanapie, byle zwrócić na siebie uwagę. Czy potrafisz słuchać innych?

KUBA WOJEWÓDZKI: Powiem tak: błogosławiony niech będzie ten gość, który nie ma nic do powiedzenia, a jednak milczy… Talk- show to często spotkanie ludzi, którzy nie mają sobie nic ciekawego do powiedzenia i używają do tego niezwykle dużej liczby słów. Więc ja, jako kierownik tego skrzyżowania, kieruję ruchem. Ty możesz kierować swoim ruchem przy pomocy pilota od telewizora.

GALA: Czy Ty masz ADHD?

KUBA WOJEWÓDZKI: Niestety nie. Mam wcześniejszą wersję. AGD.

GALA: Niektórzy twierdzą, że jesteś już wypalony. Powtarzasz się i zjadasz własny ogon. Czy jeszcze znajdujesz przyjemność w prowadzeniu programów? Czy goście Cię interesują? Czy to przyjemny sposób na zarabianie dużych pieniędzy?

KUBA WOJEWÓDZKI: Od kiedy pamiętam, to jak tylko zaczął się mój program, a było to osiem lat temu, to zaraz zacząłem się kończyć. Wypalam sie cyklicznie, co sezon. Zawsze przy takich okazjach powtarzam słowa Kurta Cobaina: „Wolę się spalić, niż kopcić”. I generalnie się spalam. Do ocen mam stosunek, delikatnie mówiąc, nonszalancki. W program typu talk-show wpisane jest ryzyko powtarzalności. A ja bywam tak dobry, jak dobrzy są moi goście. Nikt nie jest lepszy od siebie samego.

GALA: Pracujesz dla kasy czy dla popularności? A może teraz już dla przyjemności?

KUBA WOJEWÓDZKI: Nigdy w życiu niczego nie zrobiłem wyłącznie dla pieniędzy. Jestem do nich ustosunkowany romantycznie. Dawanie dupy w mediach musi być podparte uczuciem.

GALA: Podobno doskonale radzisz sobie z finansami. Inwestujesz? Kupujesz nieruchomości, akcje, obligacje?

KUBA WOJEWÓDZKI: Witold Gombrowicz, mój guru intelektualny, przez wiele lat, pomimo wielkiego już dorobku, żył na granicy ubóstwa. Ja bardzo chciałbym być Gombrowiczem polskich mediów, ale zdecydowanie mam skłonności do innego lifestyle’u. Więc się staram. Szczegółów nie ujawniam, bo nie chcę skończyć jak Olewnik.

GALA: Widzowie decydują o naszym życiu lub śmierci ekranowej. Zalecasz się do nich, kokietujesz? Czy masz to w dupie?

KUBA WOJEWÓDZKI: Podkreślałem to i będę podkreślał: wolę być nienawidzony za to, kim jestem, niż kochany za to, kim nie jestem. Tyle.

GALA: Czy jest życie po telewizji i bez telewizji?

KUBA WOJEWÓDZKI: Telewizja to specyficzna forma rozkoszy. Sprawia przyjemność, ale nie zaspokaja. Mam odciętą pępowinę bez względu na logo stacji.

GALA: Co sobie przedłużasz swoimi wspaniałymi samochodami?

 

KUBA WOJEWÓDZKI: Przedłużam czas podróży na przykład z Warszawy do Krakowa, bo im więcej koni pod maską, tym wolniej jeżdżę. Wiesz, jaka to przyjemność, jak jedziesz ferrari i wyprzedza cię daewoo na gaz? Czujesz się jak Caritas. Dajesz radość pokrzywdzonym przez los. A jeśli chodzi o samochody, które posiadam, to odpowiem ci słowami Shirley Mac- Laine, które powiedziała odbierając Oscara za „Czułe słówka”: „Zasłużyłam na niego”. Ja na nie też.

GALA: Podobno wszystkie są pożyczone?

KUBA WOJEWÓDZKI: To jeden z najzabawniejszych syndromów polskiego show-biznesu. Sabotaż ekonomiczny. Zabawa polega na tym, że aby sobie podnieść samoocenę, rozsiewamy na lewo i prawo plotki, że ten to mieszka w kawalerce bez lodówki i kibel mu śmierdzi. A ten to ma wszystko pożyczone od mamy rencistki. Nawet w twojej redakcji znam takich. Ale zawsze uważałem, że lepiej budzić zawiść niż litość.

GALA: Kpisz z nadmuchanych karier polskich celebrytów. Obnażasz ich głupotę, ciąg na lans i szkło. Jednocześnie sam się lansujesz na salonach – raz z króliczkami „Playboya”, raz z dilerem samochodów z Poznania. Nie widzisz w tym niekonsekwencji? A może chodzi o zniżki na nowe auto?

