LECH WAŁĘSA Z ręką na sercu

Udostępnij

„Zbyt dobrze się czuję, by zawracać sobie tym głowę” – żartuje Lech Wałęsa. Za cztery lata prawdopodobnie będzie musiał poddać się poważnej operacji – przeszczepowi serca. Ale na razie, po zabiegu wszczepienia rozrusznika, nie myśli o nim. Rozmawiamy o tym, „co mu zostało z męskich spraw”, i o ludziach, którzy chcieli z jego serca zrobić... zupę.

LECH WAŁĘSA Z ręką na sercu

Jerzy Pilch napisał o „mądrości Wałęsy”: „Otóż Wałęsa z całą pewnością nie wie wszystkiego, być może nawet – jak chcą niektórzy – nie wie niczego, wie jednak »coś poza tym«. Ma iskrę rozbłyskującą być może rzadko, ale rozbłyskującą, kiedy trzeba, i wówczas silniej od niejednego kaganka oświaty świecącą”. Zaskakujące, że sam prezydent ma na ten temat podobne zdanie. Jak mówi: „często zastanawia się, co robi na tym miejscu”. Nadal wierzy w swoją misję, ale też ma do siebie dużo dystansu. Także dlatego operacja serca, którą przeszedł niedawno w Houston, stała się sprawą narodową.

GALA: Jak się pan czuje po powrocie z Houston?

LECH WAŁĘSA: Jak nowo narodzony! Jechałem tam z zupełnie innym nastawieniem. Zostałem namówiony na przeprowadzenie badań przez polskich i amerykańskich lekarzy w tej znanej klinice. Kiedy już zaczęli robić przegląd, stwierdzili, że nie ma co czekać. I wprowadzili mi obok instrumentu od Boga technologiczny wynalazek człowieka. Sił i energii mam teraz dwa razy więcej.

GALA: Kiedy się to zaczęło?

LECH WAŁĘSA: Przed paroma laty, jeszcze w poprzednim stuleciu. Zaczęło się niewinnie: prawdopodobnie na skutek przemęczenia którejś nocy miałem wstęp do zawału, ale zorientowałem się, wziąłem tabletki, odblokowałem. Następnego dnia gruntowne badania wykazały, że znalazłem się poniżej normy, granicą było 30, u mnie – 28. To przestraszyło lekarzy. Mnie zresztą też, bo chcę jeszcze trochę pożyć. Dali leki, pomogli. Wskaźnik wzrósł do 32, a nawet 36. Jak na mój wiek – norma, a nawet lepiej.

GALA: Tak z ręką na sercu, dzieci się przejęły pana zdrowiem?

LECH WAŁĘSA: Rodzina to różnie, bo skrzypiałem.

GALA: Czyli narzekałem?

LECH WAŁĘSA: Tak jak skrzypi stare drzewo. Dzieci trochę, ale nie za bardzo się przejęły, choć może się nie przyznają. Żona przez dłuższy czas uważała, że udaję. Najbardziej mnie zastanawiała reakcja społeczna. Zainteresowanie było nieprawdopodobne. A ilu ludzi zgłosiło się z chęcią finansowego wsparcia!

GALA: Od pewnego czasu wiadomo było, że czeka pana wszczepienie rozrusznika. Dlaczego?

LECH WAŁĘSA: Dotąd moje serce nie pracowało równo, szarpało, lewa komora z prawą nie zgrywała się. Ten mały aparacik, jak pudełeczko od zapałek, który włożyli mi pod skórę, nie pozwala sercu stanąć, reguluje bicie; człowiek łatwiej żyje. Chodzi się z tym średnio cztery lata, w tym czasie człowiek już jest zarejestrowany i czeka na serce dawcy. Na razie o tym nie myślę. Za dobrze się czuję.

GALA: Przed zabiegiem czuł pan wsparcie Polaków?

LECH WAŁĘSA: Gdy rozeszła się informacja o grożącym mi przeszczepie serca, najładniejsze były zgłoszenia od wielkich biznesmenów, polskich i nie tylko polskich: „Proszę pana, dam i milion dolarów, ale proszę o stare serce”.

GALA: Chcieli je wystawić w muzeum?

LECH WAŁĘSA: A może puścić na jakąś licytację, zupę zrobić? Nie wiem, co to było. Dziwna sprawa. Pewnie zrobiliby mi tę operację wcześniej, ale dałem sobie wstawić stenty – takie małe rureczki w serce, tam gdzie żyły są zwężone. Prosta operacja, ale długo nie wolno było robić nic innego. Dlatego czekałem, aż czas minie.

GALA: No i teraz w Houston stent założono panu po raz drugi. Był moment niepewności, ale wszystko dobrze się skończyło.

