Przyjechała czarnym, luksusowym bentleyem. W sukni écru od Dolce & Gabbana za pół miliona euro ozdobionej kryształami od Swarovskiego. Skinieniem ręki uciszyła wiwatujący tłum fanów zgromadzonych przed kinem na Leicester Square w Londynie. Wzięła do ręki mikrofon, rozejrzała się. Czy w tłumie na premierze "Białego brylantu" szukała twarzy Oliviera Martineza? Film dokumentalny opowiada ich historię. Aktor pomógł wokalistce pokonać chorobę i wrócić na estradę. Ale na premierę tak ważnego dla nich obojga filmu nie przyszedł.

Jeszcze pod koniec wakacji wydawało się, że Kylie Minogue i Olivier Martinez się zaręczą. Byli jedną z najbardziej romantycznych par show-biznesu. Wprawdzie oficjalnie rozstali się w lutym tego roku, ale już od kwietnia zaczęli się znów spotykać, a w lipcu każdy weekend Kylie spędzała w paryskim apartamencie aktora. Oficjalnie - by zająć się jego psem. "Bardzo zżyłam się z Sheebą i tęskniłyśmy do siebie. Dlatego w piątki wsiadałam do pociągu i Eurostarem pędziłam z Londynu do Paryża. A to, że mieszkałam w apartamencie Oliviera? I cóż w tym złego?" - pytała tajemniczo uśmiechnięta Kylie jeszcze miesiąc temu. O małżeńskich planach syna opowiadała mama Oliviera. "Jestem pewna, że jeszcze w tym roku pobiorą się z Kylie. Wiem, że starają się o dziecko. Kryzys już minął" - zwierzała się dziennikarzom Rosemarie Martinez. Równocześnie gwałtownie zaprzeczała, by jej syn w Hollywood spotykał się z innymi kobietami. "Tak to jest ze znanymi aktorami. Wystarczy, że stanie obok jakiejś ładnej dziewczyny, a już gazety rozdmuchują to do nie wiadomo jakiego romansu" - ubolewała pani Martinez. Atmosferę podgrzewał sam Olivier, gdy pytany o możliwość powrotu do australijskiej piosenkarki stanowczo stwierdzał: "Wbrew temu, co o sobie czytam, jestem dość stateczny i odpowiedzialny. Jeśli już z kimś się zdecyduję związać, to zrobię to raz na całe życie. I powiem tylko tyle, że czuję się już na ten krok gotowy" - mówił aktor.

W atmosferze narastającego napięcia powstawał film "Biały brylant" wyreżyserowany przez osobistego stylistę i bliskiego przyjaciela piosenkarki Williama Bakera. Jednym z pozytywnych bohaterów jest w nim Olivier. Głównym tematem filmu są kulisy światowego tournée "Showgirl" przerwanego diagnozą lekarza w Melbourne, który odkrył u Kylie nowotwór. Jednak w tle rozgrywa się wspaniała historia miłosna pomiędzy piękną piosenkarką i przystojnym francuskim aktorem, który w jednej sekundzie rzucił wszystko i całkowicie poświęcił się wyciągnięciu swojej ukochanej z ciężkiej choroby. Kamera towarzyszyła zakochanym również w wielu osobistych chwilach, gdy Francuz zabierał Kylie na rekonwalescencję do swoich ulubionych miejsc - wśród winnic prowansalskich wiosek. W Wielkiej Brytanii film jest już wyświetlany w kinach. W grudniu będzie go można kupić na DVD również w Polsce.

Po półtora roku od wykrycia choroby piosenkarka wyznała, że pokonała raka. Sukces medyczny zbiegł się jednak z kryzysem w związku. W grudniu zeszłego roku Kylie przeszła testy, które potwierdziły, że jest zdrowa. W lutym para rozstała się. Ale pomimo publikowanych w gazetach zdjęć Martineza w objęciach Penélope Cruz lub całującego się z fankami na ulicy Kylie nigdy nie powiedziała o eksnarzeczonym złego złowa. Przeciwnie.

"Błagam was, nie demonizujcie Oliviera. To naprawdę dobry człowiek i bardzo mu jestem wdzięczna za to, co dla mnie zrobił. Jestem też absolutnie pewna, że podczas trwania naszego związku, przez cztery lata nigdy mnie nie zdradził" - mówiła we wrześniu na spotkaniu z fanami w ekskluzywnym londyńskim domu towarowym Harrods. Gdy padło pytanie o możliwe ponowne zejście się z francuskim przystojniakiem, Kylie znacząco się uśmiechnęła: "Jesteśmy na razie przyjaciółmi i bardzo dużo ze sobą rozmawiamy. Co będzie dalej? Któż to wie... Niczego nie wykluczam". Już 26 listopada odbędzie się premiera jej jubileuszowego, dziesiątego albumu zatytułowanego po prostu "X" (jak rzymska "dziesiątka"). W tym roku minęło też równo 20 lat, odkąd na szczytach list przebojów pojawił się pierwszy hit Kylie - "I Should Be So Lucky". Australijska gwiazda ma o czym myśleć. Ma się też na kogo złościć. Właśnie do brytyjskich księgarni trafiły wspomnienia Jasona Donovana, pierwszej miłości Kylie. Na kartach książki "Between the Lines" aktor i piosenkarz opisuje swój romans z 18-letnią koleżanką z planu serialu "Sąsiedzi". Sugeruje, że to właśnie Kylie walczyła o jego względy, gdy on niespecjalnie interesował się malutką blondynką ze śmiesznymi loczkami. "Nie podobała mi się, ale była uparta i w końcu zaciągnęła mnie do łóżka" - mówi dziś cynicznie Donovan. "Był wtedy dla mnie kimś ważnym. Dziś jest nikim. Śmieciem, który próbuje podbić swoją nikłą popularność, opluwając kogoś, komu się lepiej powodzi" - kwituje Minogue.

