Poszkodowana Masha Markova długo zastanawiała się kto mógł ukraść jej płaszcz. „Rozmawiałam z babcią przez telefon i przeglądałam kolorowy magazyn. Nagle zobaczyłam Lindsay w moim futrze. Też była na tamtym przyjęciu" - opowiadała.

Dziewczyna za pośrednictwem swojego adwokata od razu skontaktowała się z aktorką. „Ona i jej agentka były bardzo dyskretne. Ani razu w rozmowie nie padło słowo płaszcz. Powiedziały tylko, że niedługo dostanę od nich przesyłkę. I rzeczywiście. Już na drugim dzień miałam swoje futro. Ale było podarte i śmierdziało papierosami". Masha zapowiedziała Lindsay, że będzie się domagała 10 tysięcy dolarów odszkodowania. „Tłumaczyła, że cała ta sprawa to zwykła pomyłka. A ja nie wierzę w takie pomyłki" - dodała.