KUBA WOJEWÓDZKI: Zawsze o sobie mówiłem, że jestem jednoosobową subkulturą. Sam dla siebie stworzyłem normy i jestem im wierny. W skrócie mogę je przytoczyć za Kazikiem Staszewskim: „Idę tam, gdzie idę, nie idę tam, gdzie nie idę, idę tam, gdzie lubię, nie idę, gdzie nie lubię”. Konsekwencja to jest bardzo nudna rzecz i na dodatek szybko się nią człowiek męczy. Na pewno nie można mnie wynająć do poprowadzenia imprezy gastronomicznej, tak jak 90 procent krajowych gwiazd. Jeśli średnia cena gwiazdy to u nas siedem tysięcy plus zwrot za paliwo, to ja nie jestem gwiazdą. Nie stać mnie na to.

GALA: Czy lubisz określenie „Pierwszy Lanser Rzeczpospolitej”?

KUBA WOJEWÓDZKI: Nigdy go nie słyszałem. Ale każde określenie zawierające słowo „pierwszy” jest mi bliskie. Ostatnio według badań firmy ARC Rynek i Opinia jestem najpopularniejszym prezenterem telewizyjnym w kraju. Tylko że ja nigdy nie byłem prezenterem. Może mnie z kimś pomylili. Często mnie mylą z Wodeckim.

GALA: Kto Cie bardziej denerwuje – polskie gwiazdy czy polscy politycy?

KUBA WOJEWÓDZKI: A którzy są którzy?

GALA: Mówia o Tobie antyklerykał, antyprawicowiec. Czy Ty masz poglady polityczne?

KUBA WOJEWÓDZKI: Powiem tak: mnie Bóg, bez względu na jego imię i paszport, nigdy do życia nie był potrzebny. No, może przez chwilę, kiedyś, żeby się załapać na prezenty komunijne. Zawsze byłem człowiekiem duchowo samowystarczalnym. Uważam, że religia umiera, gdy przeobraża się w pusty obrządek. A to widzę w Polsce. Poglądy polityczne? Na lewo od prawicy na prawo od lewicy. Zdrowy rozsądek, wolność, szacunek dla innych postaw i kategoryczny zakaz noszenia wąsów.

GALA: Dla młodych ludzi jesteś autorytetem. Stwierdziłeś, że to żałosne. Jakie Ty masz autorytety? Czy w ogóle je masz?

KUBA WOJEWÓDZKI: Mamy dość wyraziste czasy kultury obrazkowej i narcystycznej. W takim sztafażu szybko ktoś taki jak ja może zostać okrzyknięty autorytetem. Ale to chwilowy bełkot bełkotliwego przepływu informacji. Albo dezinformacji. Bycie autorytetem wymaga odpowiedzialności, a ja nie jestem odpowiedzialny. Bywa, że sobą zdumiewam siebie.

GALA: Dlaczego nie ułożyłes sobie życia osobistego?

KUBA WOJEWÓDZKI: Moje życie osobiste jest znakomicie unormowane. Nigdy wcześniej nie prowadziłem tak urozmaiconego życia seksualnego jak przez ostatnie trzy lata. Z mojej perspektywy to ty masz nieunormowane życie osobiste. No, albo mamy inne normy.

GALA: Czy podstarzały amant to szczyt Twoich mozliwosci?

KUBA WOJEWÓDZKI: Jak słyszę określenie „podstarzały amant”, to mam ochotę sięgnąć do swej starczej pamięci i wymienić Charliego Chaplina, który został ojcem w wieku lat 70, Johna Wayne’a, który dokładnie w moim wieku po raz trzeci się ożenił. Jana Nowickiego, który swój małżeński debiut przeniósł pod siedemdziesiątkę. O Andrzeju Łapickim nie wspomnę, bo to żółta koszulka lidera. Tak, chcę być taki jak oni.

GALA: Gustujesz w coraz młodszych. Dopadł Cię kryzys wieku średniego?

KUBA WOJEWÓDZKI: I tu się mylisz. Od ponad 20 lat jestem konsekwentnie wierny 20-latkom. Trzeba mieć jakieś zasady. Kryzys wieku średniego nie ma nic wspólnego z metryką, tylko stylem życia. Mnie on nie dotyczy, bo ja jestem programowo niedojrzały. Jeśli to, jak żyję, jest wynikiem kryzysu wieku średniego, to ja na tę chorobę zapadłem już na studiach. Poza tym najlepszym sposobem na pozbycie się pokus jest uleganie im.

GALA: Czy pokazywanie się z coraz to innymi panienkami dobrze Ci robi? Dodaje męskości, powoduje zazdrość u kolegów?