 

W tłumie otaczającym kino na Leicester Square Kylie wypatrzyła wreszcie znajomą twarz. Dannii, siostra, na którą zawsze mogła liczyć. Stała murem za starszą siostrą w ciągu całej kariery. Nigdy ze sobą nie konkurowały, choć przecież podążały tą samą drogą. Obie zaczynały od rólek w australijskich sitcomach, później odkryły w sobie talent muzyczny i przyjechały do Londynu. Kylie nigdy się na rodzinie nie zawiodła. Rodzice i siostra sprawdzili się zwłaszcza w godzinie próby, gdy diagnoza lekarza zabrzmiała jak wyrok. Kylie instynktownie zaszyła się głęboko w rodzinnym domu. Przez pierwsze dni nie chciała z nikim rozmawiać. Jej mama - Carol, sama niegdyś tancerka, musiała doskonale wiedzieć, co czuła córka zmuszona do przerwania tournée koncertowego. Jeszcze tego samego dnia Dannii wsiadła do samolotu i z Londynu doleciała do chorej siostry. Nie zastanawiała się nad tym, ile będzie ją kosztować odwołanie własnych koncertów zaplanowanych już na ten czas. Rodzina Minogue wraz z towarzyszącym narzeczonej Olivierem Martinezem tworzyła jedną zgraną drużynę. Całkowicie skupili się na celu - wyprowadzeniu Kylie z choroby. Wybierając miejscowy szpital w Melbourne, zamiast - jak proponował Olivier, jednej z paryskich lub szwajcarskich klinik, piosenkarka nie miała wątpliwości. Kylie zawsze czuła się przede wszystkim Australijką. Tu zawsze wracała, gdy fortuna się od niej odwracała. Nic dziwnego, że dziś jest uznawana przez rodowitych "Aussie" za prawdziwego ambasadora piątego kontynentu. Podczas jej koncertów zawsze można dostrzec rodaków Kylie z flagami Australii. Na jednym z najbardziej okazałych placów londyńskiego West Endu łatwo można było też rozpoznać mocną reprezentację innej frakcji fanów Kylie. Oprócz ogorzałych pasterzy znad rzeki Murray oklaskiwało piosenkarkę kolorowe grono londyńskiej homoseksualnej cyganerii.

Jak drobna, niebywale kobieca Australijka, która nawet na zakupy zakłada wysokie obcasy i seksowne sukienki, stała się prawdziwą ikoną gejów? Brytyjska prasa próbowała dociec czemu bezsprzecznie heteroseksualna Minogue cieszy się takim powodzeniem w gejowskich klubach, ale żadne wytłumaczenia nie były wystarczająco przekonujące. Może sprawił to właśnie wizerunek Kylie, jednoznacznie kobiecy, łatwy do imitowania, a nawet karykaturowania? "Kylie ma w sobie wszystko to, co geje cenią: jest glamour, sexy, ubiera się szykownie i nie boi się szczypty kiczu" - mówi John Sewell, szef biura badania opinii publicznej OnePoll. Według opublikowanych w Wielkiej Brytanii badań Minogue zwyciężyła w plebiscycie na ikonę homoseksualistów. W październiku zawiązał się komitet złożony z aktywistów gejowskich w dzielnicy SoHo i zamierzają ufundować pomnik Kylie. Do podobnego uhonorowania piosenkarki szykuje się też Manchester. Piosenkarka ani myśli, by zrażać do siebie fanów, jakiejkolwiek by byli orientacji. Występuje w gejowskich klubach i na zamkniętych imprezach. Żartuje, że została "adoptowana" przez homoseksualistów. Zaczęła też udzielać się w organizacjach walczących o równouprawnienie mniejszości seksualnych. To jednak efekt, a nie zasadnicza przyczyna jej popularności w tym środowisku. Potencjał tkwiący w uśmiechniętej, pięknej Kylie dawno już dostrzegły koncerny kosmetyczne i domy mody. Gwiazda cieszy się uznaniem magazynów poświęconych modzie. Specjaliści od PR odkryli, że niemal każda dziewczyna chce pachnieć tak jak Kylie (i stąd perfumy Darling, a później Sweet Darling), kąpać się w jednym z kostiumów kąpielowych firmowanych jej nazwiskiem czy też nosić biżuterię, którą reklamuje). Jej kontrakty z Coty, H&M czy hiszpańską firmą jubilerską Tous przynoszą jej rocznie dochód porównywalny do tego, który ma dzięki kontraktom płytowym i występom.

W zeszłym roku jej dochody magazyn "Forbes" wycenił na 9 milionów dolarów. W tym roku powinno być jeszcze lepiej. Już ruszyła machina promocyjna nowej płyty. W rozgłośniach radiowych rozbrzmiewa singiel "2 Hearts", a w internecie i telewizyjnych kanałach muzycznych pojawia się teledysk, w którym Kylie śpiewa ustylizowana na Marilyn Monroe. To nie pierwsze dla niej spotkanie z seksbombą lat 50. Już 15 lat temu australijski reżyser Baz Luhrmann ("Moulin Rouge") przedstawił ją przyjacielowi, fotografowi Bertowi Sternowi, który pół wieku temu pracował z Monroe. Stary mistrz fotografii po sesji z Kylie był oczarowany i komplementował piosenkarkę: "Ona ma takie samo wyzywające spojrzenie, figurę i nutkę bezwstydu jak Marilyn. Jest gwiazdą". Na londyńskim placu czuć było tą magię.