Przed słynną paryską kawiarnią Café de Flore na bulwarze Saint- Germain zatrzymał się kremowy jaguar z 1963 roku. Wysiadła z niego roześmiana para. Ona – drobna blondynka w supermodnych ciuchach, on – przystojny brunet, z którym wiele kobiet chciałoby spędzić romantyczny wieczór. Weszli do środka, trzymając się dyskretnie za ręce. Zaprzyjaźniony kelner wskazał im stolik w rogu i od razu przyjął zamówienie. Poprosili o karafkę czerwonego wina i specjalność kuchni: sałatkę z karczochami i anchois, którą zajadają się Francuzi. Widać, że często goszczą w kawiarni, odwiedzanej niegdyś przez słynnych kochanków i filozofów Jeana Paula Sartre’a i Simone de Beauvoir. On, nalewając jej do kieliszka wodę Perrier, delikatnie głaszcze ją po głowie i patrzy z uczuciem. Ona nie może przestać szeptać mu do ucha i głośno się śmiać. Zakochani? Wszystko na to wskazuje. Przed kawiarnią nagle zaczynają się zbierać ciekawscy paryżanie z telefonami komórkowymi w rękach. Ukradkiem robią zdjęcia przytulającej się parze. Uśmiechają się i wskazują na nich nieśmiało palcami. „To Kylie Minogue i Olivier Martinez!” – wreszcie ktoś krzyczy na ulicy. Ale zaraz, jak to możliwe? Przecież oni rozstali się już prawie półtora roku temu!

NAJTRUDNIEJSZE CHWILE

Tak przynajmniej brzmi oficjalna informacja, jaką w lutym 2007 roku wydał rzecznik prasowy piosenkarki. Po trwającym cztery lata związku jeden z najprzystojniejszych francuskich aktorów i autorka największych popowych hitów ostatnich lat zdecydowali się rozejść. Powód? W Hollywood szeptano, że Ollie, jak mówią na niego znajomi, był już zmęczony pielęgnowaniem ukochanej, u której w 2005 roku wykryto raka piersi. Choć przez cały okres jej rekonwalescencji robił wszystko, by piosenkarka zapomniała o chorobie, w pewnym momencie po prostu nie wytrzymał. „Olivier od dawna nie czuł się szczęśliwy i myślał o rozstaniu. Kylie ciągle próbowała przejmować nad nim kontrolę. O każdej porze dnia i nocy chciała wiedzieć, co robi jej chłopak i kiedy wróci do domu, by obejrzeć z nią kolejny film na DVD” – mówił dziennikarzom przyjaciel gwiazdora. Według „The Sun” i „Daily Mail”, wielkoduszny i wspierający Martinez, jak publicznie nazywała go Kylie, wcale nie jest taki idealny, jak mogłoby się wydawać. Kiedy pod koniec 2006 roku lekarze z paryskiego Instytutu Gustave Roussy, gdzie leczyła się artystka, wydali oświadczenie, że panna Minogue jest już całkowicie zdrowa i wkrótce będzie mogła kontynuować trasę koncertową „Showgirl”, aktor zaczął się pokazywać w towarzystwie innych kobiet. W brukowcach ukazywały się jego zdjęcia, jak rozmawia z pięknymi nieznajomymi. Na jednych przechadzał się po plaży z długowłosą pięknością, a na innych flirtował z samą Penélope Cruz. „Łączy nas podobne poczucie humoru i zamiłowanie do dobrego jedzenia – powiedziała aktorka. – Ale czy to oznacza, że od razu musimy iść do łóżka? Jesteśmy po prostu dobrymi znajomymi, a ja pomagam mu otrząsnąć się po rozstaniu. Nic więcej”. Wielogodzinne rozmowy z atrakcyjną Hiszpanką to oczywiście niejedyne spotkania, na jakie Olivier pozwalał sobie zaraz po zerwaniu z Kylie. Paparazzi zrobili mu także zdjęcia, jak w objęciach modelki Sarai Givati (podobno kilka lat temu przeżył z nią gorący romans) wychodził z hotelu Chateau Marmont w Los Angeles. Dzień później natomiast jadł kolację z aktorką Michelle Rodriguez, znaną z filmu „S.W.A.T. Jednostka specjalna”.