KUBA WOJEWÓDZKI: Jedni lubią wkładać kiecki i zażywać leki nosem w kuchni, inni molestują aktoreczki w ciemnych zaułkach galerii handlowych. Ja nie kryję się ze swoimi sympatiami. Jeśli mam do wyboru pośladki 20-latki i okulary 40-latki, to wybieram te pierwsze. Nie prowadzę działalności autopropagandowej z nieletnimi partnerkami. Nie spaceruję z koleżankami po to, by moim kolegom strzeliły bypasy. Prowadzę normalne życie, które czasem nienormalne media zamieniają na populistyczną strawę dla tłumu.

GALA: Kiedyś mówiłeś, że w kobiecie najbardziej kręci Cię inteligencja. A teraz co Cię kręci? Coraz młodsze tyłki?

KUBA WOJEWÓDZKI: Uwielbiam kobiety, z którymi można dzielić milczenie. Zawsze wybiorę bardziej inteligentną kobietę niż bardziej piękną. Pięknej kobiecie można wszystko powiedzieć, ale często nie można z nią o niczym porozmawiać.

GALA: Czy Ty lubisz kobiety?

 

KUBA WOJEWÓDZKI: Kobiety są przyszłością mężczyzny. Dzień bez ich towarzystwa to dzień stracony. Powiem ci jak Al Pacino w filmie „Zapach kobiety”: „Najpierw są kobiety, potem długo, długo nic. A następnie jest ferrari”. Coraz bardziej lubię zepsute kobiety. Takie często szybciej uderzają do głowy.

GALA: Zdarza Ci się brać viagrę?

KUBA WOJEWÓDZKI: Nie. Ale kiedyś, kilka lat temu, gdy moja ówczesna narzeczona wyjechała, zażyłem inny lek. Cialis. Całą noc wypełniło mi oczekiwanie na atomową erekcję. Nie przyszła. Czekam do dziś.

GALA: Wg badań mężczyźni myślą o seksie 68 razy w ciągu dnia. A Ty?

KUBA WOJEWÓDZKI: Ja jestem w tym wieku, że nie myślę, tylko uprawiam. Na razie bez specjalnych badań.

GALA: Żona, dzieci to nie dla Ciebie? Boisz się odpowiedzialności?

KUBA WOJEWÓDZKI: Bardzo chciałbym mieć dzieci, nawet bez żony. To podobno jest możliwe. Kiedyś przeczytałem w jakimś wywiadzie z Krystianem Lupą, że on, będąc ośmioletnim chłopcem, zebrał wszystkie dzieci ze swego podwórka i ogłosił im, że Boga nie ma. Takiego syna chciałbym mieć.

GALA: A może jesteś homoseksualistą? Tak lubisz nabijać się z gejów. A może, choć taki odważny, sam się boisz do tego przyznać?

KUBA WOJEWÓDZKI: Dobry kierunek, tylko nieco przeeksploatowany. Temat gejów, oswajanie tematu gejów pojawia się w moim programie tak często dlatego, bo jednym z naszych sportów narodowych jest nietolerancja dla każdej inności. Słowo „pedał” wygrywa we wszystkich rankingach na ulubioną polską obelgę miesiąca. Nagle duża grupa ludzi w europejskim kraju jest otaczana myślami i poglądami z drutu kolczastego. Nigdy nie ciągnęło mnie, by dotykać się z innymi panami penisami, ale uważam, że ich status odrzuconych w kraju jest mentalnie faszystowski. Stąd moja miękka publicystyka.

GALA: Kuba, robisz z siebie błazna, a błazen jest w środku smutny. Powiedz kotku, co masz w środku?

KUBA WOJEWÓDZKI: Jestem najbardziej towarzyskim samotnikiem, jakiego znam. Muszę mieć swój teren i swój czas na bycie samym i doganianie myśli, zdarzeń, okoliczności. Nie jestem smutnym Bolkiem w środku, ale nie jestem też głupkowato wesołkowaty. Jak to powiedział kiedyś Artur Andrus: „Nie biegam boso po łące między brzozami, ciesząc się, że świat jest taki piękny”.

GALA: Miasto kpi z Twojej łysiny i farbowanych włosów. Śmieszne T-shirty i trampeczki nie odmłodzą. Boisz się starości?

KUBA WOJEWÓDZKI: Zawsze uważałem, że efektowny sukces przysparza wrogów. Popularne są tylko miernoty. Ludzie wyraziści są nienawidzeni lub nieakceptowani, bo trudni do zdefiniowania. Żadna draczna informacja, że jestem łysym gejem, który sypia z trójzębem, nie pozbawi mnie radości świętowania mojego ulubionego grzechu u innych – głupoty. A starości się nie boję, bo wiem, że ten „mały złośliwy skurwiel czas” jest po mojej stronie.