LECH WAŁĘSA: Tego się lekarze nie spodziewali, ja tym bardziej, ale wszystko było pod kontrolą. Najpierw założyli ten stent, a po kilku dniach planowy rozrusznik. Nieźle mnie podreperowali. Nie znajduję słów uznania dla zespołu lekarzy, dla moich opiekunów. I dla polskich lekarzy odnoszących tam wielkie sukcesy.

GALA: Panie prezydencie, pana nazwisko to mocna marka, super logo. Coca- -Cola, Beatlesi, Mercedes i Wałęsa rozpoznawalni są przez Aborygenów, Zulusów i Eskimosów. Miło być kimś tak rozpoznawalnym w świecie?

LECH WAŁĘSA: Nigdy mi na tym nie zależało. Nie mówię o tym dlatego, że jestem zarozumiały. Zawsze miałem tak dużo wyzwań i obowiązków, że to one mnie absorbowały. Oczywiście, po jakimś czasie człowiek przyjmuje te dobra, cieszy się z pochwał, adoracji. Każdy człowiek jest trochę próżny, ja też. Więc jak mnie zauważają, jestem niezadowolony, bo wolałbym być szarym cywilem. A jak mnie nie zauważają, to z kolei jestem wściekły, dlaczego nie? Wszystko widać ma za i przeciw.

GALA: Rozmawiał pan z papieżem, Dalajlamą, noblistami, artystami, politykami... Która z tych rozmów zrobiła na panu największe wrażenie?

LECH WAŁĘSA: Ponieważ z plebsu pochodzę i w plebsie jestem, zawsze się w takich sytuacjach zastanawiałem: Co ty naprawdę myślisz, jak się tu dostałeś, co ty na to? Gdy spotykałem ludzi na stanowiskach, na których nie powinni być, pytałem siebie: Czym sobie pomagałeś, że się tam znalazłeś? Pistoletem? Bo twoje myślenie, twoje kojarzenie jest tak kiepskie, że aż nie do wiary, skąd ty się tam wziąłeś? Odwrotne sytuacje też bywały. Poza salonami spotykałem ludzi, zdawałoby się, prostych, którzy mnie zadziwiali sposobem myślenia, patrzenia na świat, wyciągania wniosków. O nich myślałem: „Kurczę, dlaczego ty się nie przepchałeś, ty byś dużo zrobił dobrego”. Dlatego na tak postawione pytanie odpowiadam, że mam kłopoty, kogo wybrać. Bo kto jest większy: mistrz w boksie, czy mistrz w szachach? Obaj mistrzowie, ale każdy w innej klasie.

 

GALA: To jakby decydować, która jest piękniejsza: MM, BB czy CC (Marilyn Monroe, Brigitte Bardot, Claudia Cardinale)?

LECH WAŁĘSA: Dobry przykład, bo to dziewczyny z mojego okresu kochania.

GALA: Założę się, że najbardziej się panu podoba brunetka Claudia C.

LECH WAŁĘSA: A skąd pani wie? Każda odpowiedź może być zła. W domu mogłoby być różnie. Wybieram żonę. W tym się nie pomyliłem.

GALA: Pamięta pan prezydent sytuację, gdy spytany, czy rodzina Wałęsów powiększy się, odpowiedział pan: „Warsztat za wysoko”? Co to za szyfrogram?

LECH WAŁĘSA: Proszę o zwolnienie mnie z odpowiedzi. I tak z męskich spraw zostało mi już tylko golenie.

GALA: Mówił pan, że nie miał pan czasu na czytanie książek, a teraz sam pan je pisze. Po ostatniej pt. „Moja III RP. Straciłem cierpliwość!” – kolejną. W następnej też będzie dużo o braciach, co ukradli księżyc?

LECH WAŁĘSA: Nie. Moja książka będzie o tym, dlaczego przegraliśmy Powstanie Warszawskie. Dlaczego nie zwyciężyliśmy w 1956 r., dlaczego nie zwyciężyliśmy w 1970. Dlaczego zwyciężyliśmy w 1980 i w 1989 r. I najważniejsze: dlaczego zapominamy o zwycięstwach, a klęski podnosimy do rangi wielkich uroczystości. Przypomnę naszą drogę, bo tak wiele udało się naszemu pokoleniu.

GALA: Powiedział pan: „Po co się pocić na siłowni, jak można staruszce drewna narąbać”.

LECH WAŁĘSA: O właśnie! A jak się męczą na rowerach w Łazienkach! Uhhh… ja nigdy nie trenuję w żadnych Łazienkach, na żadnych rowerach. Co to, to nie. Mogę drzewa narąbać, przenieść coś, ale katować się bez sensu? Wysiłek i praca muszą mieć sens, a zdrowie osiągać można z dodatkowym pożytkiem.