Choć lista kobiet, z którymi dziennikarze łączyli Martineza, jest bardzo długa, on oficjalnie nigdy nie zdradził, czy z którąkolwiek z nich naprawdę coś go łączyło. Kylie także unikała publicznych wystąpień i komentarzy na temat swojego prywatnego życia. Skończyła właśnie chemioterapię i powoli wracała do zdrowia. Przez kilka miesięcy po rozstaniu z aktorem nie mogła jednak poradzić sobie ze smutkiem. Zaszyła się w londyńskim apartamencie, gdzie odwiedzała ją codziennie siostra Danni, a także rodzice, Ron i Carol. Na herbatę wpadał do niej także zaprzyjaźniony od lat stylista William Baker. „Robiłem wszystko, by wyciągnąć ją z dołka. Zabierałem do kina, kupowałem drobne prezenty, ale Kylie zdawała się nieobecna. Jakby ciągle czymś zaprzątała sobie głowę” – mówił. Miał rację. Piosenkarka miała kłopoty z zaakceptowaniem siebie po chorobie, dlatego najlepiej czuła się w gronie najbliższych. Choć i z nimi nie zawsze potrafiła znaleźć wspólny język. W ciemnych okularach i w chustce na głowie chodziła na samotne spacery. Zastanawiała się nad swoją karierą, marzyła o kolejnej płycie i analizowała rozstanie z ukochanym mężczyzną, bez którego jeszcze do niedawna nie wyobrażała sobie przyszłości. Dopiero pod koniec 2007 roku zaczęła pokazywać się na oficjalnych imprezach, a na jej twarzy coraz częściej pojawiał się promienny uśmiech. „Miłość? Na pewno przyjdzie na to pora. Choć wiem, że nie jestem osobą, która marzy o mężu, dzieciach i domku z ogródkiem” – mówiła. Łączono ją m.in. ze znanym reżyserem filmowym Alexandrem Dahmem i DJ-em Calvinem Harrisem, ale ona sama nigdy nie skomentowała tych doniesień. Nigdy nie wyjawiła także tajemnicy, dlaczego tak naprawdę jej czteroletni związek z Martinezem rozsypał się pewnego dnia jak domek z kart.

POWRÓT DO RZECZYWISTOŚCI

 

Na szczęście najtrudniejsze chwile Kylie ma już za sobą i można powiedzieć, że księżniczka popu wróciła do gry. Nagrała znakomitą płytę, stworzyła kolejne perfumy Sexy Darling, które wkrótce pojawią się na rynku, i została doceniona nawet przez samą królową Wielkiej Brytanii Elżbietę II. Dwa miesiące po tym, jak piosenkarka otrzymała Order Sztuki za wkład w kulturę Francji, brytyjska monarchini przyznała jej prestiżowy Order Imperium Brytyjskiego. „Czuję się zaszczycona i wzruszona. Nie każdego może spotkać takie wyróżnienie” – powiedziała gwiazda, która specjalnie na tę okoliczność na chwilę przerwała trasę koncertową promującą jej najnowszy album „X”. Według krytyków, na dziesiątym krążku artystki nie znajdziemy może hitów na miarę „Can’t Get You out of My Head” ani „Spinning Around”, ale to bez wątpienia najbardziej dojrzała i osobista płyta w karierze piosenkarki. „Przez całą chorobę zastanawiałam się, jak powinny brzmieć moje kolejne utwory. Tylko to dawało mi siłę i nadzieję na pokonanie raka” – powiedziała. Kylie zaskoczyła fanów nie tylko samą muzyką, ale przede wszystkim niezwykle widowiskowymi koncertami. Choć artystka zmieniła nieco swój sceniczny wizerunek i seksowne spodenki eksponujące pupę zastąpiła szykownymi strojami, jej wielbiciele nie powinni czuć się z tego powodu zawiedzeni. „Ostatnio obudziłam się rano i uświadomiłam sobie, że chciałabym pracować co najmniej do sześćdziesiątki. Oczywiście za jakiś czas będę musiała zrezygnować z obcisłych kostiumów, z jakich słynęłam do niedawna. W końcu dojrzałej kobiecie nie wypada eksponować pewnych partii ciała. Nawet jeśli jest artystką i stale musi walczyć o zainteresowane słuchaczy. Ja mam zamiar przyciągać uwagę publiczności świetną muzyką” – powiedziała.