GALA: Zarzucił pan dietę doktora Jana Kwaśniewskiego?

LECH WAŁĘSA: Nie, okazała się najlepsza, ale mam problem z jej utrzymaniem. W domu żona mnie pilnuje. Tylko te wyjazdy... A ja dużo wyjeżdżam.

GALA: Nie boi się pan smalcu gęsiego i tłustej śmietany?

LECH WAŁĘSA: Nie, ale białego pieczywa prawie w ogóle nie jem. Ani cukru.

GALA: Pański syn Jarosław Wałęsa, parlamentarzysta, wstąpił do Parlamentarnej Grupy Kobiet. Pana to ucieszyło?

LECH WAŁĘSA: Nie za bardzo. Jest demokracja, niech kobiety robią swoje, niech walczą. Niech jedna drugą za nogę nie ściąga, tylko sobie pomagają. Wiele jest klęsk kobiet spowodowanych przez kobiety, bo jedna drugiej przeszkadza.

GALA: Bo faceci to „Francja elegancja”?

LECH WAŁĘSA: To swoją drogą, ale kobiety bardziej. No, niech pani popatrzy dobrze na większość utarczek, przeszkód. Nawet jak mówią „tak, tak, tak”, to głosują przeciwko sobie.

GALA: Pana córka Maria Wiktoria powiedziała mi, że bywa impulsywna wśród rówieśników, ale nigdy nie ośmieliłaby się tak zachować przy ojcu. Jak się to robi, że się nie wychowuje, a autorytet posiada?

LECH WAŁĘSA: To zależy, jaki autorytet. Tę całą akcję z „Tańcem z gwiazdami” zrobiła bez mojego autorytetu, bez mojej zgody. Jej pozostanie w Warszawie to też nie był mój pomysł. Chciałem ją wciągnąć w politykę, bo to przecież Wiktoria, a ona, kurczę, samodzielkę sobie zrobiła. W związku z tym to nie wiem, jak to z tym jej zachowaniem jest. W teorii ładnie mówi, no i oczywiście nie zrobiła żadnego numeru, ale praktycznie... to zrobiła.

GALA: I znów wymyślił pan wyraz: „samodzielka”, pewnie jako analogia do samowolki. Przy okazji wyszło na jaw, że jest pan bardzo łagodnym, tolerancyjnym ojcem.

LECH WAŁĘSA: Fizycznie nie brałem pod pachy, nie robiłem scen.

GALA: A umiałby pan postawić dziecku warunek: albo nauka, albo małżeństwo?

LECH WAŁĘSA: Nie, o nie. Bo… gdybym ja studiował, to kim byłbym dzisiaj? Najwyżej dyrektorem stoczni. Na pewno nie tym, kim jestem. No widzi pani? Nie byłoby rewolucji, bo byłbym po tamtej stronie. A tak moja kariera potoczyła się inaczej. Wtedy potrzebny był robotnik z krwi i kości, żeby masy go poparły. Żaden inny przypadek nie wchodził w grę.

GALA: Aż chciałoby się zacytować pana słowa: „Nie można mieć pretensji do Słońca, że się kręci wokół Ziemi”. Wymiguje się pan od odpowiedzi na pytanie, jak pan budował ojcowski autorytet.

LECH WAŁĘSA: Nic nie robiłem, to raczej żona. Kluczem jest nie tłumaczenie, nie wymuszanie, tylko przykład, zachowanie.

GALA: Ile osób w państwa domu zasiada do stołu w każde święta?

LECH WAŁĘSA: Wszyscy w komplecie, a więc rodzina dość duża, dwadzieścia parę osób.

GALA: Ilu ma pan wnuków?

LECH WAŁĘSA: Ośmioro, dziesięcioro? Nie wiem dokładnie. A może dzisiaj mi się coś urodziło? Zresztą wszystkie dzieci moje są. I wszystkie wnuki na świecie też.

GALA: A ilu chrześniaków?

LECH WAŁĘSA: Niepoliczalną ilość. Niektórzy to chrześniaki korespondencyjne, rozrzucone po świecie. Wiem tylko, że mój najstarszy chrześniak Yoshiko Umeda, Japończyk zakochany w Polce i w Polsce, nadal mieszka w Warszawie, jest doradcą gospodarczym komisji parlamentarnych. Najmłodszy chrześniak ma dwa lata. Nigdy nie odmawiam, bo lekkie wykręty wchodzą w grę, ale odmawiać nie wolno, bo to niechrześcijańskie.

Komentarze

Marcelina Zawadzka

Vero Moda - Sweter

Kup teraz

129.9 zł

Spódnica sp25

Kup teraz

89 zł

Carinii - Szpilki

Kup teraz

179.9 zł

Mango - Płaszcz Manuela

Kup teraz

199.9 zł