Trasa promująca jej album potrwa prawie do końca tego roku, więc czeka ją jeszcze mnóstwo pracy. „Cieszę się, że mój kalendarz jest zapełniony na najbliższe miesiące. Nie lubię stagnacji. Czasami nawet śpiąc, mam wrażenie, że czas przecieka mi przez palce. Choroba nauczyła mnie, jak cieszyć się życiem i wykorzystywać w pełni każdy dzień” – zdradza rozpromieniona. Za każdym razem, gdy wchodzi na gigantyczną scenę, bije od niej niesamowita energia. W ubraniach specjalnie zaprojektowanych przez słynnego kreatora Jeana-Paula Gaultiera wygląda rewelacyjnie. Obok niej tańczy czternastu umięśnionych tancerzy, czterech akrobatów, a w tle gra sekcja dęta, składająca się z najlepszych muzyków. Rozhisteryzowana widownia skanduje jej imię. „Kochamy cię, Kylie! Wróciłaś!” – krzyczą. I to prawda. Ona naprawdę wróciła na dobre.

STARA MIŁOŚĆ...

Wiele wskazuje także na to, że w życiu osobistym gwiazdy zaczyna się wreszcie układać. Wprawdzie czterdzieste urodziny obchodziła bez ukochanego mężczyzny przy boku, tylko z siostrą i rodzicami w hotelu George V w Paryżu, jednak jej bliscy twierdzą, że tego wieczoru Kylie chciała spędzić czas w towarzystwie rodziny. Następnego dnia po uroczystej kolacji wybrała się na zakupy przy znanej ulicy Montaigne, gdzie zaglądała do ulubionych sklepów. Wpadła oczywiście obejrzeć ciuchy do butiku Yves Saint-Laurent, gdzie od lat przychodzi i... wychodzi z torbami pełnymi zakupów. Może kupiła jakąś seksowną, wydekoltowaną sukienkę, w której pokaże się tylko temu jednemu jedynemu? Dzisiaj cały świat zastanawia się, czy zdjęcia, na których roześmiana piosenkarka tuli się do byłego chłopaka Oliviera Martineza, są dowodem na to, że para znowu jest razem. „Przyjaźnimy się i zawsze znajdziemy dla siebie chwilę. Ja czasami wpadam do Paryża, żeby przespacerować się z psem Olliego, Shebą, a on co jakiś czas przyjeżdża do Londynu, by zjeść ze mną kolację. To zupełnie normalne” – tłumaczy się Kylie. „Rozstaliśmy się, to prawda, ale to nie powód, by po czterech latach ogromnej miłości, jaka nas łączyła, przestać się ze sobą spotykać” – dodaje z tajemniczym uśmiechem. Znajomi, zarówno jej, jak i aktora, są jednak zdania, że tym razem podczas lunchu w Paryżu, oboje zachowywali się zbyt czule jak na przyjaciół. „To nie jest normalne, by dwoje ludzi, których teoretycznie nic nie łączy, nie odrywało od siebie wzroku i stale szukało powodu, by choć przez moment móc musnąć się dłonią” – mówił jeden z nich. Mimo że po lunchu Olivier odwiózł Kylie do ulubionego przez gwiazdy paryskiego pięciogwiazdkowego hotelu Montalembert, gdzie piosenkarka zaszyła się samotnie w jednym z prezydenckich apartamentów, nikt nie wie, jak tych dwoje spędziło resztę dnia. Nawet paparazzi nie zdołali ich namierzyć. Może wymknęli się nocą na romantyczny spacer nad brzegiem Sekwany? W końcu nieprzypadkowo Kylie zatrzymała się zaledwie dwie ulice od mieszkania Oliviera, w którym kiedyś snuli plany o wspólnej przyszłości.